Wspólnota Polska
Wiadomosci
wspolnotapolska.org.pl

73. rocznica akcji batalionu "Parasol" AK na aptekę Wendego na Krakowskim Przedmieściu 55 w Warszawie.

 

 

10 lipca 2017  r. Zarząd Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" wraz z delegacją Dowództwa Wojsk Obrony Terytorialnej złożyli kwiaty pod tablicą, upamiętniającą akcję plutonu z I kompanii Batalionu "Parasol"  Armii Krajowej w 73. rocznicę akcji na aptekę Wendego na Krakowskim Przedmieściu 55 w Warszawie.

Tablica powstała w 2009 r. z inicjatywy Oddziału Warszawskiego SWP przy pomocy Rady m. st. Warszawy. W uroczystości odsłonięcia tablicy wziął udział dowódca akcji, śp. gen. Janusz Brochwicz-Lewiński ps. "Gryf", śp. Prezes Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" Maciej Płażyński, władze Warszawy, kapituła Orderu Wojennego Virtuti Militari, attache wojskowy W. Brytanii w Polsce płk Nowak, kombatanci, harcerze i wielu warszawiaków. 

10 lipca 1944 r.   grupa 12 żołnierzy "Parasola", w tym 3 kobiety dokonała akcji  bojowej na niemiecką aptekę Wendego na Krakowskim Przedmieściu 55 w Warszawie. Miałem zaszczyt dowodzić tą akcją – wspomina dowódca akacji  Janusz Brochwicz Lewiński "Gryf".

W lutym 1944 r. płk Nil rozkazał mi wrócić z lasu do Warszawy, właczony zostałem do Kedywu, do "Parasola". Miałem już wtedy spore doświadczenie bojowe, bo w lesie nie odpoczywaliśmy, było gdzie ćwiczyć. Znałem dobrze język niemiecki, potrzebny, aby bez walki wejść do tej apteki. Przygotowania do powstania odbywały się także na polu zaopatrzenia, w tym wypadku dla służb sanitarnych, bo Polacy nie mieli żadnego dostępu do środków chirurgicznych i leków, potrzebnych walczącym oddziałom. Jeden z polskich pracowników apteki poinformował dowództwo, że w magazynach apteki Niemcy zdeponowali właśnie duży transport leków dla szpitali polowych frontu wschodniego. Otrzymałem za zadanie zdobyć to zaopatrzenie. Akcję przygotowywałem kilka dni. Musiałem zbadać dokładnie cały budynek i jego okolicę, aby zlokalizować możliwe zagrożenia...

Akcję zatwierdzono na dzień 10 lipca, godz. 5.30. W zasadzie tej nocy nie zmrużyłem oka. Akcja przebiegała jak zwykle. Łączniczki odebrały od nas dokumenty i przekazały broń. Dzielne dziewczyny, musiały ją ciągnąć przez miasto, na szczęście broń krótką. Moja łączniczka, śliczna jak marzenie Boja (zginęła w pierwszych dniach powstania na Pl. Trzech Krzyży) przyniosła moją broń. Potem dziewczyny zajęły stanowiska obserwacyjne na obu końcach ul. Koziej. W tym czasie była ona niemiecką domeną. W najbiższym sąsiedztwie stacjonowała policja, lotnicy i inne formacje, zakwaterowane w budynkach dawnego Ministerstwa Spraw Wojskowych. Gdybyśmy coś spaprali, na głowę zwaliłyby się nam setki uzbrojonych Niemców.

Przyjechaliśmy półtonową ciężarówką, ośmiu żołnierzy ubranych w stroje robotników. Ja w cywilu, ale ze swastyką wpiętą w klapę marynarki. Zastukałem w drzwi apteki. Aptekarz otworzył małe okienko, przez które wręczyłem mu niemiecką receptę, wyjaśniając, że mój szef ma straszne bóle i potrzebuje szybko leku. Aptekarz wpuścił mnie do środka i wtedy sterroryzowałam jego i kilka osób pracujących w aptece. Poprosiłem grzecznie, aby usiedli na podłodze i nie robili przeszkód. Wpuściłem resztę załogi. Poprosiłem aptekarza o otwarcie składów. Udawał, że nie ma kluczy, musieliśmy wyłamywać zamki. Chłopcy szybko załadowali "towar" na ciężarówkę i czym prędzej odjechaliśmy. Akcja trwała dłużej, niż planowałem, ale udało się nie użyć broni. W przeciwnym wypadku byłoby po nas. Przechodzące patrole nie zwróciły uwagi na stojącą ciężarówkę, widocznie nie przypuszczali, że mogliśmy być tak bezczelni. Pojechaliśmy na Poznańską i tam protokolarnie przekazaliśmy towar służbie sanitarnej. Był to jakiś warzywniak, będący jednoczesnie naszym punktem kontaktowym.

Dokumenty z akcji zachowały się, a opis akcji mozna znaleźć w monografii Piotra Stachiewicza pt. "Parasol". 

logo_msz2
Przedsięwzięcie finansowane ze środków otrzymanych od Kancelarii Senatu w 2016 roku w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą.
FACEBOOK