Wspólnota Polska
Wiadomosci
wspolnotapolska.org.pl

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

Zjazd obradował w dniach 28 kwietnia - 3 maja 2001 r. pod hasłem "Polacy i Polonia u progu Nowego Tysiąclecia". Uczestniczyło w nim 351 osób, w tym 162 delegatów z 51 krajów ze wszystkich kontynentów oraz przedstawiciele nauki, kultury, duszpasterze i dziennikarze polonijni. Polskie Radio S.A. i TV Polonia objęli patronat medialny. W programie Zjazdu zaplanowano imprezy w czterech miastach: w Warszawie - otwarcie Zjazdu, w Pułtusku - obrady plenarne, w Krakowie - zamknięcie Zjazdu oraz pielgrzymkę na Jasną Górę, wieńczącą pobyt w Ojczyźnie. Obradowano w następujących komisjach: Komisja ds. Polaków za Granicą, Komisja Promowania Spraw Polskich w Świecie, Komisja ds. Współpracy Organizacji Polonijnych ze Strukturami Duszpasterskimi, Komisja ds. Oświaty i Młodego Pokolenia, Komisja ds. Pomocy Socjalnej, Charytatywnej i Problemów Repatriacji. Zjazd na posiedzeniu plenarnym 1 maja 2001 r. przyjął 26 uchwał i 59 rezolucji oraz Uchwałę w sprawie ogólnoświatowej organizacji polonijnej.

KRONIKA ZJAZDU 28 kwietnia - 3 maja 2001

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001
 
 
28 kwietnia, Warszawa


Uroczystą Mszę św. inaugurującą Zjazd odprawił Prymas Polski, kardynał Józef Glemp w kościele Św. Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu. W koncelebrze wzięło udział ponad 20 duchownych z różnych stron świata. Oprawę muzyczną zapewnił chór mieszany "Canticum Novum" z Czeskiego Cieszyna pod kierunkiem Leszka Kaliny, który odśpiewał m.in. "Gaude Mater Polonia", "Nieście chwałę, mocarze" Gomółki i "Ave verum corpus" Mozarta.

Prymas Polski rozpoczął homilię od stwierdzenia, że II Zjazd odbywa się na początku nowego tysiąclecia, w wolnej i demokratycznej Polsce i podkreślił, że "właśnie wolność polityczna pozwala nam - Polakom ze Wschodu i z Zachodu - spotkać się po raz drugi". Przypomniał cztery drogi, które przywiodły Polaków do zdobycia wolności: walkę orężną, kulturę, cierpienie i modlitwę. Mówił o nowych wyzwaniach dla Kościoła, od którego Polonia może oczekiwać duchowej i społecznej pomocy. Porównywał skalę uczuć patriotycznych i gorliwość w obszarze wiary, a na zakończenie powiedział: "Połączenie żywej wiary z gorącą miłością Ojczyzny pozwoli nam znaleźć odpowiednie metody współpracy między Polakami i Polonią. Rozpoczynając nowe stulecie, możemy postawić sobie śmiałe pytanie i sformułować odpowiedź. Tym pytaniem jest: co Polacy żyjący w świecie dają Polsce, a co Polska - przez swoich synów i córki - daje światu? Są to dwa bieguny dwóch obowiązków. Nie są one zupełnie nowe, ale obecnie nabierają nowej siły. Obecność Polaków w świecie to nie tylko bezszelestne wsiąkanie w inną ojczyznę, ale też dawanie tego, co dobre, co uzupełnia, bogaci. Tak samo Polska ma prawo spodziewać się, że rozproszeni w świecie synowie czy wnukowie będą pamiętali o niej - nie tylko biednej i cierpiącej, ale i dającej światu świetlane przykłady św. Maksymiliana Kolbego, św. siostry Faustyny, Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego i tylu innych. Niech więź miłości z Janem Pawłem II, który kocha i jednoczy całą rodzinę ludzką, a zarazem służy w miłości swojemu narodowi, będzie podstawą do odpowiedzi, co w tym stuleciu Polonia może dać Polsce, a co Polska - przez Polaków - może dać światu". Na zakończenie Mszy św. wszyscy uczestnicy odśpiewali "Boże coś Polskę".

Następnie przeszli ulicami miasta pod Grób Nieznanego Żołnierza, gdzie w asyście Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego i z udziałem pocztów Harcerstwa Polskiego na Wschodzie przedstawiciele największych organizacji polonijnych złożyli wieńce. W uroczystości wzięła udział marszałek Senatu RP prof. Alicja Grześkowiak.

Po tych uroczystościach w gościnnych wnętrzach Domu Polonii w Warszawie - siedzibie Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" oraz w ogródku uczestnicy Zjazdu, zaproszeni goście i dziennikarze zostali podjęci obiadem, wydanym przez Dom Polonii w Pułtusku.

Z okazji Zjazdu w warszawskim Domu Polonii prezentowane były wystawy fotograficzne - jedna ukazywała 10-letni dorobek Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", druga zaś prace Ośrodka ds. Polskiego Dziedzictwa Kulturowego poza Granicami Kraju.

Oficjalne otwarcie II Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy odbyło się o godzinie 16 w wypełnionym do ostatniego miejsca Teatrze Polskim w Warszawie. Kiedy goście honorowi zasiedli w lożach pierwszego piętra, na scenę wszedł prezes Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" prof. Andrzej Stelmachowski i przywitał wszystkich zebranych, zwłaszcza przedstawicieli władz RP. Na uroczystość przybyli m.in.: marszałek Senatu RP Alicja Grześkowiak, marszałek Sejmu RP Maciej Płażyński, premier Jerzy Buzek, wicemarszałkowie: Senatu - Marcin Tyrna oraz Sejmu - Jan Król i Stanisław Zając, przewodniczący sejmowej Komisji do spraw Łączności z Polakami za Granicą poseł Ryszard Czarnecki, przewodnicząca senackiej Komisji Spraw Emigracji i Polaków za Granicą Janina Sagatowska, szef Kancelarii Senatu RP minister Bogdan Skwarka, przedstawiciele resortów z wiceministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim na czele oraz posłowie i senatorowie. W loży honorowej zasiadł też ostatni prezydent RP na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski. Na spotkanie z Polonią przyszli również przedstawiciele władz stolicy - wiceprezydent Miasta Warszawy Tomasz Sieradz oraz władz wojewódzkich - marszałek Województwa Mazowieckiego Zbigniew Kuźmiuk.

Witając gości, prof. Stelmachowski szczególnie serdecznie pozdrowił Władysława Oszeldę z Cieszyna - członka Światpolu, uczestnika Zjazdu Polonii z 1934 roku.

Po powitaniach odegrano polski hymn narodowy, a następnie rozpoczęła się prezentacja przedstawicieli największych ośrodków polonijnych. Przy stole prezydialnym zasiedli: ks. abp Szczepan Wesoły - sekretarz Komisji Episkopatu Polski dla Duszpasterstwa Emigracji, prof. Andrzej Stelmachowski - prezes Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", Helena Miziniak - prezydent Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych i zarazem przewodnicząca Komitetu Organizacyjnego Zjazdu, Emilia Chmielowa - prezes Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie, Leopold Biłozur - przewodniczący Komisji Kombatantów USOPAŁ i prezes Związku Polaków w Argentynie, Elżbieta Rogacka - prezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej, Edward Moskal - prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej i Janusz Rygielski - prezes Rady Naczelnej Organizacji Polskich w Australii.

Przemówienie na otwarcie II Zjazdu wygłosiła przewodnicząca Komitetu Organizacyjnego Zjazdu Helena Miziniak z Wielkiej Brytanii. Zacytowała słowa męża stanu Wincentego Witosa: "Wolna Ojczyzna i państwo niepodległe są największym i najcenniejszym skarbem każdego człowieka, ale Ojczyzna nie może być tylko nazwą, lecz rzeczywistością. Matką dla wszystkich o równych prawach i równych obowiązkach. Zaprzestańcie wszelkich kłótni i sporów między sobą, stańcie się jedną mocną, solidarną i kochającą się rodziną. Razem możecie dokonać cudów - osobno do niczego nie będziecie zdolni. Nie marnujcie czasu i sił na rzeczy drobne - jak załatwicie wielkie, mniejsze przyjdą same. Idźcie z czasem i postępem naprzód, ale szanujcie prawdy i dogmaty wiekami uświęcone, a ponad wszystko zachowajcie honor i godność Wam przystojną" oraz zaapelowała, aby II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy stał się okazją do zastanowienia się nad tym, co nas - mimo wielu różnic - może i powinno łączyć dla wielkich celów narodowych i państwowych.

Marszałek Senatu RP prof. Alicja Grześkowiak w swoim wystąpieniu podkreśliła, że harmonijna współpraca najważniejszych instytucji w państwie jest gwarancją skutecznej pomocy dla Polonii. Zapewniła uczestników Zjazdu słowami: "Macie prawo do troski, opieki i pomocy ze strony państwa polskiego" oraz wyraziła pragnienie, aby "idea solidarności patronowała obradom Zjazdu".

Marszałek Sejmu RP Maciej Płażyński zaapelował, by szczególną troską otoczyć młodych Polaków, żyjących za granicą, dzięki którym mogą przetrwać ideały narodowe, które w ciągu wieków ocaliły Polskę przed "niejedną burzą dziejową".

Premier, prof. Jerzy Buzek, przywitał uczestników Zjazdu słowami "Dzień dobry w Polsce". Przypomniał ogromny wkład Polaków - dziewiętnastowiecznych emigrantów - w budowę i rozwój krajów zamieszkania oraz rolę współczesnych wychodźców, będących ambasadorami spraw polskich w świecie. Podkreślił zwłaszcza wysiłek Polonii amerykańskiej na rzecz przyjęcia Polski do NATO. Premier witał Polonię w jej "domu rodzinnym, który wzrasta, chociaż wzrastanie to nie jest pozbawione niezwykłych napięć i konfliktów", dlatego dodał, że konieczna jest zmiana postaw Polaków - tych z kraju i tych spoza granic - "potrzeba nam jedności na gruncie wartości pozytywnych. Niezbędne jest powszechne traktowanie państwa w kategoriach dobra wspólnego i kształtowania szacunku dla cnót obywatelskich(...). Odpowiedzialność za wspólnotę to także odpowiedzialność za słowo, to nasz zbiorowy obowiązek" - kontynuował. Wyraził też przekonanie, że jeśli wielkie słowo solidarność "zapanuje nad naszymi działaniami i naszymi przedsięwzięciami w przyszłości, to będzie nam znacznie łatwiej w tym trudnym świecie, w którym my wszyscy Polacy zawsze stanowimy jedność".

W imieniu Polonii wystąpił prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej i Związku Narodowego Polskiego Edward Moskal. Przypomniał krótko historię polskiej emigracji za oceanem, a także jej wysiłki zmierzające do odrodzenia Kraju oraz troskę o polskie interesy. Podkreślił, że istnienie i aktywna polityka Polonii amerykańskiej przyczynia się wciąż w ogromnej mierze do cywilizacyjnego podnoszenia poziomu życia w Polsce. Wyraził jednocześnie ubolewanie, że dla Amerykanów polskiego pochodzenia bardzo bolesne jest przedmiotowe traktowanie ich przez władze RP - nie jak godnego zaufania partnera, lecz podległego petenta. Zwrócił zwłaszcza uwagę na brak konsultacji z Polonią przy podejmowaniu decyzji jej dotyczących oraz odpowiadanie "urzędowym ostracyzmem" i "stawianiem represyjnych, dyplomatycznych kroków" za każdą krytyczną uwagę zgłoszoną przez Polonię. Zwracając się do rządzących Polską powiedział: "Przyjmijcie zatem w dobrej wierze naszą deklarację i wyciągniętą ku wam dłoń. Chcemy, by w Polsce działo się jak najlepiej. Życzymy jej tego z całego serca. Możecie wciąż na nas liczyć w chwili potrzeby. Ale patrzcie na nas i traktujcie nas serio".

Następnie referat wprowadzający w tematykę obrad, pt. "Kryzys i wizja życia organizacyjnego na emigracji", wygłosił ks. abp Szczepan Wesoły. Myślą przewodnią wystąpienia było stwierdzenie, że organizacje polonijne powinny skupić się na promocji kultury polskiej w świecie: "Jeżeli będziemy umieli przekazać wartości naszej kultury, jeżeli wartości kultury staną się etosem Polonii, jak kiedyś tym etosem była niepodległość, na pewno będziemy mieli duże perspektywy w tworzeniu organizacji i ożywieniu istniejących. Polonia ma na pewno perspektywy rozwoju".

Po przerwie, w drugiej części uroczystości otwarcia Zjazdu, wystąpił zespół "Mazowsze" z koncertem zatytułowanym "Nad Wisłą się urodziłem". Artyści zaprezentowali m.in. poloneza, mazurka, krakowiaka, tańce kaszubskie, pieśni i zabawy pasterskie, pieśni cieszyńskie i flisackie oraz melorecytacje i wiązankę pieśni patriotycznych. Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca "Mazowsze" im. Tadeusza Sygietyńskiego tańczy i śpiewa już ponad 50 lat. Występowali w 45 krajach na pięciu kontynentach. Oglądało ich ok. 15 milionów widzów w kraju i poza jego granicami. Uczestnicy II Zjazdu Polonii przyjęli występ "Mazowsza" w Teatrze Polskim burzliwymi oklaskami, a w tym samym czasie Bodek Kwasny z chicagowskiego radia telefonował za kulisy po najświeższe wiadomości.

 

 

29 kwietnia, Pułtusk

W niedzielę w Kolegiacie Pułtuskiej odprawiona została dla uczestników Zjazdu Msza św. z udziałem przedstawicieli Kościołów ewangelickich. Homilię, opartą na przesłaniu z Dziejów Apostolskich "Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi", wygłosił ks. bp Stanisław Wielgus. Podkreślił, że "Minęło prawie dwa tysiące lat od chwili, gdy Apostołowie wypowiedzieli te słowa, a mimo to nie straciły one do dziś nic ze swojej ponadczasowej ktualności". Przedstawił zagrożenia, na jakie narażona jest obecnie cywilizacja chrześcijańska ze strony ideologii postmodernizmu, głoszącego relatywizm poznawczy i moralny, odrzucający obiektywne normy i nakazy moralne. Wskazał na błędne utożsamianie patriotyzmu i miłości do ojczyzny z nacjonalizmem oraz podkreślił, że: "Ukochanie i przywiązanie do Ojczyzny jest uczuciem, na które zdobyć się mogą tylko ludzie szlachetni i wielkoduszni. (...) Patriotyzm jest kategorią nakierowaną na dobro wspólne, nie na własne egoistyczne cele. Bez troski o dobro wspólne, każda społeczność szybko się dezintegruje i rozpada. I dlatego jest sens budzić patriotyzm w duszach młodych pokoleń we współczesnym świecie, także patriotyzm młodych pokoleń Polaków". Nawiązał do tysiącletniej tradycji Polaków występujących w obronie wolności, niepodległości, kultury i religii przodków oraz zachęcał do przeciwstawiania się złu i podejmowania wysiłków przyczyniających się do "wzrostu kapitału dobra w Ojczyźnie". Na zakończenie Ksiądz Biskup powiedział: "Cieszymy się, że nasi Rodacy, żyjący w różnych krajach świata, są dziś z nami. Mamy świadomość, jak bardzo wiele dobrego uczynili i czynią nadal dla swojej polskiej Ojczyzny. Jesteśmy im za to głęboko wdzięczni. Dziękujemy im z całego serca. Modlimy się za nich i prosimy ich o dalszą solidarność z nami, żyjącymi na stałe w Polsce, w naszych zmaganiach ze złem i w budowaniu, w oparciu o Boże Przykazania i Chrystusową Ewangelię, dobrej, mądrej, uczciwej i silnej Ojczyzny - Matki wszystkich myślących i czujących po polsku".

Na miejsce obrad plenarnych Zjazdu wybrano Dom Polonii w Pułtusku, mieszczący się w zabytkowych murach zamku, będącego niegdyś siedzibą biskupów płockich. Obecnie jest to nowoczesny kompleks hotelowo-gastronomiczny, pięknie położony nad Narwią na skraju Puszczy Białej, kuszący gości licznymi atrakcjami, a przede wszystkim wyśmienitą polską kuchnią. Dom Polonii dysponuje miejscami hotelowymi w Zamku, Kasztelu, Domu Kresowym i Stanicy Wodnej oraz zamkowymi restauracjami, kawiarnią i klubem nocnym. Specjalnie na II Zjazd Polonii wybudowano obszerną salę konferencyjną na ok. 400 miejsc, usytuowaną pomiędzy Zamkiem a Stanicą Wodną, w której toczyły się obrady plenarne Zjazdu. W krużgankach Zamku prezentowana była wystawa "Kresy na starych pocztówkach".

Zjazd rozpoczął swoje prace od powołania Prezydium i przewodniczących komisji roboczych. Przewodniczącym Prezydium Zjazdu został wybrany prof. Andrzej Stelmachowski, członkami zostali: Emilia Chmielowa, Helena Miziniak, Edward Moskal, Elżbieta Rogacka, Halina Subotowicz Romanow - prezes Kongresu Polaków w Rosji, Janusz Rygielski, Aleksander Zając - przewodniczący Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech, Andrzej Garlicki - wiceprezes krajowy, senior Kongresu Polonii Kanadyjskiej, Leopold Biłozur, ks. abp Szczepan Wesoły, Tadeusz Kruczkowski - prezes Związku Polaków na Białorusi, Ryszard Śmigielski - przewodniczący Federacji Organizacji Polskich "Polonia" w Danii. Na przewodniczących komisji zjazdowych zostali wybrani: Kazimierz Musielak (USA) - Komisja ds. Polaków za Granicą, Leopold Biłozur (Argentyna) - Komisja promowania spraw polskich w świecie, ks. abp Szczepan Wesoły - Komisja ds. współpracy organizacji ze strukturami duszpasterskimi, Adam Błaszkiewicz (Litwa) - Komisja ds. oświaty i młodego pokolenia, prof. Zygmunt Kolenda (Polska) - Komisja ds. pomocy socjalnej, charytatywnej i problemów repatriacji. Powołano także Komisję Organizacyjno-Wnioskową Zjazdu pod przewodnictwem Heleny Miziniak z Wielkiej Brytanii. Obrady plenarne prowadziła Elżbieta Rogacka - prezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej.

Referat wprowadzający do obrad Zjazdu pt. "Dorobek 10-lecia Niepodległej Polski a Polacy za Granicą" wygłosił prof. Andrzej Stelmachowski. Poruszył w nim pięć głównych zagadnień: 1. Czym wyraża się polskość u progu XXI wieku, 2. Cel działalności organizacji polskich i polonijnych, jak również organizacji krajowych stawiających sobie za cel współpracę z rodakami za granicą, 3. Pozyskanie młodego pokolenia, 4. Stapianie się różnych fal emigracyjnych i 5. Wdrażanie zasady solidarności. Pomocne w realizacji tych celów miałyby być rozwój oświaty polonijnej i kultury polskiej oraz objęcie opieką duszpasterską Polonii.

Następnie głos zabrał gość Zjazdu, minister kultury i dziedzictwa narodowego Kazimierz M. Ujazdowski. W swoim wystąpieniu zwrócił uwagę na rolę i znaczenie kultury dla jedności narodowej Polaków oraz podkreślił szczególny wkład Polonii i Polaków z zagranicy w przetrwanie niezależnej kultury polskiej, która bez cenzury mogła rozwijać się tylko na obczyźnie. Minister Ujazdowski podkreślił, że dzisiaj zadaniem Polonii jest promowanie Polski poprzez kulturę i dążenie do zmiany wizerunku naszego kraju. Ministerstwo powołało specjalną strukturę w kraju - Instytut Adama Mickiewicza, mającą na celu przeprowadzenie szeregu akcji prezentujących współczesną Polskę w świecie. W tym zakresie konieczna będzie współpraca Kraju z Polonią - podsumował minister.

W imieniu Kongresu Polonii Kanadyjskiej, reprezentującego ok. 250 organizacji polonijnych, wystąpiła Elżbieta Rogacka. Wyraziła opinię, że "u progu nowego tysiąclecia powinniśmy patrzeć w przyszłość" i dodała, że "Polonia Świata jako organizacja łącząca wszystkie Polonie na Wschodzie i Zachodzie może służyć jako potężna siła, która ma wpływ na układy międzynarodowe, budująca poparcie i sympatie dla Polski".

Unię Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej reprezentował Leopold Biłozur, który odczytał referat nieobecnego na zjeździe Jana Kobylańskiego, prezesa Unii. Podstawowym postulatem USOPAŁ-u na II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy było stworzenie wielkiej światowej organizacji polskiej, "przysparzającej sił w osiąganiu patriotycznych celów".

W imieniu Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych głos zabrała Helena Miziniak. Nawiązując do historii stwierdziła, że skończył się etos niepodległościowy dla Polaków zamieszkałych poza krajem i obecnie potrzebna jest nowa motywacja i inne formy działania. Pomimo jedenastoletniej transformacji ustrojowej Kraju - kontynuowała - Polonia czuje się zepchnięta na margines, a ponawiane na kolejnych zjazdach i spotkaniach słowa "nic o nas bez nas" pozostają bez odpowiedzi. Mówiąc o tym, jak wiele spraw dotyczących Polaków poza Krajem nie znajduje dostatecznego zrozumienia przez władze polskie, postawiła pytanie "dlaczego siła naszego przebicia jest taka słaba?". I odpowiedziała, że większość polonijnych organizacji działa prężnie, ale w pojedynkę, dlatego należy zastanowić się: "Czy nie powinniśmy powrócić do dyskusji nad przyszłym modelem organizacji o zasięgu światowym?".

Przewodniczący Rady Naczelnej Polskich Organizacji w Australii Janusz Rygielski na sesji plenarnej Zjazdu rozprawił się z mitami o Polakach w Australii, leżących pod palmą lub przemierzających kontynent w podróżach krajoznawczych. Wyjaśnił, że sytuacja materialna starej emigracji jest bardzo trudna, zaś młode pokolenie koncentruje się na karierze zawodowej i utrzymaniu rodziny. Skutkiem tego jest zmniejszenie zainteresowania sprawami polskimi, pracą w organizacjach i utrzymaniem obiektów polonijnych. Odniósł się także do kwestii systematycznego zniesławiania Polski i Polaków przez media australijskie. Uznał za konieczne wypracowanie wspólnej z władzami RP strategii w obronie dobrego imienia Polski.

Związek Polaków na Białorusi reprezentował jego prezes Tadeusz Kruczkowski. Analizując sytuację ludności polskiej na Białorusi wyraził żal, że nasze władze robią zbyt mało, by prawa mniejszości polskiej w tym kraju były przestrzegane. Poruszył również kwestię prawnej sytuacji Polaków białoruskich, przypominając fakt, że to nie oni wyjechali z Polski, lecz "ona ich opuściła", a ówczesne władze polskie zaakceptowały pozbawienie ich przez władze radzieckie obywatelstwa polskiego. Podkreślił, że Polsce powinno zależeć na mocnej pozycji Polaków na Białorusi, którzy mogą tworzyć na Wschodzie silne lobby polskie, jednak Kraj musi pomóc w stworzeniu polskiej inteligencji. Polska powinna przeciwstawiać się wynaradawianiu Polaków, zwłaszcza poprzez dążenie do zachowania języka polskiego w Kościele i katechizacji. Prezes ZPB uważa, że Polacy na Białorusi mogą odegrać niemałą rolę w integracji Białorusi z Europą.

W imieniu Kongresu Polonii Amerykańskiej wystąpił Kazimierz Musielak - skarbnik Związku Narodowego Polskiego. W swojej wypowiedzi wskazał dwa zasadnicze cele działalności KPA: "Po pierwsze dąży do tego, ażeby Amerykanie polskiego pochodzenia brali czynny udział w działalności publicznej, zajmowali we wszystkich dziedzinach życia amerykańskiego miejsce należne naszej grupie etnicznej, miejsce ze względu na jej liczebność i wkład w rozwój tego kraju. A także zabiega o zachowanie tysiącletniego dziedzictwa historycznego i kulturalnego narodu polskiego w kręgach amerykańskiej Polonii. Po drugie niesie pomoc narodowi polskiemu".

Po wystąpieniach przedstawicieli organizacji polonijnych z krótkim pozdrowieniem do uczestników Zjazdu wystąpił wicemarszałek Sejmu RP Franciszek Jerzy Stefaniuk, który przypomniał znaczenie emigracji chłopskiej w zachowaniu kultury i wiary na obczyźnie. Na ręce Prezydium Zjazdu złożył list od Prezesa Polskiego Stronnictwa Ludowego Jarosława Kalinowskiego.

Na zakończenie obrad plenarnych wystąpił wiceminister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Po krótkim wstępie, nawiązującym do przekazania w 1990 roku przez ostatniego prezydenta RP na Uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego insygniów władzy prezydenckiej wybranemu w wolnych wyborach Lechowi Wałęsie oraz do II Zjazdu Polonii w 1992 roku, powiedział, że były to wydarzenia symboliczne, ponieważ "dla wszystkich rozsianych po świecie Polaków Polska stała się na powrót źródłem, z którego chcieliby zaspokajać swe zrodzone z polskiego rodowodu potrzeby i z którym wiążą nadzieję na owocną i obopólnie korzystną współpracę". Następnie przedstawił, jak w ciągu minionej dekady realizowana była polityka polonijna państwa, skupiając się na dwu jej sferach - oświacie i kulturze. W odniesieniu do zagwarantowania praw mniejszości polskiej w krajach ościennych minister powiedział, że: "Polacy za granicą mieszkają w różnych krajach. Ich sytuacja jako mniejszości narodowych zależy więc przede wszystkim od polityki władz miejscowych. Na nią z kolei powinny wpływać traktaty i umowy zawarte z Polską". Dodał także, że egzekwowanie zapisanych w nich postanowień wiedzie przez konsekwentny dialog oraz współpracę Polski i polskich mniejszości. W tym kontekście przypomniał o sukcesie polskiego rządu, jakim było wypowiedzenie - będącej reliktem z czasów Związku Radzieckiego - Konwencji o unikaniu podwójnego obywatelstwa. Obecnie Polacy na Ukrainie i Białorusi nie muszą już prosić władz tych państw, gdy chcą nabyć obywatelstwo polskie. W zakończeniu swojego wystąpienia minister Sikorski wyraził przekonanie, że: "biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenia, a przede wszystkim łączącą nas wspólnotę interesów - współpraca Polski z Polonią i Polakami za granicą będzie się rozwijała nadal w oparciu o takie zasady jak partnerstwo, dialog i kooperacja".

Po przerwie obiadowej kontynuowano wystąpienia przedstawicieli ośrodków i środowisk polonijnych. W tej części debaty wystąpili m.in.: prof. Romuald Brazis - rektor Uniwersytetu Polskiego w Wilnie, Waldemar Tomaszewski - poseł na Sejm litewski, przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, Ałła Kuźmińska - prezes Związku Polaków w Armenii "Polonia", prof. Maria Filina - prezes Związku Kulturalno-Oświatowego w Gruzji "Polonia", hm Franciszek Kucharski - reprezentujący Krajowy Związek Weteranów Walk, pełnomocnik Zarządu Głównego AK, Halina Subotowicz Romanow - prezes Kongresu Polaków w Rosji, Maria Mirecka-Loryś - prezes Koła Lwowian KPA, prof. Halina Rusek - delegat Kongresu Polaków w Republice Czeskiej, dr Konrad Sutarski - przewodniczący Ogólnokrajowego Samorządu Mniejszości Polskiej na Węgrzech, dr Zbigniew Kostecki - prezes Kongresu Polonii Niemieckiej, Walenty Tyszkiewicz - prezes Centrum "Polonia Turkmeńska", Władysława Majewska - przewodnicząca Polsko-Flamandzkiego Klubu Kulturalnego "Watra", której wystąpienie w gwarze góralskiej zrobiło furorę, Eugeniusz Gawor - delegat z Arabii Saudyjskiej, Czesław Maryszczak - wiceprezes Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Wielkiej Brytanii, dr Jan Pyszko - prezes Związku Organizacji Polskich w Szwajcarii, Stanisław Kostecki - prezes Związku Polaków na Ukrainie, Zygmunt Szkopiak - prezydent honorowy Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych, Mieczysław Dutkowski - skarbnik KPA.

Wieczorem w Kolegiacie pułtuskiej uczestnicy Zjazdu, goście oraz mieszkańcy Pułtuska wysłuchali wspaniałego koncertu w wykonaniu orkiestry "Sinfonia Varsovia" pod dyrekcją Pawła Przytockiego. Wysłuchano m.in.: "Arii na strunie G" ze Suity nr 3 D-dur J.S. Bacha, Uwertury do opery "Dwie chatki" K. Kurpińskiego i III Symfonii D-dur op. 55 "Eroica" L. van Beethovena. Artyści zostali nagrodzeni owacją na stojąco.

Natomiast już po zmroku nad Narwią odbył się pokaz ogni sztucznych oraz kolacja przy ognisku z pieczeniem dzika i jagnięcia. Najbardziej wytrwali uczestnicy Zjazdu tańczyli w tawernie do późnych godzin nocnych.

 

 

30 kwietnia, Pułtusk

W drugim dniu obrad Zjazdu delegaci zaraz po śniadaniu przystąpili do pracy w wybranych przez siebie komisjach. Dyskusje odbywały się w pięciu zespołach w różnych salach na terenie Zamku w Pułtusku.

W Komisji ds. Polaków za Granicą pod przewodnictwem Kazimierza Musielaka (USA) wzięło udział ok. stu osób, w tym przedstawiciele władz RP: przewodniczący sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą Ryszard Czarnecki, wicedyrektor Departamentu Obywatelstwa MSWiA Artur Kozłowski i dyrektor Departamentu Polonii MSZ Wojciech Tyciński.

Podczas obrad w komisji wygłoszono następujące referaty: Jan Babiasz (Rumunia) - Formy współpracy między organizacjami polonijnymi oraz Krajem i Stowarzyszeniem "Wspólnota Polska"; dr Andrzej M. Garlicki (Kanada) - Współpraca organizacji Polonijnych pomiędzy sobą, z Krajem oraz ze Stowarzyszeniem "Wspólnota Polska"; dr Wojciech Wierzewski (USA) - Czy zdołamy utrzymać i utrwalić dobre imię Polski i Polaków w XXI stuleciu? Z perspektywy przedstawiciela Nowej Emigracji do Stanów Zjednoczonych; Janusz Rygielski (Australia) - Rola Polaków w krajach osiedlenia; Aleksander Zając (Niemcy) - Sytuacja Polaków w Niemczech. Przewodniczącemu komisji referat swój złożył także prof. Witold Łukaszewski (USA) - Polonia jako partner Polski.

Komisja w głosowaniu przyjęła 15 wniosków. W dyskusji członkowie komisji zajęli się m.in. problemami związanymi z Ustawą o obywatelstwie, postulowali równouprawnienie Polaków i Polonii całego świata w oparciu o ideę jednego narodu "wewnętrznego i zewnętrznego" oraz poruszono sprawę przyspieszenia wypłat odszkodowań za pracę przymusową w III Rzeszy. W tej komisji postawiono ponadto wniosek o ustanowienie 2 maja Światowym Dniem Polonii i Polaków z Zagranicy.

Obrady Komisji Promowania Spraw Polskich w Świecie prowadziła Halina Subotowicz Romanow (Rosja). Wygłoszono w kolejności następujące referaty: Eugenia Maresch (Wielka Brytania) - Zachowanie kultury narodowej i wspieranie instytucji polskich w świecie; red. Wojciech Białasiewicz ( USA) - Quo vadis polonijna praso?; Józef Szostakowski (Litwa) - Prasa polska za wschodnią granicą Macierzy: historia, teraźniejszość, perspektywy; ks. Andrzej Węgrzyn TChr (Urugwaj) - Środki masowego przekazu z punktu widzenia Ameryki Łacińskiej; Leopold Biłozur (Argentyna) - Emigracja polska w świecie na progu Trzeciego Milenium; dr Andrzej Biernat z Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych (Polska) - Archiwa a Polonia.

W obradach uczestniczyło ponad dziewięćdziesiąt osób. W dyskusji dominowały wnioski o zdecydowaną i szybką reakcję odpowiednich władz RP na przejawy polonofobii, rozpowszechniania oszczerstw i utrwalania negatywnych stereotypów przez media i instytucje zagraniczne. Podniesiono również konieczność ratowania polskiego materialnego dziedzictwa na Wschodzie oraz objęcie odpowiednią opieką polskich archiwaliów znajdujących się za granicą, a także doinwestowanie prasy polonijnej w celu kreowania lepszego wizerunku Polski w świecie. Komisja przyjęła przez aklamację 19 wniosków.

Komisja ds. Współpracy Organizacji Polonijnych ze Strukturami Duszpasterskimi pod przewodnictwem abp. Szczepana Wesołego obradowała w gronie ponad czterdziestu osób, głównie duchownych z Polskich Misji Katolickich oraz przedstawicieli Kościołów ewangelickich.

Wysłuchano następujących referatów: ks. abp Szczepan Wesoły - Obecność struktur Kościoła katolickiego w społeczeństwie polonijnym; ks. Alfred Bieta (Polska) - Polonia ewangelicka; ks. prof. Roman Dzwonkowski (Polska) - Polacy w Kościele katolickim na Wschodzie; Krystyna Mochlińska (Wielka Brytania) - Obecność Kościoła katolickiego w życiu Emigracji; Stanisław Kostecki (Ukraina) - Sytuacja języka polskiego w Kościele rzymskokatolickim na Ukrainie; dr Andrzej Pawłowski (Austria) - Polskie rodziny za granicą.

Komisja przyjęła 3 wnioski. W dyskusji dominował temat sytuacji języka polskiego w Kościele rzymskokatolickim na Wschodzie, gdzie wierni polskiego pochodzenia, którzy stanowią większość, coraz częściej są pozbawiani liturgii i katechizacji w języku polskim. Zwrócono uwagę na dwie kwestie: 1) prawo Polaków do zachowania w Kościele własnego języka wynikające z godności osoby ludzkiej i 2) tradycję duszpasterską Kościoła, którą zawsze było sprawowanie mecenatu nad działalnością kulturalną i społeczną. Komisja zgłosiła m.in. wniosek, który został przyjęty w uchwałach Zjazdu w brzmieniu: "Zjazd wyraża wielkie uznanie i wdzięczność dla duchowieństwa Kościoła katolickiego i innych Kościołów za ich wielką, historyczną rolę w zachowaniu przez Polonię i Polaków za granicą wiary i duchowego dziedzictwa kraju pochodzenia".

W Komisji ds. Oświaty i Młodego Pokolenia, obradującej pod przewodnictwem Adama Błaszkiewicza (Litwa), uczestniczyło ok. sześćdziesięciu osób. Wysłuchano czterech referatów: Jolanta Kuśmider (Kanada) - Oświata polonijna na Zachodzie; Czesława Osipowicz (Litwa) - Szkolnictwo polskiej mniejszości narodowej na Litwie; Aleksandra Śliwowska Bartsch (Brazylia) - Tożsamość narodowa młodego pokolenia Polonii w Ameryce Łacińskiej; dr Bogusław Szymański (Polska) - Problemy kształcenia młodzieży polonijnej w Polsce.

Podczas dyskusji zgłoszono 20 wniosków, które przyjęte zostały przez aklamację. Dominowały w nich prośby skierowane do Ministra Edukacji Narodowej o utworzenie programów edukacyjnych, wydanie podręczników oraz podnoszenie kwalifikacji nauczycieli polonijnych, a także zabezpieczenie potrzeb socjalnych osób studiujących w Polsce. Podniesiono także sprawę budowy szkół polskich na Białorusi oraz zachowania szkolnictwa polskiego na Litwie na poziomie szkoły średniej. Komisja zaproponowała zwołanie kolejnego Forum Oświaty Polonijnej w 2002 roku w celu omówienia problemów szkół polskich za granicą.

Komisja ds. Pomocy Socjalnej, Charytatywnej i Problemów Repatriacji obradowała w liczbie ok. czterdziestu osób. Przewodniczącym komisji był prof. Zygmunt Kolenda, prezes krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", obrady prowadziła Elżbieta Molnarne-Cieślewicz (Węgry). Zaprezentowano trzy referaty: dr Anna Paudyn (Kanada) - Pomoc charytatywna organizowana przez środowiska polonijne na Zachodzie; dr Marek Gawęcki (Polska) - Repatriacja Polaków z terenów byłego Związku Radzieckiego; Urszula Milczewska (Bułgaria) - Sytuacja polskich emerytów i rencistów zamieszkałych za granicą.

W dyskusji postawiono 16 wniosków, wśród których dominowały zagadnienia stworzenia lepszych przepisów prawnych umożliwiających dostarczanie do Kraju pomocy charytatywnej, realizacji umów dwustronnych w zakresie zabezpieczeń emerytalnych i rentowych, uproszczenie formalności związanych z repatriacją do Polski, objęcie pomocą materialną Polaków w Kazachstanie oraz zwiększenie placówek konsularnych w azjatyckiej części b. ZSRR.

Wieczorem w Pałacu Prezydenckim w Warszawie przedstawiciele Polonii spotykali się z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Witając gości Prezydent RP powiedział, że polską diasporę rozsianą po świecie charakteryzuje więź i ofiarność dla Kraju. "Wspominam z szacunkiem i wdzięcznością wszystkich działaczy organizacji polonijnych, nauczycieli, duchownych, dziennikarzy, ludzi biznesu, wszystkich, którzy przyczyniali się i przyczyniają do trwania takiej postawy, którzy pomogli nam zająć miejsce w Pakcie Północnoatlantyckim, którzy troszczą się o współczesną Polskę. Za tę pomoc, za wszystkie te dokonania serdecznie wszystkim dziękuję. Jestem przekonany, że także w przyszłości będzie Państwo nieformalnymi reprezentantami i ambasadorami Rzeczypospolitej" - mówił do zebranych Prezydent RP. Ponadto wezwał wszystkich Polaków do solidarności, zwłaszcza z Polakami mieszkającymi w krajach b. Związku Radzieckiego oraz do kształtowania wizerunku Polski według zasady, że wobec obcych o Polsce należy mówić tylko dobrze. Na ręce zgromadzonych złożył pozdrowienia dla Polaków i Polonii całego świata i powiedział: "Niech Polska będzie w sercach milionów ludzi, którzy mają poczucie korzeni i tradycji. Czyńmy wszystko, aby w XXI wieku młodzi ludzie w Polsce i za granicą, wszyscy ci, dla których Polska to jedno z najważniejszych słów, byli z niej, ze swojej Ojczyzny dumni".

Przedstawiciele Polonii zostali podjęci kolacją w ogrodach Pałacu Prezydenckiego.

Podczas gdy część uczestników Zjazdu gościła u Prezydenta RP, w Pułtusku odbył się koncert zatytułowany "Kresowa Dusza". Wystąpiły m.in.: Kapela Zamkowa "Drużbanci", litewska pieśniarka Luba Nazarenko oraz ośmioosobowa "Orkiestra św. Mikołaja" z Lublina, mająca w swym dorobku 5 albumów z muzyką folkową. Po koncercie w tawernie nad Narwią odpoczywano przy zamkowych nalewkach i staropolskim jadle - chleb ze smalcem i kwaszone ogórki - dyskutując o różnych problemach poruszonych podczas prac w komisjach.

 

 

1 maja, Pułtusk

Po dwudniowych obradach nadszedł czas na podsumowania, prezentowanie wniosków z prac komisji, wystąpienia uczestników oraz wolne wnioski i przyjęcie uchwał. Członkowie Prezydium Zjazdu zasiedli za stołem, a delegaci wypełnili po brzegi salę obrad plenarnych. Podobnie jak w pierwszym dniu, obrady prowadziła Elżbieta Rogacka.

Jako pierwszy wystąpił Jerzy Łagocki, wiceprezes Związku Polaków w Argentynie, który odczytał listy z życzeniami i pozdrowieniami od Marszałka Senatu Argentyny i od przedstawicieli Polonii w Posadas Misiones.

Następnie Grzegorz Sobocki, wiceprezes Zarządu Głównego Kongresu Polonii Kanadyjskiej i rzecznik prasowy Zjazdu, odczytał "Oświadczenie w sprawie wizerunku Polonii w mediach krajowych", krytykujące dziennikarzy prasowych i telewizyjnych za poszukiwanie sensacji i tendencyjne relacje z obrad Zjazdu. Po ożywionej dyskusji dokument został przyjęty przez delegatów większością głosów. Znalazły się w nim m.in. sformułowania: "Uczestnicy II Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy ze smutkiem i głębokim zaniepokojeniem stwierdzają, że zarówno wizerunek Polonii w krajowych mediach, jak i relacje z obrad Zjazdu w dużej mierze rozmijają się z rzeczywistością".

Zgłoszono propozycję wystosowania listu do Ojca Świętego Jana Pawła II, która została przyjęta przez aklamację. Z kolei wystąpił prof. Andrzej Stelmachowski i nawiązał do propozycji ustanowienia 2 maja Dniem Polonii i Polaków Zagranicą. Ponadto zgłosił postulat powołania instytucji broniącej dobrego imienia Polaka i Polonii poprzez monitorowanie mediów i opracowanie właściwej formy reakcji na pojawiające się w prasie oszczerstwa.

Przewodniczący Federacji Organizacji Polskich "Polonia" w Danii Roman Śmigielski odczytał list do Premiera Jerzego Buzka, skierowany przez przedstawicieli największych organizacji polonijnych w Europie i deklarujący wszelką pomoc z ich strony w sprawie wstąpienia Polski do Unii Europejskiej.

Następnie Witold Łukaszewski (USA) wystąpił z wnioskiem, aby przedyskutować propozycję powołania Unii Wspólnot Polonijnych, postawionej w dniu 30 kwietnia na spotkaniu przedstawicieli polonijnych organizacji kontynentalnych. Po dyskusji, w której uczestniczyli Andrzej Pawłowski z Austrii, Zbigniew Kostecki z Niemiec, Helena Miziniak z Wielkiej Brytanii i Tadeusz Pilat ze Szwecji, postawiono wniosek formalny o przegłosowanie uchwały, dotyczącej dokonania w ciągu najbliższych sześciu miesięcy zmian strukturalnych ogólnoświatowej organizacji polonijnej - Rady Polonii Świata, w celu usprawnienia wzajemnych kontaktów oraz współpracy z Krajem. Uchwała została przyjęta większością głosów.

Po wystąpieniach delegatów Zjazdu odbyła się prezentacja wniosków zgłoszonych przez poszczególne komisje zjazdowe, następnie dyskusja nad nimi i głosowania, w wyniku których przyjęte zostały uchwały i rezolucje II Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy.

Obrady kończono długo z uwagi na wielu chętnych do zabrania głosu, toteż obiad pożegnalny trwał krócej - na podzamczu czekały autokary, a na Dworcu Gdańskim czekał specjalny pociąg, złożony z ośmiu wagonów, zamówiony przez "Wspólnotę Polską" wyłącznie dla uczestników Zjazdu. Podróż do Krakowa trwała ok. trzech godzin, które wypełniono ożywioną dyskusją i wzajemnymi odwiedzinami w przedziałach. Wysiadających na Dworcu Głównym w Krakowie przedstawicieli Polonii powitała Kapela Kaziuka Wileńskiego z Litwy.

 

 

2 maja, Kraków

Zgodnie z programem uczestnicy Zjazdu w godzinach porannych spotkali się z Prezydentem Miasta Krakowa Andrzejem Gołasiem w Sali Hołdu Pruskiego w Sukiennicach. Gości przywitał chór z Dworku Białoprądnickiego hymnem "Marsz, marsz Polonia".

Prezydent, zwracając się do przedstawicieli Polonii, powiedział m.in., że stojąc przed "Hołdem Pruskim" Jana Matejki trzeba pamiętać, iż jest to miejsce symboliczne. W początkach XVI wieku Polska reprezentowała wysoki poziom rozwoju cywilizacyjnego i gospodarczego, była krajem, w którym szukali pracy tacy znakomici artyści jak Wit Stwosz, Bartolomeo Berrecci i Giovanni Maria Padovano. Teraz nadrabiamy dystans do pozycji, jaką mieliśmy kiedyś w Europie, a pamiętać trzeba, że spotykamy się na dzień przed rocznicą 3 Maja - uchwalenia pierwszej w Europie konstytucji. Przypominając smutną historię klęsk narodowych, wyraził pragnienie, aby Polacy i Polonia w zgodzie i jedności pracowali na sukces naszej Ojczyzny.

Następnie głos zabrał Andrzej Garlicki - przypomniał I Zjazd zorganizowany w Krakowie w 1992 roku, na którym Polacy ze Wschodu i z Zachodu spotkali się po raz pierwszy, a dziś na II Zjeździe są już jednością. Powiedział, że Polonia zdała egzamin z polskości na celujące, czego dowodem są groby żołnierzy walczących o wolność na wszystkich frontach drugiej wojny światowej. Podkreślił znaczenie "drugiej wielkiej emigracji" z lat 1939-1945 dla odzyskania w 1989 roku prawdziwej i całkowitej niepodległości i niezależności Polski. Obecnie Polonia potrzebuje od Kraju wsparcia materialnego i moralnego.
Z okazji spotkania Elżbieta Rogacka wręczyła prezydentowi Andrzejowi Gołasiowi na pamiątkę kasetę wideo o kanadyjskich Kaszubach.

Na zakończenie krakowski chór zaśpiewał "Gaude Mater", "Cześć Polskiej ziemi", "Na Wawel, na Wawel", a goście Prezydenta Krakowa ruszyli do stołów na poczęstunek.

Z Muzeum Narodowego w Sukiennicach uczestnicy Zjazdu udali się pod Krzyż Katyński, znajdujący się przed kościołem Św. Idziego u stóp Wawelu, gdzie delegacje Polonii złożyły wieńce. Przed Mszą św. w Katedrze Wawelskiej delegacje głównych organizacji polonijnych złożyły również kwiaty na Grobie Marszałka Piłsudskiego w krypcie wawelskiej.

O godzinie 11.00 rozpoczęła się Msza św. w Katedrze na Wawelu z licznym udziałem duchowieństwa, którą koncelebrował i homilię wygłosił metropolita krakowski ks. kard. Franciszek Macharski. Witając "najdroższych gości" powiedział: "Mszę świętą odprawiam za was, Bracia i Siostry, jako tych, którzy przynieśli na polską ziemię ojczystą sprawy i troski, i pytania, i pewności - dar narodu rozproszonego w różnych stronach świata, rozproszonego, ale nie tak, jak suche liście wiatr rozpędza i rozprasza. To tak zwane rozproszenie jest życiem z tych samych korzeni, z których żyje Polka i Polak, i polska rodzina, i polskie społeczności".

Po zakończeniu Mszy św. uczestnicy II Zjazdu odbyli pielgrzymkę do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach. Po krótkiej modlitwie przy relikwiach św. Faustyny Kowalskiej pielgrzymi wraz z kard. Franciszkiem Macharskim i bp. Kazimierzem Nyczem zwiedzili miejsce budowy bazyliki Miłosierdzia Bożego. Prezes KPA Edward Moskal złożył na ręce ks. prałata Mariana Rapacza - prezesa Fundacji Budowy Sanktuarium - czek jako ofiarę Polonii amerykańskiej na rzecz budowy sanktuarium. Zadeklarował przy tym, iż jest to początek pomocy finansowej Polonii amerykańskiej i że w najbliższym czasie zostanie przeprowadzona za oceanem zbiórka pieniędzy na ten cel. Siostra Gracjana Szewc, przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia podkreśliła, że do Łagiewnik przybywają pielgrzymi ze wszystkich kontynentów, a orędzie św. Faustyny jest "narodową misją apostolską Polaków". Metropolita krakowski kard. Franciszek Macharski wyraził swoją troskę o budowę sanktuarium, a wspominając przeżywane w strugach deszczu Święto Miłosierdzia Bożego wyraził nadzieję, że w przyszłym roku uroczystości odbędą się już pod dachem nowej świątyni. Na zakończenie spotkania uczestnicy Zjazdu Polonii otrzymali medaliki z wizerunkiem Jezusa Miłosiernego, poświęcone przez metropolitę krakowskiego.

O godzinie 14 w Domu Polonii przy krakowskim Rynku Głównym odbyła się konferencja prasowa, podczas której na pytania dziennikarzy odpowiadali: Elżbieta Rogacka, prowadząca spotkanie oraz Emilia Chmielowa, Halina Subotowicz Romanow, Helena Miziniak, Andrzej M. Garlicki, Jan Mokrzycki, Janusz Rygielski, Wojciech Wierzewski i Aleksander Zając.

Wielu uczestników Zjazdu skorzystało w Krakowie z możliwości zwiedzania miasta z przewodnikiem, inni odpoczywali w licznych kafejkach na Krakowskim Rynku, a następnie udali się do gościnnego Domu Polonii na obiad. W Galerii Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" mieli okazję obejrzeć wystawę "Polki 2000 - Chicago", autorstwa Krystyny Cygielskiej, Jolanty Stawiarskiej i Ewy Sułkowskiej-Bierezin, prezentowaną z okazji Zjazdu.

Uroczyste zamknięcie II Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy, na którym zostały ogłoszone jego uchwały, odbyło się wieczorem w Teatrze im. Juliusza Słowackiego. Zebranych gości przywitał prof. Zygmunt Kolenda - prezes krakowskiego Oddziału "Wspólnoty Polskiej". W loży honorowej zasiadła marszałek Senatu RP prof. Alicja Grześkowiak w towarzystwie ks. kard. Franciszka Macharskiego, bp. Kazimierza Nycza, prezydenta Krakowa Andrzeja Gołasia, wojewody małopolskiego Ryszarda Masłowskiego i wiceprzewodniczącego Zarządu województwa małopolskiego Andrzeja Sasuły.

Następnie Uchwały i Rezolucje II Zjazdu odczytał Janusz Rygielski - prezes Rady Naczelnej Organizacji Polskich w Australii.

Helena Miziniak odczytała tekst Wspólnej Deklaracji Kongresu Polonii Amerykańskiej, Kongresu Polonii Kanadyjskiej, Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polonijnych w Ameryce Łacińskiej, Rady Naczelnej Organizacji Polskich w Australii oraz Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych w sprawie ufundowania dla Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" sztandaru w uznaniu za zorganizowanie Zjazdu oraz stałą opiekę nad polską diasporą na świecie.

Marszałek Senatu prof. Alicja Grześkowiak uroczyście proklamowała 2 maja Dniem Polonii i Polaków za Granicą, a następnie przedstawicielce Polonii - Helenie Miziniak, prezydentowi Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych, wręczyła Medal Senatu RP.

Zamknięcia II Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy dokonał prezes KPA Edward Moskal, który powiedział m.in.: "Myślę, że po tym Zjeździe rozumiemy się niemal ze wszystkimi Poloniami świata jak brat z bratem, siostra z siostrą. I jestem głęboko przekonany o tym, że takie właśnie zacieśnienie więzi między nami, jaki przyświecało także patronującej nam "Wspólnocie Polskiej", stało się faktem. Dziękujemy więc polskim gospodarzom za wielką pomoc w osiągnięciu tego nowego braterstwa Polaków całego globu, w imię haseł i idei: "aby Polska była Polską" - które zawsze były nam wszystkim bardzo drogie i bliskie. Szanowni zebrani! Dziękuję wam za przybycie tutaj i bardzo owocny udział w obradach. Dziękuję władzom "Wspólnoty Polskiej" i Senatu RP za gościnę. II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy ogłaszam za zakończony".

Po oficjalnej części uroczystości zgromadzeni wysłuchali świetnego koncertu Radiowej Orkiestry Symfonicznej w Krakowie pod dyrekcją Pawła Przytockiego. W programie wykonano "Uwerturę" i "Fantazję polską" I.J Paderewskiego, "Andante spianato" i "Wielki polonez S-Dur" Fr. Chopina oraz utwory Stanisława Moniuszki.

Wieczór w Teatrze Słowackiego zakończono wspólnym odśpiewaniem "Roty".

Późnym wieczorem na Krakowskim Rynku odbył się uroczysty finał koncertu pt. "Do kraju Tego - tęskno mi Panie", z udziałem polonijnych zespołów folklorystycznych. Koncertu wysłuchali uczestnicy Zjazdu i licznie przybyli z tej okazji mieszkańcy grodu Kraka. Koncert rozpoczął się i zakończył hejnałem z Wieży Mariackiej. Narrację prowadził Stanisław Jaskułka. Krakowski chór akademicki "Krakus" zaśpiewał m.in. "Gaude Mater Polonia" i "Bogurodzicę". Na estradzie wystąpiły zespoły folklorystyczne: "Bystrzyca" z Czech, "Karolinka" z Białorusi, "Krakowiacy" z Francji, "Karolinka" z Wielkiej Brytanii, Kapela Kaziuka Wileńskiego z Litwy oraz kapela "Wesoły Lwów" z Ukrainy. Koncert na Rynku transmitowała na żywo TV Polonia.

 

 

3 maja, Częstochowa

Zgodnie z programem II Zjazdu jego uczestnicy spędzili ten dzień w Częstochowie. Na Wałach Jasnogórskich wzięli udział w przygotowanym specjalnie przez Paulinów programie poświęconym ks. kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu. Następnie uczestniczyli w uroczystej Mszy św. razem z ponad 100 tysiącami pielgrzymów, zgromadzonymi na Jasnej Górze, jak co roku, z okazji święta Najświętszej Marii Panny Królowej Polski. Mszę św. na Jasnej Górze odprawił metropolita krakowski kard. Franciszek Macharski, a homilię wygłosił tradycyjnie Prymas Polski kard. Józef Glemp. W sposób szczególny pozdrowił "Rodaków, którzy przybyli spoza granic naszej Ojczyzny", a homilię swoją oparł na trzech rozważaniach. Rozpoczął od przywiązania narodu polskiego do Matki Bożej Królowej Polski, przypomniał osobę i przesłanie Prymasa Tysiąclecia, nawiązał do Milenium Chrztu Polski i wkraczania w Trzecie Tysiąclecie oraz wyjaśniał wezwanie Ojca Świętego - "Wyjedź na głębię", zawarte w Liście Apostolskim Nuovo Millennio inveniente, będące drogowskazem na XXI wiek.

Podczas uroczystości na Jasnej Górze prezes KPA Edward Moskal został udekorowany przez przeora Paulinów o. Izydora Matuszewskiego Medalem Jasnogórskim za wieloletnią pomoc materialną dla Sanktuarium Jasnogórskiego.

Na zakończenie uroczystości na Jasnej Górze prezes Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" prof. Andrzej Stelmachowski podziękował wszystkim uczestnikom za udział w II Zjeździe Polonii i Polaków. Natomiast przedstawiciele Polonii mieli okazję podczas obiadu w Hotelu "Patria" złożyć wyrazy wdzięczności i uznania prezesowi "Wspólnoty Polskiej" za dobrze zorganizowany Zjazd. Wśród kwiatów, serdeczności i pożegnań uczestnicy II Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy w godzinach popołudniowych odjechali autokarami do Krakowa i Warszawy.

W sumie w spotkaniu Polonii i Polaków z Zagranicy uczestniczyło 351 osób, w tym 162 delegatów z 51 krajów ze wszystkich kontynentów oraz przedstawiciele nauki, kultury, duszpasterze i dziennikarze polonijni.

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy cieszył się ogromnym zainteresowaniem mediów krajowych i zagranicznych. W Biurze Prasowym Zjazdu akredytowało się 105 dziennikarzy z kraju oraz 37 z zagranicy. Obradom i uroczystościom towarzyszyły ekipy telewizyjne TV Polonia, 1 Programu TVP, TV Grodno z Białorusi oraz liczni dziennikarze radiowi.

 

Joanna Dudek, Jolanta Wroczyńska

Stowarzyszenie "Wspólnota Polska"



 

 

Dokumenty UCHWAŁY I REZOLUCJE II ZJAZDU

 
Uchwały i rezolucje II Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy
przyjęte na posiedzeniu plenarnym w dniu 1 maja 2001



UCHWAŁY

 

  1. Zjazd wyraża wielkie uznanie i wdzięczność Duchowieństwu Kościoła katolickiego i innych Kościołów za ich wielką, historyczną rolę w zachowaniu przez Polonię i Polaków za granicą wiary i duchowego dziedzictwa kraju pochodzenia.
  2. Zjazd wyraża głęboki niepokój wobec faktu, że w Kościele w krajach ościennych na Wschodzie, gdzie wierni polskiego pochodzenia stanowią większość, coraz częściej brak jest liturgii i katechizacji w języku polskim, której oni oczekują i o którą proszą. Jest ona bowiem dla nich bardzo drogim oraz najważniejszym znakiem ich duchowej i narodowej tożsamości. Wierni polskiego pochodzenia mają do tego elementarne prawo ludzkie, podobnie jak wierni innych narodowości. Z godności osoby ludzkiej wynika prawo do zachowania również w Kościele własnego języka i kultury religijnej. Dążenie do ograniczenia roli duszpasterzy polonijnych jedynie do funkcji liturgicznych odbiega od tradycji chrześcijańskiej. W całej tradycji Kościoła Duszpasterstwo sprawowało mecenat nad działalnością kulturalną i społeczną.
  3. Zjazd wyraża uznanie i wdzięczność Delegatowi Prymasa Polski do spraw Duszpasterstwa Emigracji oraz Centralnemu Ośrodkowi Duszpasterstwa Emigracji w Rzymie za długoletnią opiekę nad emigracją polską w świecie. Zjazd stwierdza, że Centralny Ośrodek Duszpasterstwa Emigracji z siedzibą w Rzymie szczególnie skutecznie spełnia swoją misję. Zjazd wyraża wdzięczność Księdzu Prymasowi za istnienie Ośrodka i prosi o błogosławieństwo na dalszą jego działalność.
  4. Uczestnicy II Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy, doceniając 90-letni dorobek Harcerstwa Polskiego i 50-letni dorobek Związku Harcerstwa Polskiego Poza Granicami Kraju oraz rozwój harcerstwa na Wschodzie we współpracy z odrodzonym harcerstwem w Polsce, uznają, że wychowanie metodą harcerską jest jednym z kluczowych kierunków pracy z młodymi Polakami rozsianymi na świecie, które kształtują patriotyczny fundament służby Bogu, Polsce i bliźnim. Zjazd oczekuje od organizacji światowych Polonii wsparcia i troski o działalność wychowawczą, prowadzoną przez harcerstwo w poszczególnych krajach.
  5. Delegaci zebrani na II Zjeździe Polonii i Polaków z Zagranicy popierają inicjatywę Kongresu Polonii Amerykańskiej, Kongresu Polonii Kanadyjskiej, Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej, Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych i Rady Naczelnej Organizacji Polskich w Australii dokonania w ciągu najbliższych sześciu miesięcy zmian strukturalnych ogólnoświatowej organizacji polonijnej (Rady Polonii Świata), w celu usprawnienia wzajemnych kontaktów oraz współpracy z Krajem.
  6. Zjazd wyraża opinię, że należy organizować Zjazdy Polonii i Polaków z Zagranicy co 5 lat.
  7. Zjazd wnosi o ustanowienie dnia 2 maja Światowym Dniem Polonii i Polaków z Zagranicy.
  8. Zjazd zwraca się do Parlamentu RP o wprowadzenie zapisu w Ustawie o obywatelstwie polskim w następującym brzmieniu:
    "Obywatel polski może wobec władz RP powoływać się ze skutkiem prawnym na posiadane równoczesne obywatelstwo innego państwa w celu swobodnego przekraczania granic Polski".
  9. Zjazd apeluje do Rządu RP o konsekwentne egzekwowanie zobowiązań zawartych w dwustronnych umowach Polski z sąsiednimi państwami.
  10. Zjazd zwraca się do Parlamentu RP o przyspieszenie prac nad ostateczną wersją Karty Polaka oraz o podjęcie decyzji o nadaniu obywatelstwa osobom polskiego pochodzenia ze Wschodu.
  11. Zjazd oczekuje od władz RP, wszelkich instytucji oraz organizacji polskich i polonijnych zdecydowanej i szybkiej reakcji na wszelkie przejawy polonofobii w mediach i instytucjach zagranicznych oraz na wszelkie oszczerstwa i szkodliwe stereotypy Polaka i Polski.
  12. Zjazd apeluje do instytucji RP o podjęcie inicjatyw dyplomatycznych i kulturalnych w celu promowania najlepszych polskich osiągnięć cywilizacyjnych i humanitarnych, aby utrwalić pozytywne oblicze Polski i Polaków na świecie.
  13. Zjazd usilnie apeluje do władz RP o współpracę z organizacjami polonijnymi broniącymi dobrego imienia Polski.
  14. Zjazd zwraca się do władz RP, instytucji krajowych i polonijnych na świecie o ratowanie polskiego materialnego dziedzictwa narodowego na Wschodzie, tj. kościołów, dworów, domów, cmentarzy, mogił i pomników. Potrzebne jest wsparcie finansowe i pomoc techniczna przy konserwacji i restauracji tych obiektów. Zjazd apeluje również do władz RP o pomoc w odzyskiwaniu mienia należącego w przeszłości do polskich organizacji społecznych (domów polskich, archiwów, zbiorów bibliotecznych na Wschodzie).
  15. Zjazd zachęca organizacje polonijne do zaopiekowania się archiwaliami, a w razie braku takiej możliwości do przekazania ich do ośrodków archiwalnych w kraju lub za granicą.
  16. Zjazd zwraca uwagę na celowość wsparcia niezależnej prasy polonijnej przez dotacje finansowe, pomoc techniczną i szkolenia dla dziennikarzy w celu przeciwdziałania zamykaniu tych tytułów. Zjazd apeluje także do tych instytucji o dofinansowywanie organizacji polonijnych, które pragną realizować własne programy radiowe i telewizyjne służące promocji spraw polonijnych.
  17. Zjazd apeluje do fundacji polonijnych na Zachodzie o objęcie patronatem organizacji polskich w Europie Środkowej, Południowej i na Wschodzie.
  18. Zjazd apeluje do organizacji polonijnych na Zachodzie o przyjmowanie patronatu nad rodzinami przyjeżdżającymi do Polski w ramach repatriacji oraz zwraca się do Rządu RP o ustanowienie procedur ułatwiających sprawowanie tego patronatu.
  19. Zjazd zwraca się do władz RP o uproszczenie formalności związanych z repatriacją.
  20. Zjazd dostrzega potrzebę zwiększenia liczby polskich placówek konsularnych w azjatyckiej części byłego ZSRR.
  21. Zjazd apeluje do władz i środowisk oświatowych w kraju i za granicą o włączenie do programów nauczania języka polskiego pełnej historycznej prawdy o losach Polski i Polaków.
  22. Zjazd zachęca władze RP o rozważenie możliwości fundowania stypendiów dla osób polskiego pochodzenia, studiujących w państwach zamieszkania.
  23. Zjazd opowiada się za koniecznością zachowania szkolnictwa polskiego na Litwie na poziomie szkoły średniej.
  24. Zjazd widzi potrzebę wprowadzenia egzaminów końcowych w szkolnictwie polonijnym oraz przyznawania dyplomów uznawanych przez władze państwowe w kraju zamieszkania oraz instytucje oświatowe RP.
  25. Uczestnicy II Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy składają serdeczne podziękowania Senatowi RP i Stowarzyszeniu "Wspólnota Polska" za zorganizowanie II Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy.
  26. Zjazd zobowiązuje Stowarzyszenie "Wspólnota Polska" do przesłania wszystkich uchwał i rezolucji Zjazdu do odpowiednich adresatów oraz upoważnia Stowarzyszenie "Wspólnota Polska" do czuwania nad ich realizacją.

 

 

REZOLUCJE

 

W SPRAWIE PROMOCJI I OCHRONY DZIEDZICTWA KULTUROWEGO
 
  1. Zjazd apeluje do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP o wpisanie na listę dóbr polskiego dziedzictwa narodowego Domu Ignacego Domeyki w Santiago de Chile i stworzenie tam muzeum.
  2. Zjazd zwraca się do Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" o przygotowanie wielojęzycznych publikacji dotyczących świąt narodowych, zwyczajów, tradycji i historii Polski.
  3. Zjazd apeluje do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP o wpisanie na listę dóbr polskiego dziedzictwa narodowego nazwy Mount Kościuszko w Australii i otoczenie tej nazwy opieką.
  4. Zjazd przypomina o konieczności współdziałania z Polonią placówek Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i innych instytucji rządowych za granicą w zakresie promowania polskiej kultury przez:
    - wspieranie finansowe przekładów z literatury polskiej, ze szczególnym uwzględnieniem pozycji z zakresu historii i literatury pięknej;
    - umożliwienie kontaktów z najlepszymi polskimi zespołami teatralnymi;
    - popieranie inicjatyw konferencji międzynarodowych na płaszczyznach kulturalnej i naukowej;
    - wydanie książek historycznych, broszur informacyjnych, słowników dwujęzycznych, podręczników do nauki języka polskiego dla cudzoziemców i encyklopedii o Polsce w językach obcych;
    - udzielanie pomocy placówkom kulturalnym za granicą w zakresie gromadzenia, przechowywania, opracowywania i udostępniania posiadanych zbiorów historycznych, będących polskim dziedzictwem narodowym.
  5. Zjazd odnosi się ze szczególną troską do idei tworzenia nowych placówek kulturalnych i oświatowych na Wschodzie i w Europie Południowej.
  6. Zjazd wyraża poważne zaniepokojenie losami zaniedbanego majątku w okolicy Inowrocławia, należącego do gen. Władysława Sikorskiego, naczelnego wodza PSZ w czasie II wojny światowej i proponuje odpowiednim instytucjom w Polsce objęcie opieki nad budynkiem i jego zagospodarowanie w porozumieniu z Instytutem Polskim i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie.
  7. Zjazd uznaje, że zachowanie zgromadzonych przez pokolenia polskich zbiorów archiwalnych w diasporze jest wspólnym obowiązkiem środowisk polonijnych i instytucji w kraju, a szczególnie rządu RP.
  8. Zjazd proponuje, aby instytucje krajowe udzielały fachowego doradztwa i pomocy materialnej polskim instytucjom archiwalnym zagranicą w modernizacji, przechowywaniu, inwentaryzacji i metodach udostępniania cennych zbiorów archiwalnych.
  9. Zjazd apeluje do środowisk polonijnych o zaangażowanie w dzieło budowy pomnika katyńskiego w USA.

 

W SPRAWIE OŚWIATY I MŁODEGO POKOLENIA

 

  1. Zjazd wyraża poparcie dla przeprowadzenia przez Kongres Polonii Kanadyjskiej w sierpniu 2003 r. międzynarodowej konferencji młodzieży w Edmonton w Stanie Alberta w Kanadzie.
  2. Zjazd sugeruje Stowarzyszeniu "Wspólnota Polska":
    - otwarcie internetowego kursu języka polskiego;
    - stworzenie multimedialnego kursu języka polskiego po przystępnej cenie dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci w szkołach języka polskiego.
  3. Zjazd zwraca się z prośbą do Ministerstwa Edukacji Narodowej RP o opracowanie programu i podręczników dla szkół polonijnych we współpracy nauczycieli uczących poza granicami kraju oraz metodyków z Polski.
  4. Zjazd zwraca się z prośbą do MEN o wydanie podręczników do języka polskiego i opracowanie programów nauczania języka polskiego dla środowisk rosyjskojęzycznych.
  5. Zjazd zwraca się z prośbą do Rządu RP o stworzenie bazy nowoczesnych technik internetowych, telekomunikacyjnych i multimedialnych w polonijnych szkołach oraz zapewnienie funduszy na opłacenie usług w tym zakresie.
  6. Zjazd zwraca się z prośbą do Ministerstwa Edukacji Narodowej RP o dofinansowanie i zagwarantowanie dalszej działalności Ośrodka Dydaktycznego w Grodnie, studiów zaocznych na Wydziale Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu w Białymstoku oraz rozszerzenie studiów o następujące kierunki: historia, filologia polska, ekonomia i inne, w tym studia dla animatorów kultury.
  7. Zjazd zwraca się z prośbą do Ministerstwa Edukacji Narodowej RP o zawarcie umowy z Ministerstwem Oświaty Białorusi dotyczącej zatrudnienia nauczycieli z Polski, wymiany młodzieży oraz dotacji na wydanie podręczników dla szkół polskich na Białorusi.
  8. Zjazd apeluje do Rządu RP o fundowanie stypendiów dla osób polskiego pochodzenia studiujących w państwach zamieszkania.
  9. Zjazd zwraca się z prośbą do Parlamentu RP o objęcie systemem ubezpieczeń zdrowotnych młodzieży polonijnej studiującej w Polsce.
  10. Zjazd apeluje do organizacji polonijnych, aby zachęcały młodzież do wstępowania w szeregi harcerstwa dla zachowania języka polskiego i tradycji.
  11. Zjazd apeluje do Rządu RP, aby z okazji 160-lecia Szkoły im. Adama Mickiewicza w Paryżu, budynki tejże szkoły, będące własnością moralną Wielkiej Emigracji, a zabrane w okresie PRL, mogły służyć w pełni jako szkoła dzieciom i młodzieży polskiej wielkiej metropolii świata, jaką jest Paryż.
  12. Zjazd apeluje do nauczycieli polonijnych, aby tworzyli koła Zrzeszenia Nauczycielstwa Polskiego za Granicą (ZNPZ) w swoich miejscach zamieszkania.
  13. Zjazd apeluje do władz Białorusi o zgodę na otwarcie Szkół Polskich w Nowogródku, Lidzie i Woronowie oraz drugiej szkoły w Grodnie.
  14. Zjazd uważa za niezbędne zwołanie kolejnego Forum Oświaty Polonijnej w 2002 roku w celu omówienia problemów szkół polskich za granicą.
  15. Uczestnicy Zjazdu zwracają się do Rządu RP o stanowczość w rozmowach z władzami krajów zamieszkania w sprawie wprowadzenia nauczania języka polskiego w szkołach.
  16. Uczestnicy Zjazdu zwracają się do Rządu RP o pomoc w dokształcaniu nauczycieli polonijnych.
  17. Uczestnicy Zjazdu zwracają się z prośbą do Rządu RP o kontynuowanie rozmów z władzami niemieckimi w sprawie:
    - upowszechniania nauki języka polskiego jako języka ojczystego w niemieckim systemie szkolnym na terenie całych Niemiec;
    - zapewnienia środków finansowych przez władze niemieckie dla organizacji prowadzących pozaszkolną naukę języka polskiego.
  18. Uczestnicy Zjazdu wyrażają swe zaniepokojenie planami reorganizacji początkowych i ośmioletnich szkół w Szklarach i Rykontach (rej. trocki, Litwa) oraz zwracają się z prośbą do Ministerstwa Spraw Zagranicznych o podjęcie stosownych kroków w celu zagwarantowania Polakom w tych miejscowościach traktatowego prawa do nauczania w języku polskim.
  19. Zjazd zwraca się z prośbą do Ministerstwa Edukacji Narodowej o pomoc w organizowaniu centrów metodycznych nauczania języka polskiego w Rosji, ze szczególnym uwzględnieniem Syberii.
  20. Wszystkie szkoły polskie (typu sobotnio-niedzielnego) poza granicami Kraju powinny otrzymać nazwę szkół przedmiotów ojczystych.
  21. Na kolejnych Zjazdach Polonii i Polaków z Zagranicy sprawy oświaty i młodego pokolenia rozpatrywane będą w osobnych komisjach.

 

W SPRAWACH RELACJI POLONII Z KRAJEM

 

  1. Zjazd apeluje do Parlamentu RP o przyjęcie ustawy gwarantującej równouprawnienie Polonii i Polaków z Zagranicy z rodakami w Kraju. Ustawa powinna odzwierciedlać zasadę narodu polskiego - jeden naród "wewnętrzny i zewnętrzny".
  2. Zjazd apeluje do Rządu RP o prawne uregulowanie swobodnego przekraczania granic Polski przez Polaków mieszkających w państwach nie należących do Unii Europejskiej.
  3. Zjazd apeluje do Rządu RP o poparcie wystąpienia Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech do Kanclerza Niemiec, Prezesa Rady Ministrów RP i Prezydenta Parlamentu Europejskiego w sprawie problemów nurtujących Polonię niemiecką.
  4. Zjazd solidaryzuje się z uchwałą i rezolucją II Warszawskiej Konferencji Polonijnej z dnia 26 kwietnia 2001 (Zał. 1, 2).
  5. Zjazd proponuje, aby kandydaci na ambasadorów i konsulów generalnych RP, nim uzyskają ostateczną nominację Prezydenta RP czy Ministra Spraw Zagranicznych, byli opiniowani przez specjalne komisje senackie, które zweryfikują kompetencje i przygotowanie kandydatów (tak jak odbywa się to w innych państwach demokratycznych).
  6. Zjazd odnosi się pozytywnie do deklaracji Premiera RP wyrażonej podczas otwarcia Zjazdu o chęci współpracy z Polonią europejską w sprawie promowania wejścia Polski do Unii Europejskiej (Zał. 3 - list do Premiera).
  7. Zjazd proponuje złożenie wniosku do Ministerstwa Finansów RP o wydanie rozporządzenia, na podstawie którego przesyłki o wartości do 200 USD od osób prywatnych z Zachodu przeznaczone dla rodzin w Polsce będą zwolnione z opłat celnych.

 

W SPRAWACH MEDIÓW I WIEDZY O POLONII
 
  1. Zjazd proponuje Telewizji Polskiej i TV Polonia zwiększenie ilości bloków programowych, dotyczących dziedzictwa polskiego za granicą i życia wybitnych Polaków, ze szczególnym uwzględnieniem ich osiągnięć w krajach zamieszkania.
  2. Zjazd wyraża zadowolenie z różnorodności i bogactwa prasy polskiej oraz polonijnej za granicą, a jednocześnie zwraca uwagę, że wiele tych wydawnictw boryka się z wielkimi trudnościami materialnymi w niemal wszystkich wspólnotach polonijnych.
  3. Zjazd zwraca się do dziennikarzy krajowych, aby nie powielali negatywnych stereotypów Polaka za granicą i starali się zapoznać z naszym życiem i poglądami zanim podadzą o nas mylne, a nawet szkodliwe informacje.
  4. Zjazd uważa, że istnieje konieczność szerszej prezentacji w TV Polonia prasy polskiej wydawanej za granicą.
  5. Zjazd wyraża oburzenie z powodu oddania w ajencję transmisji TV Polonia nie sprawdzonym zaoceanicznym firmom prywatnym, co ograniczyło zasięg, m.in. z powodu wygórowanych cen abonamentu. Zjazd potępia metody stosowane przez Zarząd Telewizji Polskiej przy zawieraniu umów z firmami komercyjnymi w sprawie transmisji programów TV Polonia. Zjazd wyraża ubolewanie z powodu braku konsultacji ze środowiskami polonijnymi na temat propozycji programowych TV Polonia; nie stosowania się do trybu obowiązującego polskie instytucje państwowe w działaniach gospodarczych za granicą oraz tajny charakter umów.
  6. Zjazd sugeruje Stowarzyszeniu "Wspólnota Polska":
    - udzielanie wsparcia finansowego mediom polskim na Wschodzie przy korzystaniu z linii internetowej;
    - dopuszczenie w swoich publikacjach internetowych i drukowanych najciekawszych artykułów z prasy polskiej za granicą.
  7. Zjazd apeluje do Zarządu Telewizji Polskiej o umożliwienie transmisji TV Polonia na terenach największych skupisk Polaków w Kazachstanie (Pietropawłowsk, Kokszetau, Czkałowo).
  8. Zjazd zwraca się do Fundacji "Pomoc Polakom na Wschodzie" o zwiększenie ilości prasy polskiej (w tym naukowej), wysyłanej do ośrodków kultury polskiej lub sfinansowanie przedruku informacji z Internetu.
  9. Zjazd zwraca się do senatów wyższych uczelni w Polsce o utworzenie katedr wiedzy o Polonii.
  10. Zjazd zwraca się do Ministerstwa Edukacji Narodowej o wprowadzenie do programu szkół polskich w Kraju nauczania wiedzy o Polonii.

 

W SPRAWACH REPATRIACJI
 
  1. Zjazd apeluje do władz RP:
    - o skrócenie okresu oczekiwania na wizę do sześciu miesięcy (od złożenia wniosku do wydania wizy) i dążenie do uproszczenia kwestionariuszy wizowych;
    - o prowadzenie lobbingu "jedna gmina - jedna rodzina";
    - o zacieśnianie współpracy Konsulatu RP w Kazachstanie ze Związkiem Polaków w Kazachstanie w kwestii weryfikacji polskości osób ubiegających się o repatriację;
    - o umożliwienie zgłoszenia się do ponownej weryfikacji w Konsulacie RP w Kazachstanie, po uzupełnieniu wiedzy z historii i języka polskiego, osobom ubiegającym się o repatriację do Polski, które nie przeszły pierwszej weryfikacji.
    Zjazd zwraca uwagę na fakt, iż ostatnio wprowadzona Ustawa o repatriacji doprowadziła do swoistego podziału Polaków z europejskiej i azjatyckiej części b. ZSRR. Zjazd apeluje o ponowne zrównanie szans w tym względzie wszystkich osób pochodzenia polskiego z b. ZSRR.
  2. Zjazd apeluje do organizacji polonijnych na Zachodzie o pomoc materialną dla Polaków w Kazachstanie.
  3. Zjazd zwraca się do władz RP o zorganizowanie kursów językowych z elementami wiedzy o Polsce w kraju zamieszkania dla rodzin pragnących przyjechać do Polski w ramach repatriacji.
  4. Zjazd apeluje do Rządu RP o zorganizowanie we współpracy ze Związkiem Polaków w Kazachstanie punktów informujących o repatriacji.
  5. Zjazd zwraca się do Rządu RP o wydanie materiałów na temat warunków repatriacji, przeznaczonych dla osób pragnących zamieszkać w Polsce i zawierających m.in. informacje o podatkach, ubezpieczeniach, świadczeniach emerytalnych, możliwościach założenia własnego biznesu.

 

W SPRAWACH SOCJALNYCH
 
  1. Zjazd apeluje do Rządu RP o interwencję w sprawie przyspieszenia wypłat odszkodowań dla byłych niewolniczych i przymusowych pracowników w III Rzeszy:
    - o wywieranie nacisku ze strony organizacji polonijnych na rządy państw zamieszkania, organizacje międzynarodowe i media;
    - o oddziaływanie poprzez media na władze w USA, opinię publiczną i osoby prywatne w sprawie wycofania z sądów spraw przeciw przemysłowi i bankom niemieckim;
    - o uzyskanie przez Polskę od rządu Niemiec informacji o firmach, które zwlekają z przystąpieniem do funduszu odszkodowawczego.
  2. Zjazd zwraca się do Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" o stworzenie internetowego banku danych, zawierającego informacje o potrzebach pomocy charytatywnej i stypendialnej oraz o koordynację działań pomocowych pod hasłem "Polak - Polakowi".
  3. Zjazd zwraca się z prośbą do Rządu RP o stworzenie przepisów ułatwiających odbiór w kraju pomocy charytatywnej od organizacji polonijnych.
  4. Zjazd postuluje pilne rozwiązanie przez Rząd RP problemu dwustronnych umów międzynarodowych w zakresie wypłaty świadczeń emerytalnych i rent z tytułu stażu pracy w Polsce.
  5. Zjazd zwraca się z prośbą do władz RP o wydanie przepisów regulujących system rent i emerytur dla Polaków obecnie zamieszkałych za granicą, którzy przez pewien czas pracowali w Polsce.

 

W SPRAWIE ŻYCIA POLONIJNEGO
 
  1. Zjazd proponuje, aby celami Polonii i Polaków za granicą było:
    - wspomaganie przez organizacje polonijne awansu Polaków w krajach osiedlenia;
    - organizacja pomocy edukacyjnej, humanitarnej i ekonomicznej Polakom w kraju oraz w Europie Środkowej i Wschodniej;
    - przedstawianie polskiemu społeczeństwu niezależnych opinii emigracji na temat stanu Polski;
    - popieranie prac badawczych poświęconych losom Polaków na świecie;
    - utworzenie w Polsce "Centrum Polaków" na zasadzie multimedialnego muzeum współfinansowanego przez kraje ich osiedlenia.
  2. Zjazd wyraża podziękowanie dr Zbigniewowi Kosteckiemu za stworzenie stron internetowych "Polonia.org", służących zacieśnianiu kontaktów między Polakami zamieszkałymi za granicą.

 

 

UCHWAŁA W SPRAWIE OGÓLNOŚWIATOWEJ ORGANIZACJI POLONIJNEJ

 

Delegaci zebrani na II Zjeździe Polonii i Polaków z Zagranicy popierają deklarację Kongresu Polonii Amerykańskiej, Kongresu Polonii Kanadyjskiej, Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej, Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych i Rady Naczelnej Organizacji Polskich w Australii, dotyczącą dokonania w ciągu najbliższych sześciu miesięcy zmian strukturalnych ogólnoświatowej organizacji polonijnej, w celu usprawnienia wzajemnych kontaktów oraz współpracy z Krajem.

 

 
PODZIĘKOWANIA


Zjazd wyraża wdzięczność i podziękowanie Senatowi RP IV kadencji za wielki wkład i stałą opiekę nad Polonią i Polakami z Zagranicy, a w szczególności za inicjatywę ustawodawczą w sprawie repatriacji, obywatelstwa i Karty Polaka. Uczestnicy Zjazdu są głęboko przekonani i pragną podkreślić, że Senat IV kadencji z Jego Marszałkiem dobrze i skutecznie wypełnia powierzoną mu, zgodnie z tradycją RP, misję opiekuna Polonii i Polaków za granicą.

Zjazd wyraża specjalne podziękowanie Komisji Spraw Emigracji i Polaków za Granicą Senatu RP za zajęcie się sprawą obywatelstwa, Karty Polaka i repatriacji.

Zjazd składa na ręce prof. Andrzeja Stelmachowskiego, przez wszystkich szanowanego Prezesa Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", podziękowania za inicjatywę zwołania i zorganizowania tego Zjazdu.

Zjazd składa podziękowanie Fundacji "Pomoc Polakom na Wschodzie" za opiekę i pomoc dla mediów polskich na Wschodzie.

Zjazd składa na ręce Dyrektora Domu Polonii w Pułtusku p. Grzegorza Russaka, Jemu oraz całemu personelowi, podziękowanie za miły pobyt, wspaniałą atmosferę i ojcowską opiekę.

Zjazd wyraża podziękowanie Komisji Organizacyjnej II Zjazdu pod przewodnictwem p. Heleny Miziniak za wkład pracy włożony w jego przygotowanie i przeprowadzenie.

Zjazd składa podziękowanie prowadzącej obrady plenarne p. Elżbiety Rogackiej za sprawne przeprowadzenie obrad.

 

Zalącznik 1

UCHWAŁA
II WARSZAWSKIEJ KONFERENCJI POLONIJNEJ  z 26 kwietnia 2001 r.


Już ponad 55 lat trwa proces wynaradawiania polskich społeczności w krajach ościennych Polski po II wojnie światowej oraz stały statystyczny spadek ich liczebności w tych krajach.
Nie przerwało tego procesu załamanie się komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej w 1989 roku. Odzyskiwania pełni praw narodowych tych społeczności nie zapoczątkowało nawet uprawomocnianie się po roku 1995 Konwencji Ramowej o Ochronie Mniejszości Narodowych Rady Europy. Wynaradawianie naszych Rodaków trwa niezmiennie do dziś, choć 27 kwietnia roku 2000 - czyli dokładnie przed rokiem - Rząd RP zobowiązał się w swej deklaracji wobec Wysokiej Izby polskiego Parlamentu, że będzie w trybie art. 18 Konwencji zawierał umowy międzynarodowe, których celem będzie ochrona m.in. mniejszości lub grup polskich w innych państwach. W piśmie podsekretarza stanu w MSZ Radosława Sikorskiego z 12 grudnia 2000 r. do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów RP - Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP stwierdziło natomiast, że ww. Konwencja wpłynie bezpośrednio na zobowiązania Rządu wobec mniejszości narodowych na terytorium Polski, nie zaś wobec grup polskich za granicą.
Sejm, głosując w ww. dniu 27 kwietnia 2000 r. za przyzwoleniem na ratyfikację Konwencji, przyjął treść deklaracji interpretacyjnej za wiążącą. Wymienione stwierdzenie MSZ jest w istocie rzeczy zaprzeczeniem uznania zobowiązań Rządu, zawartych w tej deklaracji. Pominięcie przez MSZ faktu dotyczącego intencji Sejmu grozi skutkami sprzecznymi z Konstytucją i zobowiązaniami, jakie Rząd przyjął na siebie poprzez deklarację interpretacyjną Konwencji. Ta sytuacja w świetle deklaracji interpretacyjnej do Konwencji powinna stać się przedmiotem postępowania organów, których obowiązkiem jest czuwanie nad przestrzeganiem prawa przez przedstawicieli władzy wykonawczej państwa.
Wobec powyższego zwracamy się do Prezydium nadchodzącego II Zjazdu Kraj - Polonia. Prosimy, by Zjazd w interesie milionów Polaków z krajów sąsiedzkich Rzeczypospolitej, mocą autorytetu Polonii Świata, upomniał się u właściwych organów konstytucyjnych Polski o zapewnienie naszym rodakom prawa do tożsamości narodowej. Powinno to nastąpić zgodnie z deklaracją interpretacyjną Rządu z dnia 27 kwietnia 2000 r. w sprawie wykonania obowiązującej Polskę Konwencji w trybie umów międzynarodowych wg jej art. 18.

 

Uczestnicy Konferencji

Przewodniczący obradom: Zygmunt Szkopiak, honorowy prezydent Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych (Londyn);
Organizatorzy Konferencji: Antoni Macierewicz, poseł na Sejm, przewodniczący Ruchu Katolicko-Narodowego RP, pełnomocnik Organizacji Polonijnych ds. Implementacji Konwencji Ramowej Rady Europy; Józef Staniek, pełnomocnik Organizacji Polonijnych ds. Implementacji Konwencji Ramowej Rady Europy.

 

 

Załącznik 2

PROJEKT REZOLUCJI II Zjazdu
Kraj - Polonia w sprawie ochrony tożsamości rodaków w krajach ościennych Polski


Polacy w krajach ościennych Polski są od wielu dziesięcioleci pozbawieni skutecznej ochrony swoich niezbywalnych praw narodowych.
Wbrew obowiązującemu europejskiemu prawu mniejszości narodowych, określonemu w Konwencji Ramowej Rady Europy z roku 1994, nasi Rodacy są po prostu wynaradawiani. Między Polską a krajami sąsiedzkimi zawarto wprawdzie na początku lat dziewięćdziesiątych traktaty międzypaństwowe. Wyposażono je jednak w nieskuteczne ustalenia ochronne, pozbawione aktów wykonawczych, które są dla polskich mniejszości w tych krajach nie do wyegzekwowania.
Należy podkreślić, że w przeciwieństwie do wyżej podanej sytuacji Polska zapewnia mniejszościom na swym obszarze najwyższy standard ochrony.
Wielokrotnie, już od lat aż do chwili obecnej, przesyłano do władz polskich apele i przesłania ze strony Rady Polonii Świata, Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych i innych organizacji polonijnych oraz polskich w sprawie przyjścia Rodakom z pomocą dla zachowania ich bytu narodowego. Nie spotkały się one jednak ze strony polskich urzędów z jakimkolwiek czynnym odzewem.
Mając powyższe na uwadze stwierdzamy, że tak dalej być nie powinno i nie może! Zobowiązuje nas ponadto do odpowiedniego działania Uchwała II Warszawskiej Konferencji Polonijnej, która obradowała w siedzibie Sejmu w dniach 25 - 26 kwietnia 2001 r., gdzie zebrali się w trybie roboczym przedstawiciele Polaków ze wszystkich krajów ościennych. Ustalamy wobec tego, iż:

 

A. W trybie przesłania niniejszej rezolucji zwracamy się, zgodnie z duchem i literą art. 15 ww. obowiązującej Konwencji, do właściwych władz polskich o:

  1. Powołanie ad hoc Komisji ds. Umów ochronnych wg art. 18 ww. Konwencji z udziałem przedstawicieli Polaków z zagranicy i pełnomocników z Kraju.
  2. Wykorzystanie przesłanych 17 lipca 2000 r. do Premiera RP przez organizacje polskie z krajów ościennych projektów Umów ochronnych wraz z ich przekładami na dane języki dla opracowania końcowej polskiej wersji projektów tych umów i wszczęcie negocjacji z państwami ościennymi jeszcze w obecnej kadencji parlamentarnej.


B. Należy powołać stałą Komisję polonijną ds. prawnego uregulowania sytuacji w ochronie praw mniejszości polskich w krajach ościennych Polski pod przewodnictwem Honorowego Prezydenta Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych. Celem Komicji będzie zbadanie aspektów zgodności z prawem europejskim oraz z Konstytucją RP obecnego traktowania społeczności polskich w krajach ościennych oraz funkcjonowania w tym kontekście władzy wykonawczej RP.

 

C. Należy powołać rzecznika ds. wdrożenia Konwencji Ramowej w Warszawie i uzgodnić z odpowiednimi instytucjami w Warszawie tryb wzajemnych kontaktów z nim.

 

 

Dokumenty II Zjazdu Polonii i POlaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

Dokumenty LIST do Ojca Świętego

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

List II Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy
do Ojca Świętego Jana Pawła II



"Ukochany Ojcze Święty,

 

my, Polacy i przedstawiciele Polonii całego świata, zgromadzeni na II Zjeździe Polonii i Polaków z Zagranicy w Warszawie, Pułtusku i Krakowie, w dniach 28 kwietnia - 3 maja 2001r., wyrażamy wdzięczność za nieustającą, ojcowską troskę i opiekę nad wszystkimi rodakami poza granicami Kraju.

 

Życzymy Waszej Świątobliwości obfitości łask Boga Najwyższego i wielu sił w pełnieniu misji apostolskiej w dzisiejszym świecie. Zapewniamy o naszym głębokim oddaniu, przywiązaniu i modlitwie.

 

Prosimy o błogosławieństwo apostolskie dla naszych wysiłków zachowania poza Krajem ojczystym tradycji i naszego chrześcijańskiego dziedzictwa duchowego.

 

Uczestnicy II Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy

Dokumenty OŚWIADCZENIE

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

Oświadczenie w sprawie wizerunku Polonii w mediach krajowych



Uczestnicy II Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy ze smutkiem i głębokim zaniepokojeniem stwierdzają, że zarówno wizerunek Polonii w krajowych mediach, jak i relacje z obrad Zjazdu w dużej mierze rozmijają się z rzeczywistością.

 

Ubolewamy, że relacje ze Zjazdu zdominowane zostały przez poszukiwanie sensacji i jednokierunkowość zainteresowań mediów ze szkodą dla szerokiej problematyki obrad, tak ważnej dla Polski jak i Polonii.

 

Przedstawiciele Polonii, spotykając się po dziewięciu latach w licznym i reprezentatywnym gronie, mieli na celu omówienie najistotniejszych problemów oraz perspektyw współpracy z Krajem, świadomi, iż są jego ambasadorami w świecie.

 

Doceniamy pracę reporterów obsługujących Zjazd, dbających o zdobycie jak najbogatszego i wszechstronnego materiału. Z tym większym zaskoczeniem przyjmujemy publikacje w mediach oparte na fragmentarycznych wycinkach ich pracy. Tego typu praktyka nosi znamiona dezinformacji i pogłębia niewiedzę mieszkańców Polski o problemach i pracy na jej rzecz jednej trzeciej Narodu, żyjącej poza krajem - Polonii.

 

Z niemniejszym zdziwieniem i rozczarowaniem uczestnicy Zjazdu obserwują również programy poświęcone Zjazdowi na antenie TV Polonia, która zbyt mało czasu poświęca relacjom z obrad.

 

Po patronie medialnym, wyspecjalizowanym w tematyce polonijnej, spodziewaliśmy się wyczerpujących relacji z obrad Zjazdu i prezentacji naszych środowisk. Uważamy, że krajowe media, w tym TV Polonia, nie wykorzystały szansy, jaką dało nasze spotkanie.

 

Uczestnicy Zjazdu traktują ubóstwo i tendencyjność informacji z przebiegu obrad jako kontynuację wielomiesięcznej negatywnej kampanii, której ofiarami stają się kolejno: środowiska polonijne, Senat RP i Stowarzyszenie "Wspólnota Polska".

 

Stanowczo protestujemy przeciwko manipulowaniu informacjami o Polonii, grożącym podważeniem więzi pomiędzy Polakami mieszkającymi w Kraju i ich rodakami zagranicą oraz podsycaniu emocji wokół spraw będących przedmiotem dyskusji środowisk polonijnych i władz Rzeczypospolitej.

 

Uczestnicy II Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy

Dokumenty WSPÓLNA DEKLARACJA

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

Wspólna Deklaracja
Kongresu Polonii Amerykańskiej, Kongresu Polonii Kanadyjskiej, Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polonijnych w Ameryce Łacińskiej, Rady Naczelnej Organizacji Polskich w Australii, Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych



W uznaniu za zorganizowanie II Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy oraz za stałą opiekę nad polska diasporą na świecie przez Stowarzyszenie "Wspólnota Polska", pięć naczelnych organizacji polonijnych, uczestniczących w Zjeździe podjęło decyzję o ufundowaniu sztandaru dla "Wspólnoty Polskiej".

 

Kraków 2 maja 2001 r.

Dokumenty LIST DO PREMIERA

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

List do Prezesa Rady Ministrów Profesora Jerzego Buzka



Pułtusk, 1 Maja 2001

 

Prezes Rady Ministrów
Profesor Jerzy Buzek

 

Przedstawiciele organizacji polonijnych krajów UE uczestniczących w II Zjeździe Polonii i Polaków z Zagranicy składają na ręce Pana Premiera zobowiązanie udzielenia władzom RP wszelkiej możliwej pomocy w procesie rozszerzenia UE o Polskę, a także późniejszej ratyfikacji przystąpienia RP do Unii w krajach naszego zamieszkania.

 

Nasza pomoc zależna będzie tylko od wolnej woli naszych rodaków zamieszkałych w naszym kraju o przystąpieniu RP do Unii Europejskiej. Zdajemy sobie sprawę, że bierzemy na siebie wielkie zobowiązanie wymagające wiele pracy w najbliższych paru latach. Pracę tę powinniśmy usprawnić jak najszybciej, np. przez powołanie grup roboczych przy polskich placówkach dyplomatycznych złożonych z pracowników tych placówek i przedstawicieli Polonii.

 

Jesteśmy otwarci na wszelkie formy współpracy służącej interesom Polski i Jej obywateli.

 

Z poważaniem,

 

Austria
Piotr Radowski, prezes, Wspólnota Polskich Organizacji w Austrii - Forum Polonii

Belgia
Włodzimierz Dropiński, prezes, Zjednoczenie Polskie w Belgii

Dania
Roman Śmigielski, przewodniczący, Federacja Organizacji Polskich i Polsko-duńskich w Danii "Polonia"

Finlandia
Anna Karpińska, Polonijne Towarzystwo Oświatowo-Kulturalne w Finlandii

Francja
Krystyna Orlowicz Sadowska, Stowarzyszenie "Nazareth Familie"

Grecja
Mieczysław Rój, prezes, Niezależny Związek Polonii Greckiej

Hiszpania
Małgorzata Małaśnicka de Martin, prezes, Hiszpańsko-Polskie Stowarzyszenie Kulturalne Forum

Irlandia
Helena Johnston, prezes, Towarzystwo Irandzko-Polskie, POSK

Luksemburg
Ks. Henryk Kruszewski OMI, rektor, PMK w Wielkim Księstwie Luksemburga

Niemcy
Alexander Zając, prezes, Konwent Organizacji Polskich w Niemczech

Szwecja
Tadeusz Adam Pilat, prezes, Zrzeszenie Organizacji Polonijnych w Szwecji

Wielka Brytania
Andrzej Morawicz, prezes, Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii

Włochy
Maria Gratkowska Scarlini, wiceprezes, Związek Polaków we Włoszech

Europejska Unia Wspólnot Polonijnych
Helena Miziniak, prezydent

Referat prof. ANDRZEJ STELMACHOWSKI, Polska

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001
 
 
Dorobek X-lecia niepodległej Polski a Polacy za granicą


 

I. Przełom polityczny 1989 roku miał i ma zasadnicze znaczenie również dla stosunków wzajemnych Kraju i naszych rodaków rozsianych po całym świecie. Wiemy wszyscy, jak trudną rzeczą było scalenie w ramach jednego państwa po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku ziem poszczególnych zaborów. Wiemy, z jakim trudem układano w okresie międzywojennym stosunki z Polonią, która skądinąd ofiarą krwi przypieczętowała swój zbrojny udział w odzyskaniu niepodległości; "Błękitna Armia" zawsze pozostanie symbolem zrywu polskich emigrantów w obronie praw Ojczyzny do niepodległości. Należy też przypomnieć utworzenie Światowego Związku Polaków (Światpolu) jako organizacji łączącej Polonię Zachodnią z Macierzą. Wprawdzie nie udało się wówczas objąć jej ramami wszystkich organizacji polskich czynnych za granicą, jednak stworzono platformę dla szerszego współdziałania Kraju i Polonii. Dzisiaj żyje już tylko czterech działaczy Światpolu. Jest mi miło powitać na tej sali niektórych z nich, symbolizujących pomost serdecznej łączności, która przetrwała burze dziejowe. Na polu działania duszpasterskiego pojawili się w okresie międzywojennym ojcowie Chrystusowcy, jako wyspecjalizowana struktura kościelna, mająca zapewnić opiekę duchową nad naszymi rodakami. Druga wojna światowa w znacznym stopniu zniszczyła świeżo powstałe wspomniane więzi organizacyjne. Natomiast zrodziła się ze znoju żołnierskiego i ofiary krwi emigracja niepodległościowa, skupiona wokół Prezydenta i Rządu na Uchodźstwie w Londynie. Rola tej emigracji może być śmiało porównywana do Wielkiej Emigracji popowstaniowej z XIX wieku. Podtrzymywała ona nie tylko zewnętrzne atrybuty niezależnej państwowości polskiej, ale nade wszystko krzewiła ducha niepodległej Rzeczypospolitej i to w najtrudniejszych latach, gdy my tu, w Kraju, nie mieliśmy warunków wyrażania myśli i uczuć narodu. Lata siedemdziesiąte były świadkami nie tylko tworzenia zalążków zorganizowanej opozycji w Polsce, ale także - dzięki czynnej akcji podjętej przez Polonię Amerykańską - utworzeniem Rady Koordynacyjnej Wolnego Świata, która otwarcie formułowała program odzyskania niepodległości Polski i wyzwolenia jej z jarzma komunizmu. Można więc powiedzieć, że Polonia przodowała w wysiłkach zmierzających do odzyskania niepodległości. Kiedy zaś powstał wielki ruch "Solidarności" ogromna mobilizacja w akcji pomocy, obejmujących społeczeństwa krajów demokracji zachodniej była w wielkim stopniu dziełem tejże Polonii. Nigdy nie zapomnimy, jak wielkim oparciem była dla nas świadomość tego wsparcia i jego materialny wyraz, zwłaszcza w ciężkich latach stanu wojennego.

 

Przełom 1989 roku zaowocował przede wszystkim odrodzeniem się polskości na Wschodzie. Ani w okresie przedwojennym, ani w okresie PRL nie było możliwości nawiązania jakichkolwiek stosunków organizacyjnych z Polakami na Wschodzie, a były i takie czasy, zwłaszcza w latach stalinowskiego terroru, gdy nawet korespondencja prywatna stanowiła niebezpieczeństwo dla naszych rodaków na Wschodzie. Dopiero z końcem lat osiemdziesiątych zaczęły powstawać pierwsze organizacje polskie na rozległych obszarach b. Związku Sowieckiego, zaczęło się budzić życie polskie, dotychczas przytłumione lub wręcz skrywane, a równolegle nastąpiło odrodzenie życia religijnego.

 

Nawiązane zostały bliższe więzi z Polakami i Polonią na Zachodzie. Zaprzestano dawnych praktyk z okresu PRL, gdy usiłowano pozyskać sobie pewne grupy ze środowiska emigracyjnego wbrew organizacjom niepodległościowym. Do rozmiarów symbolu urosło uroczyste przekazanie na Zamku Królewskim w Warszawie insygniów prezydenckich pierwszemu wybranemu w wolnych wyborach powszechnych prezydentowi Lechowi Wałęsie w dniu 22 grudnia 1990 roku przez ostatniego Prezydenta RP na Uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego. Tkanka oficjalnych kontaktów między władzami RP a Polonią została wzbogacona o tkankę więzi społecznych w postaci szeregu organizacji pozarządowych, wśród których pozwolę sobie wymienić zwłaszcza Stowarzyszenie "Wspólnota Polska", które mam zaszczyt reprezentować.

 

Zjazd Polonii i Polaków z zagranicy, który odbył się w Krakowie w 1992 roku był manifestacją owych serdecznych więzi, łączących wszystkich poczuwających się do polskości, bez względu na miejsce zamieszkania. Był też okazją do spotkania i bliższego poznania się naszych rodaków ze Wschodu i z Zachodu. Od tego czasu minęło wszakże blisko 9 lat. Nastąpił przełom stulecia i tysiąclecia nie tylko w sensie kalendarzowym. Wiek XXI rozpoczął się wraz z ogromnymi przemianami cywilizacyjnymi. Komputery i internet mogą być przykładem zmian w komunikacji między ludźmi, a słowo "globalizacja" zrobiło karierę, budząc u jednych entuzjazm, u innych lęk. Polska wkroczyła w XXI wiek jako inny kraj. Nasza niepodległość uzyskała mocną podbudowę w postaci przyjęcia naszego kraju do NATO. Nie sposób nie podkreślić tu zasług naszych rodaków zamieszkałych w krajach członkowskich NATO, na czele z Kongresem Polonii Amerykańskiej i jej prezesem p. Edwardem Moskalem, który zorganizował potężną akcję na rzecz przyjęcia Polski do sojuszu północnoatlantyckiego. Oczywiście rozumiemy wszyscy, że podstawy niepodległości trzeba wzmacniać bezustannie i że nie można sobie pozwolić na bierność, zwłaszcza przy naszym położeniu geopolitycznym. Stąd nasze wysiłki, by stworzyć silne podstawy ekonomiczne, chociaż przejście z gospodarki centralnie sterowanej i podporządkowanej interesom b. Paktu Warszawskiego i b. RWPG do gospodarki rynkowej, połączonej z systemem zachodnim jest procesem trudnym, długotrwałym i wymagającym wielu wyrzeczeń. Wejście do Unii Europejskiej jest polskim celem strategicznym. Przy tym, dzisiaj nie jest to już pytanie - czy wejdziemy, lecz - kiedy wejdziemy do Unii?

 

Powoli układamy sobie stosunki wewnętrzne. Czas wielkiego zrywu już minął. Miejsce wielkich uniesień i wielkich emocji zajęła proza życia codziennego. Stworzyliśmy podstawy prawno-organizacyjne ustroju demokratycznego, czy jednak możemy powiedzieć z czystym sumieniem, że stworzyliśmy społeczeństwo obywatelskie ? Można mieć co do tego wątpliwości. Jesteśmy ciągle jeszcze jak młode wino w procesie fermentacji. Ciągle jeszcze układ partyjny nie jest stabilny, ciągle odbywają się przesunięcia na politycznej szachownicy, a rządy zmieniają się nader często. Godzi się wszelako zauważyć, że ostatnio rządy wykazują coraz dłuższy żywot, a po raz pierwszy powstała możliwość, że rząd premiera Jerzego Buzka, chociaż mniejszościowy, przetrwa całą kadencję. Kryzys rosyjski nie zachwiał podstawami naszej gospodarki, która rozwija się, przy czym sektor prywatny stał się dominujący. W ostatnich latach, z lepszym lub gorszym skutkiem, wdrożono cztery wielkie reformy: 1) samorządową, 2) edukacyjną, 3) emerytalną, 4) w zakresie opieki zdrowotnej. Ciągle trwa proces dostosowywania naszego kraju do standardów Unii Europejskiej. Nie da się jednak zaprzeczyć, że brak poczucia stabilności i bezpieczeństwa socjalnego jest boleśnie odczuwany w wielu warstwach naszego społeczeństwa, zwłaszcza wśród ludzi starszych wiekiem lub słabszych ekonomicznie, a rosnące bezrobocie stało się powszechną troską.

 

Nie da się również zaprzeczyć, że w stosunkach z naszymi rodakami żyjącymi poza granicami kraju pojawiły się na niektórych odcinkach "iskrzenia", niepotrzebnie zadrażniające stosunki wzajemne. Wszystkie te okoliczności przemawiały za potrzebą zorganizowania II Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy. Szerokie konsultacje wykazały dążenie, by raczej ograniczyć liczbę jego uczestników, zmniejszyć rolę manifestacyjną Zjazdu, a skupić się na jego zadaniach merytorycznych.

 

II. Nie pretendując do wyczerpującego katalogu zagadnień, które należałoby rozważyć chciałbym zwrócić uwagę na niektóre z nich, które wydają się być istotne.

 

1) I tak na tle doświadczeń ostatniego 10-lecia nasuwa się pytanie: czym wyraża się polskość u progu XXI wieku? Na pewno nie jest to sprawa przynależności państwowej; nigdy zresztą nią nie była, chociaż zdarzają się wypadki mylenia tych pojęć. Czy jest to sprawa znajomości języka? Odpowiedź musi być również negatywna. Z jednej strony jest wielu przedstawicieli innych narodowości, którzy opanowali język polski, ale nigdy nie mieli powiązań z polskością w sensie więzów krwi, ani też nie czuli się Polakami. Z drugiej strony jest wielu ludzi, którzy poczuwają się do polskości, a niekiedy wykazują postawę głęboko patriotyczną, ale już po polsku nie mówią, albo mówią bardzo źle. Tytułem przykładu mogę wskazać na Syberię, a na drugiej półkuli - na Brazylię. Otóż ostatnimi laty nastąpiło na Syberii ogromne ożywienie polskości. Działa tam już ok. 30 organizacji polskich i wciąż powstają nowe. Ich członkowie z reguły mówią po rosyjsku, ale mają żywe poczucie polskiego pochodzenia; w wielu przypadkach jest ono nawet podkreślane z poczuciem dumy. Nikt nie wie, ilu jest naszych rodaków na Syberii. Mogę tylko zaznaczyć, że kiedy w ubiegłym roku odwiedzałem ośrodki polskie w Syberii Wschodniej, dowiedziałem się, że np. w Usolu Syberyjskim, mieście liczącym 120 tys. mieszkańców, aż 30 % przyznaje się do korzeni polskich. Najczęściej zresztą są to potomkowie dawnych zesłańców, pochodzący z małżeństw mieszanych, w pełni zintegrowani z miejscową ludnością. Jednak i oni są cząstką naszego narodu. Podobne zjawisko odnotować można w Brazylii. Doktryna nacjonalizmu brazylijskiego proklamowana w 1938 roku zaowocowała całkowitą likwidacją szkolnictwa etnicznego, w tym polskiego, a nawet wydano zakaz posługiwania się językami obcymi w miejscach publicznych. Nic dziwnego, że język polski zaczął zanikać tym bardziej, że napływ nowych emigrantów do Brazylii był nikły i nadal przeważa tam "stara" Polonia z przełomu XIX i XX wieku. A przecież wybór polskiego Papieża, popularność ruchu "Solidarnościowego" i osobiście Lecha Wałęsy, spowodowały ogromne odrodzenie się polskości. Dzisiaj do polskich korzeni przyznaje się ok. 1,5 miliona ludzi, a polski folklor i obyczaje stały się popularne także w innych grupach etnicznych.

Pojawiło się wszakże inne jeszcze zjawisko, całkowicie nowe. Mam tu na myśli kategorię osób o dwoistej świadomości narodowej. Przy tym nie chodzi tu o to, że ktoś, poczuwając się do polskości, czuje się jednocześnie Amerykaninem czy Kanadyjczykiem. Na obszarach "Nowego Świata" niemal wszyscy są przybyszami, tyle tylko, że z różnych okresów historycznych, a społeczeństwa są wciąż jeszcze otwarte dla nowych przybyszów (pomijam tu urzędowe ograniczenia imigracyjne) i nie wymaga się wyrzeczenia swoich korzeni. Inaczej jest w Europie, gdzie mamy do czynienia ze społeczeństwami daleko mniej otwartymi, a podziały narodowościowe są silnie odczuwane mimo państwowych tendencji integracyjnych. A przecież nie gdzie indziej jak w Niemczech zetknąłem się niedawno z określeniem: "Deutsch-Pole" ("Polako-Niemiec"). Przez szereg lat po wojnie takie określenie było niewyobrażalne. A jednak, zarówno Polacy, jak i Niemcy przekonali się, że istnieje wcale nie tak mała grupa ludzi o autentycznie podwójnej świadomości narodowej. Na tym tle powstaje szereg problemów nie tak łatwych do rozwiązania, o czym wiedzą najlepiej przedstawiciele zarówno polskich organizacji w Niemczech, jak i duchowni prowadzący na tym terenie działalność duszpasterską.

Obawiam się, że nie wypracowaliśmy jeszcze metod postępowania z wspomnianą kategorią ludzi. Przy tym nie jest to tylko problem naszych rodaków w Niemczech. Organizacje polsko-greckie, polsko-cypryjskie, polsko-albańskie itp. łączą ludzi nie tylko na zasadzie czystej przyjaźni. Niekiedy u podstaw ich działalności leżą uczucia znacznie głębsze. Zapewne nie można tu mówić o podwójnej świadomości narodowej, ale istnieje element polskości, którego nie powinniśmy lekceważyć.

 

2) Innym zagadnieniem jest cel działalności organizacji polskich i polonijnych, jak również organizacji krajowych stawiających sobie za cel współdziałanie z rodakami za granicą.

Do niedawna cele wydawały się proste, a sytuacja klarowna. Odzyskanie niepodległości i upadek komunizmu stworzyły nową sytuację. Problem był już dostrzegany na Zjeździe Krakowskim w 1992 roku, ale odnoszę wrażenie, że jeszcze nie zdawano tam sobie sprawy, jakie są tego konsekwencje w życiu codziennym. Następuje zmiana pokoleń. Niektóre założenia organizacyjne stały się anachroniczne. Lansowana przez kilka dziesięcioleci teza, rozpowszechniona wśród emigracji niepodległościowej, że emigracja polityczna się nie dziedziczy - zaowocowała odcięciem się od młodego pokolenia. Dziś już tej tezy się nie głosi, ale odbudowa więzi z młodym pokoleniem jest trudna. Do rangi niemal symbolu urosło zamknięcie "Kultury" paryskiej czy londyńskiego "Orła Białego", tak bardzo zasłużonych nie tylko dla podtrzymywania ducha narodu, ale i kształtowania niezależnej myśli politycznej. Nowe czasy wymagają nowych form i nowego stylu oddziaływania społecznego.

Z wszelką pewnością przeżył się styl tworzenia skupisk polskich odizolowanych od społeczeństwa kraju zamieszkania. Zwłaszcza większe organizacje polonijne powinny mieć ambicję odgrywania zasadniczej roli w społeczeństwach miejsca zamieszkania. I to nie tylko w swoim interesie grupowym, ale także w interesie Polski, której bardzo potrzebne jest oparcie się o silne i wpływowe środowiska polonijne w coraz bardziej integrującym się świecie. Odnoszę wrażenie, że aczkolwiek proces ten się rozpoczął, to jednak przebiega zbyt powoli. Ciągle jeszcze wiele wybitnych osobistości osiąga wprawdzie sukces osobisty, ale nie w oparciu o organizacje polonijne, lecz w izolacji od nich. Organizacje zaś czynią niewiele, by sobie ich pozyskać. Sądzę również, że zbyt nieśmiało starają się zdobywać stanowiska o wysokiej randze o charakterze politycznym, społecznym czy kulturalnym. Oczywiście działania zmierzające w tym kierunku nie powinny prowadzić do zacierania polskich korzeni. Wręcz przeciwnie, powinny być one zaznaczane i kultywowane. Pięknym przykładem może tu być postawa Ojca Świętego Jana Pawła II, który czyniąc tak wiele dla Kościoła Powszechnego nigdy nie zaciera swojego polskiego pochodzenia, przeciwnie, stale je podkreśla, nie tracąc z tego powodu bynajmniej powszechnej sympatii w świecie.

Odnoszę również wrażenie, że władze polskie czynią zbyt mało, by pozyskać sobie sympatię i współdziałanie organizacji polonijnych. Co gorsza, notuje się niepotrzebne zadrażnienia w stosunkach z liderami czołowych organizacji polonijnych. Konieczna jest tu wzajemna aprobata takimi jakimi jesteśmy - i my w kraju, i nasi rodacy poza jego granicami. Żyjąc w odmiennych warunkach społecznych, gospodarczych i politycznych z konieczności różnimy się od siebie, ale łączy nas zbyt wiele, by owe różnice podkreślać i wyolbrzymiać. A już w żadnym wypadku nie można poświęcać interesów naszych rodaków na ołtarzu dobrych stosunków z innymi państwami czy też innymi wpływowymi środowiskami.

Dlatego z pewnym niepokojem obserwuję tendencję do ulegania naciskom ze strony niektórych grup państw zachodnich (np. tzw. grupy Schengen), by "uszczelnić" naszą granicę wschodnią. Takie "uszczelnianie" nieuchronnie utrudnia komunikowanie się z naszymi rodakami na Wschodzie i osłabia wpływy polskie za granicą wschodnią. Nie widzę żadnej korzyści we wznoszeniu nowej "żelaznej kurtyny" na naszej granicy wschodniej. Innym takim przykładem braku wzajemnego współdziałania jest polityka odnosząca się do instytutów kultury polskiej działających poza granicami Polski. Instytuty te programowo izolują się od środowisk polonijnych w myśl teorii, że winny one przybliżać kulturę polską społeczeństwom obcym i że właśnie te społeczeństwa obce winny być adresatami ich działalności. Moim zdaniem jest to manifest nieporozumienia. Przecież nie ma lepszego pomostu między środowiskami innych krajów a Polską niż właśnie środowiska polonijne.

 

3) Pozyskanie młodego pokolenia rysuje się jako zagadnienie swoiste, a jednocześnie bardzo ważne. Dość powszechnie słyszy się narzekania, że młode pokolenie nie znajduje sobie miejsca w ramach tradycyjnych organizacji polskich i polonijnych. Oczywiście nie należy tego demonizować. Dość powszechne jest zjawisko, że organizacje społeczne i polityczne grupują przedstawicieli raczej starszego pokolenia. Ważne jest wszakże, by zapewniona została płynna wymiana pokoleń. W żadnym razie nie można się pogodzić ze spotykanym niekiedy poglądem, że organizacja polonijna zrzesza tylko pierwsze pokolenie emigrantów, a następne pokolenia muszą nieuchronnie roztopić się w społeczeństwie miejsca zamieszkania. Ten pesymistyczny pogląd nie znajduje potwierdzenia w praktyce, gdyż bardzo często pokolenie wnuków wykazuje zainteresowanie swoimi korzeniami. Natomiast dalsze pokolenia z reguły reprezentują inny etos niż ich przodkowie, co zresztą odnosi się nie tylko do Polonii, ale i do młodzieży w kraju. Należałoby zatem zaoferować tym młodym pokoleniom właściwe formy ich działania. Dotyczy to zarówno metod działania, jak i form organizacyjnych. W tym miejscu należy w szczególności podkreślić ogromne zasługi harcerstwa, zarówno tradycyjnego, jak i odradzającego się po latach niebytu, zwłaszcza na Wschodzie. Sądzę, że należy tu również docenić organizacje sportowe.

 

4) Stapianie się różnych fal emigracyjnych, to poważny problem, dotyczący Polonii zachodniej. W szczególności tzw. emigracja "postsolidarnościowa" jest inna od starszej Polonii, przyniosła bowiem ze sobą inne doświadczenia, inne poglądy, dysponuje innym wykształceniem. Powodowało to liczne tarcia i nieporozumienia. Oczywiście życie wyrównuje stopniowo wspomniane różnice, wszelako jest rzeczą ważną, by po okresie adaptowania się do nowych warunków, emigracja ta wrosła w tkankę społeczną życia polonijnego w sposób w miarę możliwości bezkonfliktowy.

 

5) Wdrażanie zasady solidarności - i to zarówno wzajemnej solidarności Kraju z Polonią, jak i poszczególnych środowisk polonijnych między sobą - jawi się jako zadanie wprawdzie tradycyjne, ale wymagające dostosowania do aktualnych potrzeb. Historycznie najwyższą formą owej solidarności była walka zbrojna o niepodległość Ojczyzny. Weterani tych walk winni być otoczeni powszechną opieką, a pokolenie współczesne winno otaczać czcią i pamięcią zasługi odchodzącego pokolenia, jak i nie żyjących już przodków. Uporządkowanie cmentarzy wojennych w Katyniu, Charkowie i Miednoje oraz liczne pomniki stawiane w kraju, jak i poza jego granicami wskazują na znaczny postęp w tym względzie.

Innego rodzaju solidarność zarówno ze strony Kraju, jak i Polonii zachodniej jest wymagana w stosunku do Polaków na Wschodzie. Tego rodzaju potrzeba została już sformułowana w czasie Zjazdu Krakowskiego. Jej aktualność rysuje się nam dziś nawet jaśniej niż wówczas. Przede wszystkim okazało się, że sytuacja w poszczególnych krajach jest zróżnicowana. W stosunku do tych naszych rodaków, którzy żyją na terenach azjatyckich b. Związku Sowieckiego przyjęty został program ich repatriacji, który na szczęście znalazł swój wyraz w niedawno uchwalonej ustawie z 9 listopada 2000 roku. Teraz chodzi o to, by program ten możliwie szybko i sprawnie zrealizować, nie zapominając jednocześnie o tych, którzy zdecydują się na wspomnianych obszarach pozostać. Inaczej rysuje się sytuacja tych Polaków, którzy mieszkają na polskich ziemiach historycznych, wchodzących aktualnie w skład państw z nami sąsiadujących. Nie możemy oczywiście stawiać tamy tym wszystkim, którzy z tych terenów pragną wyjechać do Polski. Głównym wszakże zadaniem jest odbudowa inteligencji polskiej na tych terenach i wzmocnienie pozycji ekonomicznej i społecznej naszych rodaków. Wymaga to rozbudowy polskich placówek kulturalnych, polskiego szkolnictwa (niekiedy od podstaw), a w wielu wypadkach także pomocy charytatywnej. Tam, gdzie to jest możliwe należałoby opracowywać i wdrażać programy lokalne rozwoju ekonomicznego (np. program rozwoju Wileńszczyzny). Swego czasu korzystaliśmy w Polsce z szerokiej pomocy ze strony społeczeństw zachodnich, w tym zwłaszcza ze strony Polonii. Dzisiaj, gdy sytuacja w kraju się polepszyła, powinniśmy zorganizowaną pomocą - zarówno ze strony Kraju, jak i Polonii zachodniej - objąć przede wszystkim naszych rodaków na Wschodzie. Pomoc ta jest zresztą udzielana, trudno się wszakże oprzeć wrażeniu, że jest ona wciąż jeszcze mało zsynchronizowana, rozproszona, a przez to mało efektywna.

 

III. Realizacja wspomnianych wyżej celów wymaga doboru odpowiednich środków. Chciałbym tu wskazać na niektóre z nich.

 

1) Na plan pierwszy wysuwa się potrzeba rozwoju oświaty, w ramach szerszego programu edukacji. Edukacja, zwłaszcza młodego pokolenia, jest trudną do przecenienia inwestycją, gwarantującą rozwój w przyszłości. Optymizm budzi obserwowany w wielu krajach pęd młodego pokolenia do nauki i dążność do osiągnięcia wyższego wykształcenia. Dlatego należy popierać te wszystkie działania, które są podejmowane, choćby w formie fundowania stypendiów, w celu dopomożenia, zwłaszcza młodzieży mniej zamożnej, w uzyskaniu dyplomów uniwersyteckich. Tego rodzaju działania należy podejmować wszędzie.

Nie ulega jednak wątpliwości, że szczególne miejsce w działalności oświatowej zajmuje oświata polonijna, zmierzająca do przyswojenia języka ojczystego, a także historii i kultury polskiej. Bez ich znajomości więź z krajem ojczystym będzie treściowo uboga. Konieczna jest tu wszakże różnorodność form nauczania, poczynając od regularnych szkół z językiem polskim w większych ośrodkach polonijnych, poprzez nauczanie języka polskiego w szkołach publicznych, aż do szkółek sobotnich czy uzupełniających - społecznych i parafialnych. Należy przy tym przyjąć zasadę, że nie może być usprawiedliwieniem brak podręczników czy innych pomocy szkolnych. Należy przyjąć zasadę, że z Kraju będzie dostarczana każda ilość takich pomocy. Natomiast problemem jest unowocześnienie metod nauczania. Nie można na dłuższą metę tolerować sytuacji (jakże częstej!), że uczniowie dysponują w domu komputerem i internetem, a nauczyciel w szkole - tablicą i kredą. Bez nowych, atrakcyjnych form nauczania młodzież będzie uciekać od nauki języka ojczystego. Należy szerzej propagować ideę szkół patronackich, zakładającą współpracę bezpośrednią szkół w Kraju, na Zachodzie i na Wschodzie. Pierwsze doświadczenia w tej mierze są bardzo zachęcające. Chodzi o to, by je upowszechnić.

Szczególne miejsce zajmuje nauczanie języka i kultury polskiej w szkołach wyższych. Z żalem należy skonstatować, że zmarnowano w tym względzie wiele okazji, głównie z przyczyn finansowych. Tymczasem katedry języka polskiego, lektoraty tegoż języka, centra kultury polskiej przy uniwersytetach mogą być bezcennymi ośrodkami propagowania polskości i kształtowania środowisk opiniotwórczych. Należałoby opracować program rozwoju i finansowania tego rodzaju placówek.

 

2) Niezwykle ważne miejsce w stosunkach z Polonią zajmuje kultura. Obawiam się, że w tej dziedzinie zbyt wiele było żywiołowości. Kraj oferował środowiskom polonijnym zbyt wiele, nie zawsze wartościowych, programów kulturalnych opartych na zasadach komercyjnych. Prawda, że w minionym 10-leciu przybył tu niezwykle wartościowy partner jakim jest TV "Polonia". Jej programy cieszą się zasłużonym uznaniem. Szkoda tylko, że na mapie odbioru jej audycji wciąż są "białe plamy". Prawdziwym skandalem jest fakt, że nie dociera ona zupełnie do Ameryki Południowej, a zasady na jakich jest emitowana na teren Ameryki Północnej budzą daleko idące wątpliwości. Pewną pociechą może być natomiast okoliczność, że ostatnio pojawiła się możliwość dotarcia TV "Polonia" na teren Kazachstanu.

Cieszy fakt, że w wielu krajach rozprzestrzeniają się zespoły folklorystyczne i chóry polonijne. Tradycyjne już festiwale, odbywające się zarówno w kraju jak i poza jego granicami mają swoją ugruntowaną pozycję. W wielu ośrodkach istotną rolę odgrywa teatr, a wśród plastyków mamy artystów o międzynarodowej sławie.

Natomiast troską napawa przyszłość wielu zasłużonych placówek kulturalnych działających na Zachodzie. Dotychczas były one utrzymywane przez środowiska emigracyjne, ale z biegiem czasu niektóre źródła ich finansowania zaczęły "wysychać". Nasuwa się postulat szerszej, wspólnej debaty czynników krajowych i polonijnych nad dalszym ich losem. Pomoc ze strony Kraju musi tu być wydatnie zwiększona. Osobnym zagadnieniem jest ratowanie polskiego dziedzictwa kulturalnego na Wschodzie, w znacznym stopniu zubożonego w okresie komunizmu, wymagającego podtrzymania tych resztek, jakie jeszcze pozostały.

Brak miejsca nie pozwala na szersze omówienie sportu polonijnego. Jest to dział ważny, zwłaszcza jeżeli chcemy uzyskać współdziałanie młodego pokolenia.

 

3) Szczególne miejsce zajmuje sprawa opieki duszpasterskiej. Utworzenie wyspecjalizowanej sieci duszpasterstwa polskiego, w tym także jakże zasłużonej instytucji życia konsekrowanego jakim jest Zgromadzenie Chrystusowców ma tu ogromne znaczenie. Bez oparcia duchowego zakotwiczonego w języku i tradycjach ojczystych nasi rodacy byliby pozbawieni fundamentu duchowego pozwalającego im przetrwać w najtrudniejszych chwilach życia. Dotyczy to zresztą nie tylko zachowania więzi z polskością, ale nadto zachowania wartości uniwersalnych jakich nosicielem jest chrześcijaństwo.

Niemniej jednak nie możemy nie zauważyć pewnych napięć i zagrożeń, jakie się ostatnio pojawiają. Będę tu mówił o Kościele katolickim, którego wyznawcami pozostaje większość naszych rodaków, nie zapominając, że istnieją inne jeszcze Kościoły, głównie ewangelickie, odgrywające niezwykle ważną rolę w utrzymaniu polskości. Pozwolę tu sobie przypomnieć, że odrodzenie polskości na Śląsku Cieszyńskim nastąpiło swego czasu w łonie Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Kościół Polsko-Katolicki odegrał znaczącą rolę zwłaszcza na terenie USA.

Co się tyczy Kościoła katolickiego, to stan napięć powstał przede wszystkim na Wschodzie. Na tle nagłego odrodzenia się religii na rozległych terenach b. Związku Sowieckiego po okresie prześladowań wystąpiło zderzenie się koncepcji powszechności Kościoła jako ponadnarodowej wspólnoty wiernych, z dążeniem do zachowania korzeni powiązanych z tradycjami narodowymi. Wiadomo skądinąd, że w Rosji Kościół katolicki był kościołem mniejszości narodowych: Polaków, Niemców, Ormian; Rosjanie w swej ogromnej masie byli prawosławnymi. Na tle dążenia do ewangelizacji wszystkich ludów, w tym zwłaszcza Rosjan, wystąpiła wśród wielu działających tam duchownych tendencja do "odpolonizowania" Kościoła, która to tendencja przybiera niekiedy postać "antypolonizmu". W przetłumaczeniu na język praktyczny prowadzi to do nagłej rusyfikacji Kościoła, a na terenie Ukrainy - do jego ukrainizacji. Wierni - Polacy odczuwają to bardzo boleśnie, zwłaszcza jeżeli są pozbawieni całkowicie możliwości publicznego wyznawania wiary w języku ojczystym. Niektórzy duchowni (w tym także niekiedy przybyli z Polski) tłumaczą to tym, że przecież w życiu codziennym wierni posługują się językiem rosyjskim jako powszechnie znanym. Nie biorą pod uwagę faktu, że ci sami wierni modlą się i pragną się modlić w języku polskim jako tym, który im przekazali rodzice, a jeszcze częściej dziadkowie. Ten stan rzeczy wymaga przeciwdziałania, w szczególności rozważenia potrzeby utworzenia wyspecjalizowanego duszpasterstwa polskiego, przynajmniej na niektórych terenach.

Pewne niepokoje są sygnalizowane także na Zachodzie, chociaż na innym tle. Powstaje mianowicie obawa, czy wyspecjalizowane struktury duszpasterskie będą w przyszłości utrzymane. Na niektórych terenach (np. w Niemczech) pojawiły się tendencje wśród tamtejszej hierarchii do ograniczenia działalności społecznej duszpasterzy polskich. Na razie nie można jeszcze mówić o jakimś kryzysie, niemniej jednak sygnały świadczące o niepokoju w niektórych środowiskach polonijnych nie powinny być lekceważone.

 

Przedstawione tu zagadnienia stanowią tylko szkic tych problemów, które moim zdaniem powinny być przedmiotem obrad Zjazdu. Niektórych spraw nie poruszyłem w ogóle, jak chociażby zagadnienia struktur organizacyjnych Polonii Świata, czy form współpracy organizacji krajowych, takich jak np. Stowarzyszenie "Wspólnota Polska", z organizacjami polonijnymi, wychodząc z założenia, że pierwszy głos w tym względzie powinien należeć do środowisk polonijnych. Tym bardziej nie byłoby stosowne poruszanie zagadnienia wzajemnych stosunków Polonii i władz Państwa Polskiego, których czołowi przedstawiciele są wśród nas obecni. Sądzę, że zarówno referaty zjazdowe, jak i dyskusja wzbogacą nasze obrady, zarówno gdy przyjdzie nam mówić o tym co cieszy, jak i o tym co boli lub niepokoi. Pozwalam sobie wszakże wyrazić przekonanie, że duch solidarności będzie nas spajał w przekonaniu, że jesteśmy synami i córkami tego samego Narodu.

 

Andrzej Stelmachowski
Prezes Stowarzyszenia "Wspólnota Polska"

Referat JAN PIOTR BABIASZ, Rumunia

Komisja ds. Polaków za Granicą
II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001
 
 
Formy współpracy między organizacjami polonijnymi oraz Krajem i Stowarzyszeniem "Wspólnota Polska"

 

Zanim pierwsi polscy koloniści osiedlili się na Bukowinie, kontakty polsko-rumuńskie miały już długą historię. Księstwo Mołdawii graniczyło z Królestwem Polskim już w średniowieczu i od tego czasu można mówić o obecności Polaków na dworach mołdawskich. Z kolei rozwój oświaty na terenach polskich spowodował napływ Mołdawian. Koniec XVIII i początek XIX wieku, kiedy Bukowina stała się częścią cesarstwa austro-węgierskiego, to już okres masowej migracji ludności polskiej, a zwłaszcza górali czadeckich, na te tereny. Przybywający trudnili się przede wszystkim rolnictwem i leśnictwem. Nie brakowało jednak i takich, którzy przyczynili się do rozwoju przemysłu (m.in. górnictwa), pracowali przy budowie drogi kolejowej, łączącej Czerniowce z miastem Roman. Polacy cieszyli się szacunkiem Rumunów i innych mniejszości narodowych.

 

Okres drugiej wojny światowej to jeden z bardziej interesujących rozdziałów w kontaktach polsko-rumuńskich, choć wymuszony tragiczną sytuacją, w której znaleźli się Polacy. Rumunia we wrześniu 1939 roku udzieliła schronienia polskim uchodźcom wojskowym i cywilnym, a ogółem przewinęło się przez Rumunię podczas wojny około 100 tysięcy Polaków. Większość z nich prędzej czy później opuściła Rumunię, choć nieliczni jednak pozostali.

 

Po drugiej wojnie światowej, w latach 1947-1950, nastał okres masowej repatriacji, w wyniku której liczba żyjących w Rumunii Polaków znacznie się zmniejszyła. Nastąpił okres rządów komunistycznych. W 1950 roku zlikwidowano organizacje mniejszości narodowych, a ich dobra znacjonalizowano. Dopiero po grudniowych wydarzeniach roku 1989, żyjący na terenie Rumunii Polacy zorganizowali się na nowo. Powstałe stowarzyszenia i organizacje Polaków zrzeszone zostały w Związek Polaków w Rumunii. Początkowo był to okres odbudowy struktury organizacyjnej oraz powracania do podstawowych wartości związanych z kulturą, kościołem i szkołą. Dziś w kościołach odprawiane są Msze św. w języku polskim, a dzieci i dorośli uczą się języka przodków. Wydajemy miesięcznik "Polonus", publikujemy książki, organizujemy ogólnokrajowe imprezy kulturalne, z czego za największy sukces uważamy Dni Polskie, połączone z sesjami popularno-naukowymi. Zwyczaje przodków kultywują, działające na Bukowinie, dwa zespoły folklorystyczne, a życie polonijne skupia się w Domach Polskich.

 

Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że nie osiągnęlibyśmy tak wiele bez pomocy naszych rodaków w Kraju, organizacji rządowych i pozarządowych, różnych instytucji i fundacji od wielu lat wspierających naszą działalność, a więc: urzędu prezydenckiego, Sejmu i Senatu RP, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Ministerstwa Edukacji Narodowej, Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", Fundacji "Pomoc Polakom na Wschodzie" oraz Caritas Archidiecezji Warszawskiej i Stowarzyszenia "Wspólnota Bukowińska" z Zielonej Góry. Współpraca ta przybiera najróżniejsze formy, od pomocy materialnej i finansowej, do kulturalnej, duchowej czy po prostu, jakże ważnej - akceptacji i poparcia ze strony polskich władz dla naszej działalności. Wizyty prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego w Rumunii nie miały jedynie charakteru oficjalnego, bowiem podczas nich w maju 1996 roku spotkał się on z Polakami żyjącymi na Bukowinie oraz w 1999 roku z przedstawicielami Polonii rumuńskiej w Bukareszcie. Wizyty marszałków Senatu i Sejmu również nie ograniczały się do spotkań ze stroną rumuńską, ale i z Polakami, od ponad 200 lat zamieszkującymi Bukowinę. Podobny charakter miały wizyty przedstawicieli polskiego rządu czy władz kościelnych.

 

W kontaktach z Krajem szczególne miejsce zajmuje współpraca ze Stowarzyszeniem "Wspólnota Polska", nie tylko z Zarządem Krajowym, ale i poszczególnymi oddziałami, m.in. w Krakowie, Poznaniu, Rzeszowie. To właśnie dzięki pomocy "Wspólnoty Polskiej" powstały Domy Polskie w Nowym Sołońcu, Paltinoasie i Kaczyce, wyposażono szkoły i gabinety języka polskiego. Dzięki stypendiom możemy wspierać uczącą się młodzież czy liczyć na pomoc w organizacji większych imprez, tj. Dni Polskich. Co roku dzięki Stowarzyszeniu odpoczywają w Polsce latem, a ostatnio również i zimą, dzieci z Rumunii. Na jego zaproszenie młodzież i dorośli uczestniczą w różnego rodzaju imprezach kulturalnych, kursach, spotkaniach, konkursach itp., organizowanych przez poszczególne oddziały. Polonia rumuńska to dość specyficzne środowisko, różniące się od Polonii w innych krajach tej części Europy. Cieszy nas więc fakt, że Stowarzyszenie wykazuje zrozumienie dla naszych potrzeb i dążeń, choć zdajemy sobie sprawę, że nie zawsze byliśmy w stanie spełnić oczekiwania.

 

Polacy mieszkający w zamkniętych środowiskach wiejskich na Bukowinie to przede wszystkim problem edukacji, który możemy starać się rozwiązać dzięki współpracy z Ministerstwem Edukacji Narodowej. Dzięki ministerstwu w Rumunii od lat pracują nauczyciele języka polskiego (obecnie czterech), przygotowani i oddelegowani przez Centralny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli w Warszawie, a młodzież polonijna ma szansę kontynuowania nauki na wyższych uczelniach w Polsce (obecnie studiuje ok. 60 osób).

 

Fundacja "Pomoc Polakom na Wschodzie" i wiele innych organizacji wspomagają nauczanie języka polskiego w Rumunii, wyposażając gabinety w niezbędne pomoce i podręczniki. Stowarzyszenie "Wspólnota Bukowińska" z Zielonej Góry oraz Caritas Diecezji Warszawskiej organizują letni wypoczynek dla dzieci oraz pomoc materialną. Dwukrotnie już Polska Misja Medyczna niosła pomoc Polakom z Rumunii, a specjaliści z Polski ds. agroturystyki przeprowadzili akcję szkoleniową dla mieszkańców Bukowiny. Bardzo ważne są dla nas kontakty z wydziałami rumunistyki na polskich uczelniach, wydziałem etnografii na Uniwersytecie Wrocławskim czy z krakowską Akademią Górniczo-Hutniczą. Ze względu na walory turystyczne polskich wsi na Bukowinie ważna jest też współpraca z firmami turystycznymi z Polski, coraz liczniej zainteresowanymi organizacją wypoczynku w tym regionie. Ze względu na porozumienie okręgu Suczawa zawarte z Województwem Śląskim utrzymujemy kontakty również z Urzędem Marszałkowskim w Katowicach.

 

Nie sposób wymienić tutaj wszystkich instytucji, a także osób prywatnych i ich działań na rzecz polskiego środowiska w Rumunii. W ostatnich latach zyskaliśmy wielu przyjaciół w Kraju, wspierających nas w dążeniu do zachowania i umacniania naszych korzeni, za co jesteśmy niezmiernie wdzięczni. Bez tego wsparcia i przede wszystkim bez tak różnorakich kontaktów z Polską zapewne nie bylibyśmy obecnie w miejscu, z osiągnięcia którego możemy być dumni, mając na uwadze okres 10 lat od reaktywowania działalności Związku Polaków w Rumunii.


Za bardzo ważną uważamy współpracę z organizacjami polonijnymi z innych krajów i w przyszłości chcielibyśmy położyć nacisk na jej rozwój. Jak dotychczas nawiązaliśmy ściślejsze kontakty ze środowiskami polskimi w Czerniowcach i Bielcach.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że wiele jeszcze pozostało do zrobienia, borykamy się z mnóstwem nie rozwiązanych problemów. Nowe tysiąclecie, u progu którego stoimy, jest doskonałą okazją do podsumowania dotychczasowej działalności i wysunięcia wniosków na przyszłość - miejmy nadzieję - pomyślną dla nas wszystkich.

 

Jan Piotr Babiasz
Prezes Związku Polaków w Rumunii

Referat DR ANDRZEJ M. GARLICKI, Kanada

Komisja ds. Polaków za Granicą
II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001
 
 
Współpraca organizacji polonijnych pomiędzy sobą, z Krajem oraz ze Stowarzyszeniem "Wspólnota Polska"


 

Polonia. Ile nas jest w całym świecie? Gdzie mieszkamy? Jak jesteśmy zorganizowani? O to musimy przede wszystkim zapytać, zanim zaczniemy zastanawiać się jaka jest i jaka być powinna współpraca organizacji polonijnych pomiędzy sobą, z Krajem oraz ze Stowarzyszeniem "Wspólnota Polska".

Jak duża jest Polonia? Jest nas, tzn. osób pochodzenia polskiego, zamieszkujących stale poza granicami Kraju, według danych udostępnionych w październiku ubiegłego roku przez Stowarzyszenie "Wspólnota Polska", ok. 16 milionów (patrz zał. A). Ludność Polski w lipcu ubiegłego roku wynosiła ok. 38,6 miliona. Zatem, wszystkich razem stanowiących nasz naród, a żyjących w Kraju lub w diasporze, jest ok. 54,6 miliona. Czyli, że Polonia stanowi ok. 29,3% całego narodu, składającego się z rdzennych Polaków i osób polskiego pochodzenia.

Gdzie Polonia zamieszkuje? Nie trudno jest zauważyć, że największym jej skupiskiem są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, skupiające ok. 58,8% ogółu Polonii. A następnie idą: Brazylia (7,1%), Francja (6,3%), Niemcy (6,3%), Kanada (5,0%). Ukraina (3,1%), Białoruś (2,5%), Argentyna (1,9%), Litwa (1,9%), Rosja (1,3%), i wszystkie pozostałe kraje, w których liczba Polonii nie przekracza 1%. Patrząc zaś na kontynentalne skupiska Polonii, zauważymy, że: w Azji wraz z Rosją żyje 1,8%, w Afryce 0,2%, w Australii i Nowej Zelandii 0,9%, w Europie Zachodniej 14,5%, w Europie Centralnej 1,3%, w Europie Wschodniej bez Rosji 8,0%, w Ameryce Południowej z Mksykiem 9,5%, zaś w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej i Kanadzie 63,8%.

Typowymi krajami emigracyjnymi są: Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, Brazylia, Kanada i Argentyna, zaś po drugiej wojnie światowej doszła tu jeszcze Australia. We Francji i w Niemczech mieszka w tej chwili po milionie Polaków i osób polskiego pochodzenia, ale krajów tych nie można nazwać krajami typowo emigracyjnymi.

Wszystkie podane wyżej liczby odnoszą się do chwili obecnej. Nie można jednak założyć, że tendencje emigracyjne Rodaków na Zachód utrzymają się na tym samym poziomie w przyszłości. W ostatnich dziesięcioleciach Polska stała się, obok Turcji i Irlandii, państwem o największej w Europie liczbie ludzi emigrujących, lecz ostatnio można zauważyć przeciwne tendencje. Zawsze byli tacy, którzy pragnęli spędzić w Polsce lata emerytalne i tu "złożyć swe kości". Z pewnością, w miarę starzenia się masowej emigracji ostatnich dwudziestu lat, liczba tych powrotów będzie się zwiększać. Poza tym można zauważyć reemigrację okresową lub stałą najrozmaitszych fachowców lub ludzi biznesu. Polska jest obecnie atrakcyjna, stała się państwem dużych możliwości. Według londyńskiego "Financial Times", liczba powracających ostatnio szybko wzrasta: w latach osiemdziesiątych wyjeżdżających było od trzech do pięć razy więcej niż powracających, zaś z końcem ostatniego dziesiątka lat liczba wyjeżdżających była albo równa liczbie powracających, albo była już tylko maximum dwa i pół razy większa niż powracających. Obecnie Polskę opuszcza rocznie ok. 25 tys, osób, wyjeżdżając głównie do Niemiec i innych krajów europejskich.

Powracający przyczyniają się do podniesienia ekonomicznego rejonów, w których się osiedlają, poprzez: inwestycje w najrozmaitsze przedsiębiorstwa, tworzenie związków gospodarczych pomiędzy Polską a krajem ich stałego osiedlenia, budowę własnych domów, dawanie zatrudnienia, itp. Polskie władze państwowe powinny wszelkimi możliwymi sposobami ułatwiać reemigrację. Reemigracja leży w żywotnym interesie Kraju.

Jak Polonia jest zorganizowana? Musimy tu rozróżnić szereg poziomów struktur organizacyjnych. Na najniższym znajdują się organizacje pojedyncze i oddziały organizacji centralnych w danym kraju. Ten poziom jest najważniejszy, ponieważ jest on zapleczem wszelkiej aktywności, i nadaje ton całej pracy społecznej. Idąc w górę mamy związki organizacyjne o zasięgu rejonowym, a dalej, o zasięgu krajowym, kontynentalnym i w końcu, światowym. W referacie takim jak ten, nie sposób jest chociażby tylko wymienić wszystkie organizacje krajowe, których są dziesiątki. Nie mówiąc już o pojedynczych ani nawet o centralnych krajowych, których są już setki. A szkoda, wielka szkoda! Dobrze jest wiedzieć o sobie więcej. Zachód powinien wiedzieć co się dzieje na Wschodzie, szczególnie po wielkich zmianach, jakie zaszły w ostatniej dekadzie ubiegłego wieku. I odwrotnie, Wschód winien być poinformowany, jak pracuje Zachód.

Warto jednak wspomnieć tu, że mamy polonijną organizację światową, którą jest Rada Polonii Świata (RPŚ) i dwie, stosunkowo niedawno powstałe, polonijne organizacje kontynentalne: Unia Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej (USOPAŁ) i Europejska Unia Wspólnot Polonijnych (EUWP). Informacje o tych trzech organizacjach są podane odpowiednio w załącznikach B, C i D. Ze względu na rangę, najwięcej uwagi poświęcono tu Radzie Polonii Świata. Projektodawcy jej nowego statutu uważali, że winna ona stał się zwierzchnią organizacją centralnych organizacji polonijnych o zasięgu światowym (np. SPK, ZHPpgk) i kontynentalnych kongresów czy unii polonijnych.

Mamy nadzieję, że z czasem wszystkie organizacje polskie poza granicami Kraju i organizacje polonijne, tak te na Wschodzie, jak i te na Zachodzie, wejdą w struktury kontynentalnych związków i eo ipso, jednej organizacji światowej. Wówczas, my wszyscy, żyjący na stałe poza Polską, poprzez światową organizację występującą w naszym imieniu, ugruntujemy naszą postawę równoprawnego partnera w stosunkach z Rządem RP. Pamiętajmy, że vis unita fortior.

Temat tego referatu jest tak szeroki, że nie można nawet myśleć o należytym w treści i formie rozwinięciu go w granicach udostępnionego dlań czasu. A jeżeli jakimś cudem było by to możliwe, to obawiam się, że mógłby on wyczerpać całą tematykę tego Zjazdu... Poza tym uważam, że referat wprowadzjący ma być właśnie takim jak się go określa, tj. ma wprowadzać do dyskusji. Nie może - nawet w małej części - zastąpić jej, ani opinią autora zdominować swobodnej wymiany poglądów wszystkich obecnych. Dyskusja w komisji zjazdowej nie może stać się dyskusją nad treścią referatu i ewentualnie obroną tez zawartych w nim przez autora.

Dlatego też zdecydowałem się na formę referatu, która odbiega od stereotypowych. Sam referat jest bardzo krótki i miejscami ujęty w stylu telegraficznym, ale w pięciu załącznikach zamieściłem sporo materiału pomocniczego.

 

 
Kierunki i sektory współpracy



Hasła do dyskusji Komisji ds. Polaków za Granicą:

ad (1) Organizowanie polskich parafii, nauczanie religii po polsku w polskich szkołach, pomoc w utrzymywaniu kościołów.

ad (2). Konsultacje w sprawie zmiany istniejących, względnie ustanawiania nowych ustaw przez organy ustawodawcze w Polsce, odnoszących się do Polonii. Wpływ na rządy państw zamieszkania na pomoc Polsce przy osiąganiu pewnych celów (np. jak to miało miejsce w przypadku członkostwa Polski w NATO - dzięki skutecznej pomocy Kongresu Polonii Kanadyjskiej, Kanada pierwsza ratyfikowała przyjecie Polski w struktury tego Paktu - patrz zał. E).

ad (3) Odpowiednie wykorzystywanie skarbców kultury polskiej na obczyźnie (patrz zał. F). Zakładanie muzeów i bibliotek polskich i zapewnienie ich utrzymania. Filmy. Koncerty. Festiwale grup tanecznych i chórów. Organizowanie odpowiednich wystaw. Fundowanie stałych katedr historii i języka polskiego na lokalnych uniwersytetach. Rozpowszechnianie książek w językach obcych o polskiej kulturze. Fundowanie stypendiów dla studiujących historię i język polski. Pomoc w wymianie studentów między uniwersytetami w Polsce i w krajach osiedlenia.

ad (4) Wszystkie aspekty pracy oświatowej i szkolnictwa polonijnego.

ad (5) Referat nt. pomocy charytatywnej opracowała na ten Zjazd dr Anna Paudyn z Kanady.

ad (6) Pomoc w zakładaniu nowych organizacji polonijnych, klubów, organizowania kolonii letnich i zimowych dla dzieci i młodzieży. Wszelka pomoc prawna. Organizacja wycieczek do Polski i wycieczek z Polski. Najściślejsza współpraca z ZHPpgk.

ad (7) Referat nt. spraw socjalnych opracowała na ten Zjazd p. Urszula Milczewska z Bułgarii.

ad (8) Wszelkie aspekty sportu polonijnego. Musimy pamiętać, że przez sport możemy zachęcić młodzież polonijną do włączenia się w nurt spraw polskich. Wskazuje na to praktyka.

Pozyskanie młodzieży polonijnej jest sprawą nadzwyczaj ważną, jest sprawą życia i śmierci organizacji polonijnych, przede wszystkiem tych na Zachodzie. Proces wynaradawiania się młodzieży na emigracji przebiega znacznie szybciej na Zachodzie niż na Wschodzie. Jeżeli łatwiej jest dojść do młodzieży w języku kraju zamieszkania, należy ten fakt wykorzystać. Nie język jedynie stanowi o sentymencie do kraju pochodzenia... Miłość do kogoś czy do czegoś można wyrazić w każdym języku świata.

 

 
Polonia vis-a-vis Polska



a. Musi być zabezpieczona i zapewniona ciągłość polonijnej pracy społecznej, personalnie i materialnie.

b. Potrzebna jest kontynuacja obrony interesów narodu polskiego. W dalszym ciągu istnieją zagrożenia dla Polski w dziedzinie ekonomicznej: wykupywanie ziemi przez obywateli państw sąsiadujących z Polską, uzależnianie gospodarcze Polski od obcych inwestorów, a także napaści na Polskę przez pewne koła, rozpętujące burzę wokół byłych hitlerowskich obozów zagłady i rzekomych zbrodni Polaków na terenach okupowanej Polski w czasie drugiej wojny światowej przez hitlerowskie Niemcy i sowiecką Rosję. Jakkolwiek Polska odzyskała niepodległość, jednakże dalej trzeba się o nią troszczyć. Ważna jest obrona dobrego imienia Polski i Polaków.

c. Bardzo ważną jest rola publikacji i badań naukowych o Polsce. Należy pisać artykuły i wydawać książki w językach obcych, które mogą przyczynić się do polepszenia wiedzy o Polakach i Polsce. d. Należy się przygotować na drastyczne zmiany, które zajdą we wszystkich Poloniach świata. Zmniejsza się imigracja z Polski, ginie pokolenie kombatanckie, odchodzi inteligencja przedwojenna. Pozostaje pokolenie posolidarnościowe i młodzież pochodzenia polskiego, urodzona w krajach osiedlenia. Te fakty już zaczynają widocznie wpływać na zmianę form działania Polonii.

e. Mamy obowiązek lepszego rozeznania na scenie politycznej, potrzeby umacniania znajomości faktów historycznych oraz utrwalania w naszej pamięci wiedzy o historii i kulturze zarówno Polski, jak i Polonii świata.

f. Nowe pokolenie urodzone poza Polską powinno poznać historię, tradycje i osiągnięcia Polaków w całym świecie. Pokolenie, które wzrastało w Polsce powojennej miało wyrwę w znajomości prawdziwej historii, szczególnie Polski przedwojennej. Komuniści nie pozwalali uczyć prawdy historycznej, a podręczniki w szkołach były zmieniane i fałszowane. To pokolenie potrzebuje pomocy ze strony Polonii. W Polsce brakuje podręczników o emigracji oraz o artystach, pisarzach i działaczach polonijnych. Daje się zauważyć głód informacji o Polonii. Możemy tu spełnić bardzo pożyteczną rolę.

Wielu z nas zadaje sobie pytanie, czy dobrze zrobiliśmy żeśmy się znaleźli poza granicami Polski i jaki jest sens naszego tutaj pobytu? Czy to czemuś służy? Szczególnie teraz, gdy "przekuliśmy - mam nadzieję, że na dłuższy okres czasu - miecze na lemiesze..." Spodziewam się, że rozjeżdżając się do krajów naszego zamieszkania po tym Zjeździe, będziemy mogli niepodważalnie na takie pytanie odpowiedzieć.

 

 
Polska vi-a-vis Polonia



Polonia Świata z wielkim zadowoleniem przyjęła wiadomość o uchwale Sejmu RP z 18 czerwca 1998 roku w sprawie potępienia totalitaryzmu komunistycznego i uznania Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej za organizację w najwyższym stopniu, do końca, odpowiedzialną za trwanie i kształt systemu komunistycznego w Polsce, na którym ciąży wiele zbrodni i przestępstw. Z niemałym jednakże zdziwieniem i wielkim zawodem zauważyliśmy, że wśród tych, którzy walnie przyczynili się do odzyskania przez Polskę wolności i niepodległości, nie wymieniono Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie w Londynie. Jak również, nie wymieniono zorganizowanych Polonii w krajach osiedlenia wolnego świata i ich organu koordynacyjnego, Rady Polonii Świata, wówczas używającej nazwy Rady Koordynacyjnej Polonii Wolnego Świata. Zapytuję: dlaczego? Czyżby należało tu zarecytować jedno-zwrotkową fraszkę Teresy Affeltowiczowej z Londynu pt. Nasza dola?

Polacy wierność cenić umieją.
Gdy emigrantów poznali -
Trochę poczekali, paru pogłaskali
Sławnych w trumnach z honorami
do Kraju zabrali.
A resztę, na straty z łezką w oku odpisali...

Okres wieloletnich rządów komunistycznych, od zakończenia drugiej wojny światowej do wybuchu "Solidarności", położył się głębokim cieniem na stosunkach pomiędzy Polonią a Krajem. Ale sam naród polski nigdy Polonii nie zdradził, ani Polonia narodu. Polonia przeszła okres długich lat komunistycznych prób infiltrowania jej, nasyłania na nią agentów i werbowania donosicieli - dotychczas nie zlustrowanych oraz prób jej rozbicia, które aż po dzisiaj są widoczne. Starano się w fabrykowanej historii Polski Polonię usunąć. O tym wszystkim nie wolno zapomnieć! Z fabrykowanej historii Polski starano się Polonię usunąć.

Polonia zdała na celująco egzamin ze swej polskości w okresach ostatnich wojen, czego dowodem są groby żołnierskie rozsiane po wszystkich kontynentach świata i wołające parafrazą słynnego posłania bohaterskiej Sparty spod Termopil, ażeby przechodzień mówił Polsce, że oni polegli wierni w Jej służbie. Polonia zdała na celująco egzamin z lojalności narodowej i miłości do narodu polskiego w okresie powojennym. Trwająca do dzisiaj pomoc ekonomiczna, polityczna oraz w latach osiemdziesiątych - pomoc licznej emigracji posolidarnościowej. Spontaniczny odzew na wiadomość o klęsce powodzi w roku 1997. I tyle, tyle innych.

Polonia nie potrzebuje lekcji patriotyzmu przez wciskanie jej paszportów polskich ani żadnej ustawy o obywatelstwie, formułowanej przez osoby nie wyczuwające realiów polonijnych i bez uprzedniej konsultacji z Polonią. Układa się w Kraju ustawę tak bardzo nas obchodzącą, ale bez nas. Na takie traktowanie nie zasługujemy i nigdy z takim się nie pogodzimy... W szeroko już znanym "Oświadczeniu" Kongresu Polonii Kanadyjskiej z dnia 6 grudnia 2000 r. w sprawie paszportów i wiz do polski, znajduje się zapis:

"Osobom, uznanym według obowiązującego prawa polskiego za Polaków, w wypadku przyjęcia przez nich obywatelstwa kraju stałego osiedlenia, przyznane będzie prawo posługiwania się dokumentami tego kraju celem legitymowania się, a szczególnie przy wjazdach i wyjazdach z Polski".

Zamieszczenie takiego zapisu w nowej ustawie o obywatelstwie rozwiązałoby cały zaistniały problem. Nasz punkt widzenia był niejednokrotnie przedstawiany władzom polskim, ale za każdym razem ich odpowiedź była "nie". Zachodzi pytanie, dlaczego takie jest ich stanowisko i czemu, względnie komu, ma to służyć? Wiemy, że z pewnością nie przyszłym pokoleniom polonijnym. Posiadanie polskiego paszportu wcale nie ułatwi, a wręcz przeciwnie - utrudni, pracę Polonii na rzecz Polski w sferach rządowych kraju stałego osiedlenia. Czy taki prosty fakt jest trudny do zrozumienia dla projektodawców ustawy o obywatelstwie?

 

 
Polonia vis-a-vis Stowarzyszenie "Wspólnota Polska"



"Wspólnota" była i jest uczciwym i nadzwyczaj przyjacielskim pośrednikiem w kontaktach Polonii z Krajem oraz z Polakami ze Wschodu. Można wyrazić jedynie życzenie, ażeby tę swoją przychylną postawę wobec Polonii, "Wspólnota" zachowała i ażeby tego stanu rzeczy nikt ani żadna instytucja w Kraju nie starała sie zmienić.

 

 
Polonia vis-a-vis Polacy ze Wschodu



Stosunek Polonii świata do naszych Sióstr i Braci ze Wschodu, jest specjalnie serdeczny. Przecież mieszkają oni na terenach, które dla niemałej części Polonii są "krajem lat dziecinnych">, albo krajem pochodzenia. Razem z nimi przeżywali gehennę sowieckiej okupacji tych terenów. Polonia pragnie być w ścisłej łączności z Polakami ze Wschodu i iść im z pomocą, w każdej możliwej do zrealizowania formie.

Na zakończenie, pragnę wszystkim Państwu złożyć serdeczne życzenie, ażeby po przepracowanych dniach, czasami bardzo ciężkiej walki o byt, w nieprzychylnych często warunkach, po wielu godzinach pracy oddanej ochotniczo krajowi, dla jednych stałego osiedlenia, dla drugich ich urodzenia, i Polonii tam znajdującej się, śnił się Państwu ten kraj "skąd nasz ród", ten tutaj. Ten dla wielu z nas, zza oceanów, hen daleko. Ten tu, nad Wartą, Wisłą modrą, Bugiem i jeszcze dalej, na naszych Kresach Wschodnich. Dla niektórych z nas "Kraj lat dziecinnych". A dla niektórych z nas kraj, o którym już tylko nam opowiadano, bo gdzie indziej się urodziliśmy. Tu, "gdzie kruszynę chleba, podnoszą z ziemi przez uszanowanie". Ten kraj, do którego tak często kieruje się nasza myśl. Kraj, dla którego Polonia Świata tyle uczyniła i zawsze uczyni, jak tylko zajdzie tego potrzeba. Kraj dziś już wolny, niepodległy i szeroko otwarty dla Polonii wszystkich kontynentów świata: Polska!

 

 

ZAŁĄCZNIK A - Polonia Świata

 

Lp. Kraj Obszar Polonia % Pol. świata
1 Argentyna Am. Płd. z Meks. 300 000 1,88
2 Armenia Azja z Rosją Eur. 500 0,01
3 Australia Australia z N.Z. 150 000 0,94
4 Austria Europa Centr. 40 000 0,25
5 Belgia Europa Zach. 60 000 0,38
6 Białoruś Europa Wsch. 400 000 2,50
7 Bośnia i Hercegowina Europa Centr. 150 <0,01
8 Brazylia Am. Płd. z Meks. 1 200 000 7,51
9 Bułgaria Europa Wsch. 2 600 0,02
10 Chile Am. Płd. z Meks. 10 000 0,06
11 Chorwacja Europa Centr. 500 0,01
12 Cypr Europa Wsch. ? ?
13 Czechy Europa Centr. 70 000 0,44
14 Dania Europa Zach. 15 000 0,09
15 Egipt Afryka ? ?
16 Estonia Europa Wsch. 4 000 0,03
17 Finlandia Europa Wsch. 2 000 0,01
18 Francja Europa Zach. 1 000 000 6,26
19 Grecja Europa Centr. 30 000 0,19
20 Gruzja i Abchazja Azja z Rosją Eur. ? ?
21 Hiszpania Europa Zach. 3 000 0,02
22 Holandia Europa Zach. 15 000 0,09
23 Irlandia Europa Zach. ? ?
24 Izrael Azja z Rosją Eur. ? ?
25 Japonia Azja z Rosją Eur. ? ?
26 Jugosławia Europa Centr. 1 200 0,01
27 Kanada Ameryka Pn. 800 000 5,01
28 Kazachstan Azja z Rosją Eur. 80 000 0,50
29 Kirgistan Azja z Rosją Eur. ? ?
30 Kuwejt Azja z Rosją Eur. ? ?
31 Liban Azja z Rosją Eur. ? ?
32 Litwa Europa Wsch. 300 000 1,88
33 Luksemburg Europa Zach. 2 000 0,13
34 Łotwa Europa Wsch. 60 000 0,38
35 Macedonia Europa Centr. 300 0,01
36 Maroko Afryka ? ?
37 Meksyk Am. Płd. z Meks. 10 000 0,06
38 Mołdawia Azja z Rosją Eur. 5 000 0,03
39 Niemcy Europa Zach. 1 000 000 6,26
40 Norwegia Europa Zach. 5 000 0,03
41 Nowa Zelandia Australia z N.Z. 3 000 0,02
42 Paragwaj Am. Płd. z Meks. ? ?
43 Peru Am. Płd. z Meks. ? ?
44 RPA Afryka 30 000 0,19
45 Rosja Azja z Rosją Eur. 200 000 1,25
46 Rumunia Europa Wsch. 5 000 0,03
47 Słowacja Europa Centr. 3 000 0,02
48 Słowenia Europa Centr. 170 0,01
49 USA Ameryka Pn. 9 400 000 58,82
50 Syria Azja z Rosją Eur. ? ?
51 Szwajcaria Europa Zach. 20 000 0,13
52 Szwecja Europa Centr. 60 000 0,38
53 Tunezja Afryka ? ?
54 Turcja Azja z Rosją Eur. ? ?
55 Turkmenistan Azja z Rosją Eur. 1 000 0,01
56 Ukraina Europa Wsch. 500 000 3,13
57 Urugwaj Am. Płd. z Meks. ? ?
58 Uzbekistan Azja z Rosją Eur. ? ?
59 Wenezuela Am. Płd. z Meks. ? ?
60 Węgry Europa Centr. 5 000 0,03
61 Wielka Brytania Europa Zach. 140 000 0,88
62 Włochy Europa Zach. 30 000 0,19
63 Zimbabwe Afryka ? ?

Naród Polski + diaspora - 54 627 443 os. (100% Polaków)
Polska (lipiec 2000) - 38 646 023 os. (70,24% Polaków)
Polonia - 15 981 420 os. (29,26% Polaków)
w tym:
            Ameryka - 73,33% Polonii
            Europa - 23,73% Polonii
            Afryka, Australia, Azja - 2,94% Polonii

 

 

 

ZAŁĄCZNIK B - Rada Polonii Świata (RPŚ)

Po zakończeniu drugiej wojny światowej, tysiące Polaków - głównie byłych żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i Armii Krajowej - wybrało trudny los emigranta politycznego. Gdziekolwiek ci uchodźcy się znaleźli, zaczęli zakładać nowe, względnie wstępować do już istniejących organizacji polonijnych.

Z miejsca zaczęła kiełkować myśl światowego porozumienia. W roku 1953 na zebraniu Rady Kongresu Polonii Kanadyjskiej w Toronto, dr Tadeusz Brzeziński, były konsul RP w Montrealu (ojciec Zbigniewa, znanego i szeroko cenionego prof. Uniwersytetu Columbia (Columbia University) i byłego doradcy prezydenta Stanów Zjednoczonych James Earl Carter'a), poruszył sprawę stworzenia światowego Kongresu Polaków. Ówczesny prezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej rozpoczął rozmowy na ten temat z p. Rozmarkiem w USA (prezesem Kongresu Polonii Amerykańskiej), z inż. Jarosławem Żabą w Wielkiej Brytanii (z Federacji Światowej Stowarzyszenia Polskich Kombatantów) i z wszystkimi innymi większymi skupiskami Polaków w różnych krajach osiedlenia.

I tak w roku 1975, z inicjatywy Kongresów Polonii Kanadyjskiej i Amerykańskiej, w dniach od 7 do 9 listopada zwołana została w Waszyngtonie konferencja reprezentantów zorganizowanej Polonii pod nazwą "Polonia 75". W Konferencji wzięło udział 56 delegatów z 11 krajów (Argentyna, Australia, Austria, Belgia, Francja, Kanada, Niemcy Zachodnie, Stany Zjednoczone, Szwajcaria, Wielka Brytania i Włochy). Stwierdzono konieczność istnienia stałego światowego porozumienia i zlecono Kongresowi Polonii Kanadyjskiej zorganizowanie w roku 1978 światowego zjazdu Polonii pod nazwą "Polonia 78 - Polonia Jutra". Ten I Zjazd Polonii Wolnego Świata odbył się w Toronto w dniach od 25 do 28 maja 1978 r. i zgromadził 175 pełnoprawnych delegatów, reprezentujących 18 krajów (Afryka Południowa, Argentyna, Australia, Austria, Belgia , Brazylia, Dania, Francja, Holandia, Kanada, Niemcy Zachodnie, Nowa Zelandia, Stany Zjednoczone, Szwajcaria, Szwecja, Urugwaj, Wielka Brytania i Włochy). Organizacje o zasięgu światowym (Stowarzyszenie Polskich Kombatantów, Stowarzyszenie Polskiej Marynarki Wojennej, Stowarzyszenie Lotników Polskich, Koło b. żołnierzy AK, Związek Harcerstwa Polskiego) były reprezentowane przez 13 delegatów. Światowy Zjazd Polek reprezentowało 6 delegatek. Nadto w Konferencji wzięło udział 226 obserwatorów, 6 rzeczoznawców, 42 przedstawicieli prasy, 7 reporterów telewizji i 26 reporterów radiowych. Powzięto uchwa ły ustanawiające: regularne zjazdy Polonii Wolnego Świata, Radę Koordynacyjną Polonii Wolnego Świata i jej Prezydium, Biuro Rady i Komisje Robocze. Zjazd ten był manifestacją siły. Przeprowadzona ad hoc zbiórka na rzecz nowo utworzonych organów Polonii Wolnego Świata przyniosła w różnych walutach równoważność bez mała 16 tys. dolarów kanadyjskich. Przewodniczącym Prezydium Rady został prezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej, mec. Władysław Gertler. Od tego czasu aż do roku 1994 każdorazowym przewodniczącym Prezydium stawał się prezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej, a biuro Rady miało swą siedzibę w Toronto. Przewodniczącymi Prezydium po mec. Władysławie Gertlerze (1979-1980)byli: Jan Kaszuba (1980-1986), inż. Stanisław Orłowski (1986-1994) i obecny, mec. Marek Malicki, (od 1994).

W ciągu następnych 20 lat odbyły się jeszcze dwa światowe Zjazdy Polonii Wolnego Świata (II w Londynie, w dniach 8 - 12 maja 1984 i III w Krakowie, w dniach 19 - 23 sierpnia 1992). Uchwałą III Zjazdu w Krakowie, Rada Koordynacyjna Polonii Wolnego Świata zmieniła swą nazwę na Radę Polonii Świata. W tym czasie, tj. od chwili powstania Rady w roku 1975, odbyło się 14 zebrań Prezydium, 9 zebrań Rady i wiele zebrań Egzekutywy Prezydium. Poza tym miała miejsce wizyta Rady w Polsce w dniach 23 czerwca - 7 lipca 1990 oraz konferencja "Kraj - Emigracja" w Rzymie, w dniach 26 - 30 października 1990. Bardzo dobrze pamiętamy trzy ostatnie zebrania Rady: (1) "Polskość niejedno ma imię", Lublin, 14-18 września 1995, (2) "Gdańsk 97 - Okno na Świat: wczoraj, dziś i jutro", Gdańsk, 2-6 października 1997 oraz (3) "Opaszmy ziemskie kolisko", Budapeszt-Kecskemét, 17-21 września 1998.

Na Zjeździe w Krakowie w roku 1992, który był właściwie I Zjazdem Polonii i Polaków z Zagranicy, nastąpiło symboliczne i rzeczywiste połączenie: Polaków ze Wschodu (tych, którzy - jak to pięknie określono - "pozostali w Polsce, tylko jej granice przesunięto" oraz tych brutalnie wysiedlonych w dalekie, bezkresne rejony byłego Związku Sowieckiego) i Polonii z Zachodu.

Nie jest też rzeczą przypadku, że dwa pierwsze Światowe Zjazdy Polonii Wolnego Świata przeplotły się z dwoma pierwszymi Światowymi Zjazdami Emigracji Politycznej w Londynie. Zjazdy Polonii były niejako zapleczem dla akcji politycznej i mocnym wsparciem w tych zadaniach, które wykonywać mogły jedynie czynniki przemawiające "w imieniu" Polski. Ta różnica została zanotowana w deklaracji ideowej konferencji "Polonia 75", w której powiedziano:

"Praca polityczna nie polega na samej negacji obecnego systemu w Polsce, ale wymaga systematycznego działania. To zadanie należy i należało zawsze do czynników niepodległościowych, które reprezentują ciągłość państwową i wszystkie ośrodki walki o Polskę niepodległą, z którymi społeczność polska w Wolnym Świecie współdziałała w imię tych zasad."

I tak mieliśmy:

19-21 maja 1996 - Światowy Zjazd Polski Walczącej, Londyn - 220 uczestników z 16 krajów;

7-9 listopada 1975 - Konferencja przygotowawcza "Polonia 75", Waszyngton;

25-28 maja 1978 - I Światowy Zjazd Polonii Wolnego Świata, "Polonia 78 - Polonia Jutra", Toronto;

1-2 września 1979 - Światowy Zjazd Jedności z Walczącym Krajem, "Razem z Narodem", Londyn - 352 uczestników z 17 krajów;

8-12 maja 1984 - II Światowy Zjazd Polonii Wolnego Świata, Londyn.

Ośrodek emigracji politycznej w Londynie z Rządem RP na czele, a z drugiej strony Rada Koordynacyjna Polonii Wolnego Świata, byli dwoma równorzędnymi partnerami. Pierwszy występował "w imieniu" Polski, drugi zaś występował "na rzecz" Polski.

Podobnie i dzisiaj, po pamiętnym dniu 22 grudnia 1990 roku (gdy to - jak pamiętamy - ostatni Prezydent RP na Uchodźstwie, Ryszard Kaczorowski, przekazał na Zamku Królewskim w Warszawie insygnia swego urzędu Lechowi Wałęsie, nowo wybranemu Prezydentowi RP, w pierwszych wolnych wyborach od zakończenia drugiej wojny światowej) zaistniał układ: Rząd III Rzeczypospolitej, występujący "w imieniu" Polski vis-a-vis Rada Koordynacyjna Polonii Wolnego Świata, przeistoczona w roku 1992 w Radę Polonii Świata, występująca "na rzecz" Polski. Jesteśmy równoważnymi partnerami i nie powinniśmy być traktowani jako podopieczni... Idziemy blisko siebie, często bardzo blisko, ale po dwóch równoległych drogach, a nie po tej samej...

W ciągu bez mała 23 lat swej działalności, zorganizowana Polonia Świata (do roku 1992 nazywana Polonią Wolnego Świata) wiele zdziałała. W czasie tego okresu była i zimna wojna, i wybór Polaka na Papieża, i "Solidarność", i obalenie rządów komunistycznych w Polsce, w Związku Sowieckim oraz w wielu innych krajach tzw. "obozu socjalistycznego", i wielkie akcje pomocy Narodowi Polskiemu w czasach ucisku i katastrof żywiołowych, i pomoc naszym rodakom na Wschodzie, i obrona dobrego imienia Polski, i niezliczone wstawiennictwa u rządów krajów naszego osiedlenia na rzecz wejścia Polski do NATO i do Unii Europejskiej, i pomoc w emigracji, i wiele, wiele innych... Mieliśmy pełne ręce roboty przez cały ten czas. Roboty, której sama Polska wykonać nie mogła i dlatego tak jesteśmy jej potrzebni. I w miarę sił, zawsze będziemy szli narodowi polskiemu z pomocą moralną i materialną... Należy zaznaczyć w tym miejscu, że Rada Polonii Świata nie zajmuje się pracami poszczególnych jej członków-krajów, ale wspólnymi, ogólnoświatowymi inicjatywami i akcjami.

W grudniu 1999 roku, w czasie zebrania Komisji Statutowej w Chicago, został opracowany projekt nowego statutu Rady Polonii Świata. W jego preambule powiedziano:

"W wyniku zakończenia Drugiej Wojny Światowej Naród Polski, jakkolwiek znajdujący się w obozie zwycięzców, popadł w nową niewolę, komunistyczną tym razem. Tysiące byłych żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i Armii Krajowej wybrały trudny los emigranta politycznego. Powstała Emigracja Żołniersko-Polityczna, którą z czasem Kraj nazwał Drugą Wielką Emigracją. Ona to, wraz z istniejącymi już stowarzyszeniami na terenach osiedlania się, stworzyła - okalającą cały świat - sieć organizacji polonijnych, które przejęły ton par excellance patriotyczny".

Na Pierwszym Zjeździe Polonii Wolnego Świata w Toronto, w Kanadzie, w roku 1978 wyłoniono Radę Koordynacyjną Polonii Wolnego Świata, która w roku 1992 na Zjeździe w Krakowie przyjęła nazwę Rady Polonii Świata. Zadania Rady w odniesieniu do Polonii Świata i Polski zostały jasno i niedwuznacznie określone. Walka o niepodległość Kraju stała się hasłem naczelnym. A w obecnej chwili, mimo że jest już w pełni niepodległy, Kraj w dalszym ciągu polega na mocnym i zdecydowanym głosie Polonii Świata i na jej wpływach na rządy w krajach osiedlenia.

Rada Polonii Świata w swej pracy kieruje się ponadtysiącletnią tradycją narodu polskiego, wynikającą z kultury łacińskiej i silnych związków z Kościołem. Jej niezmiennym zadaniem jest służba Polonii Świata i Polsce.

 

 

ZAŁĄCZNIK C - Unia Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej (USOPAŁ)

Jednym z podstawowych zaleceń I Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy, który odbył się w Krakowie w dniach 19-23 sierpnia 1992 roku, było tworzenie organizacji polonijnych, mogących ułożyć partnerskie stosunki z Polską we wszystkich interesujących je dziedzinach życia ekonomicznego, społecznego i kulturalnego. Realizując to zalecenie, w listopadzie 1993 roku w Argentynie na I Kongresie Polonii Ameryki Łacińskiej, postanowiono powołać do życia organizację, którą nazwano: Unia Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej (USOPAŁ).

USOPAŁ jest zrzeszeniem niezależnych organizacji Ameryki Łacińskiej. Każda z nich posiada pełną autonomię i działa na podstawie swego statutu. Jednym z głównych celów USOPAŁ jest konsolidowanie organizacyjne i koordynacja wszelkich poczynań organizacji członkowskich. Co dwa lata organizowane są Kongresy Polonii Ameryki Łacińskiej, których dotychczas odbyło się cztery (XI - 1993 w Argentynie i Urugwaju, III - 1996 w Kurytybie w Brazylii, XI - 1998 w Punta del Este w Urugwaju i IV - 2000 ponownie w Kurytybie). Walne zebrania USOPAŁ odbywają się corocznie. USOPAŁ współpracuje z polskim i lokalnym Kościołem, z Europejską Unią Wspólnot Polonijnych, z wszystkimi większymi krajowymi organizacjami polonijnymi na Zachodzie oraz z demokratycznymi instytucjami w Polsce. Od 1 grudnia 1997 roku czynne jest stałe przedstawicielstwo USOPAŁ w Polsce, mieszczące się w "Domu Polonii" w Warszawie, siedzibie Zarządu Krajowego Stowarzyszenia "Wspólnota Polska". Do USOPAŁ należą: większość z 400 organizacji polonijnych w Brazylii, wszystkie 40 organizacji w Argentynie oraz organizacje z Urugwaju, Chile, Paragwaju i Meksyku. Przedstawicielstwa USOPAŁ istnieją w innych krajach Ameryki Łacińskiej o niewielkiej liczbie osób pochodzenia polskiego.

Z okazji różnych uroczystości, USOPAŁ gościł wielokrotnie u siebie wysokiej rangi delegacje Rządu RP, włączając Prezydenta Lecha Wałęsę, oraz delegacje Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", włączając jej prezesa, prof. Andrzeja Stelmachowskiego. Delegacje USOPAŁ niejednokrotnie udawały się w różnych sprawach do Polski. Od chwili powstania Unii w roku 1993, jej prezesem jest pan Jan Kobylański.

 

 

ZAŁĄCZNIK D - Europejska Unia Wspólnot Polonijnych (EUWP)

W Londynie, w grudniu 1993 roku, z inicjatywy paru osób pracujšcych lub zwišzanych z zarzšdem Zjednoczenia Polskiego w Wielkiej Brytanii, odbył się I Zjazd reprezentantów Polonii kilku krajów europejskich celem przedyskutowania dalszej współpracy. W toku obrad postanowiono założyć Europejskš Radę Wspólnot Polonijnych (ERWP). Miało to być swego rodzaju porozumienie i forum przyszłych regularnych spotkań, majšcych na celu wymianę doœwiadczeń i dyskusje na temat okreœlonych kwestii. Opracowano krótki regulamin postępowania i zgodzono się, że nie będzie obieralnego prezesa ani żadnych władz. Od powstania ERWP, jej sekretariat mieœcił się w Londynie, a jego pracami kierował pierwszy szef tej organizacji, dr Zygmunt Szkopiak z Wielkiej Brytanii. Z czasem do ERWP przystšpiło więcej organizacji. II Zjazd odbył się w Pułtusku w kwietniu 1996 roku, III Zjazd w Londynie we wrzeœniu 1998 roku (wybrano wówczas prezesa ERWP - dr. Szkopiaka, uchwalono składki członkowskie i postanowiono opracować statut), a ostatni, IV Zjazd odbył się ponownie w Pułtusku, na przełomie wrzeœnia i paŸdziernika 2000 roku. Na tym ostatnim ZjeŸdzie został przyjęty statut, zmieniono nazwę organizacji na Europejskš Unię Wspólnot Polonijnych (EUWP) oraz utworzono przy EUWP Radę Europejskiej Młodzieży Polonijnej (REMP). Na tym też ZjeŸdzie dr Szkopiak, z przyczyn zdrowotnych, ustšpił ze swego stanowiska (nadano mu tytuł Honorowego Prezydenta EUWP), a nowym prezesem wybrano p. Helenę Miziniak z Wielkiej Brytanii. EUWP miała być zarejestrowana w Wielkiej Brytanii, a jej siedzibš miał być Londyn. Działalnoœć EUWP ma polegać na: (1) integracji europejskiego œrodowiska polonijnego i poszukiwaniu jego przyszłych form współpracy i wzajemnej pomocy, (2) reprezentowaniu œrodowiska polonijnego i dbaniu o dobre imię Polski i Polaków, (3) promowaniu spraw polskich i motywowaniu polskiej racji stanu w jednoczeniu się z Zachodem, (4) współpracy z Radš Polonii Œwiata i z kontynentalnymi organizacjami Polonii œwiata oraz (5) współpracy ze Stowarzyszeniem „Wspólnota Polska” i Rzšdem RP. EUWP zagwarantowała sobie cišgłoœć istnienia przez utworzenie przy niej Rady Europejskiej Młodzieży Polonijnej. Przykład godny naœladowania.

 

 

ZAŁĄCZNIK E - Muzea i Biblioteki Polskie na Zachodzie

Francja

* Towarzystwo Historyczno-Literackie i Biblioteka Polska w Paryżu - Société Historique et Littéraire Polonaise. Bibliotheque Polonaise

Quai d'Orléans, F-75004 Paris

Towarzystwo założone w r. 1832, zaś Biblioteka, w r. 1838, przez patriotow - emigrantów po klęsce Powstania Listopadowego.

* Zamek Montrésor - Château de Montrésor

F-37460 Montrésor

Zamek Montrésor, położony nad Loarą, jest jedynym zamkiem we Francji, który - nabyty w 1848 r. przez Xawerego Branickiego - pozostaje do dziś w rękach polskich. W zamku mieści się muzeum.

Kanada

* Polski Instytut Naukowy w Kanadzie i Biblioteka Polska - The Polish Institute of Arts and Sciences in Canada and the Polish Library - Institut Polonais des Arts et des Sciences au Canada et la Bibliotheque Polonaise

4379 Peel Street, Montréal, Québec, H3A 1W7

Założona wraz z Instytutem w r. 1943 Biblioteka, ma swoją siedzibę w słynnym anglosaskim uniwersytecie McGill w Montrealu.

Stany Zjednoczone Ameryki Północnej

* Muzeum Polskie w Ameryce - The Polish Museum of America, 984 North Millwaukee Avenue, Chicago, Illinois 60622
Początki Muzeum, formalnie otwartego w 1937 roku, sięgają powstania w roku 1912 archiwum i biblioteki Zjednoczenia Polskiego Rzymsko-Katolickiego w Ameryce.

Instytut Józefa Piłsudskiego w Ameryce - Piłsudski Institute of America, 381 Park Avenue South, New York, New York 10016
Instytut, założony w roku 1923 w Warszawie, został ponownie powołany do życia w Nowym Jorku w roku 1943.

Szwajcaria

* Muzeum Polskie w Rapperswilu - Polenmuseum - Musée Polonais - Polish Museum, Postfach 270, CH-8640 Rapperswil,
W 1868 roku odsłonięto w Rapperswilu Kolumnę Barską, noszącą szczytną dewizę: Magna res libertas - Wolność to wielka rzecz. W dwa lata później otwarto w średniowiecznym Zamku miejskim Muzeum Narodowe Polskie. Fundatorem Kolumny i Muzeum był Władysław Plater. W roku 1927 zbiory Muzeum wróciły do wolnej Polski. W końcu 1945 r. Emigracja straciła Muzeum: objęli je przedstawiciele PRL-u, którym w roku 1951 Szwajcarzy wymówili gościnę i nakazali eksmisję... Po trudnych kolejach pierwszych lat powojennych, wznowiono w Rapperswilu w roku 1954 polsko-szwajcarskie Towarzystwo Przyjaciół Muzeum Polskiego w Rapperswilu. Dzięki nadzwyczaj szczodrej pomocy materialnej mecenasa i orędownika polskiego Rapperswiilu, dra Juliana Godlewskiego, w roku 1975 otwarto na Zamku stałe Muzeum Polskie. Wieczyste zabezpieczenie zbiorów i majątku Muzeum gwarantuje założona w roku 1978, w oparciu o ustawodawstwo szwajcarskie, Polska Fundacja Kulturalna Libertas w Rapperswilu.

* Muzeum Kościuszki - Kościuszko - Museum, Gurzeingasse 12, CH-4500 Solothurn
Muzeum im. Tadeusza Kościuszki w Solurze założone zostało z inicjatywy polsko-szwajcarskich środowisk kulturalnych w roku 1936 w mieszkaniu, w którym Naczelnik spędził dwa ostatnie lata swego życia i gdzie zmarł w roku 1817.

Wielka Brytania

* Biblioteka Polska POSK w Londynie - The Polish Library in London, 238-246 King Street, London W6 0RF
Biblioteka powstała w roku 1942 jako instytucja podległa Rządowi RP na Wychodźstwie. Od roku 1947 stanowi własność Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego (POSK).

* Muzeum Księży Marianów przy Kolegium Bożego Miłosierdzia - Fawley Court Historic House and Museum Marian Fathers, D.M. College - Fawley Court, Henley-on-Thames, Oxon RG9 3AE
Muzeum zostało otwarte w parę lat po drugiej wojnie światowej.

* Instytut Polski i Muzeum im. gen. Sikorskiego - The Polish Institute and Sikorski Museum, 20 Princes Gate, London SW7 1PT
Instytut powstał z połączenia w roku 1945 Instytutu Historycznego im. gen. Sikorskiego z Polskim Ośrodkiem Naukowym. W jego skład weszły też Fundacja Sztandarów Polskich Sił Zbrojnych (1970) i Polski Instytut Historyczny (1973). Archiwum i biblioteka, przekazane Instytutowi przez Polski Ośrodek Naukowy, stanowią główne źródło dla publikacji Instytutu i badań historii politycznej i wojskowej II Rzeczypospolitej Polskiej.

* Instytut Józefa Piłsudskiego w Londynie - The Józef Piłsudski Research Institute, 238-246 King Street, London W6 0RF
Instytut powstał w roku 1948, nawiązując do tradycji wydawniczych i badań historycznych założonego przed wojną Instytutu Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Z bratnim Instytutem Józefa Piłsudskiego w Ameryce wydaje obszerny rocznik "Niepodległość".

Bliższych informacji o działalności każdej z powyższych jedenastu placówek kulturalnych może udzielić:
Stała Konferencja Muzeów i Bibliotek Polskich na Zachodzie, Standing Conference of Polish Museums and Libraries in the West, Conférence Permanente des Musées et Bibliotheques Polonais en Occident, Ständige Konferenz der Polnischen Museen und Bibliotheken im Westen (Biuro Konferencji znajduje się w Rapperswilu, w Szwajcarii; Postfach 270, CH-8640 Rapperswil).

 

dr Andrzej M. Garlicki
Wiceprezes Krajowy, Senior Kongresu Polonii Kanadyjskiej

 

Referat WOJCIECH A. WIERZEWSKI, USA

Komisja ds. Polaków za Granicą

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

Czy zdołamy utrzymać i utrwalić dobre imię Polski i Polaków w XXI stuleciu?
 
Z perspektywy przedstawiciela Nowej Emigracji do Stanów Zjednoczonych


 

Z nieskrywanym wzruszeniem staję dziś przed Państwem, mając wciąż w żywej pamięci inspirujące słowa poprzedników, którzy przed niespełna dziesięciu laty przemawiali do nas z trybuny I Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy w Krakowie. Szczególnie poruszyły mnie wtedy prowokujące diagnozy pierwszego mówcy tamtego spotkania - prof. Jerzego Kłoczowskiego z Katolickiego Uniwersytetu w Lublinie - który uzmysłowił nam aktualne wyzwania stojące przed wszystkimi, którym nie jest obojętne w jakim stopniu przetrwa, i komu zdołamy przekazać nasz ethos polskiej tradycji i kultury, a także naszej własnej tożsamości.

Prof. Kłoczowski uzmysłowił nam wówczas, że żyjemy już - i ewidentnie żyć będziemy w większym jeszcze stopniu - w epoce zanikających narodowych granic, kiedy to jedynym sposobem zatrzymania odrębnej tożsamości, fizycznych czy emocjonalnych związków z Macierzą - nie będą dłużej ani administracyjne restrykcje ani wola rządzących - a jedynie rzeczywista atrakcyjność i konkurencyjna siła przemawiania do każdego - własnej kultury, specyficznego zbioru wartości, który nazywamy polskością. Zwrócił on też uwagę, że konkurencyjność (dotąd funkcjonująca przede wszystkim w sferze ekonomii i konsumpcji) nieuchronnie wedrze się teraz w delikatną tkankę ludzkiej tożsamości i stworzy prawie każdemu całkowicie nową sytuację wyboru: gdzie chce się żyć, kim chce się być naprawdę, z jaką kulturą i etosem wartości ma się ochotę, jako człowiek wolny, utożsamiać.

 

Tożsamość do wyboru?


To bardzo ważna konstatacja, która nabrała tylko większej jeszcze aktualności u progu nowego stulecia i milenium. Mając teraz do indywidualnego wyboru miejsce pod słońcem, gdzie się chce żyć i pracować (w zjednoczonej Europie czy w jakimkolwiek innym miejscu na naszym globie) Polak skazany będzie na daleko silniejszą i, co bardziej istotne, na daleko szerszą w swojej skali pokusę przetargu, nie tylko swojej wiedzy i talentu, ale również jestestwa, tożsamości. Polak w nowych czasach nie będzie musiał - jeśli tego nie chce - pozostać Polakiem, li tylko z racji miejsca urodzenia i otrzymanego wychowania. Musi teraz otrzymać silną, dodatkową motywację "dlaczego warto być Polakiem" oraz szczególną, z tego tytułu płynącą, dumę. Postawione przez mojego poprzednika pytanie sprowadza się ostatecznie do tego, czy - i na ile - zdołamy na dłuższą metę zachować odrębność i bliskie nam zwyczaje, wśród ludzi rodzących się nad Wisłą, ale żyjących już często daleko od kraju.

Czy potrafimy zatem przekonać, zwłaszcza nowe pokolenia, że bycie Polakiem jest swoistym wyróżnieniem i honorem, że wiąże się z przejęciem nie tylko moralnych obligacji i kulturowego bagażu poprzedników, ale stać się może źródłem wielkiej osobistej satysfakcji i dumy? Tu docieramy do kwestii "dobrego polskiego imienia" jako klejnotu i potężnej motywacji, płynącej z samopoczucia, że samemu dzieli się teraz część tej wyjątkowej tradycji i szlachetnych, polskich wartości. Najpełniej to zbiorowe samopoczucie manifestowało się w epoce Pierwszej Rzeczypospolitej, gdzie dorobek rodzimej tradycji był skarbem największym, strzeżonym honorem, którego pod żadnym warunkiem, pod groźbą infamii, nie wolno było się pozbyć, ani też utracić. Druga Rzeczypospolita święty ten pierścień własnej spuścizny nazwała "patriotyzmem" i motywowała młode pokolenia do uczynienia zeń wartości najwyższej, za którą trzeba płacić krwią i życiem. Jak dziś ceni się i traktuje honor narodowy czy dumę z faktu bycia Polakiem?

Danuta Mostwin, nasza ceniona badaczka emigracyjnych fal i pokoleń, podzieliła się ze mną gorzką konstatacją: otóż w ankietach i zebranych wypowiedziach emigrantów nowszych generacji ani razu nie udało się jej natrafić na magiczne słowa: "honor", "wiara" czy "ojczyzna". Co się właściwie stało, dlaczego kiedyś wartości te, uważane jeszcze w jej pokoleniu międzywojennym za najcenniejsze, "wypadły z obiegu"? Dotyczyło to emigrantów do Ameryki z pokolenia "Solidarności", ale obawiam się, że ta niepokojąca obserwacja ma równe zastosowanie do obrazu i stylu życia obecnych młodych Polaków III Rzeczypospolitej.

Wiemy wszyscy, że w ślad za setkami tysięcy osób, które opuściły Polskę w latach osiemdziesiątych, dalsze dziesiątki tysięcy polskich rodzin wyjechały z kraju już po rozpoczęciu demokratycznych przemian, korzystając z loterii wizowej. Są dalsze dziesiątki tysięcy, które chciałyby uczynić to samo z racji sytuacji ekonomicznej i zawodowej, w jakiej się znalazły, a także braku wiary w swoją przyszłość w Polsce. Mamy więc do czynienia z dalszymi, potencjalnymi falami emigrantów. Nie mniejsza jest grupa ludzi młodych, którzy znajdują dziś zatrudnienie w zachodnich firmach, przedsiębiorstwach i spółkach, opuszczają też często kraj z odwrotnych jakby motywacji, ale z takim samym skutkiem. Polskość nieuchronnie rozpraszać się będzie dalej po świecie. Tym więcej na ostrości nabiera pytanie: kim będą chcieli być ci ludzie, jak definiować będą własną lojalność wobec kraju urodzenia, jak długo trwać będą przy emocjonalnych i kulturowych więziach ze wspólnotą, z której wyszli? Na ile zależeć im będzie na podtrzymywaniu dobrego imienia kraju ojców, w jakim stopniu reagować będą, gdy imię to narażane będzie na publiczne ataki, zniesławianie, co stało się, niestety, częścią dzisiejszej rzeczywistości.

Są to wszystko pytania zasadnicze, kluczowe dla jutra polskości, wobec których nie możemy dalej pozostawać statystami ani niemymi obserwatorami, jeśli wciąż wierzymy we własną misję i jej głęboki sens - polegający za zachowaniu i utrwalaniu wszystkiego co nasze, najistotniejsze, prawdziwie i głęboko polskie. Tym bardziej, że sytuacja wokół nas nie jest ani neutralna ani polskości przyjazna. Zwłaszcza ostatnia dekada dała dziesiątki dowodów, że "polskość" jako etos bardzo przeszkadza wielu politykom i środowiskom, że właśnie przy pomocy ataku na wizerunek i dobre imię Polaka coraz częściej usiłuje się zrealizować własne cele i zamiary, w jawnej sprzeczności z interesem oraz polską racją stanu. Odbija się to również, bardzo dramatycznie, na kontekście w jakim funkcjonuje nowa emigracja, jej szansach uzyskania przez nią statusu, na jaki zasługuje, a także na jej generalny "image" w krajach osiedlenia.

 

Zamachy na dobre imię


Nowa emigracja - jako upust sił i talentów na rzecz silniej przyciągających dziś cywilizacji i kultur - nie jest zatem ani jedynym, ani największym realnym zagrożeniem dla polskiej tożsamości i jej perspektyw. Kto wie, czy nie większym i nie groźniejszym stał się od samej emigracji postępujący proces osłabiania i erodowania fundamentów polskiej tradycji, a także wartości w samym kraju, odbywający się pod hasłami usilnego zwalczania rzekomych "pozostałości nacjonalistycznych i klerykalnych w polskim społeczeństwie", "narodowej megalomanii i hiperpatriotyzmu", z których to, zdaniem współczesnych reformatorów spod znaku liberalizmu i globalizmu światowego, należy się jak najszybciej oczyścić, aby otrzymać promesę to Unii Europejskiej i personalny paszport do klubu wyznawców modnej "politycznej poprawności".

Tak więc od dekady prowadzona jest w krajowych mediach - w gazetach, w radio, w środowiskowych debatach i dyskusjach - walka z rzekomym obskurantyzmem i pozostałościami sarmackiego myślenia, polegająca na wydobywaniu z przeszłości odosobnionych incydentów i ich skandalizowania, przekształcania tendencyjnie przedstawionych bądź wręcz przekłamanych zdarzeń w nagłośnioną, zasadniczą debatę nad przeszłością narodową, której podsumowanie jest zawsze takie samo: nie należy wierzyć przekazywanym przez poprzednie pokolenia wartościom, kodeksowi wiary i życiowych wskazań. Pokolenia te - zdaniem nowych liberałów - ukrywały liczne "czarne karty", niecne a haniebne czyny narodu żyjącego złudzeniami i mitami na własny temat, przykrywając je zasłoną dymną wytrwałego polskiego cierpienia, patriotycznego poświęcenia i wszechogarniającej misji "Chrystusa narodów". W rzeczywistości - jak głosił np. choćby wcale niedawno publicysta "Wprost" - Polska międzywojenna miała swoje obozy koncentracyjne dla opozycji politycznej, napadała na sąsiadów w chwili ich kryzysu, Armia Krajowa w państwie podziemnym mordowała niedobitki Żydów po powstaniu warszawskim, a antysemiccy mieszkańcy Jedwabnego urządzili sadystyczną, krwawą łaźnię swoim żydowskim sąsiadom, "tylko dlatego, że tamci byli etnicznie i religijnie - inni".

Ta nowa ideologiczna krucjata zmierzająca do zakwestionowania punkt po punkcie całej tradycji i dziedzictwa poprzednich pokoleń Polaków, a tym samym etosu polskości, prowadzona jest w dodatku w sposób przebiegły, pod chwytliwymi hasłami wyzwolenia się z więzów "bezkrytycyzmu i narodowej megalomanii" - jak określił to nie kto inny tylko sam Adam Michnik, starając się przekonać we wstępie swojej polemiki, mającej ujawnić "zbrodnie AK podczas powstania warszawskiego", że "zdolność do konfrontowania się z ciemnymi epizodami własnego dziedzictwa jest dla każdego narodu egzaminem z dojrzałości demokratycznej". I dalej pisze Michnik: "Twierdzę, że Polacy dojrzeli do demokracji, co znaczy, że mają prawo do pełnej prawdy o własnej przeszłości".

Pięknie brzmiące intencje, ale gdyby chodziło rzeczywiście o prawdę czy o oczyszczenie własnej przeszłości z piany i fałszów, z nawarstwień niezdrowej mitomanii bądź o mądre zweryfikowanie etosu polskości dostosowanego do dzisiejszych czasów! Słowa wzywające do "działania w duchu nowej demokracji" są tymczasem przykrywką dla jawnej, pozbawionej skrupułów manipulacji i zniesławiającego, propagandowego rewizjonizmu historycznego, który ma na celu tylko i wyłącznie upokorzenie narodu i społeczeństwa, odebranie mu wiary we własne siły i podmycie przekonań wyniesionych z rodzinnego wychowania oraz tradycyjnej edukacji w polskim duchu. Proces ten ma również bardzo poważne konsekwencje i reperkusje dla morale środowisk emigracyjnych, o czym powiem już za chwilę.

Dywersyjny charakter obecnych "rewindykacji polskiej historii" najlepiej ujawnił Leszek Żebrowski, publikując w książce Paszkwil Wyborczej studium na temat przekłamań i fałszów wymierzonych w Armię Krajową, sprowadzających się w gazecie Adama Michnika do skandalizujących sensacji na temat "mordowania grup Żydów w końcowej fazie powstania warszawskiego, z nienawiści rasowej i ideologicznej". Prawdziwymi sprawcami zbrodni, jak przekonał nas w swoim rekonesansie Żebrowski, byli bojówkarze komunistycznej Gwardii Ludowej, podobnie jak w dziesiątkach innych powojennych indywidualnych czy grupowych zbrodniach przeciwko Żydom, powszechnie przypisywanych Armii Krajowej w źródłach zachodnich, co wykazała następna seria publikacji Żebrowskiego i Chodakowskiego o powojennym, krwawym szlaku GL i AL.

Dla nas ważne są jednak końcowe konkluzje. Pisze Żebrowski: "Takie pojęcia są rozpowszechniane po świecie o Polsce i Polakach już od wielu lat. Wszystkiemu jesteśmy winni, dzieci polskie mają w sobie coś takiego, że ściganie Żydów, aby ich zabijać, było dla nich przyjemnością, a tak w ogóle Armia Krajowa tylko po to powstała, aby mordować Żydów itd." I nieco dalej: "Wątki skrajnie antypolskie pojawiają się nie tylko w naukowych publikacjach. Są one bardzo ważne, ale stanowią tylko tło pewnego szerszego zjawiska, jakie ma miejsce już od wielu lat w światowej literaturze i sztuce (głównie filmie). "(...) Reżyser filmu "Lista Schindlera", Steven Spielberg, mimo iż zawarł w swoim filmie złośliwe akcenty, np. nienawistny okrzyk polskiej dziewczynki (też motyw polskich dzieci!) dotyczący Żydów prowadzonych na Zagładę ("Żegnajcie, Żydzi!"), przyjmowany był (w Polsce - przyp. WW) nieomal jak nasz bohater narodowy. Końcowy napis w jego filmie informuje, iż w Polsce mieszka już tylko niecałe 4 tys. Żydów, ale potomków tych "z listy Schindlera" jest rozsianych po świecie 6 tysięcy! Ten film jest najlepszą ilustracją tezy, iż "Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki", jak to określił w swoim czasie premier Izraela". Koniec cytatu.

 

Degradowanie emigracji poprzez stereotyp


Wróćmy teraz do sprawy "dobrego polskiego imienia" i sytuacji naszej emigracji żyjącej poza krajem, w innych społeczeństwach. W swojej pracy Emigranci polscy w USA, wydanej przez KUL w 1991 roku, Danuta Mostwin, autorka chyba najpoważniejszych, zresztą parokrotnych badań i studiów na temat kolejnych pokoleń przybyszy z Polski przybijających w ostatnim półwieczu do brzegów Ameryki, zwraca uwagę na bardzo istotny proces wykreowania szans przybysza na sukces, ściśle związany z odzyskiwaniem przez niego poczucia głębokiej osobistej wartości i stopniowego odbudowywania własnej tożsamości w obcym środowisku, na nowej glebie. Przybysz musi na początku jak najszybciej "nauczyć się" nowego kraju i jego reguł, by stanąć na nogi i zacząć samodzielnie tworzyć podstawy własnego istnienia. Trzeba nie tylko zacząć sprawnie władać językiem kraju przybycia, ale również wgryźć się w jego mentalność i sposób myślenia, by zacząć być aprobowanym i móc rozwinąć z czasem swoje skrzydła. Wówczas rysuje się szansa zbudowania "trzeciej wartości", silnej nowej osobowości dzięki fuzji przywiezionych ze sobą cech polskiej tożsamości z nabytymi elementami tożsamości kraju osiedlenia - syntezy, która daje niezbędny "wiatr w żagle".

Otóż wysoce mobilizującym bądź dramatycznie hamującym w tym całym procesie "stawania na nogi" może okazać się - powiada Mostwin - poczucie własnej wartości, wywodzące się zarówno z przywiezionych ze sobą wartości i narodowej tożsamości, jak i wybranych cech nowej kultury w zderzeniu z ogólnym wizerunkiem, kliszą czy stereotypem jego grupy etnicznej, dominującym i rozpowszechnionym w kraju osiedlenia. Jeśli emigrant przybył z kraju i środowiska, z którym wiąże się wysoko cenione cechy, jak np. wybitne rozwinięta inteligencja, życiowa energia, profesjonalna dokładność czy etyczna rzetelność, otrzymuje niejako z góry kredyt zaufania i motywacyjne "dowartościowanie", zanim jeszcze sam zdoła zademonstrować własne umiejętności i cechy charakteru w nowym otoczeniu. Jeśli natomiast jego pochodzenie tradycyjnie utożsamiane jest z kulturą zacofaną, bigoteryjną, a jeszcze gorzej napiętnowanym zwierzęcym antysemityzmem i barbarzyństwem, nie muszę dodawać, że szanse startu i dalszej kariery równają się w takiej sytuacji, zeru lub "poniżej zera".

W książce Danuty Mostwin, która korzysta z dużej ilości nagromadzonych wywiadów i ankiet emigrantów, przeprowadzanych w kilku etapach i wśród różnych fal emigracji, poczynając od "żołnierskiej", "ekonomicznej" po "solidarnościową" - znaleźć można ogromną ilość poruszających przykładów, jak negatywne nastawienie, rozpowszechnione stereotypy i złośliwe klisze nie tylko pomniejszały zawodowe i życiowe szansy Polaków, ale wręcz je niweczyły lub nawet wykolejały. Dotyczy to w tym samym stopniu zawodowych karier Polaków, które z kolei wpływały na ich kryzysy osobiste, pogłębianie się poczucia niskiej wartości i odrzucenia w nowym środowisku. Jeden z ankietowanych lekarzy powołuje się na rozmowę z kolegą należącym do najlepiej zasymilowanej grupy etnicznej, który nie ukrywał zdumienia, co robi Polak w tym zawodzie, a jeszcze bardziej zniechęcał go przed podjęciem specjalizacji, twierdząc, że "nie ma Polaków w tej dyscyplinie". Lekarz dokonał szybkiej kalkulacji i postanowił nie iść pod prąd tradycji i nawyków środowiska, zrezygnował ze swych planów dodatkowych studiów, obawiając się w przyszłości tylko dalszych uprzedzeń i potencjalnych konfliktów, które mogłyby zrujnować jego medyczną karierę...

 

Torpedowanie aspiracji narodowych


Jest to ilustracja niesłychanie dla nas ważna. Budowanie "negatywnego wizerunku" pewnych nacji, grup i środowisk przybyszy nie jest oczywiście zjawiskiem nowym, czymś specyficznym dla lat ostatnich, ale sięgającym jeszcze ubiegłego stulecia, klasycznym narzędziem walki wcześniej przybyłego etnicznego establishmentu z falami nowych emigrantów. Degradowało się ich przy pomocy popularnych przytyków i złośliwych określeń przyklejanych każdej nacji (poza WASP-ami), takimi jak "dego" dla Włochów, "chiko" dla Portorykanów, "niger" dla czarnoskórych czy wreszcie "Polack", czyli "polaczek" dla naszych rodaków. Ośmieszało się ich prymitywnymi, ale właśnie dlatego ogromnie popularnymi dowcipami typu "ilu trzeba głupich (tu nazwa odpowiednich etników), aby wkręcić jedną żarówkę". Ten codzienny rytuał pogardy, witający emigranta na ulicy, w miejscu pracy, w tawernie czy w domu, w którym mieszkał - osaczał i degradował duchowo przybyszy, spychając ich na niższe szczeble środowiskowej czy społecznej kariery, pozbawiając w efekcie wiary, by kiedykolwiek mogli nawet myśleć o wspinaniu się w górę. Miejsce na górze należało do tych, którzy uruchamiali te brudne i niegodne cywilizowanego społeczeństwa kampanie.

W czasach nam współczesnych przy rzekomym, bądź formalnie głoszonym respektowaniu odmienności i etniczności, oraz demonstracyjnym kulcie pewnych "najbardziej ciemiężonych w przeszłości" grup i środowisk - role tego mechanizmu "windowania w górę, bądź strącania na dno" odgrywać zaczęły nowe klisze i stereotypy tym razem nadające wysoce pozytywną kwalifikacje tradycji i etosu przede wszystkim czarnych Amerykanów (z powodu niewolnictwa) i amerykańskich Żydów (jako ofiar Holocaustu). Tym razem hagiograficznie traktuje się w społecznym rankingu te społeczności, które wyjątkowo cierpiały i znosiły brutalne prześladowania (zwłaszcza w hitlerowskiej Rzeszy) w jaskrawym kontraście do tych, które same uwikłane były w politykę bądź propagandę rasową, kolaborację, czynny udział w zbrodniach. Trudno o gorszą reputację w Ameryce niż "antysemita", oznaczający tu postać bez czci i wiary, którego na dobrą sprawę należałoby zlinczować lub fizycznie wyeliminować. Czyni się to w prasie i mediach metodą "assasination of character" czy niszczeniem dobrego imienia napiętnowanej osoby przez nagonkę z horrendalną listą (najczęściej sfabrykowanych) jego niegodziwości.

Ta groźna procedura linczu przy pomocy słów jest o tyle ułatwiona, ponieważ w Stanach Zjednoczonych powszechna wiedza na temat europejskiej historii, cech i osiągnięć poszczególnych społeczeństw i narodów - nawet na poziomie elit intelektualnych czy środowisk ludzi mediów - jest wciąż ich nikła, najczęściej wręcz kompromitująco słaba. Przypisanie zatem konkretnej narodowości "złych" bądź "dobrych" konotacji odbywa się wciąż niemal bezkarnie, co zachęca manipulatorów tylko do dalszego eskalowania swoich oszczerczych kampanii, choć łatwe do sprawdzenia fakty są z reguły zupełnie inne. Przykładem wysoce brzemiennych i potencjalnie groźnych w skutkach fałszywych wyobrażeń lub celowych prób wprowadzania w błąd opinii publicznej - dla osiągnięcia określonego politycznego celu stała się dla nas cała krucjata senatora z New Jersey, Roberta Torricelliego, który w końcowej fazie senackiej debaty nad przyjęciem Polski do NATO (w lutym 1998 roku) wystąpił w Kongresie z agresywnym atakiem na Polskę i jej rzekome zachowanie (oczywiście w epoce Holocaustu), które miało zdyskwalifikować naszą petycję.

Torricelli ze złośliwą ironią przedstawił sytuację w ten sposób, że oto teraz doprasza się o przystąpienie do zachodniego paktu obronnego kraj i społeczeństwo, które - posłuchajmy - "...było częścią hitlerowskiej machiny wojennej, napędzało ją i w dodatku rabowało ludność żydowską, i to podwójnie - najpierw sprzedając jej ubezpieczenia na życie, wiedząc przy tym doskonale, że ci ludzie nie zdołają pobrać należnych finansowych rekompensat, ponieważ czekała ich w bliskiej przyszłości totalna Zagłada - a po raz drugi po wojnie, przywłaszczając sobie całe ich mienie". W mentorskim zapale senator z New Jersey głosił dalej, że nie wyobraża sobie, aby ktokolwiek mógł wytłumaczyć amerykańskim podatnikom, że można i należy bronić dziś takich kraj ow i umożliwiać im wstąpienie do NATO, płacić za ich udział, kiedy kraje te i ich dzisiejsi następcy łupiły własność żydowską, nie dotrzymywały zobowiązań i czerpały zyski z cierpienia innych.

Wystąpienie takie zabrzmiało rzeczywiście piorunująco na rynku politycznym Ameryki, odpowiadało bowiem nastawieniu wielu środowisk i przebiegało po linii ich pobożnych życzeń, choć użyte argumenty oparte były na totalnie błędnych i fałszywych historycznie przesłankach. Spotkało się też natychmiast z reakcją oburzenia i protestu, zarówno takich organizacji jak Kongres Polonii Amerykańskiej, ale również amerykańskiej prasy i mediów polonijnych, które musiały zacząć wykładać nawiedzonemu senatorowi włoskiego pochodzenia, że totalnie wszystko pokręcił, pomylił strony, sojusze i alianse z czasów drugiej wojny światowej. Że nie tylko nie wie, po której stronie walczyła Polska, i że znajdowała się ona pod niemiecką okupacją, nie pompowała zatem wcale hitlerowskiej maszyny wojennej ani też nie dzieliła jej zbrodni. Co do ubezpieczeń i "podwójnego rabowania ludności żydowskiej" - to rychło okazało się, że polisy ubezpieczeniowe sprzedawały właśnie firmy włoskie, działające pod auspicjami tamtejszego faszystowskiego rządu, podobnie jak filie niemieckich koncernów nazistowskiej III Rzeszy...

 

Piramida oszczerstw i kłamstw


Jednak nie o polityczny falstart senatora Torricelliego (i jego wręcz kompromitujący brak elementarnej wiedzy o Polsce czy jej roli w Zagładzie) w tym przykładzie chodzi. Nie pierwszy to fałszywy wystrzał i nie ostatni. Ilustruje on natomiast klasyczne używanie argumentu "haniebnego zachowania się konkretnego narodu podczas Holocaustu" jako politycznej głowicy, którą chce się zestrzelić szansę w negocjacjach określonego kraju, zaś towarzysząca temu retoryka i agresywny ton najlepiej ujawniają metody i środki sponsorów, którzy tego senatora do takiej misji wyekspediowali. Z drugiej strony trudno się dziwić politykowi, który zapewne już od młodości słyszał tylko o haniebnym zachowaniu Polaków podczas wojny w pryzmacie rozpowszechnianego tu usilnie stereotypu "najbardziej antysemickiego narodu na świecie" (takim dokładnie nagłówkiem opatrzył nowojorski "Village Voice" swą niedawną korespondencję z Polski). Być może w szkole pobierał on lekcje Holocaustu wykładane w tym kraju z pomocą lansowanej usilnie komiksowej książki Maus (dzieło laureata nagrody Pulitzera), w której prześladowani Żydzi występują w roli myszek, groźni naziści jako drapieżne koty, natomiast podli i gotowi do każdego łajdactwa czy zbrodni przeciwko Żydom Polacy przedstawieni są jako świnie. Świniami są oszuści polscy, którzy zamiast pomocy oddają rodzinę żydowską w ręce Nazistów, świnią jest obozowy kapo, katujący ludzi i ubliżający bohaterowi przez cały czas za drutami, świniami są polskie dzieci "polujące za Żyda" i grono sąsiadów, którzy biją i wieszają w końcu biednego Żyda, za to że chciał powrócić po wojnie do swojego domu i domagał się zwrotu posiadłości...

Jeśli senator Torricelli czytał amerykańskie tygodniki, choćby popularny i wysoko nakładowy "Time" mógł dowiedzieć się z całej serii artykułów, że "Polacy masowo służyli w SS i teraz, podczas niezakłóconej niczym starości, pobierają ciepłe niemieckie emerytury frontowe...". Tym razem protesty i fakt nie przekonały upartego redaktora "Time", który nawet wycofując się z oskarżeń utrzymywał, że Polacy "musieli być w SS" i nadejdzie chwila kiedy wypłyną na to twarde dowody. Tutejszy historyk polskiego pochodzenia, Richard C. Lukas poświęcił kilka lat temu specjalny esej na temat konstruowania obrazu historii (zwłaszcza Holocaustu) w Ameryce. Porównał on metodę tutejszych "historyków" do operowania sekretarek, które mając kołonotatnik wyrywają niepotrzebne im strony i wstawiają na to miejsce nowe. Wszystko w duchu teorii jaką wygłosił naczelny "Time'u": "Historia nie jest domeną, gdzie rządzi naukowa ścisłość". Rzeczywiście, zwłaszcza kiedy powszechnie dziś służy politycznej strategii i promowaniu wizji, która potrzebna jest aktualnym sponsorom..."

Skala kłamstw i tendencyjnych przeinaczeń dziejów minionych, mających stać się aktem oskarżenia lub listem promocyjnym dla innych, wydaje się w Stanach Zjednoczonych nieogarniona. Są to dziesiątki filmów fabularnych i "dokumentalnych" przynoszących dla Polaka ponurą wizję skuteczności raz wycelowanej w jego kraj i jego rodaków przeszłość, "czarnej propagandy", plugawiącej nie tylko "dobre imię", ale uwłaczających elementarnemu poczuciu prawdy i sprawiedliwości. Nasz senator z New Jersey nie mógł nie natrafić np. na całą serię książek portretujących wyraziście galerię "polskich antysemitów", którzy raz naukowo przygotowali i wymyślili dla Żydów komory śmierci - patrz Wybór Zofii (Sophie's Choice) Stone'a, to znów podłych polskich zbirów i podstępnych zdrajców z serii powieści Urisa, czy wściekłych antysemitów - chłopów z powieści Kosińskiego. Jeśli senator z New Jersey chodził to kina, bądź oglądał przez lata telewizję amerykańską, naoglądał się tam również tych samych stereotypów - polskie oddziały wojskowe pacyfikujące warszawskie getto w serialu Holocaust, topornych i znieczulonych na cierpienia Żydów polskich chłopów z Shoah Lanzmanna czy łapczywych na pożydowskie mienie wieśniaków ze Shtetl Marzyńskiego. Jakże można po takiej wszechstronnej edukacji mediowej pamiętać o roli Włoch i ich liderów w rozwoju faszyzmu, kiedy wszystko wskazuje na to, że nie było równych w zbrodniczości antysemitów, jak Polacy w czasie drugiej wojny światowej? Przy tak zmasowanym ataku na Polskę i Polaków któż ze zdrowo myślących emigrantów w Ameryce odważyłby się przyznawać do swego pochodzenia? Czy powinno kogokolwiek dziwić, że dopiero po wyborze Karola Wojtyły na tron Św. Piotra w Watykanie nastąpił w Stanach Zjednoczonych zasadniczy zwrot w stosunku do Polski i polskości, i to zarówno tutejszych elit politycznych w stosunku do polonijnych środowisk, jak i polegający na śmielszym ujawnianiu się dziesiątków i setek tysięcy rodaków, którzy dotąd kryli się ze swym pochodzeniem pod przybranymi nazwiskami i nie identyfikowali się publicznie jako Polacy? Nikt nie jest wciąż w stanie objąć fundamentalnego wpływu jaki miał i wciąż ma pontyfikat "polskiego Papieża", Jana Pawła II, na wszystkie niemal sfery życia publicznego i prywatnego w Stanach, który objawił się w zaniku, dosłownie z dnia na dzień, wszystkich antypolskich dowcipów i głupich klisz zachowań wiązanych z polskością - a zaowocował dalej zasadniczą ewolucją szans polskich karier w polityce, biznesie i życiu kulturalnym...

Przyczyn nagłego i ogromnie cieszącego nasze serca "dowartościowania" wszystkiego, co polskie u progu lat osiemdziesiątych było oczywiście znacznie więcej. Perspektywę patrzenia na Polskę i Polaków zmieniła ogromnie tak "Solidarność", jak i postać Lecha Wałęsy, kojarzona tutaj z amerykańskim wyobrażeniem bezkompromisowego lidera tutejszych związków zawodowych, które trzęsą całymi dziedzinami gospodarki i przemysłu. Powrót do demokratycznych zasad i wolnego rynku w ekonomii polskiej stworzył równie doniosłe zainteresowanie oraz gotowość śledzenia zmian w dalekim kraju nad Wisłą, o którym do niedawna jeszcze nawet amerykańscy prezydenci nie do końca wiedzieli, jaką opcję polityczną on właściwie reprezentuje (Gerald Ford przegrał swoją szansę ponownego wyboru na urząd prezydenta po fatalnej wpadce w telewizyjnej debacie wyborczej, kiedy przekonywał zebranych, że Polska w latach Gierka jest "krajem wolnym").

 

Biały kamień zwycięzcy


Nasz opis dotykający zaledwie skali zjawisk wymierzonych w polskie dobre imię i tożsamość Polaka na Zachodzie - niczym czubek góry lodowej ukrywającej kolosa pod taflą wody - dał przedsmak i pierwsze wyobrażenie, dlaczego tak trudno dziś na emigracji bronić własnej tradycji i być sobą. Przykłady wyszły z Ameryki, ale rozpowszechniane są przecież na całym świecie. Lista Schindlera jako sukces Oscarowy obiegła świat, pokazując polskie dzieci demonstrujące "podrzynanie gardeł" Żydom stłoczonym w wagonach w drodze do pieców Auschwitz-Birkenau. Polskie wesele pokazało brak moralności, zasad, przysłowiowy "brud, smród i ubóstwo" życia dzielnic polonijnych w wielkich metropoliach Ameryki. Pora jednak na końcowe konkluzje. Jeżeli "dobre imię Polaka" nie jest wciąż zagrożone w kraju, mimo ciągłych wybryków publicystów "Gazety Wyborczej" czy "Wprost", niestrudzenie wylewających kałamarze czarnego atramentu na dotychczasowe dzieje Polski, czy poprzez kolejne rewizjonistyczne kampanie Adama Michnika, to jednak skutki takiego naporu mają dla środowisk emigracyjnych i wspólnot polonijnych daleko poważniejszy efekt.

Polacy w kraju są po pierwsze u siebie, we własnym domu, dysponują własnymi punktami odniesienia i głębiej wpojoną wiedzą o swoich tradycjach i etosie, co pozwala im z daleko większym sceptycyzmem i dozą nonszalancji podejść do każdego grubo skrojonego dziennikarskiego zamachu na wizję przeszłości i wartości narodowych. Polacy na obczyźnie muszą bardzo realnie liczyć się z nastawieniem do nich tamtejszego środowiska i kraju, w którym próbują żyć na nowo, i gdzie symboliczne dobre imię, reputacja Polski i Polaka, zasadniczo określają ich szansę. Problem pogłębia się dodatkowo w każdym kolejnym pokoleniu, kiedy dzieci i potomkowie emigrantów stają przed własnym wyborem, odpowiedzią na pytanie, kim chcą być: obywatelami kraju osiedlenia wrosłymi w zastaną tam kulturę i jej treści, czy też dziedzicami niejasnej oryginalnej tradycji, którym teraz publicznie zarzuca się głupotę i niedorozwój, oskarżając o wojenne zbrodnie i antysemityzm.

Nie jest to wcale sytuacja wydumana. W trakcie dyskusji nad Shoah i Shtetl, a więc filmów "dokumentalnych", przynoszących wyjątkowo nieprzyjazny i niekiedy wręcz odrażający obraz Polaków jako hien cmentarnych Holocaustu, okazało się, że wiele mieszanych par i małżeństw Polaków (z innymi grupami narodowościowymi) stanęło wobec problemu wtórnego kryzysu zaufania. A więc Polacy to tacy potworni ludzie? A więc tak wygląda czarna strona polskiego charakteru? W tym kraju funkcjonuje, jak już wspomniałem, kategoria "zamachu na charakter" (assasination of the character), czyli ataku na osobę przeprowadzoną przy pomocy klisz i stereotypów przypisywanych jego nacji bądź środowisku, która kończy się najczęściej skompromitowaniem, "spaleniem" w oczach publiczności jej autorów, przekreśleniem jakichkolwiek szans i perspektyw dalszego funkcjonowania. Atak na polskość w amerykańskich mediach przynosi niekiedy dokładnie takie rezultaty. Jeśli nie jest to fizyczne zmiażdżenie osoby bądź środowiska, to powoduje to przynajmniej okolenie ich barierą negatywnej reputacji, która zniechęca do kontaktu i jakiejkolwiek współpracy z nimi.

Sytuacja emigracji i emigrantów jest więc o wiele delikatniejsza i krucha niż ich rodaków w kraju. Tamci są w stanie przejść wiele dramatycznych debat i dyskusji, nicujących nawet ich wartości i przekonania (doświadczył tego Kraj nieraz w minionym, drugim półwieczu XX stulecia!) korzystając z jednoczesnego wsparcia szeregu podstawowych instytucji, od rodziny, kręgu znajomych poczynając, po Kościół czy środowiska z którymi dzieli się własne zasady i poglądy. Emigrant i jego środowisko na obczyźnie wystawione są bardzo boleśnie na podobne kryzysy i konfrontacje, z których najczęściej trudno jest im wyjść obronną ręką. Klęska skłania zaś do ukrycia się we własnej samotności, bądź egzystowania na marginesach życia kraju osiedlenia. Jeżeli walka z dobrym imieniem w ojczyźnie pozostawia najwyżej pewne psychiczne bądź mentalne rany, na obczyźnie przynosi zasadnicze okaleczenia i paraliż, odbiera sens egzystencji biegnącej w poprzednim kierunku. Stąd z reguły organizacje emigrantów próbują otoczyć się płaszczem ochronnym instytucji broniących je przed zniesławianiem i wspierających na wielu płaszczyznach - od prawnej po medialną - w imię ratowania ich dobrej reputacji, dobrego imienia.

Najbardziej znanym i najgłośniejszym przykładem sukcesu jest w Stanach Zjednoczonych B'ni Birth czyli Anti-Defamation League, założona przez żydowską emigrację w Nowym Jorku w 1913 roku. Toczyła ona przez wiele dekad boje z przezwiskami i karykaturalnymi kliszami w tym społeczeństwie, niemal oficjalną dyskryminacją naukową i zawodową, torowała drogę do wielu zawodów i pozycji kolejnym emigrantom z Europy czy innych stron świata. Zwalczała bigoterię i otwarty antysemityzm, który promowany był przez potężne nazwiska sponsorów, prowadzony na wielką skalę zwłaszcza w latach trzydziestych i czterdziestych, doprowadzając przecież w końcu, głównie w ostatnich epokach, do przyjęcia takiej politycznej poprawności, w ramach której nikt publicznie w tym kraju nie ośmieli się nazwać czy określić "antysemitą". Kiedy jednak Kongres Polonii Amerykańskiej po latach "polskich dowcipów" i potwornych stereotypów przyklejanych naszym emigrantom postanowił stworzyć własne wydziały do walki z zniesławianiem został skonfrontowany z prawnikami Anti-Defamation League, którzy złożyli sprawę w sądzie, zastrzegając sobie monopol tak do nazwy, jak i zakresu działań publicznych...

O jakiej postaci "dobrego imienia" Polski i Polaków chcemy mówić i słyszeć w XXI stuleciu? Czy chodzi o wspieranie się rzesz emigrantów na szczudłach zasług wielkich Polaków i dokonań ich dalekiej ojczyzny? Czy jest to relikt przeszłych epok narodowej mitomanii, kontrastującej jaskrawie z rzeczywistą potencją grup i społeczności, na przekór realności? Postawmy na zakończenie sprawę uczciwie i jasno: każda grupa etniczna wierzy w zespół wartości, które czyniły ich spadkobiercami niepowtarzalnej kultury, jaką sami pragną, z wolnej woli i przekonania, kultywować i kontynuować. Środowiska afro-amerykanów w Stanach, czyli czarnych mieszkańców tego kraju, którzy tak pragną się dziś nazywać, powracają do wzorów kultury lądu ich dalekich przodków, tworzą własne święta etniczne i rekonstruują pewne tradycje, aby w niej właśnie mogły manifestować własną, radosną i głęboką odrębność ich dzieci, synowie i córki.

Powrót do źródeł i własnej etniczności był zresztą manifestacyjnym procesem wielu społeczności i grup w naszym kraju, powszechnie aprobowanym i entuzjastycznie witanym jako znak pełniejszej ich emancypacji i kulturowej artykulacji. Polacy powinni być tak samo jak inne grupy i środowiska dumni z własnej narodowej tradycji, wyrażającej się w odmiennym rytuale, myśleniu i działaniu, w codziennej kulturze. Jeśli chodzi o wizerunek tradycji i przeszłości, nikt nie oczekuje niczego innego jak tylko spełnienia dwóch fundamentalnych warunków - respektowania historycznej prawdy, a także sprawiedliwego wyważenia bilansu kart jasnych i dumnych, na równi ze spornymi i kontrowersyjnymi. W naszym odczuciu sytuacja taka nie dokonała się dotąd, stanowi wciąż przedmiot pobożnych życzeń. Zakorzeniony przez dziesięciolecia, generalizujący stereotyp przypomina wciąż "ethnic profiling" czyli stosowanie konturowych rasowych wyobrażeń przy pierwszej ocenie jednostki, bez stworzenia jej nawet szans i okoliczności dla prawdziwego ujawnienia własnych cech.

Lawina fałszywie i propagandowo skrojonych w przeszłości fabuł literackich i filmowych o Polakach i ich roli - nie pozwala dojrzeć i dotrzeć do ich rzeczywistych zasług i wkładu, nawet do historii samej Ameryki, nie mówiąc o czarnych mitach na temat Polski ostatnich dekad czy wieków.

Obrona i utrwalanie dobrego polskiego imienia (które powinno być krokiem następnym, tak jak okopywanie zajętego przyczółka) jest bardzo pilnym zadaniem dla obecnej emigracji wszystkich krajów zasiedlenia. Jest to konieczne tak dla własnego samopoczucia i przyszłości Polaków w tych miejscach na ziemi, podobnie jak ważne jest to dla zachowania prawdziwej tożsamości pokoleń na ziemiach polskich, które wleją się w niedalekiej przyszłości w ciąg europejskiej wspólnoty od Gibraltaru po Ural. Rzecz wymaga tylko większej osobistej dedykacji każdego z nas dla tego właśnie celu. Raz jeszcze - nie chodzi o manifestowanie etniczności przy pomocy przebierania się w stroje i grania ról Krakowiaków czy Górali. Szukanie dobrego imienia w sobie i w każdym z osobna polega na skupieniu się na tym, co dla nas najważniejsze. "A to Polska właśnie!" - ten niezapomniany wers z Wesela Wyspiańskiego, przypominający, że nawet w czasach niewoli i zaborów Polska biła w każdym polskim sercu, jest nieśmiertelnym symbolem sprawy.

Nikt nie może odebrać nam naszej tożsamości, "póki my żyjemy". Chyba w nawale zdarzeń i zmagań za rzadko koncentrujemy się - tak w kraju, jak i na emigracji - na wyjątkowych wartościach duchowych i moralnych, jakie zgromadziła w swym skarbcu właśnie "polskość"! Uczynienie z nich pilnego, osobistego priorytetu jest nakazem chwili i platformą nadziei na bliższą i dalszą przyszłość. Wymaga to z pewnością od nas pewnego wysiłku, wielu lektur, żarliwszych dyskusji, a nade wszystko wiązania się w naturalne wspólnoty rodowodu, wartości i poglądów. Czy na to nas stać? Nie mamy w każdym razie innego wyboru...

 

Wojciech A. Wierzewski
Redaktor naczelny oficjalnego organu ZNP "Zgoda"
Dyrektor krajowy Kongresu Polonii Amerykańskiej

 

Referat JANUSZ RYGIELSKI, Australia

Komisja ds. Polaków za Granicą

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

Rola Polaków w kraju osiedlenia



 

Spotykamy się na tym Zjeździe w gronie przybyszów z całego świata, żyjących w państwach o różnych ustrojach, różnym stopniu tolerancji i, konsekwentnie, różnych możliwościach imigrantów. Jestem w bardzo szczęśliwej sytuacji, bo mieszkam w Australii, kraju, który, w dużym stopniu dzięki pracom Polaka - prof. Jerzego Zubrzyckiego, przyjął wielokulturowość jako oficjalną doktrynę ustrojową. Zgodnie z nią, każda grupa etniczna i jej indywidualni przedstawiciele mają nie tylko takie same prawa jak potomkowie brytyjskich osadników, ale zapewnia się im również dostęp do usług w rodzimych językach, w wielu przypadkach bezpłatnie, gwarantuje proporcjonalne zatrudnienie w urzędach państwowych, a także dotuje inicjatywy kulturalne oraz stowarzyszenia. Przed podjęciem decyzji dotyczących środowisk etnicznych ministrowie odbywają z nimi publiczne konsultacje. Zbliżony model posiadają: Kanada, Stany Zjednoczone i niektóre państwa europejskie. Do tej grupy państw pragnę odnieść niniejsze rozważania. Mam pełną świadomość, że nie dotyczą one krajów, w których panują dyktatury, a mieszkającym w nich imigrantom utrudnia się życie, zmuszając ich do asymilacji lub do wyjazdu.

 

Rolę Polaków w kraju osiedlenia trzeba widzieć poprzez zespół obowiązków i możliwości, wynikających z faktu zamieszkania w danym państwie oraz w relacji do Polski i wspólnoty polonijnej na świecie.

Głównym zadaniem Polaka mieszkającego na stałe w innym kraju jest, w moim przekonaniu, takie zachowanie na co dzień, które utrwala przekonanie, że jesteśmy grupą ludzi uczciwych, pomnażających dobra kulturalne i materialne naszej nowej ojczyzny. Tylko posiadając szacunek naszych współobywateli australijskich, możemy starać się o wpływ na państwowe decyzje. Posiadając dobrą opinię, przykładamy się do pozytywnego obrazu Polski, tworzymy dobrą atmosferę dla jej przedstawicieli, ułatwiając pracę służbie dyplomatycznej oraz ludziom biznesu, a nawet wizytom polskich turystów.

Każde państwo przyjmujące imigrantów stara się pozyskiwać jednostki młode, zdrowe, z kwalifikacjami i nie karane. Zapewnione są również możliwości imigracji opartej na zasadach humanitarnych i w ramach łączenia rodzin. Jest to zwarty system, oparty na przepisach prawa, do którego przestrzegania tworzy się odpowiednie instytucje. Każda próba nadużycia tego systemu, na przykład poprzez nielegalne przedłużenie pobytu, nielegalne podjęcie pracy, czy zawarcie fikcyjnego małżeństwa, jest notowana, a ich suma tworzy obraz grupy etnicznej jako respektującej prawo danego państwa lub nie. Duża liczba przypadków naruszenia przepisów powoduje, że przedstawiciele danego narodu objęci są bardziej szczegółowymi procedurami imigracyjnymi, co wydłuża czas załatwiania podań, a często kończy się decyzją odmowną.

Jeśli umowny Kowalski popełni wykroczenie w Polsce, to zwiększa on jedynie statystykę wykroczeń popełnionych przez Polaków. Kowalski w Australii pojawia się w statystyce jako Australijczyk, ale dodatkowo jako Australijczyk polskiego pochodzenia. W tabelach tego rodzaju wykroczeń Polacy nie zajmują obecnie dobrego miejsca. Wielu z nich przedłuża swój pobyt nielegalnie i często pracuje "na czarno". Zwykle odbywa się to za wiedzą i z poparciem rodziny. Czy jednak takie zachowanie powinno być popierane przez społeczeństwo Polaków zamieszkałych w Australii? Czy powinny je popierać polskie organizacje? Tego rodzaju pytania zadają sobie też pewnie Polacy będący obywatelami Stanów Zjednoczonych, Kanady i państw wchodzących w skład Unii Europejskiej.

 

Na początku lat osiemdziesiątych duża fala Polaków skorzystała z możliwości wyjazdu za granicę i zdecydowała pozostać na stałe, głównie w państwach europejskich, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Australii. Trafili do krajów, w których niezaradnym zapewniano znośną egzystencję, ale tylko do pewnego pułapu. Lepsze życie zawsze wiązało się w tych krajach z pracą. Niektórzy z nowych Polaków wyobrażali sobie, że wystarczy domagać się więcej, a państwo dostarczy wszystko. W połowie lat osiemdziesiątych przybył do Brisbane polski inżynier. Nie podobało mu się w Danii, ale i nie wystarczało mu to, co państwo australijskie zapewniało wszystkim uchodźcom na początku. Poszedł więc do handlarza samochodami, kupił najnowszego Jaguara, a rachunek kazał przesłać do Ministerstwa Imigracji... Miałem okazję z nim rozmawiać. Jego filozofia sprowadzała się do tego, że skoro Australia go zaprosiła, to powinna mu zapewnić dobre warunki egzystencji. Nie mógł zrozumieć, że nikt go nie zapraszał, że sam się wprosił.

Jeśli chodzi o wizerunek grupy osób już osiedlonych, to, w sensie negatywnym, na obraz grupy etnicznej wpływają trzy główne elementy: przestępczość, bezrobocie i stosunek do systemu opieki społecznej.

Poza uchodźcami, każdy ubiegający się o imigrację do Australii musi przedstawić świadectwo niekaralności i skutek jest tego taki, że procentowo najwięcej przestępstw popełniają rodowici Australijczycy. Ale od nowo przybyłych wymaga się więcej. Przestępstwa popełniane przez imigrantów są jakby bardziej widoczne. Mocniej rzucają się w oczy. Jeśli bandyta ma polskie lub wietnamskie nazwisko, to tzw. szary człowiek natychmiast to zauważy i będzie upowszechniał opinię o zagrożeniu bezpieczeństwa wewnętrznego Australii przez określoną grupę etniczną. Polskie nazwiska miało kilku głośnych kombinatorów w ostatnich latach. Jednak Polacy nie kojarzą się nikomu z mafią, czego nie można powiedzieć na przykład o Rosjanach.

 

Niemal wszyscy Polacy chcą być aktywni zawodowo i starają się o uzyskanie pracy. Na początku lat osiemdziesiątych było z tym trudniej, ponieważ mało kto z przyjezdnych znał w dostatecznym stopniu język angielski. Obecnie Polaków bezrobotnych jest niewielu. Ci, którzy nie mogą dostać pracy, studiują. W odniesieniu do innych grup etnicznych, a także rodowitych Australijczyków, społeczność polska, pod względem zatrudnienia, prezentuje się nie najgorzej. Choć są tacy, na szczęście nieliczni Polacy, którzy od momentu przybycia do Australii, przez ostatnie dwadzieścia lat, nie przepracowali nawet jednego dnia. Najczęściej dotyczy to wysoko kwalifikowanych osób, przybyłych w zbyt dojrzałym wieku, które nie mogły znaleźć pracy odpowiadającej ich aspiracjom. Ale w sumie nieczęste są przypadki Polaków nadużywających państwowej opieki społecznej.

Jako całość, Polacy prezentują się nie najgorzej, a ze względu na swe często wysokie kwalifikacje stanowią groźną konkurencję w swoim środowisku zawodowym, co, czasami, powoduje antypolskie reakcje ich kolegów. Ale to już osobny problem, który może jedynie dowodzić osiągnięć zawodowych naszej grupy etnicznej.

 

Największy sukces zawodowy odniósł w Australii dr Zygmunt Switkowski, obecny szef państwowej telekomunikacji, o którym każdy Australijczyk wie, że jest najlepiej zarabiającym urzędnikiem państwowym. Równie znakomitym przykładem jest inż. Edmund Obiała, budowniczy stadionu olimpijskiego w Sydney. Nie brakuje też całej plejady profesorów na wszystkich uniwersytetach australijskich. W moim miejscu pracy, Ministerstwie Imigracji, w książce telefonicznej mogę się doliczyć kilkudziesięciu polskich nazwisk. W renomowanych orkiestrach symfonicznych grają polscy soliści. Popularną aktorką filmową jest Magda Szubańska. Dyrektorem muzycznym sydneyskiej opery jest Włodzimierz Kamirski.

Oczywiście, po uzyskaniu stabilizacji zawodowej i finansowej pojawiają się u niektórych z nas ambicje społeczne i polityczne. Na szczeblu stanowym przewinęło się już kilku ministrów, dzieci polskich imigrantów powojennych, choć obecnie jedynym stanowym ministrem jest Henryk Palaszczuk w Queensland. Funkcję federalnego Komisarza ds. Praw Człowieka pełni od niedawna Seweryn Ozdowski. Mała to reprezentacja, w porównaniu z grupą włoską, grecką czy żydowską. Myślę jednak, że już za kilka lat ministerialne funkcje zaczną obejmować urodzone w Polsce dzieci Polaków, którzy przybyli do Australii na początku lat osiemdziesiątych. Nie brak też ludzi, którzy odnieśli duże sukcesy na niwie społecznej. Inżynier Wojak był w latach osiemdziesiątych prezesem centrali związków etnicznych w Australii, a w latach dziewięćdziesiątych funkcję federalnego prezesa radia etnicznego pełnił obecny na tym Zjeździe pan Zbigniew Sudull. W stanie Queensland, w latach pięćdziesiątych, szarą eminencją polityki stanowej był lider związków zawodowych Józef (Big Joe) Bukowski.

 

Naszą pozycję wzmacniają także osiągnięcia sportowców polskiego pochodzenia, a także udział polskich programów w państwowej telewizji australijskiej. W tej sprawie przez wiele lat ceniliśmy wysoko inicjatywę Telewizji Polskiej, która dostarczała półgodzinny program "Oto Polska", emitowany dwukrotnie przez telewizję etniczną. Niestety, niedawno, w związku z wprowadzeniem komercjalnego programu Telewizji "Polonia" w systemie kablowym, państwowa Telewizja Polska zrobiła uprzejmość wybranej prywatnej firmie, oddając jej wyłączność na rozpowszechnianie polskich programów. Oznacza to wycofanie polskiego programy "Oto Polska" z australijskiej telewizji państwowej, a na wolne okienko szykują się już podobno Turcy. Tak oto Telewizja Polska "pomaga" nam w osiągnięciu prestiżu w kraju osiedlenia.

Jeśli przyjmiemy, że głównym celem Polaków mieszkających poza Polską jest normalny, oczekiwany awans społeczny, to wypada postawić pytanie w jakim stopniu polskość, związki z Polską i Polakami żyjącymi poza jej granicami pomagają w osiągnięciu tego celu. Jeśli można ustalić te korzyści, to łatwiej będzie też uzasadnić pewne zobowiązania w stosunku do "starej ojczyzny" i rodaków rozsianych po całym świecie. Wydaje mi się, że ten rodzaj podejścia do tematu może dać lepsze, bo praktyczne efekty niż odwoływanie się do patriotyzmu i innych wartości emocjonalnych. Mam dwudziestoletniego syna, studenta, który przyjechał do Australii jako dwuletnie dziecko. Bardzo trudno jest mi przekonać go, że wynosi jakieś szczególne korzyści z faktu bycia Polakiem, ale zgodził się z dwoma faktami. Po pierwsze, tak jak ja, jest przekonany, że znajomość dwóch języków, a właściwie więcej, umiejętność myślenia i funkcjonowania w obrębie dwóch różnych kultur, podnosi iloraz inteligencji i powoduje, że ludzie stają się bardziej twórczy. Świadczą o tym znakomite wyniki na studiach w Stanach Zjednoczonych, uzyskiwane przez Koreańczyków, Chińczyków i inne nacje przybyłe z egzotycznych krajów. Ten pogląd może w pewnym stopniu tłumaczyć niezwykły udział w nauce i innych rodzajach twórczości Żydów, którzy zawsze musieli mówić przynajmniej dwoma językami. Drugim powodem do satysfakcji bycia Polakiem jest polski paszport, którego posiadacz po wejściu Polski do Unii Europejskiej będzie miał prawo do pracy i zamieszkania na całym jej obszarze. Może więc, dzięki powyższym przywilejom, będzie poczuwał się do związków z Polską. Kiedy będzie nieco starszy z pewnością zainteresuje się bliżej krajem, w którym się urodził i zafascynują go stare zamki, których nie ma w Australii oraz odmienna przyroda, zwłaszcza jej najpiękniejsze fragmenty, jak Tatry czy Białowieża. Chronić je warto także ze względu na dzieci emigrantów.

 

Czy w kontekście naszych obowiązków wobec krajów osiedlenia możemy mówić o zadaniach wiążących się z pomocą dla Polski, obroną dobrego imienia Polaków, a także promocji polskich spraw? Czy mieszkając gdzieś za oceanem, na antypodach, i pilnie przyczyniając się do wzrostu gospodarki i potencjału intelektualnego "nowej ojczyzny" powinniśmy coś robić dla "starej ojczyzny"? W moim przekonaniu - i ogromnej większości osób zaangażowanych w polskich organizacjach - tak.

 

Są sytuacje, kiedy każdy Polak powinien coś zrobić dla swego rodzinnego kraju. Na przykład, w sytuacji klęski żywiołowej, jaką była powódź na Dolnym Śląsku, przy staraniach o wejście Polski do NATO, czy wówczas kiedy się pomawia Polaków lub gdy jakiś kraj zamierza wymazać istotny symbol lub pamiątkę polskości. O ile pomoc udzielana w przypadku klęski żywiołowej nigdy nie powoduje kontrowersji w krajach osiedlenia, a raczej życzliwe wsparcie, to zabiegi o polskie wartości mogą nas czasem stawiać w konflikcie z grupami mającymi przeciwstawne interesy.

 

Kiedy na świecie, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, przy ogromnym wysiłku Kongresu Polonii Amerykańskiej, prowadzona była akcja mająca przekonać decydentów NATO o celowości szybkiego włączenia Polski do tej organizacji, w telewizji australijskiej wystąpił ambasador rosyjski argumentujący, że taka decyzja byłaby szkodliwa. W ślad za tym wystąpieniem pojawiły się publikacje naukowców rozwijających tezy ambasadora. Były to tezy prezentujące tendencyjnie historię Polski i naszym obowiązkiem było korygowanie tych opinii. Polemizowaliśmy w celu zmiany percepcji czytelników australijskich.

 

Tematem najbardziej kłopotliwym jest reagowanie na złośliwości, przekręty i wymyślone zdarzenia, wiążące się z tragicznym losem narodu żydowskiego, który losy swe związał m.in. z ziemiami polskimi. Ukazują się, także w Australii, książki - częściowo o charakterze wspomnień, częściowo o charakterze fikcji, z okresu niemieckiej okupacji, których autorzy często prezentują prawdziwe lub wymyślone krzywdy doznane przez Polaków. Niezwykle trudno jest te fakty zweryfikować. Ogólne wrażenie wywoływane przez te publikacje jest tego rodzaju, że to w gruncie rzeczy nie Niemcy, ale Polacy spowodowali Holocaust. Zupełnie to nie przystaje do statystyki odznaczeń "Sprawiedliwy wśród narodów świata", ale w propagandzie nie fakty są istotne lecz percepcja. Reagowanie na tego typu publikacje jest trudne ponieważ z założenia fikcja miesza się tam z rzeczywistością, a ponadto trudno wykluczyć, że w jakimś jednostkowym przypadku autor nie ma racji. Polacy z reguły piszą protesty do wydawnictw, które nie wpływają na politykę wydawcy i poglądy autorów lub odcinają się na łamach polskiej prasy emigracyjnej. Nasze protesty dają ten efekt, że publikacje te stają się bardziej popularne i zachęcają pozbawionego skrupułów autora do ubarwiania swych przeżyć, bo to zwiększa nakład i zyski.

 

Jak zmienić tę sytuację? Zastanawiamy się nad tym bardzo często i trudno jest nam znaleźć odpowiedź. Może poprzez rozmowy z tymi liderami środowisk żydowskich, którzy wykazują chęć do dyskusji, ponieważ, podobnie jak my, znają historię i rozumieją jaka jest odpowiedzialność przywódców grup etnicznych w państwie wielokulturowym. Innym przykładem prezentowania nas w krzywym zwierciadle jest nagminnie powtarzający się w prasie australijskiej termin "Polish concentration camps", używany przez niedouczonych dziennikarzy. W takich przypadkach Polacy piszą listy do gazet anglojęzycznych, które czasem, z wielkiej łaski, je publikują. Chętnie natomiast drukują artykuły Polakom nieprzychylne. Trzy lata temu, poprzednie Prezydium Rady Naczelnej Polskich Organizacji w Australii podało czołowy dziennik "The Australian" do sądu Australijskiej Rady Prasowej za użycie terminu "Polish concentration camps" i proces ten wygrało, tzn. sąd stwierdził, że gazeta nie miała racji. Australijska Rada Prasowa jest dobrowolnym stowarzyszeniem wydawców. Kiedy przyszło do praktycznego wyegzekwowania wyroku, tzn. opublikowania wyroku, wydawca "The Australian" zagroził, że się z Rady wycofa. Ta natychmiast zmieniła stanowisko i zaczęła pracować nad kompromisem. Skończyło się na publikacji naszego bardzo delikatnego tekstu. Wydawca, przy tej okazji, dociął jeszcze poprzedniemu Prezydium. Ta sama gazeta opublikowała piękny, całostronicowy artykuł, przedstawiający wkład Polaków w rozszyfrowanie "Enigmy". Rzecz w tym, że opublikowała go w formie ogłoszenia, za które jeden z polskich filantropów Michał Kordek zapłacił ponad 20 tysięcy dolarów. Podczas gdy Polak za jedną stronę gazety musi płacić tę niemałą kwotę, ten sam dziennik potrafi poświęcić tyle samo miejsca, drukując pozytywną recenzję książki poświęconej głównie szkalowaniu Polski i Polaków.

 

Rok temu zebrałem dokumentację pokazującą upodobanie mediów australijskich do terminu "Polish concentration camps" i przekazałem ją posłowi Nutallowi, sekretarzowi parlamentarnemu premiera stanu Queensland, który z kolei zwrócił się do federalnego Ministra ds. Imigracji z prośbą o zajęcie stanowiska. Minister Ruddock odpisał, że to niefortunny skrót dziennikarski, podobny do "Australian penal colony". W tym roku, w drugim najważniejszym dzienniku australijskim "The Age" ukazał się artykuł poświęcony jednemu z żydowskich multimilionerów i przy tej okazji czytelnicy dowiedzieli się, że jego rodzina uciekła przed wojną z "Nazi Poland". Pikanterii dodaje fakt, że ta rodzina uciekła z Gdańska. Podjąłem wstępne rozmowy mające na celu ustalenie, czy byłoby rzeczą sensowną wystąpienie do normalnego sądu o milionowe odszkodowanie za systematyczne zniesławianie narodu polskiego. Zważywszy z jaką potęgą finansową musielibyśmy się zmierzyć, niezbędna byłaby kwota rzędu miliona dolarów, aby przejść przez wszystkie instancje odwoławcze. Oczywiście, jest rzeczą niemożliwą zebranie takiej kwoty.

 

W obronie dobrego imienia Polski i Polaków pomagają nam Ambasador RP i Konsul Generalny, którzy wypowiadają się publicznie w tej sprawie. Brak jest natomiast jakiejkolwiek aktywności w tym zakresie ze strony konsulów honorowych.

W moim przekonaniu jest jeszcze jedno szczególnie ważne zadanie, które spoczywa na Polakach w kraju osiedlenia. Polega ono na otoczeniu opieką wszelkich śladów polskości, a szczególną opieką tych elementów, które mają ogromne znaczenie dla naszej kultury i historii. W Australii znajduje się niezwykły pomnik polskości - polskie imię na najwyższym szczycie kontynentu. Jedyny, obok Everestu, liczący się wierzchołek na świecie, który posiada tak wyobcowaną z lokalnego kontekstu nazwę. Od szczytu pochodzi nazwa jednego z najważniejszych i najbardziej popularnych parków narodowych w Australii. Park ten odwiedza co roku kilka milionów turystów z całego świata i wszyscy interesują się pochodzeniem tej dziwnej nazwy. Nic tak dobrze nie wprowadza w sprawy polskie i paralele historyczne Polski i Australii jak Mount Kościuszko. Podobne reakcje muszą się rodzić w każdym uczniu na świecie studiującym geografię. Jest to więc jeden z najbardziej znanych polskich terminów na całym globie ziemskim. Dla Polaka, gdziekolwiek na świecie, jest ogromną satysfakcją tłumaczenie pochodzenia tej osobliwości. W moim przekonaniu najważniejszym zadaniem Polaków w Australii, jeśli chodzi o promowanie polskości, jest utrzymanie tej nazwy. Nie jest to sprawa oczywista ani prosta, ponieważ na całym świecie obserwuje się trend polegający na tym, że nazwy nadane w czasach kolonialnych zastępuje się dawnymi, tradycyjnymi. Plemiona indiańskie czy maoryskie upominają się o swoje dziedzictwo i zwykle są satysfakcjonowane. Dlatego najwyższy szczyt Ameryki Północnej nie nazywa się już Mount McKinley, ale Denali. Podobny proces ma miejsce w Australii, gdzie dodatkowo zmiana nazw traktowana jest jako pierwszy etap w roszczeniach dotyczących prawa własności całych regionów. Ta moda na nazwy aborygeńskie doprowadziła nawet do tego, że wprowadza się nazwy plemienne nawet tam, gdzie nigdy wcześniej nie istniały.

 

W ubiegłym roku podjęto pierwszą próbę zmiany nazwy Mount Kościuszko, a jej inicjatorem był burmistrz małego miasteczka leżącego u podnóża Gór Śnieżnych, któremu najbardziej chyba zależało na reklamie w związku ze zbliżającymi się wówczas wyborami samorządowymi. Wykorzystał fakt, że w styczniu tego roku przypadała setna rocznica Federacji Australijskiej i na szczycie Mt Kościuszko, w obecności kamer telewizyjnych i mikrofonów radiowych oraz przedstawicieli prasy, ogłosił, że Strzelecki nie był pierwszy ponieważ przed nim na szczyt wchodzili miejscowi pasterze i aborygeni, w związku z czym, z okazji obchód stulecia należałoby szczytowi nadać imię jednego z pastuchów lub nazwę aborygeńską. Niektóre gazety australijskie podjęły ten temat, zapraszając czytelników do wypowiedzi. Nie zachęcaliśmy rodaków do udziału w tej dyskusji, prosiliśmy natomiast by raczej zachęcać do wypowiadania się zaprzyjaźnionych - Australijczyków. W imieniu Rady Naczelnej rozmawiałem natomiast z bliskimi Polakom politykami, uzyskując ich poparcie w tej sprawie. Obchody stulecia Federacji nie obejmowały zmiany najwyższego szczytu kontynentu. Nie wykazali zainteresowania tym tematem aborygeni. Jeśli natomiast podejmą ten temat w przyszłości, to zagrożenie będzie znacznie większe, ponieważ każdemu rządowi będzie łatwiej wykpić się zmianą nazwy niż płacić wielomiliardowe odszkodowania za krzywdy poniesione przez aborygenów dwieście lat temu.

 

Trzy lata temu Służba Parków Narodowych Nowej Południowej Walii zwróciła się z prośbą do społeczeństwa polskiego w Australii o pomoc w sfinansowaniu rekultywacji szczytu Mt Kościuszko. W zamian obiecali oznakowanie szlaku na szczyt kwiatem przesłanym Adynie Turno przez Strzeleckiego, wyeksponowanie roli Strzeleckiego i Kościuszki na wszystkich tablicach parkowych i w wydawnictwach oraz wprowadzenie przedstawiciela Polonii do Rady Parku. Ówczesne Prezydium Rady Naczelnej Polskich Organizacji w Australii nie wykazało żadnego zainteresowania tą propozycją i prace na szczycie odbyły się, w ograniczonym zakresie, bez naszego udziału. Przy tej okazji ukarano nas za brak zainteresowania zdejmując polską tablicę mówiącą o motywach Strzeleckiego, a postawiono nową, z której miliony turystów dowiadują się co roku, że Strzelecki nie był pierwszy. Jeśli uda nam się przekonać Służbę Parków Narodowych Nowej Południowej Walii, aby wróciła do pierwotnego projektu, to poprosimy zarówno Polskę, jak i Polaków w innych krajach o pomoc w jego sfinansowaniu.

 

W podsumowaniu należy podkreślić:

  1. Musimy być dobrymi obywatelami naszych przybranych ojczyzn, dbać o ich rozwój i naszą w nim rolę.
  2. Im większą rolę będziemy odgrywać, tym bardziej możemy pomóc Polsce w jej staraniach o należne miejsce w świecie.
  3. Również i w trosce o nasze dobre imię powinniśmy dbać o dobre imię Polski i Polaków.
  4. Musimy dbać o zachowanie symboli polskości, zwłaszcza tam, gdzie stanowią one wartość nie tylko dla Polaków, bo stanowią wkład do światowej kultury.
  5. We wszystkich tych sprawach mamy prawo oczekiwać pomocy ze strony władz Rzeczypospolitej Polskiej, a także solidarności Polaków zamieszkałych w innych krajach.

 

Janusz Rygielski
Przewodniczący Rady Naczelnej Organizacji Polskich w Australii

Referat ALEXANDER ZAJĄC, Niemcy

Komisja ds. Polaków za Granicą
 
II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001
 
 
Sytuacja Polaków w Niemczech



Alexander Zając(a)

 

I. Uwagi ogólne

 

Opracowanie to nie pretenduje do miana opracowania naukowego, jest tylko próbą opisania sytuacji Polaków w Niemczech i ich organizacji.

Sprawy obywateli niemieckich polskiego pochodzenia reguluje, podpisany 17-go czerwca 1991 roku polsko-niemiecki Traktat "O dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy". Traktat ten uważany jest przez część polityków polskich za modelowy i na jego podstawie podpisano traktaty z rządami siedmiu sąsiednich państw. Senator prof. Dorota Simonides(b) uważa, że również na podstawie tego traktatu podpisuje się w Europie międzypaństwowe umowy dotyczące mniejszości narodowych.

Dlaczego więc sama Polonia nie jest zadowolona z traktatu? Dlaczego nie stał się on skutecznym instrumentem ochrony polskiej mniejszości w Niemczech?

 

II. Liczebność i status prawny

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego(c) trzecim krajem pod względem liczebności Polaków poza granicami Polski są Niemcy. Na podstawie danych z 1992 roku zamieszkuje tam ok. 1,5 mln osób pochodzących z Polski. Natomiast Departament Konsularny i Wychodźstwa(d) - Ministerstwa Spraw Zagranicznych - w opracowaniu przedstawionym 8-go lipca 1998 roku uważa, że Polonia niemiecka liczy 1,6 - 2 mln osób, które biorąc pod uwagę poszczególne etapy emigracji można podzielić na następujące grupy:


  • ok. 80 - 85 tysięcy stara emigracja oraz jej następne generacje;
  • ok. 40 - 45 tysięcy byli więźniowie obozów koncentracyjnych, jeńcy, robotnicy przymusowi;
  • ok. 1 -1,5 mln emigracja po 1945 r., w tym emigracja lat 1980 -1990 ok. 765 tysięcy.


Tylko niewielka liczba osób pochodzenia polskiego zamieszkuje tereny wschodnich krajów związkowych RFN. Większość z nich osiedliła się na terenie Niemiec zachodnich, a zwłaszcza w Zagłębiu Ruhry, Monachium, Hamburgu, Frankfurcie, Bremie, Mannheim, Stuttgarcie, Moguncji, czy w Berlinie - ok. 90 tysięcy.

Osoby wywodzące się z Polski można również podzielić w zależności od statusu prawnego na następujące grupy:


  1. obywatele niemieccy
    a.stara emigracja z okresu przedwojennego i wojennego, w większości obywatele niemieccy;
    b.emigracja okresu wojennego na statusie bezpaństwowców;
    c."późni przesiedleńcy", obywatele niemieccy którzy w przeważającej większości zachowali także obywatelstwo polskie;
    d.inni obywatele niemieccy polskiego pochodzenia
  2. 2. cudzoziemcy z prawem pobytu
    a.azylanci z uznanym statusem uchodźcy politycznego,
    b.obywatele polscy przebywający w RFN czasowo lub na stałe.


 

III. Organizacje polonijne

Obecnie w Niemczech istnieje ok. 170 organizacji polonijnych, w większości zgrupowanych w:


  1. Związku Polaków w Niemczech T.z(e), najstarszej organizacji polonijnej, założonej w 1922 roku, o wielkich tradycjach, przeżywającej, w opinii polskich służb konsularnych, kryzys kadrowo - organizacyjny (f). Według Radcy - Ministra Pełnomocnego Jana Turskiego, Kierownika Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Berlinie(g) "Związek Polaków w Niemczech w 1938 r. liczył około 100 tys. członków. Organizacja ta posiadała własne banki, kluby, domy, czasopisma itd. Związek Polaków w Niemczech spod znaku Rodła liczy w tej chwili w Republice Federalnej Niemiec około 200 członków płacących składki, przy średniej wieku 75 lat". Związek dysponuje "Domem Polskim" w Bochum i periodykiem "Ogniwo".
  2. Związku Polaków "Zgoda" w RFN T.z. powstałym w 1950 roku w wyniku rozłamu w Związku Polaków w Niemczech. Był do roku 1989 najliczniejszą i najsilniejszą organizacją polonijną, przeżywającą, także w opinii polskich służb konsularnych obecnie kryzys organizacyjny. Według danych otrzymanych od członków tej organizacji, liczy ona obecnie ok. 380 członków skupionych w 26 gromadach. Związek Polaków "Zgoda" posiada "Dom Polski" w Recklinghausen, wydaje czasopismo "Głos Polski", zrzesza 12 chórów polonijnych.
  3. Kongresie Polonii Niemieckiej T.z. skupiającym w swoich szeregach 25 organizacji, z których jedną z najaktywniejszych jest Polskie Towarzystwo Medyczne T.z., które zrzesza 403 lekarzy z całych Niemiec.
  4. Chrześcijańskim Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego w Niemczech T.z., zrzeszającym 25 organizacji działających przy Polskiej Misji Katolickiej. Prowadzą one przede wszystkim naukę języka polskiego i przedmiotów ojczystych w "szkółkach niedzielnych" dla około 6000 dzieci. Centrum posiada ośrodek wypoczynkowo - seminaryjny "Concordia". Jego organem prasowym jest "Nasze Słowo" dwutygodnik wydawany przez Polską Misję Katolicką.
  5. Polskiej Radzie w Niemczech - Zrzeszeniu Federalnym T.z. zrzeszającym w swoich szeregach organizacje o charakterze federalnym, branżowym. Ma strukturę opartą o administrację RFN w dziesięciu krajach (landach) związkowych: Bawarii, Badenii - Wirtembergii, Berlina, Brandenburgii, Dolnej Saksonii, Hamburga, Nadrenii Palatynatu, Północnej Nadrenii - Westfalii, Kraju Saary, Saksonii i Turyngii. Ogółem Polska Rada w Niemczech zrzesza 106 organizacji różnej wielkości.


4-go kwietnia 1998 przedstawiciele ww. pięciu zrzeszeń ogólnoniemieckich powołali do życia " Konwent Organizacji Polskich w Niemczech" jako wspólną reprezentację interesów Polonii niemieckiej wobec władz i instytucji wszystkich instancji Republiki Federalnej Niemiec i Rzeczypospolitej Polskiej.

Obecnie w skład Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech wchodzą trzy organizacje. Do tej pory, pomimo usilnych starań władz Konwentu porozumienia o przystąpieniu nie ratyfikował Związek Polaków w Niemczech, a Związek Polaków "Zgoda" w RFN jest w Konwencie Organizacji Polskich w Niemczech tylko członkiem obserwatorem.

Konwent Organizacji Polskich w Niemczech, jako nowo powstała reprezentacja, stał się, przez sam fakt skupienia pod swymi skrzydłami ok. 90% wszystkich organizacji polskich w Niemczech, niekwestionowanym rzecznikiem interesów polskiej grupy narodowej w Niemczech, co znalazło swój wyraz również w tym, że rząd Rzeczypospolitej Polskiej uznaje Konwent Organizacji Polskich w Niemczech za przedstawiciela Polonii i Polaków w Niemczech.

 

IV. Duszpasterstwo polonijne

Duszpasterstwem polonijnym w Niemczech od 1976 roku kieruje Polska Misja Katolicka, której rektorem jest obecnie ks. dr Franciszek Mrowiec. Ma ona główną siedzibę w Würzburgu.

Sytuacja formalna w zakresie prawa kościelnego polskiego duszpasterstwa nie jest jednolita. Działa tu 67 samodzielnie funkcjonujących ośrodków duszpasterskich, z czego tylko w 8 kierujący duszpasterstwem duchowny ma uprawnienia proboszcza, w pozostałych uprawnienia takie duchownym nie przysługują. Wielkość duszpasterstwa szacowana jest wyłącznie na podstawie tzw. "list narodowościowo-państwowych", które uwzględniają jedynie policyjne dane meldunkowe, czyli ograniczają się do osób posiadających tylko i wyłącznie obywatelstwo polskie. Nie są tu zatem brani pod uwagę obywatele niemieccy polskiego pochodzenia, którzy masowo korzystają z posługi polskiego duszpasterstwa.

Listy narodowościowo - państwowe stanowią podstawę przyznawanego poszczególnym placówkom wsparcia finansowego ze strony stosownych terytorialnie niemieckich diecezji. Reguła stosowana przy obliczaniu dotacji polega na tym, że im większa oficjalna liczba wiernych, tym większa kwota przysługuje danej placówce. Dodajmy, że przekazywane przez kurie biskupie środki finansowe pochodzą z wpływów z podatku kościelnego. Tak więc zatem kryteria obliczania liczebności duszpasterstw dla katolików mówiących po polsku (jako duszpasterstw dla cudzoziemców) nie są adekwatne do grupy wiernych korzystających z ich posług(h). Według prof. dr Piotra Małoszewskiego(i) "kościół niemiecki oficjalnie uznaje tylko grupę 300 tys. Polaków (nie wliczając do tej sumy obywateli niemieckich polskiego pochodzenia). W związku z tym obywatele polscy na potrzeby Kościoła niemieckiego wpłacają ok. 30 mln DM rocznie, otrzymując z powrotem tylko kwotę rzędu 20 mln DM. To oznacza, że Polonia wypracowuje "dochód" rzędu 10 mln DM na potrzeby Kościoła niemieckiego i nie jest dla niego żadnym ciężarem".

Taka regulacja prawna jest nie tylko krzywdząca dla polskiej mniejszości w Niemczech, ale stanowi ona dla niej zagrożenie, gdyż w wyniku ciągle zmniejszającej się liczby przebywających na stałe w Niemczech obywateli polskich może dojść do zamykania poszczególnych polskich parafii.

Obecnie msze święte są odprawiane w 255 miejscowościach. W polskiej misji katolickiej jest zatrudnionych 100 księży. Na podstawie obliczeń dokonanych w 1998 roku, ustalono, że w każdą niedzielę w mszach św., odprawianych w języku polskim, uczestniczyło w Niemczech przeciętnie ponad 120 tysięcy osób.

Polska Misja Katolicka wielką troską otacza młode pokolenie, coraz częściej są to młodzi ludzie urodzeni na obczyźnie. W polskich placówkach duszpasterskich naucza się nie tylko katechizmu w języku polskim, ale także języka polskiego, historii, geografii, polskich pieśni i tańców. Z katechizacji dla najmłodszych skorzystało w 1998 roku niemal 4 tysiące dzieci w 216 grupach, a katechizacja dla młodzieży objęła niemal 2 tysiące osób w ponad 100 grupach. Ponadto polskie duszpasterstwo pozwala zachować polskie tradycje. Widać to dobitnie na przykładzie pasterki czy obyczaju święcenia potraw w Wielką Sobotę, które w kościele niemieckim nie są praktykowane.

Wszystko to wzbogaca i urozmaica życie religijne Polaków w Niemczech. Atmosfera tętniącego życiem, młodego, wciąż rozwijającego się Kościoła, wyróżnia polskie parafie(j), na tle przeżywającego kryzys Kościoła niemieckiego.

 

V. Kultura i Oświata

Działalność kulturalna.

Tradycyjna działalność kulturalna środowisk polonijnych koncentrowała się na prowadzeniu chórów, folklorystycznych zespołów pieśni i tańca oraz organizowaniu okolicznościowych koncertów i imprez związanych z obchodami polskich świąt religijnych i rocznic narodowych. I tak Związek Polaków "Zgoda" organizuje coroczny przegląd chórów polonijnych z Zagłębia Ruhry(k), czy ostatnim czasem przeglądy zespołów folklorystycznych.

Przy Polskiej Misji Katolickiej powstają nowe polskie zespoły czy chóry, opierające swą działalność na młodszej generacji. Od 1996 roku rokrocznie, kolejno w różnych okręgach diecezjalnych, odbywają się, organizowane przez PMK z udziałem wielotysięcznej publiczności, przeglądy polonijnych zespołów, chórów i zespołów folklorystycznych.

Bliskość Polski sprawia, że w Niemczech na bieżąco odbywa się stała wymiana kulturalna i nie sposób wymienić wszystkich przedsięwzięć kulturalnych, które odbyły się chociażby w przeciągu jednego miesiąca. Obejmują one swoim zasięgiem wszystkie dziedziny kultury i sztuki, od koncertów muzyki poważnej w wykonaniu Krzysztofa Pendereckiego do koncertów rockowych Budki Suflera, od występów Mazowsza do baletu Polskiego Teatru Tańca. Sprawiają one, że nawet wytrawny koneser jest w stanie zaspokoić swoje potrzeby kulturalne, a organizacjom polonijnym jest ciężko - wyłącznie ze swoich własnych funduszy - zaproponować działalność kulturalną na równie wysokim poziomie.

Nie odstrasza to jednak, zwłaszcza przedstawicieli organizacji młodszej generacji do prowadzenia działalności kulturalnej w pełnym zakresie - od teatru, poprzez zespoły taneczne i muzyczne, do wieczorów autorskich włącznie. Polonijne organizacje przygotowują audycje telewizyjne i radiowe, organizują wystawy, wydają swoje czasopisma, również w nowoczesnej formie za pomocą internetu.

Obecnie tylko w stosunku do polskiej grupy etnicznej, władze niemieckie stosują rygorystycznie przepisy niemieckiego prawa budżetowego i wykorzystują formę państwa federalnego do tego, żeby zdjąć z siebie odpowiedzialność za popieranie i finansowanie projektów mających na celu pielęgnację tradycji, kultury i języka polskiego. W ten sposób przeznacza się z puli federalnej pewną sumę pieniędzy, tylko i wyłącznie na projekty kulturalne o zasięgu ogólno niemieckim.

Brak zasad przyznawania i opiniowania tych projektów przez urząd Pełnomocnika Rządu Federalnego ds. Kultury i Mediów uniemożliwia korzystanie stowarzyszeniom polonijnym z tej formy finansowania projektów. Władze federalne, zasłaniając się tajemnicą państwową nie chcą ujawnić, jakie projekty zostały sfinansowane i w jakiej wysokości, a jakie zostały odrzucone i dlaczego.

Ograniczenie finansowania projektów tylko do jednego roku budżetowego, nie pozwala na planowanie działalności i dyskredytuje kompletnie taką formę pomocy.

W ten sposób władze federalne finansują dowolnie i w sposób tylko sobie znany, projekty przez siebie wybrane, bardzo często dla samej Polonii bezużyteczne.

Rząd federalny toleruje taki stan rzeczy i nie potrafi lub nie chce wyjść naprzeciw potrzebom polonijnych organizacji. Według Dyrektora Departamentu Polonia w MSZ, Wojciecha Tycińskiego "w ostatnich latach wiele wniosków o dofinansowanie było opiniowanych negatywnie. Pozytywną opinię uzyskiwały projekty organizacji, które kontestowały działalność Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech. Powstaje pytanie, czy była to celowa polityka władz niemieckich. Trudno to dzisiaj jednoznacznie rozstrzygnąć, jednak wiele wskazuje na to, że tak właśnie było"(l).

Szkolnictwo polonijne.

Sprawa nauczania języka polskiego jako języka ojczystego jest ściśle związana z realizacją Traktatu między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, ponieważ mówimy o osobach, które wyjechały z Polski, dla których jest to język ojczysty.

W tym przypadku, jeśli chodzi o działania władz niemieckich, można mówić o postępie w kilku ośrodkach: Brema, Bremerhaven, Hamburg, Berlin oraz w ośrodkach w Nadrenii Westfali: Duesseldorf, Bonn, Kolonia, Bergisch-Gladbach, Krefeld, Duisburg, Oberhausen, Kaarst, Wuppertal, Viersen. Specyficzne jest to, że kwestie edukacyjne w Niemczech są rozstrzygane na szczeblu landów. Niektóre landy, na przykład Dolna Saksonia i Szlezwik-Holsztyn, prowadzą politykę niesprzyjającą rozwojowi nauczania języka polskiego. W innych, takich jak Nadrenia Westfalia i Hesja, sytuacja w tej dziedzinie z każdym rokiem poprawia się. Nie oznacza to jednak, że i tutaj nie ma problemów, świadczy o tym chociażby fakt oczekiwania już od ponad trzech lat na naukę języka ojczystego w Erfstadt, a w Aachen prośba środowiska polonijnego spotkała się z odmową, pomimo zebrania grupy ponad 50 dzieci.

Placówki szkolnictwa polonijnego są najstarszą, powszechnie akceptowaną przez Polonię formułą dokształcania dzieci i młodzieży pochodzenia polskiego. Opiera się ona na szkołach od wielu lat prowadzonych przez Polską Misję Katolicką, Polską Macierz Szkolną oraz przez organizacje polonijne takie jak Polskie Towarzystwo Szkolne "Oświata" w Berlinie. Szkoły te mają charakter prywatny, a nauczyciele pracują przeważnie społecznie. Lekcje prowadzone są w salach parafialnych, w mieszkaniach prywatnych oraz w salach wynajmowanych w miejscowych szkołach.

Towarzystwo Szkolne "Oświata" w Berlinie - ma 100-letnią tradycję - prowadzi obecnie nauczanie w zakresie języka oraz wybranych elementów historii i geografii polskiej w 8 punktach, w różnych dzielnicach Berlina, uczęszcza na nie ok. 360 dzieci.

W Chrześcijańskim Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego uczy się przedmiotów ojczystych ponad 6000 dzieci i młodzieży.

Pomimo tego strona niemiecka nie chce finansować tego rodzaju form nauczania.

Drugą płaszczyzną jest nauczanie języka polskiego w formie języka obcego. Tutaj sytuacja jest również bardzo zróżnicowana. Wszystko zależy od polityki prowadzonej przez poszczególne landy i miejscowych polityków. W grę wchodzą również kwestie związane ze spełnieniem wymogów wewnętrznego prawa niemieckiego. W ośrodkach nauczających język, musi być zatrudniona wykwalifikowana kadra pedagogiczna spełniająca określone kryteria. Nauczyciele w Niemczech mają status urzędników państwowych, a w związku z tym muszą spełnić szereg warunków(m).

 

VI. Polsko-niemiecki Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy oraz jego realizacja

Sytuację Polonii w Republice Federalnej Niemiec określają art. 20 - 22 polsko-niemieckiego Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17 czerwca 1991 roku. Mówią one m.in. o tym, że "Członkowie mniejszości niemieckiej w Rzeczypospolitej Polskiej, to znaczy osoby posiadające polskie obywatelstwo, które są niemieckiego pochodzenia albo przyznają się do języka, kultury lub tradycji niemieckiej, a także osoby w Republice Federalnej Niemiec, posiadające niemieckie obywatelstwo, które są polskiego pochodzenia, albo przyznają się do języka, kultury lub tradycji polskiej, mają prawo, indywidualnie lub wespół z innymi członkami swojej grupy, do swobodnego wyrażania, zachowania i rozwijania swej tożsamości etnicznej, kulturalnej, językowej i religijnej (...)"

Według Departamentu Polonii(n)"pozycja Polonii niemieckiej została określona na równi z pozycją mniejszości niemieckiej w Polsce, w praktyce jest jednak słabsza".
Według wiceministra Spraw Zagranicznych Jerzego Kranza(o) "Traktat polsko- niemiecki gwarantuje ochronę grupie polskiej w RFN, zaś zasadniczym warunkiem skorzystania z niej jest przyznanie się do języka, kultury lub tradycji polskiej, jak i aktywność na tym polu. Postawa taka stwarza z tej grupy przedmiot ochrony przewidzianej w Traktacie. Nie ma zatem powodów sądzić, by różnica użytych w Traktacie terminów miała zasadnicze znaczenie dla ochrony członków grupy polskiej w Niemczech. (...) Mimo że grupa polska w RFN nie jest określona w Traktacie jako mniejszość, to zakres ochrony jest identyczny jak w przypadku mniejszości niemieckiej w Polsce."

Jeżeli jest tak rzeczywiście, to już najwyższy czas na to, by strona niemiecka nareszcie zaczęła realizować art. 20 - 22 Traktatu polsko-niemieckiego.

Po niespełna dziesięciu latach od podpisania Traktatu, należy stwierdzić, że istniejąca od początku asymetria w sytuacji prawnej i faktycznej między "mniejszością niemiecką w Polsce" a polską grupą etniczną w Niemczech ulegała systematycznemu powiększaniu na niekorzyść Polaków w Republice Federalnej Niemiec.

O ile ten stan w nie ulegnie radykalnej zmianie, to już w krótkim czasie nie można będzie wcale mówić o "polskiej grupie etnicznej w Niemczech", bo właśnie jako grupa społeczna przestanie ona istnieć.

Takie wnioski wynikają z analizy polityki kompetentnych w tych sprawach urzędów Republiki Federalnej Niemiec.

Dobitnym potwierdzeniem tej tezy jest pismo niemieckiego urzędnika ministerialnego pana Maurusa z 18-go lutego 2000 roku, wystosowane w imieniu Pełnomocnika Rządu Federalnego do Spraw Kultury i Mediów, a będące odpowiedzią na pismo z 1-go listopada 1999 dr Zygmunta Szkopiaka, prezesa Europejskiej Rady Wspólnot Polonijnych, skierowane do kanclerza Gerharda Schrödera.

Jak wynika z pisma p. Maurusa, urzędy Republiki Federalnej Niemiec odpowiedzialne za realizację zapisów art. 20-22 Traktatu (najpierw Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych a obecnie Pełnomocnik Rządu Federalnego do Spraw Kultury i Mediów), nie traktują grupy polskiej w Niemczech w sposób adekwatny do mniejszości niemieckiej w Polsce, jak nakazuje to literalna interpretacja zapisów traktatowych. Z przedstawionego w piśmie stanowiska rządu RFN wynika, że szczególne prawa z Traktatu przysługują tylko mniejszości niemieckiej w Polsce, a polskiej grupie w Niemczech, która nie uznana została za mniejszość narodową - już takie prawa nie przysługują.

Prowadzi ono do wniosku, że - według strony niemieckiej - Traktat nie jest właściwie żadnym instrumentem prawnym, który może służyć polskiej grupie etnicznej w Niemczech. Jedynym zaś beneficjantem zapisów art. art. 20-22 jest mniejszość niemiecka w Polsce(p).

Asymetria między położeniem mniejszości niemieckiej w Polsce (prasa, wydawnictwa, szkoły, dostęp do środków masowego przekazu, reprezentacja parlamentarna) a sytuacją polskiej grupy etnicznej w Niemczech, na niekorzyść Polaków w Niemczech - jest ogromna i stale wzrasta.

W celu przywrócenia właściwych proporcji w zakresie uprawnień dla Polaków w Niemczech, niezbędne jest działanie odpowiednich władz i urzędów Rzeczypospolitej Polskiej jako strony traktatu, adekwatne do działania odpowiednich władz i urzędów Republiki Federalnej Niemiec, jako strony traktatu, dla Niemców w Polsce. Tylko to może doprowadzić do poprawy istniejącej sytuacji. Takie działania rządu RP są wszak całkowicie uprawnione. Traktat z 17-tego czerwca 1991 roku, jak każda dwustronna umowa międzynarodowa, powinien w swoich postanowieniach i realizacji opierać się na zasadach równowagi i wzajemności. Dostatecznie dużo precedensów w tej materii dostarczyły i dostarczają nadal na ogół skuteczne interwencje rządu Republiki Federalnej na rzecz mniejszości niemieckiej w Polsce.

Ze stanem realizacji zapisów traktatowych mogło się przekonać prezydium sejmowej Komisji ds. Łączności z Polakami za Granicą podczas swego pobytu w Niemczech w końcu 2000 roku.

Sejmowa Komisja Łączności z Polakami za Granicą, po zapoznaniu się z aktualną sytuacją Polaków w Niemczech zwróciła się do Rządu Rzeczypospolitej Polskiej(q), aby w rozmowach z władzami niemieckimi doprowadził do:

  • zagwarantowania warunków do nauki języka polskiego w różnych formach: zarówno w niemieckim systemie szkolnym, jak i w systemie pozaszkolnym;
  • zagwarantowania warunków do utrzymywania tradycji i kultury polskiej, czego niezbędnym warunkiem są środki wspierające rozwój prasy, dostępu do radia i telewizji, funkcjonowania domów polskich, chórów, zespołów kulturalnych i polonijnych;
  • przedłożenia propozycji powołania fundacji wspieranej przez państwo niemieckie, umożliwiającej finansowanie oświaty i działalności kulturalnej Polaków w Niemczech.

 

VII. Sytuacja Polaków w Niemczech

Pierwsze lata polsko-niemieckiego traktatu zaowocowały ożywieniem życia polonijnego. "Nowe możliwości dostrzegła szczególnie i efektywnie wykorzystała najmłodsza emigracja, zmieniając częściowo dotychczasowe formy aktywności na rzecz propagowania elementów polskiej kultury i tradycji narodowej, popularyzacji języka polskiego i umacniania swych związków z Polską. Równolegle przebiegał proces zmian w strukturze organizacji polonijnych. Miejsce niektórych ośrodków, które nie dostrzegały celowości dalszego działania bądź nie potrafiły dostosować się do nowych warunków, zajęły stosunkowo licznie powstające stowarzyszenia kulturalno-oświatowe o zasięgu lokalnym lub regionalnym, które w swych statutach wyraźnie nawiązywały do litery i ducha traktatu polsko-niemieckiego"(r). Stawiają sobie one za cel utrzymanie i rozwój w Niemczech polskiej kultury, tradycji i języka.

Jednak wkrótce okazało się, że strona niemiecka pragnie finansować tylko niektóre projekty kulturalne, które w odczuciu Polonii nie zawsze były ważne dla utrzymania naszej kultury i tradycji. Wkrótce potem okazało się, że ta pomoc również została uwarunkowana obecnością na kierowniczych stanowiskach w związkach polonijnych odpowiednich osób, cieszących się zaufaniem niemieckiego MSW, po których ustąpieniu MSW natychmiast wstrzymało dotacje.

Okazało się, że strona niemiecka nie zamierza wywiązać się z traktatowych zobowiązań.

"Opiekujący" się Polonią niemieccy urzędnicy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, wymyślali coraz to nowe przeszkody i stale zmieniali nieprzejrzyste zasady finansowania polonijnych projektów.

Dlatego uważam, że urzędnicy zajmujący się Polonią, w dalszym ciągu kierują się wypracowanymi przez międzyresortową komisję rządu niemieckiego zaleceniami dotyczącymi ekonomicznej i kulturalnej opieki nad emigrantami(s). Stwierdzono w nim m.in., że: "(...) niemiecka polityka wobec emigrantów winna być w stosunku do tych grup tak określona, ażeby ów dotychczas przeważający wpływ grup polskich i czeskich był coraz bardziej ograniczany. (...) Najlepiej będzie kontynuować dotychczasowy stan rzeczy, zgodnie z którym zaufani ludzie z organizacji emigracyjnych będą od czasu do czasu przyjmowani w celu omówienia wspólnych spraw. Stosunki te winny pozostać niezobowiązujące i nieformalne na gruncie prawa międzynarodowego, a konkretne, zaufane osoby należy generalnie traktować jako przedstawicieli prywatnych organizacji nie posiadających żadnego statusu w świetle prawa międzynarodowego. W ten sposób będziemy w stanie kontaktować się z przedstawicielami różnych grup tej samej narodowości, co w istocie może okazać się bardzo korzystne dla spraw niemieckich".

Potwierdza to również fakt, że przez cały czas sprawami realizacji Traktatu w sferze pielęgnacji kultury, tradycji i języka zajmują się ciągle urzędnicy niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Obecnie, po kolejnej reorganizacji, realizacją polsko-niemieckiego traktatu zajmuje się komórka, która od lat odpowiedzialna jest za pielęgnację i utrzymanie dóbr kultury Niemców w Europie środkowo - wschodniej, a teraz dodatkowo otrzymała sprawy polonijne.

Jak wygląda zatem obecnie sytuacja Polonii w Niemczech?

Dla zobrazowania posłużmy się zestawieniem pomocy jaką otrzymuje od rządu RP mniejszość niemiecka w Polsce:

Języka niemieckiego jako języka ojczystego uczy się w Polsce 26 228 uczniów(t) (w 10 przedszkolach, 263 szkołach podstawowych i 1 liceum z dodatkowym językiem ojczystym), języka polskiego jako języka ojczystego może uczyć się w Niemczech tylko ok. 2 000 dzieci.

W Chrześcijańskim Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego przy Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech z nauki korzysta około 6 tysięcy dzieci, pomimo tego brakuje na ten cel dotacji.

Język niemiecki jako język obcy jest bardzo w Polsce rozpowszechniony i uczy się go ponad 1,7 mln uczniów, w Niemczech język polski jako język obcy w publicznych szkołach niemieckich praktycznie nie jest nauczany.

Strona polska finansuje wydawnictwa mniejszości niemieckiej (np. Schlesiches Wochenblatt, Masurische Storchenpost, Hoffnung, Oberschlesiches Mitteilungsblatt), strona niemiecka do tej pory nie zrealizowała obietnicy sfinansowania ogólno niemieckiego pisma w języku polskim.

Mniejszość niemiecka w Polsce korzysta z dostępu do środków masowego przekazu, zarówno w Katowicach (Oberschlesien Journal,) jak i w Opolu (Schlesiche Wochenschau) realizuje i emituje własne programy telewizyjne i radiowe, Polakom w Niemczech odmawia się dostępu do telewizji i radia, nawet wprowadzenie TV Polonia do sieci kablowej napotyka na olbrzymie trudności.

Zarówno władze federalne, landowe czy komunalne bardzo często popierają inicjatywy lub stowarzyszenia i projekty posiadające w swej nazwie, przymiotnik "polski", traktując to jako pomoc dla polskiej grupy etnicznej, choć polska grupa etniczna nie ma z tymi stowarzyszeniami czy projektami nic wspólnego. Przykładowo cytując za serwisem informacyjnym PAP z 4 stycznia br.: "urząd pełnomocnika ds. cudzoziemców w Berlinie przeznaczył na projekty lokalne polskiej grupy etnicznej 100 tys.marek. Największymi beneficjantami są Towarzystwo Polsko-Niemieckie Berlin i Polska Rada Społeczna", które z pielęgnacją polskich tradycji, kultury czy języka polskiego, tak jak to określa traktat, nie mają nic wspólnego. Jak podkreśla Jerzy Kranz(u) "Jest zasadnicza różnica między organizacjami Polonii w Niemczech a towarzystwami niemiecko-polskimi w RFN, ponieważ te ostatnie nie powstają w oparciu o kryterium przyznawania się do innej narodowości lub kultury", warto by było przypomnieć o tym również stronie niemieckiej.

Jak to jest możliwe, że strona polska przez dziesięć lat toleruje ten stan rzeczy?

Dlaczego przy pracach w Radzie Europy nad Konwencją Ramową dla ochrony mniejszości narodowych nie poczyniono starań, żeby rząd RFN uznał Polaków za grupę narodowościową, jak uczynił to w stosunku do Sinti i Roma?

Dlaczego nie stworzono w kraju sprzyjającego klimatu dla spraw polonijnych?

Dlaczego podtrzymuje się jeszcze w Polsce obiegowe stwierdzenia i zarzuty o skłóceniu, rozbiciu i pozostawaniu Polonii poza głównym nurtem życia politycznego i kulturalnego państwa niemieckiego, chociaż wyraźnie przeczą temu chociażby fakty podane w punktach III, IV i V.

Niestety od tych antypolonijnych opinii nie odbiegają opinie doradców czołowych polskich polityków. Umocnieniu tych stereotypów służy m.in. organizowanie, bez udziału Polonii, pseudonaukowych konferencji na jej temat.

W kraju unika się tematów polonijnych przedstawiających Polonię i Polaków w normalnym świetle. Zaskakujący jest fakt zaprzestania przez TV Polonia realizacji "Magazynu Polonijnego z Niemiec", a współfinansuje się natomiast magazyn "Miedzy Odrą a Renem" realizowany przez Deutsche Welle, niemiecką rozgłośnię rządową, której głównym i niezmiennym od lat zadaniem jest propagowanie polityki państwa niemieckiego poza jego granicami.

Brak jest sprecyzowanych założeń polityki Macierzy wobec Polonii, a zwłaszcza wobec polskiego wychodźstwa w Niemczech.

Odnoszę wrażenie, jakbyśmy nie byli w ogóle dostrzegani przez polskich polityków. Przedstawiciele Polonii pomijani są przy oficjalnych spotkaniach polskich delegacji rządowych, tak jakby się ich wstydzono. Nic więc dziwnego, że podobnie traktuje Polonię strona niemiecka.

 

VIII. Podsumowanie

Polska grupa etniczna znalazła się w kręgu zainteresowania władz niemieckich dopiero po podpisaniu polsko-niemieckiego traktatu. Od samego początku strona niemiecka nie zamierzała realizować zapisów traktatowych odnośnie mniejszości narodowych zgodnie ze standardami międzynarodowymi. Rząd federalny przeznaczył tylko pewną pulę środków finansowych, z której mogą być finansowane projekty kulturalne o zasięgu ogólno niemieckim, odbywających się w kilku landach. Strona polonijna nie ma wpływu na to, jakie projekty są przez rząd niemiecki z tej puli dotowane.

Ze środków tych nie są finansowane projekty wspierające naszą tożsamość etniczną, kulturalną, językową i religijną, a to miał nam zagwarantować Traktat.

Władze niemieckie, wykorzystując strukturę federalną państwa, odsyłają Polonię ze sprawami kultury i języka do poszczególnych rządów krajów związkowych, te zaś z kolei nie posiadają na te cele środków. W związku z takimi przeszkodami, naukę języka polskiego, jako języka ojczystego, prowadzi się zaledwie w kilkunastu miejscowościach, w kilku krajach związkowych. Władze pozostałych krajów związkowych albo nie podejmują rozmów z organizacjami polonijnymi, albo wręcz uważają, że naukę języka polskiego powinien finansować rząd polski. Tu mógłbym przytoczyć kilkanaście kuriozalnych wypowiedzi niemieckich polityków i urzędników na ten temat.

Polonia niemiecka nie ma dostępu do środków masowego przekazu. W przeciwieństwie do mniejszości niemieckiej w Polsce, nie może realizować swoich programów radiowych i telewizyjnych, nie otrzymuje dotacji na prasę.

Również sytuacja Polskiej Misji Katolickiej pozostawia wiele do życzenia, gdyż konieczne jest zapewnienie jej większej duszpasterskiej samodzielności i stabilności. Nie mniej konieczne jest stworzenie dla PMK stabilnego zaplecza materialnego w postaci środków finansowych, ale też świątyń, kaplic i pomieszczeń do prowadzenia katechezy i pracy duszpasterskiej(v).

Strona niemiecka nie bierze w ogóle pod uwagę, że obywatele niemieccy pochodzenia polskiego, utrzymujący stałą więź z duszpasterstwem polskim, płacą podatek kościelny, a w zamian odmawia się im posługi duszpasterskiej w języku polskim i skierowuje się ich do Kościoła lokalnego.

Do sytuacji takiej przyczyniła się na pewno również bierna postawa strony polskiej, która latami taki stan rzeczy tolerowała i niewiele uczyniła by ją zmienić. Wyjątkiem były tutaj wysiłki podejmowane przez Premiera RP Jerzego Buzka, który dwukrotnie interweniował u Kanclerza Gerharda Schroedera. Niestety ustalenia premiera z niemieckimi władzami federalnymi nie były przez rząd polski w dostateczny sposób monitorowane i w efekcie nie przyniosły one Polonii żadnej korzyści.

Trudna sytuacja w jakiej znalazła się niemiecka Polonia wymaga dawno przez nią sygnalizowanej i oczekiwanej interwencji rządu polskiego, jako sygnatariusza traktatu, w celu przywrócenia właściwych proporcji w zakresie uprawnień Polaków i Polonii w Niemczech a uprawnieniami Niemców w Polsce.

Z uwagi na fakt, że strona niemiecka nie realizowała do tej pory zapisów traktatowych (art. 20 - 22), konieczne jest, moim zdaniem, podjęcie starań przez rząd Rzeczypospolitej Polskiej mających na celu podpisanie umowy ochronnej z rządem Niemieckiej Republiki Federalnej, zgodnie z art. 18 Konwencji Ramowej Rady Europy o Ochronie Praw Mniejszości Narodowych i deklaracją rządu Rzeczypospolitej Polskiej, przyjętą przy ratyfikacji tego dokumentu.

 

IX. Wnioski końcowe

Mając na uwadze obecną sytuację Polonii niemieckiej oraz w trosce o zachowanie i stworzenie warunków umożliwiających podtrzymanie i kultywowanie tożsamości kulturalnej i narodowej Polaków w Niemczech należy uznać za konieczne:


  1. zrównanie praw polskiej grupy etnicznej z prawami innych mniejszości i grup narodowościowych w Niemczech, tak jak to przewidują międzynarodowe konwencje i niemiecka ustawa zasadnicza;
  2. powołanie przy urzędzie kanclerskim pełnomocnika ds. realizacji polsko - niemieckiego traktatu i do kontaktów z polskimi organizacjami, którego kompetencje byłyby znane i jasno określone.
  3. przyznanie przez rząd federalny oraz władze landowe kapitału zakładowego (w postaci wpłaty jednorazowej) na fundację "Polonii niemieckiej", która zapewni jej niezależne finansowanie;
  4. zapewnienie środków finansowych dla organizacji prowadzących pozaszkolną naukę języka
  5. przyznanie środków finansowych na:
    a) wydawanie ogólno niemieckiego tygodnika Polonii niemieckiej,
    b) realizację ogólno niemieckiego programu radiowego i telewizyjnego Polonii niemieckiej;
  6. zapewnienie organizacjom polskim w Niemczech środków finansowych na tzw. działalność instytucjonalną;
  7. zapewnienie środków finansowych na utworzenie Centrum Dokumentacji i Kultury Mniejszości Polskiej w Niemczech;
  8. uznanie przez rząd Niemieckiej Republiki Federalnej, Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech(w) za reprezentanta Polonii i Polaków w Niemczech, tak jak to uczynił rząd Rzeczypospolitej Polskiej;
  9. wypracowanie oraz prowadzenie przez rząd Rzeczypospolitej Polskiej aktywnej i długofalowej polityki wobec polskiej mniejszości w Niemczech w celu utrzymania i pielęgnacji polskiej kultury, tradycji i języka;
  10. wspieranie przez władze Rzeczypospolitej Polskiej roli i znaczenia niemieckiej Polonii, poprzez zapewnienie udziału przedstawicieli Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech we wszystkich rozmowach dotyczących polskiej grupy etnicznej oraz zapraszania i włączania do wszystkich oficjalnych polskich delegacji jego przedstawicieli.


 

X. Przypisy


(a) Autor pełni obecnie funkcję przewodniczącego Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech oraz Zrzeszenia Federalnego Polska Rada w Niemczech T.z.;

(b) Senator Dorota Simonides - wypowiedź na temat polskiej grupy etnicznej w Niemczech na 93 posiedzeniu Senatu w dniu 4 marca 1997 roku;

(c) Tadeusz Stpiczyński - "Polacy w świecie", Główny Urząd Statystyczny, 1992 r.;

(d)  Notatka na temat Polonii w Niemczech - Departamentu Konsularnego i Wychodźstwa z lipca 1998 roku, opublikowana przez Biuro Informacji i Dokumentacji Senackiej Kancelarii Senatu (M-236);

(e) Skrót T.z. - Towarzystwo zarejestrowane; oznacza, że organizacja została prawnie zarejestrowana w niemieckim sądowym rejestrze stowarzyszeń;

(f) Notatka na temat Polonii w Niemczech - Departamentu Konsularnego i Wychodźstwa z lipca 1998 roku, opublikowana przez Biuro Informacji i Dokumentacji Senackiej Kancelarii Senatu (M-236);

(g) Materiały z 54 posiedzenia Komisji Łączności z Polakami za Granicą z 9 stycznia 2001 roku;

(h) Andrzej Szulczyński - "Zarys Dziejów Polonii Niemieckiej", Wydawnictwo Słowo, Berlin 1999;

(i) Materiały z 54 posiedzenia Komisji Łączności z Polakami za Granicą z 9 stycznia 2001 roku;

(j) Andrzej Szulczyński - "Zarys Dziejów Polonii Niemieckiej", Wydawnictwo Słowo, Berlin 1999;

(k) Notatka na temat Polonii w Niemczech - Departamentu Konsularnego i Wychodźstwa z lipca 1998 roku, opublikowana przez Biuro Informacji i Dokumentacji Senackiej Kancelarii Senatu (M-236);

(l) Materiały z 57 posiedzenia Komisji Łączności z Polakami za Granicą z 15 lutego 2001 roku;

(m) Materiały z 57 posiedzenia Komisji Łączności z Polakami za Granicą z 15 lutego 2001 roku;

(n) Notatka na temat Polonii w Niemczech - Departamentu Polonii w MSZ - z października 1998 r;

(o) Jerzy Kranz - Problematyka mniejszościowa w świetle Traktatu między Rzeczypospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z dnia 17 czerwca 1991 r. - Materiały Biura Informacji i Dokumentacji Senackiej Kancelarii Senatu OT - 159.;

(p) Andrzej Szulczyński - Stan realizacji zapisów art.art. 20-22 Traktatu polsko-niemieckiego z 17 czerwca 1991 roku - Materiały Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech na posiedzenie Sejmowej Komisji ds. Łączności z Polakami za Granicą;

(q) Dezyderat nr 10 Komisji Łączności z Polakami za Granicą do Prezesa Rady Ministrów w sprawie sytuacji grupy polskiej zamieszkałej w Niemczech uchwalony na posiedzeniu w dniu 9 stycznia 2001 r;

(r) Marek Kostrzewa - Kilka uwag o praktycznym znaczeniu traktatu polsko-niemieckiego dla Polonii niemieckiej - Biuletyn Stowarzyszenia Wspólnota Polska nr 4/2000. Autor był w latach 1995-1998 wicekonsulem w Konsulacie Generalnym RP w Hamburgu;

(s) 212-14 III 9134/52 - Sprawozdanie międzyresortowej komisji rządu niemieckiego dotyczącej stosunku do wschodnioeuropejskich grup emigracyjnych;

(t) Dane wg Ministerstwa Edukacji Narodowej podane na posiedzeniu Sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych 3 marca 1998 roku;

(u) Jerzy Kranz - Problematyka mniejszościowa w świetle Traktatu między Rzeczypospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z dnia 17 czerwca 1991 r. - Materiały Biura Informacji i Dokumentacji Senackiej Kancelarii Senatu OT - 159;

(v) Prof. Piotr Małoszewski - Nasze Słowo, nr 3/231 - "Komisja Episkopatu Polski ds. Polonii i Polaków za Granicą";

(w) Konwent Organizacji Polskich w Niemczech, c/o Alexander Zajac, 13359 Berlin, Wollankstr. 54c. Konwent jest organizacją członkowską Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych. www: http://www.polonia.org/konwent-a.html

 

Alexander Zając

Przewodniczący Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech oraz Zrzeszenia Federalnego Polska Rada w Niemczech T.z.

Referat EUGENIA MARESCH, Wielka Brytania

Komisja Promowania Spraw Polskich w Świecie

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

Zachowanie kultury narodowej i wspieranie instytucji polskich w świecie

 

Niniejszy referat nie aspiruje do naukowych analiz i nie ma prawa być pouczającym. Zaliczyć go należy do warsztatu pracy zagadnień, które nas - Polaków, z całym bagażem uprzedzeń i naleciałości - nurtują czy frapują i potraktować go jako garść doświadczeń zebranych w trakcie długoletniej pracy społecznej. Zdaję sobie sprawę, że nie tylko geograficznie żyjemy na dwóch półkulach. Dlatego z góry przepraszam za insularny charakter niektórych wypowiedzi. Sądzę jednak, że pojęcie zachowania kultury narodowej, z którą my wszyscy poza Krajem się identyfikujemy, jest tak uniwersalne, że nie przewiduję wielkich kolizji, pozostaje tylko kwestia priorytetów. A więc prośba do mobilizacji naszych myśli, byśmy mogli wspólnie rozważyć pewne koncepcje, które z kolei można by wdrożyć w naszych emigracyjnych środowiskach.

 

Emigracja

"Emigracja" to bardzo szeroko pojęte słowo. Obejmuje ono wszystkie kategorie ludzi w pewnym sensie nieszczęśliwych, począwszy od banitów, uciekinierów, uchodźców, ludzi siłą deportowanych lub po prostu opuszczających kraj za chlebem. Ta ostatnia kategoria dziś popularnie nazywana migracją ekonomiczną - ma inne oblicze. Zaabsorbowana poprawą swojego losu godzi się świadomie lub mniej na szybką asymilację, która uważana jest za czynnik dobrobytu i awansów. Dokonanie takiego wyboru ma ogromne znaczenie dla przyszłości Emigracji. Pytanie - jak określić ludzi wynarodowionych czy z wyboru czy na przestrzeni czasu. Czy mają nazywać się Polonią? Czy ich obojętność wobec polskości i instytucji polskich wyklucza przynależność do kultury narodowej?

Jedno jest pewne, że najmłodsze pokolenie już nie przejmie bagażu ideowego swych dziadków emigrantów. Pozbawieni ideologii niepodległościowej, jak busoli będą szukać innej przystani. Przynależność do kraju osiedlenia bez zatracenia świadomości skąd się pochodzi staje się koniecznością. A więc, jak żyć w dwóch kręgach kulturowych, asymilując się bez wynaradawiania. W szerszym pojęciu - być obywatelem Europy bez granic i chronić się przed zjawiskiem "emigranta intelektualisty", który czuje się obco we własnej ojczyźnie. Dylemat wart dyskusji.

 

Instytucje

Ogromnie ważnym elementem struktury emigracyjnej są instytucje - w szerszym znaczeniu, jako formy życia zbiorowego, nosicieli i repozytoria kultury narodowej. Słyszałam kiedyś od socjologa, że instytucje dążą raczej do zacierania niż utwierdzenia różnic między Krajem a Emigracją. Przykład znamienny, to liczni pisarze krajowi, którzy pisali pod pseudonimem i publikowali swe dzieła za granicą - i odwrotnie, coraz więcej pisarzy emigracyjnych drukujących w Polsce. Jest przekonanie, że twórczość emigracyjna kostnieje i zanika, nie mając wśród odbiorców elity czytelniczej.

Inny przykład to choćby zjawisko "drugiego obiegu". W latach siedemdziesiątych wykorzystano dorobek kultury emigracyjnej - nawet był jej pokrewny. Puryści twierdzą, że podział na kulturę krajową i emigracyjną ma charakter przede wszystkim polityczny.

Dziś Emigracja nie ma znaczenia politycznego, ale korzyści dla Kraju są nadal poważne, gdy część kultury narodowej pozostaje i rozwija się na obczyźnie. Do najbardziej rzeczywistych, zaliczam oddziaływanie na środowiska, w których mieszkamy. Przede wszystkim propagowanie wśród nich kultury swojego narodu, poniekąd w przeciwieństwie do doświadczeń starszej emigracji, która z wielu względów zamknęła się w wytworzonych przez siebie, wykluczających wszelką nowość, formach. Dla złagodzenia dodam, że doświadczenia emigracji, pod warunkiem, że nie trącą ksenofobią, stają się uniwersalne i o to nam przecież chodzi.

 

Postulaty I Zjazdu

Z perspektywy dekady czasu, nadal utrzymuję odczucie jakie wywiozłam z Krakowa, że pierwszy Zjazd nie stanął na wysokości zadania. Była to wielka improwizacja, która dostarczyła nam dużo wrażeń, wzruszeń i wątpliwych aspiracji. Działo się wszystko bez precedensu w kompletnej nieświadomości, jak nas Kraj oceni, czego od nas oczekuje? Pamiętam taki kamień młyński - postulat nawołujący do stworzenia "Forum Kultury Polskiej w Świecie"! to gigantyczne i niezrozumiałe przedsięwzięcie ciąży na nas po dziś.

Mieliśmy także ustalić strategię promowania kultury polskiej za granicą - to także szumne słowa, które nie wniosły niczego nowego do naszego ustalonego repertuaru kontaktów z Polakami w Kraju jak też i z obywatelami krajów zamieszkania. Trzeci postulat - "Zachowanie dziedzictwa kulturowego", wydawał się najprostszy. Jakkolwiek, skoordynowanie myśli i serc trwało osiem lat. Chodziło o powołanie nadrzędnej instytucji, która spoiła, by cele i zadania zmierzające do dokumentacji i zabezpieczenia dóbr kulturalnych wytworzonych poza granicami kraju, o czym powiem później.

 

Bilans

Czy 10-letni bilans jest zadawalający? Śmiem twierdzić, że opieszałość z obu stron jest głównym powodem nie osiągnięcia pewnych wytycznych, które stawialiśmy sobie tak dawno temu. Czas nas przegonił, mamy już do czynienia z następną dorastającą generacją młodych ludzi. Stowarzyszenie "Wspólnota Polska" przerosły także oczekiwania polskiej diaspory. Trudno jest być "wszystkim dla wszystkich" - promotorem kultury, sędzią spraw polityczno-socjalnych, finansistą i rozjemcą spraw narodowych.

Jednocześnie, płynna sytuacja polityczna i gospodarcza Kraju odbija się fatalnie na kontaktach i planach wielu organizacji i instytucji polskich zamierzających współdziałać kulturalnie. Jaskrawym przykładem jest choćby rygorystyczne nakładanie haraczu podatkowego na drukarnie czy projekt najnowszej ustawy, zmierzającej poprzez zniesienie ulg podatkowych na cele charytatywne do upadku fundacji kulturalnych.

Byłoby niesłuszne z mojej strony, całkowicie pominąć te zjawiska, które przez 10 lat przetrwały i wydały owoce. To przede wszystkim sznur konferencji i sympozjów, festiwali i konkursów, zjazdów, wycieczek i wystaw. Wszystko to się odbyło z myślą promowania najszlachetniejszych pobudek polskości by uwrażliwić odbiorców na ich istotną wartość. Te pierwsze oficjalne kontakty wydały plon. Podwaliny są mocne, zasługa niemała Wspólnoty Polskiej i jej niestrudzonego przewodniczącego.

 

Zachować od zapomnienia

Kultura polska wytworzona wśród obcych, jest ciągle wystawiona na niebezpieczeństwo. Bez względu na to czy jest to twórczość zbiorowa czy indywidualna. Apele na rzecz chorych, biednych, dotkniętych kataklizmem i utratą mienia - jakże wymownie trafiają do serc naszych. Prośba o ratowanie spuścizn emigracyjnych nie ma tego magnesu. A przecież to, co ewentualnie pozostanie po nas - tablica trumienna czy dziękczynna i plik dokumentów, a więc słowo pisane, archiwa bezcenne, będą mówiły o nas długo po naszym odejściu.

Śmiałe ogałacanie grobów co zacniejszych Polaków, kiedyś świadczących o tragicznej historii naszego narodu, staje się zaprzeczeniem tych wartości. Dlaczego nie zachować ich od zapomnienia tam, gdzie walczyli, gdzie padli, gdzie tworzyli? W 1995 z inicjatywy Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa podjęto, przynajmniej w Wielkiej Brytanii akcję rejestracji grobów polskich i poloników z ostatniego dwóchsetlecia. Powołany Komitet Roku Pamięci nie zakończył jeszcze swych prac i należy przypuszczać, że ta monumentalna praca stanie się żywą historią dla potomności. W każdym razie jest godną naśladowania przez inne ośrodki polskie w świecie. Sprawa gromadzenia zbiorów emigracyjnych oraz ich zabezpieczenia spada głównie na instytucje, które zostały do tego celu powołane a utrzymywane przez akcję publiczną. Śmiem twierdzić, że przynajmniej na Zachodzie nie brak pieniędzy, z których instytucje kulturalne mogłyby czerpać. Owszem, powstały fundacje z funduszy publicznych i kombatanckich, ale ich cele jakkolwiek szlachetne, nie są ukierunkowane ku zabezpieczeniu i rozwijaniu się tej branży kultury, o którą nam chodzi. Po prostu brak nam mecenatu.

Wracam do wspomnianego już stwierdzenia o naszej roli wobec zmian politycznych w Kraju. Hasło mej młodości, że mamy być "strażnikami ducha narodowego" już nas nie obowiązuje. Nie potrzebujemy także zastępować struktur państwowych. Natomiast musimy nadal przyznać, że instytucje emigracyjne nie straciły swych funkcji ani zadań wobec społeczeństwa, w którym przyszło nam żyć i przyjdzie umierać oraz dla Kraju, który je chce poznać.

Coraz częściej się zdarza, że dokumenty i dzieła sztuki, pozostające do niedawna w prywatnych rękach, są przekazywane do Polski. Decyzja prywatnego dobroczyńcy jest sprawą indywidualną, choć przyjmowaną przez opinię naszą bez oporu, z czasem staje się zawodem dla samego darczyńcy. Inaczej przedstawia się rzecz ze zbiorami należącymi do ogółu społeczeństwa, które nazwę dziedzictwem narodowym, wprawdzie wytworzonym przez Emigrację, ale świadomej swojej narodowej roli. Jest to misja twórcza, która po półwiecznej izolacji potrzebuje ożywionych wszechstronnych kontaktów.

W skrócie dodam, że badania nad Emigracją, jakkolwiek ograniczone przez czynniki polityczne, były prowadzone od połowy lat siedemdziesiątych. Tematyka koncentrowała się na dziejach Polonii amerykańskiej, przemiany świadomości narodowej, mniej o literaturze i jeszcze mniej o polityce. Znacznie później rozpoczęto badania nad "zjawiskiem" Polaków na Wschodzie, starano się nadrobić zaniedbania polskiej historiografii. Szukano nowych dróg. Program badawczy "Przemiany zbiorowości polonijnych" miał za zadanie inspirowanie młodych historyków nowymi problemami.

Obecnie, nie tylko wiodące uniwersytety, ale mniejsze uczelnie aspirują do posiadania Zakładów Badań nad Polonią. Ambicją jest nie tylko wiedzieć, ale i posiadać. Jednocześnie, śledząc czasopisma krajowe, czytam, że jest wyraźny spadek zainteresowań nad dziejami skupisk polonijnych! Ponoć stały się jednym z elementów szerszych badań społeczności etnicznych i mniejszości narodowych! Należy przypuszczać, że jest to zjawisko tzw. "poprawnej polityki", którą to Zjazd lansuje. Jednym z głównych tematów obrad ma być kwestia "co kształtuje nową wartość polskości w XXI wieku". Dylemat i temat na rzetelną dyskusję.

30 listopada 1998, decyzją Ministra Edukacji Narodowej została powołana Rada Dziedzictwa Archiwalnego. Skupia ona grupę ludzi pod przewodnictwem prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego, których zadaniem jest stworzenie możliwości wszechstronnego wykorzystania dla potrzeb naukowych, zbiorów archiwalnych. Rada ma za zadanie rozpoznanie potrzeb, wspieranie inicjatyw i zgłaszanie postulatów władzom polskim. Wyczerpujące informacje o działalności Rady - co należy chronić, komu ma służyć, jaki ma być program i zasady postępowania - znajdą Państwo w broszurze pt. "Deklaracja Celów i Zasad Działania Rady Dziedzictwa Archiwalnego", którą gorąco polecam do dyskusji.

 

Eugenia Maresch

Sekretarz Towarzystwa Popierania Nauki Polskiej
Wielka Brytania

Referat WOJCIECH BIAŁASIEWICZ, USA

Komisja Promowania Spraw Polskich w Świecie
 
II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001
 
 
Quo vadis polonijna praso?



Dokąd zmierzasz polonijna praso? A może raczej, na użytek niniejszego forum, należy zapytać, dokąd zmierzać powinnaś? Pytanie to, pozornie tylko retoryczne, pojawia się co pewien czas w różnych okolicznościach, a ostatnio coraz częściej w odniesieniu do Polski oraz spraw polskich na gruncie amerykańskim. Pojawia się i jeszcze szybciej znika, bowiem nikt nie jest w stanie udzielić na nie wyczerpującej i jednoznacznej odpowiedzi.

 

Można odnieść wrażenie - a nie jest to tylko mój subiektywny pogląd, ponieważ podziela go wiele osób, którym sprawy Polonii i Polski naprawdę spoczywają na sercu - że nie wszyscy, od których zależą wzajemne relacje pomiędzy diasporą polską a - użyję nieco staroświeckiego terminu - Macierzą, doceniają fakt istnienia polonijnych pism, w tym również anglojęzycznych i prawdę mówiąc nie potrafią go odpowiednio wykorzystać. Zakres oddziaływania wydawanych w Stanach Zjednoczonych pism polskojęzycznych na polonijne środowiska i na kręgi decydentów polskich, kształtujących państwową politykę wobec Polonii, pozostawia wiele do życzenia.

 

Koncentrując uwagę na polonijnej prasie, ukazującej się w Ameryce oraz formułując kilka refleksji związanych z rolą, jaką odgrywa w życiu współczesnym, nie mogę pominąć jej pięknej, liczącej ponad 140 lat, tradycji. Pierwszym pismem polskim w Ameryce był tygodnik "Echo z Polski", którego pierwszy numer pod redakcją Romana Jaworowskiego ukazał się 1 czerwca 1863 roku w Nowym Jorku. Pięć lat później w stanie Missouri powstał tygodnik "Orzeł Polski", a w latach 1870-1930 pojawiło się w Ameryce około sześciuset różnego rodzaju polonijnych gazet i czasopism, z których do 1970 roku przetrwało zaledwie kilkadziesiąt.

 

Jednym z najstarszych czasopism polonijnych, ukazujących się do dziś, jest niegdyś tygodnik, a obecnie dwutygodnik "Zgoda" - oficjalny organ Związku Narodowego Polskiego, wychodzący od 1881 roku i posiadający obecnie największy, liczący ponad 80 tysięcy egzemplarzy, nakład. Natomiast najstarszą gazetą światowej diaspory polskiej jest ukazujący się w Chicago od stycznia 1908 roku "Dziennik Związkowy". Również od 1908 roku służy Polonii, najpierw jako tygodnik, a obecnie dwutygodnik - "Gwiazda Polarna". Pierwszym tytułem polonijnym w Chicago, a w następnych dziesięcioleciach głównym ogniskiem dziennikarstwa polskiego w Stanach Zjednoczonych była "Gazeta Polska", której pierwszy numer ukazał się z datą 23 października 1873 roku. Wydawcą był Władysław Dyniewicz, który zanim założył drukarnię, aby krzewić polskie słowo także poprzez druk wielu tysięcy polskich książek, wcześniej pracował jako robotnik w chicagowskiej fabryce lokomotyw.

 

Autor pierwszej monografii o polskiej prasie wydawanej w Ameryce, wybitny dziennikarz polonijny, red. Henryk Nagiel, tak oto pisał w 1894 roku:

"Powstanie prasy wywołała potrzeba łączności i porozumienia się ze sobą, jaką odczuwali wychodźcy rzuceni na nowy grunt, w obce warunki bytu. Odruchowym ich dążeniem było skupianie się. W gromadzie swoich czuli się silniejsi do odparcia obcych i wrogich im wpływów. Za łącznik służyła od lat najdawniejszych gazeta. Ona przenosiła wiadomości z jednej osady do drugiej. Ona podawała wiadomości ze starego kraju, za którym imigranci tak mocno tęsknili. Gazeta zaznajamiała swych czytelników z życiem i warunkami miejscowymi obcego kraju".

 

Wiele lat później, przy okazji uroczystych obchodów stulecia prasy polskiej w Ameryce, ówczesny i wieloletni redaktor naczelny "Dziennika Związkowego" Karol Piątkiewicz, spoglądając na lata wstecz, w następujących słowach scharakteryzował rolę, jaką odegrała w minionym okresie polonijna prasa:

"Przez dziesiątki lat prasa polska budowała z trudem społeczeństwo polonijne na Ziemi Waszyngtona, utrzymywała je przy polskości, zabiegała o podniesienie kulturalne zarówno starych przybyszów, jak i nowych imigrantów, starając się złączyć ich w jedną całość duchową i narodową. Tej prasie polskiej w Ameryce - podkreślał Karol Piątkiewicz - zawdzięcza Polonia zachowanie swej indywidualności społecznej, swoją żywotność, wciągnięcie młodych pokoleń tu zrodzonych do własnego życia narodowego, dając nadzieję, że polskość w Ameryce nie zaginie w przyszłości, ale przeciwnie, będzie kwitnąć bujnie przez wiele, wiele jeszcze lat".

 

Niech będzie mi wybaczona dygresja, ale sądzę, że podobną rolę, jaką odegrała przed laty polonijna prasa w Ameryce, obecnie odgrywa polska prasa na Wschodzie, a więc wszędzie tam, gdzie odradza się polskość w pełnym tego słowa znaczeniu. Renesans tej polskości w poważnym stopniu zawdzięczać należy pionierskiej roli właśnie prasy polskiej na Wschodzie, borykającej się z ogromnymi trudnościami i wspieranej wydatnie przez Stowarzyszenie "Wspólnota Polska", którego działalności w tym zakresie nie sposób przecenić.

 

Ze względu na ograniczenie czasowe zmuszony jestem zrezygnować z dalszych wywodów o charakterze historycznym, ale nie mogę nie wspomnieć jeszcze o roli, jaką odegrała polonijna prasa w Ameryce na rzecz odbudowy niepodległej Polski. W okresie przed i podczas pierwszej wojny światowej, a także podczas drugiej wojny światowej i w długim półwieczu od jej zakończenia, m.in. na prasie polonijnej ciążył obowiązek reprezentowania wobec Ameryki i świata praw narodu polskiego do wolnego i niepodległego bytu. To właśnie polonijna prasa w wolnym świecie dopominała się doniosłym głosem o niepodległość dla Polski, o definitywne przekreślenie postanowień Jałty. Przypominała światu zbrodnię katyńską, domagając się ujawnienia o niej prawdy i ukarania winnych, zabiegała o Polaków żyjących w Kazachstanie i na Syberii, o których nie pamiętało państwo polskie, krzewiła słowa prawdy o faktycznym obliczu reżimu komunistycznego, podtrzymując wśród Polaków nadzieję na lepsze jutro. Ogromnie ważną rolę spełniała w tym zakresie żarliwa publicystyka emigracji żołniersko-dipisowskiej, która zamieniła karabiny na pióra, by walczyć nadal o wolną Polskę. I o tej roli polonijnej prasy nie doczekaliśmy się dotychczas żadnego kompleksowego opracowania.

 

Przed laty, kiedy działał jeszcze Związek Dziennikarzy Polsko-Amerykańskich i Komisja Prasowa Kongresu Polonii Amerykańskiej, opracowano wspólnie dokument stwierdzający, że pisma polonijne, niezależnie od stopnia swego radykalizmu, są odzwierciedleniem ideowych postaw, dążeń oraz życia zorganizowanej Polonii i w całym okresie swego długoletniego istnienia spełniały odpowiedzialne zadania wobec Stanów Zjednoczonych, Polonii i narodu polskiego.

 

W początkach lat siedemdziesiątych nastąpił kryzys w działalności prasy polsko-amerykańskiej. Likwidacji uległy zwłaszcza gazety, takie jak "Dziennik Chicagowski" w Chicago, "Kurier Polski" w Milwaukee, "Dziennik dla Wszystkich" w Buffalo, "Kurier Codzienny" w Bostonie, "Wiadomości Codzienne" w Cleveland czy nowojorski "Nowy Świat", w miejsce którego pojawił się wkrótce, znakomicie funkcjonujący do dziś "Nowy Dziennik". Lata osiemdziesiąte, za sprawą emigracji solidarnościowej i postsolidarnościowej, spowodowały kolejny rozwój polonijnego czasopiśmiennictwa. Dziś w Nowym Jorku i Chicago, nie licząc tygodników, ukazują się po trzy pisma codzienne: "Nowy Dziennik", "Super Ekspress" i "Polska Gazeta" w Nowym Jorku oraz "Dziennik Związkowy", "Dziennik Chicagowski" i "Kurier Codzienny" w Chicago.

 

Po 1989 roku zmieniły się realia polityczne, a w związku z tym przed polonijnymi środkami masowego przekazu - myślę również o żywiołowo rozwijającej się polonijnej radiofonii, która, współpracując z Polskim Radiem w sposób bardzo widoczny w sensie informacyjnym wyprzedziła prasę oraz o programach telewizyjnych - wyłoniły się nowe zadania. Wynika z nich też i to, czego polonijna prasa robić nie powinna.

Otóż, nie powinna przyoblekać się w szaty mentora pouczającego społeczeństwo w Kraju, jak powinno się zachowywać, jakiego typu podejmować działania i co jest dla niego dobre, a co złe. Niestety, tego rodzaju inklinacje są bardzo często widoczne na łamach polonijnej prasy, a przecież te pouczenia formułowane są przez ludzi żyjących w zupełnie innych realiach politycznych i często nie nadążających za biegiem krajowych wydarzeń. Ponadto, w cudzysłowie "światłe rady", a raczej ich konsekwencje, nie dotyczą bezpośrednio osób szafujących nimi, bowiem te żyją przecież za oceanem.

Truizmem więc jest przypominanie, że decyzje przesądzające o losie narodu i państwa polskiego zapadają nad Wisłą, a nie nad Hudsonem, Potomakiem czy też Chicago River. Nie jest także dobrym pomysłem angażowanie prasy polonijnej do politycznych rozgrywek, jakie mają miejsce w Polsce. Polonijna prasa nie powinna angażować się ani po stronie jakichkolwiek ugrupowań politycznych, ani też zajmować się promocją określonych polityków. Na łamach polonijnej prasy winny być prezentowane różne opcje polityczne, a ich ocena powinna być pozostawiona uznaniu czytelników.

 

Mając powyższe na uwadze, chciałbym jednocześnie podkreślić, że poszczególne redakcje, nie wiążąc się instytucjonalnie z określonymi kierunkami lub postawami występującymi na polskiej scenie politycznej, powinny udostępniać swoje łamy tym czytelnikom, którzy ze swojej troski o naród polski i państwo uczynili patriotyczny obowiązek i manifestują go publicznie. Nie można im bowiem odbierać prawa do własnych ocen i własnego zdania, z którym oczywiście można się zgadzać lub nie, ale którego lekceważyć po prostu nie wolno.

 

Baczny obserwator prasowego życia w Polsce, red. Maciej Iłowiecki, stwierdził, że: "postępujące upolitycznienie mediów przejawia się w tym, że zamiast informować zaczynają prowadzić gry polityczne, również sami dziennikarze, szczególnie tzw. gwiazdorzy". I ta uwaga dotyczy także polonijnego dziennikarstwa, które ponadto działa niejednokrotnie zupełnie na bakier z kanonami dziennikarskiej etyki zawodowej. W Polsce prowadzone są prace nad sformułowaniem Kodeksu Etyki Dziennikarskiej i miejmy nadzieję, że wkrótce powstanie, a wówczas postulować będziemy, aby reguły, jakie poda, stosowane były także w praktyce polonijnego dziennikarstwa.

 

Podczas Kongresu Kultury Polskiej, który w grudniu ubiegłego roku obradował w Warszawie, interesującą wypowiedź, właśnie z pozycji emigranta, przedstawił znany pisarz i reżyser, od lat żyjący i tworzący w Stanach Zjednoczonych, Kazimierz Braun. W konkluzji swojego wywodu Kazimierz Braun zwrócił uwagę na znamienny problem, z którym związana jest, na zasadzie organicznej, właśnie polonijna prasa.

"Emigracja jest. Emigranci są uczestnikami - powiedział K. Braun - odbiorcami i twórcami polskiej kultury. Kultura zaś jest najważniejszym wspólnym układem komunikacyjnym pomiędzy Krajem a Emigracją. Ta sesja naszego kongresu to "spór o istotę i przyszłość polskości". Biorą w nim udział wszyscy Polacy niezależnie od miejsca zamieszkania. Trwa spór o to, czy kultura polska będzie kulturą wszystkich Polaków - i tych, którzy mieszkają na emigracji". A więc w sporze o "istotę i przyszłość polskości" prasa polonijna ma również do odegrania ważną rolę.

I jeszcze jedna refleksja wydaje się być niezbędna, a przywołując ją chciałbym się posłużyć jeszcze jednym cytatem, tym razem już ostatnim o historycznym rodowodzie. Obradujący w dniach 10-11 października 1942 roku w Nowym Jorku Komitet Narodowy Amerykanów Polskiego Pochodzenia przyjął rezolucję, będącą także dyrektywą dla polonijnej prasy, w której m.in. stwierdzono:

"Działalność polityczna Amerykanów polskiego pochodzenia musi być całkowicie niezależna od przemijających koniunktur rządowych w Polsce i winna być oparta jedynie na trwałych, wspólnych interesach Stanów Zjednoczonych i państwa polskiego".

Powołany do życia w dwa lata później, w maju 1944 roku, Kongres Polonii Amerykańskiej uznał za obowiązującą powyższą zasadę i do dziś respektuje ją w swojej działalności, akcentując jednocześnie swoją służebną rolę wobec narodu polskiego. Zasadzie tej pozostaje też wierna prasa, znajdująca się pod patronatem zorganizowanej Polonii.

Polonijna prasa nadal służy amerykańskiej Polonii, Stanom Zjednoczonym oraz sprawom polskim na gruncie amerykańskim, stanowiąc ważny element w życiu polskiej grupy etnicznej. Niebagatelną rolę w promocji Polski na międzynarodowej arenie, do czego szczególnie jest predestynowana, może także odegrać często zapominana i odsuwana na plan drugi polonijna prasa anglojęzyczna.

 

Quo vadis polonijna praso?



Wojciech Białasiewicz
Redaktor naczelny "Dziennika Związkowego"
Stany Zjednoczone

Dokąd zmierzasz polonijna praso? A może raczej, na użytek niniejszego forum, należy zapytać, dokąd zmierzać powinnaś? Pytanie to, pozornie tylko retoryczne, pojawia się co pewien czas w różnych okolicznościach, a ostatnio coraz częściej w odniesieniu do Polski oraz spraw polskich na gruncie amerykańskim. Pojawia się i jeszcze szybciej znika, bowiem nikt nie jest w stanie udzielić na nie wyczerpującej i jednoznacznej odpowiedzi.

Można odnieść wrażenie - a nie jest to tylko mój subiektywny pogląd, ponieważ podziela go wiele osób, którym sprawy Polonii i Polski naprawdę spoczywają na sercu - że nie wszyscy, od których zależą wzajemne relacje pomiędzy diasporą polską a - użyję nieco staroświeckiego terminu - Macierzą, doceniają fakt istnienia polonijnych pism, w tym również anglojęzycznych i prawdę mówiąc nie potrafią go odpowiednio wykorzystać. Zakres oddziaływania wydawanych w Stanach Zjednoczonych pism polskojęzycznych na polonijne środowiska i na kręgi decydentów polskich, kształtujących państwową politykę wobec Polonii, pozostawia wiele do życzenia.

Koncentrując uwagę na polonijnej prasie, ukazującej się w Ameryce oraz formułując kilka refleksji związanych z rolą, jaką odgrywa w życiu współczesnym, nie mogę pominąć jej pięknej, liczącej ponad 140 lat, tradycji. Pierwszym pismem polskim w Ameryce był tygodnik "Echo z Polski", którego pierwszy numer pod redakcją Romana Jaworowskiego ukazał się 1 czerwca 1863 roku w Nowym Jorku. Pięć lat później w stanie Missouri powstał tygodnik "Orzeł Polski", a w latach 1870-1930 pojawiło się w Ameryce około sześciuset różnego rodzaju polonijnych gazet i czasopism, z których do 1970 roku przetrwało zaledwie kilkadziesiąt.

Jednym z najstarszych czasopism polonijnych, ukazujących się do dziś, jest niegdyś tygodnik, a obecnie dwutygodnik "Zgoda" - oficjalny organ Związku Narodowego Polskiego, wychodzący od 1881 roku i posiadający obecnie największy, liczący ponad 80 tysięcy egzemplarzy, nakład. Natomiast najstarszą gazetą światowej diaspory polskiej jest ukazujący się w Chicago od stycznia 1908 roku "Dziennik Związkowy". Również od 1908 roku służy Polonii, najpierw jako tygodnik, a obecnie dwutygodnik - "Gwiazda Polarna". Pierwszym tytułem polonijnym w Chicago, a w następnych dziesięcioleciach głównym ogniskiem dziennikarstwa polskiego w Stanach Zjednoczonych była "Gazeta Polska", której pierwszy numer ukazał się z datą 23 października 1873 roku. Wydawcą był Władysław Dyniewicz, który zanim założył drukarnię, aby krzewić polskie słowo także poprzez druk wielu tysięcy polskich książek, wcześniej pracował jako robotnik w chicagowskiej fabryce lokomotyw.

Autor pierwszej monografii o polskiej prasie wydawanej w Ameryce, wybitny dziennikarz polonijny, red. Henryk Nagiel, tak oto pisał w 1894 roku:

"Powstanie prasy wywołała potrzeba łączności i porozumienia się ze sobą, jaką odczuwali wychodźcy rzuceni na nowy grunt, w obce warunki bytu. Odruchowym ich dążeniem było skupianie się. W gromadzie swoich czuli się silniejsi do odparcia obcych i wrogich im wpływów. Za łącznik służyła od lat najdawniejszych gazeta. Ona przenosiła wiadomości z jednej osady do drugiej. Ona podawała wiadomości ze starego kraju, za którym imigranci tak mocno tęsknili. Gazeta zaznajamiała swych czytelników z życiem i warunkami miejscowymi obcego kraju".

Wiele lat później, przy okazji uroczystych obchodów stulecia prasy polskiej w Ameryce, ówczesny i wieloletni redaktor naczelny "Dziennika Związkowego" Karol Piątkiewicz, spoglądając na lata wstecz, w następujących słowach scharakteryzował rolę, jaką odegrała w minionym okresie polonijna prasa:

"Przez dziesiątki lat prasa polska budowała z trudem społeczeństwo polonijne na Ziemi Waszyngtona, utrzymywała je przy polskości, zabiegała o podniesienie kulturalne zarówno starych przybyszów, jak i nowych imigrantów, starając się złączyć ich w jedną całość duchową i narodową. Tej prasie polskiej w Ameryce - podkreślał Karol Piątkiewicz - zawdzięcza Polonia zachowanie swej indywidualności społecznej, swoją żywotność, wciągnięcie młodych pokoleń tu zrodzonych do własnego życia narodowego, dając nadzieję, że polskość w Ameryce nie zaginie w przyszłości, ale przeciwnie, będzie kwitnąć bujnie przez wiele, wiele jeszcze lat".

Niech będzie mi wybaczona dygresja, ale sądzę, że podobną rolę, jaką odegrała przed laty polonijna prasa w Ameryce, obecnie odgrywa polska prasa na Wschodzie, a więc wszędzie tam, gdzie odradza się polskość w pełnym tego słowa znaczeniu. Renesans tej polskości w poważnym stopniu zawdzięczać należy pionierskiej roli właśnie prasy polskiej na Wschodzie, borykającej się z ogromnymi trudnościami i wspieranej wydatnie przez Stowarzyszenie "Wspólnota Polska", którego działalności w tym zakresie nie sposób przecenić.

Ze względu na ograniczenie czasowe zmuszony jestem zrezygnować z dalszych wywodów o charakterze historycznym, ale nie mogę nie wspomnieć jeszcze o roli, jaką odegrała polonijna prasa w Ameryce na rzecz odbudowy niepodległej Polski. W okresie przed i podczas pierwszej wojny światowej, a także podczas drugiej wojny światowej i w długim półwieczu od jej zakończenia, m.in. na prasie polonijnej ciążył obowiązek reprezentowania wobec Ameryki i świata praw narodu polskiego do wolnego i niepodległego bytu. To właśnie polonijna prasa w wolnym świecie dopominała się doniosłym głosem o niepodległość dla Polski, o definitywne przekreślenie postanowień Jałty. Przypominała światu zbrodnię katyńską, domagając się ujawnienia o niej prawdy i ukarania winnych, zabiegała o Polaków żyjących w Kazachstanie i na Syberii, o których nie pamiętało państwo polskie, krzewiła słowa prawdy o faktycznym obliczu reżimu komunistycznego, podtrzymując wśród Polaków nadzieję na lepsze jutro. Ogromnie ważną rolę spełniała w tym zakresie żarliwa publicystyka emigracji żołniersko-dipisowskiej, która zamieniła karabiny na pióra, by walczyć nadal o wolną Polskę. I o tej roli polonijnej prasy nie doczekaliśmy się dotychczas żadnego kompleksowego opracowania.

Przed laty, kiedy działał jeszcze Związek Dziennikarzy Polsko-Amerykańskich i Komisja Prasowa Kongresu Polonii Amerykańskiej, opracowano wspólnie dokument stwierdzający, że pisma polonijne, niezależnie od stopnia swego radykalizmu, są odzwierciedleniem ideowych postaw, dążeń oraz życia zorganizowanej Polonii i w całym okresie swego długoletniego istnienia spełniały odpowiedzialne zadania wobec Stanów Zjednoczonych, Polonii i narodu polskiego.

W początkach lat siedemdziesiątych nastąpił kryzys w działalności prasy polsko-amerykańskiej. Likwidacji uległy zwłaszcza gazety, takie jak "Dziennik Chicagowski" w Chicago, "Kurier Polski" w Milwaukee, "Dziennik dla Wszystkich" w Buffalo, "Kurier Codzienny" w Bostonie, "Wiadomości Codzienne" w Cleveland czy nowojorski "Nowy Świat", w miejsce którego pojawił się wkrótce, znakomicie funkcjonujący do dziś "Nowy Dziennik". Lata osiemdziesiąte, za sprawą emigracji solidarnościowej i postsolidarnościowej, spowodowały kolejny rozwój polonijnego czasopiśmiennictwa. Dziś w Nowym Jorku i Chicago, nie licząc tygodników, ukazują się po trzy pisma codzienne: "Nowy Dziennik", "Super Ekspress" i "Polska Gazeta" w Nowym Jorku oraz "Dziennik Związkowy", "Dziennik Chicagowski" i "Kurier Codzienny" w Chicago.

Po 1989 roku zmieniły się realia polityczne, a w związku z tym przed polonijnymi środkami masowego przekazu - myślę również o żywiołowo rozwijającej się polonijnej radiofonii, która, współpracując z Polskim Radiem w sposób bardzo widoczny w sensie informacyjnym wyprzedziła prasę oraz o programach telewizyjnych - wyłoniły się nowe zadania. Wynika z nich też i to, czego polonijna prasa robić nie powinna.

Otóż, nie powinna przyoblekać się w szaty mentora pouczającego społeczeństwo w Kraju, jak powinno się zachowywać, jakiego typu podejmować działania i co jest dla niego dobre, a co złe. Niestety, tego rodzaju inklinacje są bardzo często widoczne na łamach polonijnej prasy, a przecież te pouczenia formułowane są przez ludzi żyjących w zupełnie innych realiach politycznych i często nie nadążających za biegiem krajowych wydarzeń. Ponadto, w cudzysłowie "światłe rady", a raczej ich konsekwencje, nie dotyczą bezpośrednio osób szafujących nimi, bowiem te żyją przecież za oceanem.

Truizmem więc jest przypominanie, że decyzje przesądzające o losie narodu i państwa polskiego zapadają nad Wisłą, a nie nad Hudsonem, Potomakiem czy też Chicago River. Nie jest także dobrym pomysłem angażowanie prasy polonijnej do politycznych rozgrywek, jakie mają miejsce w Polsce. Polonijna prasa nie powinna angażować się ani po stronie jakichkolwiek ugrupowań politycznych, ani też zajmować się promocją określonych polityków. Na łamach polonijnej prasy winny być prezentowane różne opcje polityczne, a ich ocena powinna być pozostawiona uznaniu czytelników.

Mając powyższe na uwadze, chciałbym jednocześnie podkreślić, że poszczególne redakcje, nie wiążąc się instytucjonalnie z określonymi kierunkami lub postawami występującymi na polskiej scenie politycznej, powinny udostępniać swoje łamy tym czytelnikom, którzy ze swojej troski o naród polski i państwo uczynili patriotyczny obowiązek i manifestują go publicznie. Nie można im bowiem odbierać prawa do własnych ocen i własnego zdania, z którym oczywiście można się zgadzać lub nie, ale którego lekceważyć po prostu nie wolno.

Baczny obserwator prasowego życia w Polsce, red. Maciej Iłowiecki, stwierdził, że: "postępujące upolitycznienie mediów przejawia się w tym, że zamiast informować zaczynają prowadzić gry polityczne, również sami dziennikarze, szczególnie tzw. gwiazdorzy". I ta uwaga dotyczy także polonijnego dziennikarstwa, które ponadto działa niejednokrotnie zupełnie na bakier z kanonami dziennikarskiej etyki zawodowej. W Polsce prowadzone są prace nad sformułowaniem Kodeksu Etyki Dziennikarskiej i miejmy nadzieję, że wkrótce powstanie, a wówczas postulować będziemy, aby reguły, jakie poda, stosowane były także w praktyce polonijnego dziennikarstwa.

Podczas Kongresu Kultury Polskiej, który w grudniu ubiegłego roku obradował w Warszawie, interesującą wypowiedź, właśnie z pozycji emigranta, przedstawił znany pisarz i reżyser, od lat żyjący i tworzący w Stanach Zjednoczonych, Kazimierz Braun. W konkluzji swojego wywodu Kazimierz Braun zwrócił uwagę na znamienny problem, z którym związana jest, na zasadzie organicznej, właśnie polonijna prasa.

"Emigracja jest. Emigranci są uczestnikami - powiedział K. Braun - odbiorcami i twórcami polskiej kultury. Kultura zaś jest najważniejszym wspólnym układem komunikacyjnym pomiędzy Krajem a Emigracją. Ta sesja naszego kongresu to "spór o istotę i przyszłość polskości". Biorą w nim udział wszyscy Polacy niezależnie od miejsca zamieszkania. Trwa spór o to, czy kultura polska będzie kulturą wszystkich Polaków - i tych, którzy mieszkają na emigracji". A więc w sporze o "istotę i przyszłość polskości" prasa polonijna ma również do odegrania ważną rolę.

I jeszcze jedna refleksja wydaje się być niezbędna, a przywołując ją chciałbym się posłużyć jeszcze jednym cytatem, tym razem już ostatnim o historycznym rodowodzie. Obradujący w dniach 10-11 października 1942 roku w Nowym Jorku Komitet Narodowy Amerykanów Polskiego Pochodzenia przyjął rezolucję, będącą także dyrektywą dla polonijnej prasy, w której m.in. stwierdzono:

"Działalność polityczna Amerykanów polskiego pochodzenia musi być całkowicie niezależna od przemijających koniunktur rządowych w Polsce i winna być oparta jedynie na trwałych, wspólnych interesach Stanów Zjednoczonych i państwa polskiego".

Powołany do życia w dwa lata później, w maju 1944 roku, Kongres Polonii Amerykańskiej uznał za obowiązującą powyższą zasadę i do dziś respektuje ją w swojej działalności, akcentując jednocześnie swoją służebną rolę wobec narodu polskiego. Zasadzie tej pozostaje też wierna prasa, znajdująca się pod patronatem zorganizowanej Polonii.

Polonijna prasa nadal służy amerykańskiej Polonii, Stanom Zjednoczonym oraz sprawom polskim na gruncie amerykańskim, stanowiąc ważny element w życiu polskiej grupy etnicznej. Niebagatelną rolę w promocji Polski na międzynarodowej arenie, do czego szczególnie jest predestynowana, może także odegrać często zapominana i odsuwana na plan drugi polonijna prasa anglojęzyczna.

 

Wojciech Białasiewicz
Redaktor naczelny "Dziennika Związkowego"
Chicago, USA

 

Referat JÓZEF SZOSTAKOWSKI, Liwa

Komisja Promowania Spraw Polskich w Świecie

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

Prasa polska za wschodnią granicą Macierzy: historia, teraźniejszość, perspektywy



Niełatwo jest ocenić obecny stan polskiej prasy na Wschodzie i prognozować jej rozwój bez przypomnienia chociażby najkrócej dziejów historycznych, które rzutowały i na wydawanie prasy polskiej, i na słowo polskie w ogóle na obszarze za Bugiem.

 

Dnia 1 września 1939 roku Niemcy hitlerowskie napadły na Polskę, natomiast już 17 września, na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow, podpisanego 23 sierpnia 1939 roku pomiędzy III Rzeszą i Związkiem Sowieckim, ten ostatni zajął wschodnie województwa Drugiej Rzeczypospolitej. To spowodowało również zaprzestanie wydawania gazet na tych terenach. Na przykład, ostatnie numery "Robotnika Wileńskiego" i "Expressu Wileńskiego" ukazały się 17 września, natomiast wydania "Słowa" oraz "Kuriera Wileńskiego" po raz ostatni wyszły 18 września. Podobnie zakończyła swój żywot prasa polska na obszarach Drugiej Rzeczypospolitej włączonych do Białorusi i Ukrainy. Nie wdając się w szczegóły, możemy stwierdzić, że tylko w nielicznych wypadkach jej miejsce zajęła prasa sowiecka, ale i ta ukazywała się niedługo. Na Białorusi prasę w języku polskim przestano prawdopodobnie wydawać po wyzwoleniu tej republiki od niemieckiej okupacji w 1944 roku [1]. W Rosji jeszcze podczas wojny w latach 1943-1946 ukazywała się "Wolna Polska", zaś w latach 1941-1946 "Nowe Widnokręgi" [2]. Na Ukrainie tamtejszy lwowski "Czerwony Sztandar" przestano wydawać w 1950 roku [3].

 

Od początku lat pięćdziesiątych polskim centrum prasowym w ówczesnym ZSRR stała się Litwa. W 1953 roku wychodziło tam 26 tytułów o łącznym jednorazowym nakładzie 34 011 egzemplarzy [4]. Były to tytuły wydawane przez partię komunistyczną, z czego tylko "Prawda Wileńska" oraz "Czerwony Sztandar" nie były mutacjami pism litewskojęzycznych czy rosyjskojęzycznych, ale oryginalnymi wydawnictwami w języku polskim. Warto też odnotować, że nawet w pierwszych latach powojennych na Litwie ukazywała się prasa konspiracyjna, istniejącego jeszcze wówczas polskiego ruchu oporu, na przykład dwutygodnik "Niepodległość", "Wiadomości Polskie", "Biuletyn Informacyjny", "Na Zew Ziemi Ojczystej", "Ojczyzna" , "Kronika Wileńska" i inne. Wszakże prześladowania społeczności polskiej, aresztowania i wywózki, tak zwana "repatriacja" ludności polskiej do PRL, która miała wyraźne znamiona wypędzenia sprawiły, że społeczność naszych Rodaków została kompletnie wypłukana z inteligencji. Wybiegając do przodu powiem, że mimo to były próby reaktywowania niezależnej prasy polskiej. Na przykład, w latach 1970-1974 w Wilnie ukazało się dwanaście numerów podziemnego pisma katolickiego "My Chcemy Boga". Redagował go i wydawał ówczesny dysydent Jan Gabriel Mincewicz, obecnie poseł na Sejm Republiki Litewskiej [5].

 

Jeżeli weźmiemy pod uwagę liczebność narodów w byłym ZSRR oraz ich status wewnątrz federacyjno-państwowy to otrzymamy bardzo skomplikowany obraz. Niech za podstawę posłużą nam najliczniejsze narody byłego imperium. Stwierdzimy wówczas, że wśród 23 narodów, liczących w ZSRR nie mniej niż milion osób, tylko dwa narody: (ważny jest numer pozycji) Niemcy - na 14 pozycji i Polacy - na 22 pozycji (przed Estończykami, którzy mieli swą republikę) nie posiadali żadnego statusu. Natomiast w kategorii narodów byłego ZSRR, liczących mniej niż milion osób, nie posiadali żadnego statusu wewnątrz federacyjno-państwowego również Koreańczycy, Bułgarzy, Grecy itd. Oczywiście, można byłoby znaleźć na usprawiedliwienie takiego stanu rzeczy dziesiątki przyczyn, nawet dotyczących polityki zagranicznej, w rodzaju: "Nie możemy przecież tworzyć trzeciej Korei, równoległej Polski lub sowieckiej socjalistycznej Grecji". Wszystkie te argumenty "przeciw" brzmiałyby bardzo przekonująco dla wszystkich, z wyjątkiem przedstawicieli tego narodu, o którym jest mowa [6]. Jedynie Litwa i w mniejszym stopniu Ukraina na tle innych republik byłego ZSRR, gdzie język polski był całkowicie wyrugowany z życia społecznego, stanowiły małe wysepki - wyjątki. Istniały tam w szczątkowej postaci instytucjonalne formy polskiej aktywności oświatowo-kulturalnej: szkoły i teatr amatorski.

Jednakże w drugiej połowie lat osiemdziesiątych w procesie tzw. "pieriestrojki" i wywołanego przez nią odrodzenia narodowego i państwowego republik ZSRR zmieniały się wraz z krajobrazem politycznym wszelkie regulacje prawno-organizacyjne. Deklaracjom suwerenności państwowej towarzyszyły ustawy parlamentów poszczególnych republik rozpadającego się ZSRR o statusie języków i symbolice. Regulacje statusu prawnego języka odegrały kluczową rolę nie tylko w budowaniu zrębów suwerennego państwa, lecz przede wszystkim w odrodzeniu narodowym. Ustawy o statusie języków uchwalono w Estonii w 1987 roku, na Litwie - w 1988, na Łotwie i Ukrainie - w 1989. W rok później podobny dokument podjęła Białoruś. Języki republik stawały się językami oficjalnymi organów władzy, administracji, urzędów. Budziło to u ludzi świadomość narodową, historyczną i kulturową oraz nowe inicjatywy - w tym dziennikarskie. Pojawiły się nowe regulacje dotyczące również środków masowego przekazu [7].

 

Dnia 11 marca 1990 roku parlament Republiki Litewskiej przyjął Akt o restytucji niepodległości Państwa Litewskiego, nieco wcześniejsza natomiast litewska ustawa o środkach masowego przekazu zezwoliła na zakładanie wydawnictw periodycznych organizacjom rządowym, partiom politycznym i ruchom społecznym, związkom twórczym, towarzystwom naukowym, organizacjom religijnym, spółdzielczym oraz obywatelom Litwy. Ustawa głosiła, że środki masowego przekazu działają nieskrępowanie i są wolne od cenzury. Podobne ustawy podjęły parlamenty również innych republik.

Od dnia 9 lutego 1990 roku wileński dziennik "Czerwony Sztandar", który jeszcze wcześniej pozbył się kurateli partyjnej i stał się gazetą rzeczywiście z ducha polską, zaczął ukazywać się pod swojską nazwą "Kurier Wileński". Nieco wcześniej, 5 maja 1988 roku, na fali ogólnych przemian zostało powołane do życia Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Polaków na Litwie, przekształcone później w Związek Polaków. 22 października 1989 roku ukazał się pierwszy numer organu prasowego Związku "Nasza Gazeta". 24 grudnia tego samego roku w Wilnie wyszedł dwutygodnik społeczno-kulturalny "Znad Wilii" (obecnie kwartalnik, w ub. r. wychodził w postaci numerów połączonych jako półrocznik). W styczniu 1991 roku ukazał się dwutygodnik "Magazyn Wileński" (obecnie miesięcznik). Interesujące, że gdy nie było prasy w języku polskim w innych republikach, w początkowym okresie wileńska prasa drogą prenumeraty była kolportowana na terenie całego ówczesnego ZSRR, przeważnie na Białorusi, Ukrainie i w Rosji. Jej zasięg oddziaływania zmniejszył się w związku z rozpadem ZSRR, a także dlatego, że na Białorusi zaczął ukazywać się "Głos znad Niemna", natomiast na Ukrainie - "Gazeta Lwowska". Nawiasem mówiąc, pierwszy numer pisma Polaków mieszkających na Białorusi "Głos znad Niemna", redagowanego przez Eugeniusza Skrobockiego, został przygotowany i wydany w grudniu 1989 roku na bazie poligraficznej w Wilnie przy pomocy dziennikarzy ówczesnego polskojęzycznego "Czerwonego Sztandaru". Numer ten w nakładzie 8 tys. egzemplarzy dostarczono do Grodna. Natomiast funkcje redaktora naczelnego powstającej "Gazety Lwowskiej" objęła doświadczona wileńska dziennikarka Bożena Rafalska, która z Wilna powróciła do rodzinnego Lwowa. "Gazeta Lwowska" zaczęła wychodzić 24 grudnia 1990 roku.

 

W roku 1990 łączny jednorazowy nakład ukazujących się na Litwie siedmiu gazet wyniósł 72 457 egzemplarzy, zaś dwóch dwutygodników - średnio 35 907 egzemplarzy [8]. Kolejne lata odznaczały się dalszą transformacją prasy w krajach na Wschodzie, powstawaniem nowych tytułów, przy czym ich charakter i treść wynikała z liczebności oraz potrzeb skupisk Polaków w różnych państwach. Działo się tak zarówno tam, gdzie nasi rodacy mieszkają od wielu stuleci i są autochtonami, jak na Litwie, Łotwie, Białorusi, Ukrainie, jak również tam, gdzie trafili z przyczyn historycznych czy losowych, np. w Rosji czy Gruzji.

 

Jak podaje Podręczny spis gazet polskich wydawanych na Wschodzie w latach 1989-2000 [9], w krajach, które niegdyś były inkorporowane w skład ZSRR: w Estonii, na Łotwie, Litwie, Białorusi, Ukrainie, w Rosji, Gruzji, Mołdowie w rzeczonych latach wychodziły 43 tytuły periodyków. Wyjątek prawdopodobnie stanowi Kazachstan. Choć mieszka tam około 60 tysięcy Polaków i ok. 14 % uważa język polski za ojczysty [10], nie posiadamy informacji, czy ukazuje się tam prasa w języku polskim.

 

Należy zauważyć, że pod względem częstotliwości ukazywania się prasę polską za wschodnią granicą Macierzy cechuje duża różnorodność. Na przykład, na Litwie Polacy posiadają ogólnoinformacyjny dziennik "Kurier Wileński", ukazujący się w nakładzie 2,5 tys. egzemplarzy. Związki Polaków na Litwie i Białorusi mają swoje tygodniki. Są to: "Nasza Gazeta" i "Głos znad Niemna". Nadto w Wilnie ukazuje się w języku polskim i litewskim tygodnik "Przyjaźń" ("Draugyste") - jako periodyk regionalny przeznaczony dla czytelników Wileńszczyzny. Polacy Ukrainy mają pisma dwutygodniowe: "Gazetę Lwowską" i "Dziennik Kijowski", natomiast na Litwie w cyklu dwutygodniowym ukazuje się gazeta katolicka "Spotkania". Miesięczniki posiadają Polacy na Litwie - "Magazyn Wileński", na Łotwie - "Łatgalia", w Estonii - "Nasza Polonia", w Rosji - "Głos znad Pregoły" w Kaliningradzie, "Angelus" w Permie, "Gazeta Petersburska" w Sankt Petersburgu. Na Białorusi miesięcznikiem jest "List do Ciebie" wydawany w Słonimiu, na Ukrainie - "Słowo Polskie", ukazujące się w Żytomierzu. Nadto Polacy mają dwumiesięczniki: na Białorusi wychodzi "Ziemia Lidzka" i "Słowo Polskie z Baranowicz", na Ukrainie - "Wołanie z Wołynia" w mieście Ostróg i "Mozaika Berdyczowska". Kwartalniki ukazują się na Białurusi - "Magazyn Polski" w Grodnie, na Ukrainie - "Radość Wiary" w Drohobyczu i "Krynica" w Kijowie, w Gruzji - "Kaukaska Polonia" w Tbilisi, na Litwie - "Znad Wilii" w Wilnie. Do wyżej wymienionych periodyków należałoby dodać następujące tytuły: "Echo Rygi" (Łotwa), "Słowo Ojczyste" i "Słowo Życia" (Białoruś), "Biuletyn Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie", "Głos Nauczyciela", "Głos Podola", "Harcerz Kresów", "Polacy Donbasu", "Polacy Charkowa", "Zamkowa Góra" (Ukraina), "Szkółka Niedzielna", "Dom Polski", "Nasz Kraj", "Pierwsze Kroki", "Rodacy" (Rosja), "Gazeta Wileńska" (Litwa) [11].

 

Do wyżej wymienionych tytułów, których w rzeczywistości może być jeszcze więcej, albo też niektóre mogły przestać wychodzić, z wileńskiego doświadczenia dodam trzy pisma o charakterze naukowym. Pierwsze to wydawnictwo ciągłe "Studium Vilnense" - prace Instytucji Wyższej Użyteczności Publicznej Universitas Studiorum Polona Vilnensis oraz Stowarzyszenia Naukowców Polaków Litwy. Drugie pismo to kwartalnik "W Kręgu Kultury", trzecie - "Ateneum Wileńskie" - oba wydawane przez Fundację Kultury Polskiej na Litwie im. Józefa Montwiłła. W Wilnie wychodzi także, co prawda nieregularnie, "Włóczęga" - pisemko Klubu Włóczęgów Wileńskich.

 

Obecny kształt prasy polskiej na Wschodzie jest podyktowany potrzebami konkretnych skupisk naszych Rodaków, ich stanem posiadania, a wreszcie - znajomością języka polskiego, która to znajomość jest ważnym, choć nie decydującym kryterium przynależności jednostki do narodu. Chodzi o to, że obecna sytuacja językowa polskich mniejszości w krajach za Bugiem jest wynikiem represyjnej, dyskryminacyjnej i rusyfikacyjnej polityki narodowościowej prowadzonej wobec Polaków w ciągu ostatniego półwiecza. Przejawiła się ona szczególnie w likwidacji po drugiej wojnie światowej wszędzie - poza Republiką Litewską - szkolnictwa polskiego i wszelkich instytucji polskich Oto dane z roku 1989, gdy przeprowadzono ostatni spis ludności w byłym ZSRR. W tym roku na Litwie mieszkało 257 994 tys. Polaków, 85 % uważało język polski za ojczysty. Według wspomnianego spisu, na Łotwie zamieszkiwało 62 416 naszych Rodaków i mową swoich przodków posługiwało się 27,3 %. Z kolei z 417 720 Polaków zamieszkałych na Białorusi tylko 13,3 % uważało język polski jako ojczysty. Z ogólnej liczby 219 179 naszych rodaków na Ukrainie tylko 12,5 % uważało język polski za domowy [12]. Bardzo często naszym Rodakom język ojczysty zamieniał język rosyjski - jako ogólnopaństwowy w byłym ZSRR.

 

Realna sytuacja językowa w poszczególnych krajach, stan posiadania społeczności polskich, jej potrzeby, możliwości finansowe - one to dyktują model prasy polskiej i polonijnej poza granicami Macierzy. Mówiąc o prasie polskiej na Litwie, liczącej 3,7 mln mieszkańców, warto podkreślić, że zarówno Polaków jak i Rosjan, którzy są w sytuacji mniejszości narodowych, jest po 7 % ogółu obywateli. Ukazujące się pisma w języku rosyjskim, a jest ich w roku bieżącym ponad trzydzieści tytułów, można podzielić na dwie kategorie. Do pierwszej należą oryginalne wydawnictwa dla szerokiego grona czytelników, np. "Echo Litwy", "Obzor", "Litowskij Kurier". Do drugiej należałoby zaliczyć periodyki ogólnolitewskie, stanowiące tłumaczenia najpopularniejszych periodyków litewskich. Są to "Lietuvos rytas" i "Respublika". Pierwsza grupa pism rosyjskojęzycznych porusza przeważnie dwa tematy: problemy rosyjskojęzycznej społeczności Litwy, życie Rosji oraz problemy Litwy jako kraju. Druga - interesująco informuje o sprawach litewskich i światowych. Czytelnik rosyjskojęzyczny ma więc dość szeroką panoramę wydarzeń na Litwie (również społeczności rosyjskojęzycznej), w Rosji i za granicą [13].

 

Z przyczyn obiektywnych (język rosyjski przez półwiecze w krajach byłego ZSRR był na równi z językiem danej republiki językiem państwowym, przez cały czas wydawano tam bogatą prasę rosyjskojęzyczną) inny model ma prasa polska na Litwie. Inny jest również status społeczny i majątkowy jej czytelników. Dlatego Polak na Litwie najczęściej kupuje jedną gazetę codzienną lub tygodnik i chciałby przeczytać "o wszystkim". Niestety, gazeta codzienna zaniechała przedruków najciekawszych artykułów z prasy litewskojęzycznej. Tygodnik ZPL, o który od miesięcy trwa batalia do którego Związku powinien należeć, najczęściej informuje o wszystkim, tylko nie o Związku Polaków i jego problemach. Zdecydowanie brakuje interesujących artykułów z Macierzy. Śmiem twierdzić, że brakuje źródeł materiału. Żadne pismo polskie na Litwie nie zatroszczyło się o to, by posiadać własnego korespondenta w Rzeczypospolitej Polskiej. Stąd - nieraz przypadkowość publikacji, skąpość gatunków gazetowych, np. prawie nie spotyka się artykułów redakcyjnych, publicystyki, felietonów, brakuje reportaży, informacji skomentowanej. Proporcjonalnie górują materiały agencyjne lub z internetu, nie praktykuje się ciekawszych przedruków również z prasy polskiej i polonijnej.

Co więcej, odnosi się wrażenie, że w ogóle Polacy i polska prasa na Wschodzie znajdują się w niebezpiecznej izolacji językowej. Na przykład na Litwie (sądzę, że również i w innych państwach na Wschodzie) nie sposób zaprenumerować na poczcie ani jednego tytułu prasowego wydawanego w Polsce. Dzieje się tak podobno dlatego, że odpowiednie resorty dwóch krajów nie mają podpisanego porozumienia w tej sprawie. Tymczasem w 2001 roku w republice można zaprenumerować 124 tytuły gazet i czasopism z Rosji oraz 45 tytułów gazet i czasopism z Białorusi [14]. Również jeżeli chodzi o prasę polską wychodzącą na Litwie, to z reguły jest ona staraniem samych redakcji wysyłana prenumeratorom indywidualnym do Polski i innych krajów. Liczba wysyłanych numerów wszystkich tytułów nie przekracza kilkuset egzemplarzy. Jedynie w niektórych kioskach w Macierzy, na przykład w siedzibie "Wspólnoty Polskiej" w Warszawie i w nielicznych Domach Książki można kupić, na przykład, "Magazyn Wileński" i inne pisma wydawane na Wschodzie.

 

Jest rzeczą oczywistą, że polska prasa na Wschodzie stanowi ogromną wartość dla kultury polskiej, jak i dla kultury krajów, w których jest wydawana. W redakcjach albo wokół nich grupuje się dynamiczne środowisko naszych Rodaków, zainteresowane w zachowaniu własnej tożsamości narodowej, kultury, języka. Dziennikarze polskich gazet poprzez twórczą aktywność wpisują się do elit społeczności, w których żyją, pracują na rzecz społeczeństwa obywatelskiego w tych krajach [15].

Ważne jest mądre gospodarowanie potencjałem intelektualnym dziennikarzy. Niestety, nie zawsze tak się dzieje. W warunkach demokracji i wolnego rynku każdy może założyć własną gazetę. Choć Polacy na Litwie uważali, iż nie stać tej społeczności na posiadanie dwóch tygodników, 11 listopada 1994 roku ukazał się w Wilnie jeszcze jeden tygodnik - "Słowo Wileńskie". Nie bacząc na to, że pismo wyraźnie miało kierunek ekonomiczny, a i robili go młodzi dziennikarze, w niecałe dwa lata od założenia przestało wychodzić. A oto inny przykład. W grudniu 1999 roku zaczęto wydawać inny polski dziennik - "Gazetę Wileńską". W warunkach ograniczonego rynku czytelniczego pismo konkurencyjne wobec "Kuriera Wileńskiego". Zresztą, robili to pismo tym razem dziennikarze, którzy odeszli z "Kuriera". "Gazeta Wileńska" przestała być wydawana po niecałych czterech miesiącach ukazywania się, a wielu jej dziennikarzy pozostało bez pracy.

Częstotliwość ukazywania się i charakter prasy wydawanej na Wschodzie powinny odpowiadać potrzebom społeczności. Na przykład Litwa jest jedynym krajem, który od 48 lat ma dziennik w języku polskim. Przez wiele lat spełniał on rolę pisma ogólnoinformacyjnego, a jednocześnie rolę pisma specjalistycznego w wielu dziedzinach i dla wszystkich grup wiekowych czytelników. Nie bacząc na powstanie innych tytułów, funkcję tę spełnia i obecnie. "Kurier Wileński" posiada szereg kolumn. Oto niektóre: "Pocopotek" dla uczniów klas młodszych, "Wileńska gazeta harcerska", "Na luzie" - o treści rozrywkowej, "Rodzina. Oświata. Wychowanie", "Być kobietą", "Motoryzacja", "Kolumna kombatancka". Dziennikarze próbują pisać dla różnych grup społecznych. Dla działkowiczów przeznaczona jest kolumna "W sadzie i ogrodzie", dla kierowców - wspomniana już "Motoryzacja", dla nauczycieli - "Wieści z "Macierzy Szkolnej".

Sądzę, że większość pism polskich za Bugiem oprócz tematyki społeczności polskich zmuszona jest poruszać tematy ogólnokrajowe, czy też ważkie problemy charakterystyczne dla społeczności danego kraju. Na przykład takim tematem dla wydawanej po polsku prasy litewskiej, białoruskiej i ukraińskiej jest szkolnictwo, bowiem tylko w tych krajach są szkoły polskojęzyczne. Na Litwie obecnie naukę w języku polskim w około stu dwudziestu szkołach pobiera 21 tys. chłopców i dziewcząt [16], na Białorusi - ponad 700 osób. Poza tym nauka języka polskiego w różnych formach odbywa się tam w ponad 300 szkołach ogólnokształcących [17]. Istnieje polskie szkolnictwo, chociaż i w szczątkowej postaci, również na Ukrainie, przeważnie we Lwowie. Poza tym w krajach ościennych szeroko stosowana jest nauka języka w szkółkach niedzielnych. Dlatego "Macierz Szkolna" na Białorusi wydaje miesięcznik "Słowo Ojczyste", natomiast Zjednoczenie Nauczycieli Polskich na Ukrainie - miesięcznik "Głos Nauczyciela". Jednocześnie należy skonstatować, że mimo upływu dziesięciu lat, w żadnym z krajów, o których mowa, nie pojawiły się polskojęzyczne pisemka z prawdziwego zdarzenia dla dzieci i młodzieży, akcentujące jej problemy, promujące jej twórczość.

 

Pisma na Wschodzie często wychodzą w dwóch językach: po polsku i w języku państwowym danego kraju. Na przykład "Głos znad Niemna" zamieszcza program TV białoruskiej i rosyjskiej w języku rosyjskim. Istnieje opinia, że mimo szczupłości powierzchni gazetowej, polskie pisma wychodzące na Wschodzie dla środowisk wielojęzycznych i wielokulturowych powinny częściej stosować dwujęzyczność. W ten sposób stawałyby się bardziej atrakcyjne dla szerszego grona czytelników, w tym dla Rodaków nie mówiących po polsku, ale interesujących się kulturą kraju swych przodków. Zresztą, widocznie należałoby częściej stosować także sytuację odwrotną: w warunkach niemożliwości istnienia pisma polskojęzycznego praktykować polskojęzyczne dodatki do istniejących już periodyków. W ten sposób ukazuje się polski "Dziennik Kijowski" - jako suplement gazety "Hołos Ukrainy" lub "Polacy Donbasu" - jako dodatek obwodowej gazety ukraińskiej "Doneczczyna". W ten sposób Polacy uzyskują możność posiadania prasy w swoim języku, natomiast Ukraińcy - z polskiego dodatku mogą bliżej poznać swych współobywateli, ich problemy i język polski. W obecnym świecie komputerów, interneru i łatwo dostępnych technik drukarskich wydawanie gazety nie jest sprawą skomplikowaną. O wiele trudniej jest osiągnąć, żeby pismo cieszyło się popularnością i było chętnie czytane. A kto czyta prasę polskojęzyczną i dlaczego? Albo też: kto tej prasy nie czyta i również - dlaczego? W połowie lat dziewięćdziesiątych "Głos znad Niemna" rozpisał ankietę dotyczącą tematyki pisma. Nadeszło na nią około stu odpowiedzi, niektóre bardzo obszerne, z czterdziestu rejonów Białorusi. Na tej podstawie dziennikarze wysnuli wniosek, że średni wiek czytelników wynosił 65 lat; respondenci najczęściej prosili o zamieszczanie materiałów na tematy historyczne, o represjach stalinowskich, o Armii Krajowej, sławnych Polakach, ofiarnych księżach i w ogóle na tematy religii, która przez pół wieku była okrutnie prześladowana.

 

W istocie, odrodzenie narodowe i duchowe w krajach byłego ZSRR otworzyło drogę również ku odrodzeniu wiary. Warto przypomnieć, że w końcu lat osiemdziesiątych na Białorusi i Ukrainie Zachodniej pozostawało już tylko niewiele ponad 100 parafii rzymskokatolickich obrządku łacińskiego. Przez cały okres powojenny jedną z form obrony odrębności duchowej i narodowej naszych Rodaków było dążenie do używania w kościołach języka polskiego. Bardzo charakterystyczną formą obrony owej odrębności wobec niemożliwości druku tekstów religijnych w tamtych krajach było ręczne przepisywanie modlitewników w języku polskim, lecz alfabetem rosyjskim. Obecnie sytuacja uległa wielkim zmianom: włączając kraje bałtyckie, Białoruś (390 parafii), Ukrainę (700 parafii), Federację Rosyjską i Kazachstan, Polacy należą do około 1 200 parafii katolickich obrządku łacińskiego na terenach byłego ZSRR. Nabożeństwa w nich odbywają się w językach polskim, rosyjskim, białoruskim i ukraińskim, również ze względu na bardzo nagminną nieznajomość przez młodzież i dzieci języka polskiego, a także ze względu na mieszany etnicznie skład parafii [18].

W nowych warunkach społeczno-politycznych i państwowych, w palecie pism polskich na Wschodzie pojawił się zupełnie nieznany po wojnie na tych terenach rodzaj prasy - katolicka. W 1992 roku w Wilnie zaczął wychodzić dwutygodnik "Spotkania" - gazetka Rzymskokatolickiej Parafii Św. Ducha. O popularności pisma świadczy fakt, że obecnie nakład "Spotkań" wynosi tyle samo, ile nakład codziennej ogólnoinformacyjnej gazety wydawanej dla litewskich Polaków. Gazetka parafialna jest rozpowszechniana na terenie parafii w Wilnie i na Wileńszczyźnie; można ją również zaprenumerować na poczcie na terenie całej Litwy [19]. Jednakże szczególnie interesująca sytuacja istnieje na Białorusi, gdzie język polski przetrwał tylko w domu i w kościele. Nowa sytuacja sprawiła, że w kościołach tego państwa nabożeństwa odbywają się w trzech językach: po polsku, białorusku oraz rosyjsku. Również dwutygodnik diecezji grodzieńskiej "Słowo Życia" wydawany jest w dwóch językach: po polsku (8 tys. egz.) oraz po białorusku (4 tys. egz.). W Baranowiczach dla wiernych diecezji pińskiej, w Mińsku ukazują się pisma katolickie w trzech językach: po polsku, białorusku i rosyjsku, wychodzące jako mutacje. Podobna sytuacja dwujęzyczności cechuje czasami również prasę katolicką wydawaną na Ukrainie. Na przykład, pismo archidiecezji lwowskiej obrządku łacińskiego "Radość Wiary" zamieszcza teksty po polsku i po ukraińsku. Nie podejmuję się oceny tego stanu rzeczy, polegając na rozeznaniu sytuacji przez wydawców. Nawiasem mówiąc, również świecka prasa polska na Białorusi stosuje ten chwyt w swej praktyce, zamieszczając obok tekstów polskich teksty w innych językach używanych na tym terenie. Wspomniałem już o praktyce stosowanej w "Głosie znad Niemna", gdy chodzi o programy telewizyjne. Również wydawany w Grodnie kwartalnik naukowo-społeczno-kulturalny "Magazyn Polski", w którym dominuje tematyka historyczna, a który akcentuje wkład Polaków w rozwój cywilizacyjny ziem położonych między Niemnem, Dźwiną, Dnieprem i Prypecią, listy do redakcji zamieszcza się w języku oryginału, jak również przynajmniej po jednym artykule w języku rosyjskim i białoruskim. To, zdaniem wydawców, wynika z motywacji praktycznej i politycznej, zachęca bowiem ludzi do sięgania po polską prasę, uczenia się języka swych przodków, poznawania w ogóle kultury polskiej i kraju nad Wisłą [20].

Inna sprawa dotyczy finansowania pism za pomocą wsparcia z Macierzy w postaci programu pomocy prasie polskiej, finansowanego przez Senat Rzeczypospolitej Polskiej. Obecnie prawie wszystkie pisma na Wschodzie otrzymują dotacje. Takie bardzo życzliwe, lecz trochę "mechaniczne" traktowanie sprawia, że wydawcy, a nieraz i redaktorzy naczelni w jednej osobie pism polskich, do minimum redukują skład redakcji. Często nie mając wykształcenia dziennikarskiego, wypełniają łamy niestrawnymi tekstami, które odstraszają czytelnika od pisma (przypomnijmy, że czytelnik na Wschodzie ma wybór: zna on kilka miejscowych języków i potrafi czytać prasę wydawaną w kilku językach). Dlatego wydaje się celowe, aby szerzej stosować pomoc z Macierzy w postaci finansowania potrzebnych tej społeczności programów, zwiększenia sumy honorariów dla osób piszących spoza redakcji. Przyciągnęłoby to do współpracy nowych autorów, wzbogaciłoby tematykę, chociażby w niewielkim stopniu wsparłoby materialnie słabą jeszcze inteligencję polskiego pochodzenia w tych krajach. Nie mówię już o tym, że nie należy finansować wydawnictw zajmujących się "rozbijacką robotą" w środowiskach polskich, wciągających do swych wewnętrznych rozgrywek Polonię zachodnią, a takie przypadki miały ostatnio miejsce i są li tylko tajemnicą poliszynela. Inny fakt: tylko nieliczne osoby po studiach dziennikarskich w Polsce wróciwszy do kraju zamieszkania znalazły zatrudnienie w polskich mass mediach...

 

We wszystkich krajach byłego ZSRR (oprócz Litwy) prasa polska liczy niespełna lat dziesięć i w przełożeniu na lata ludzkie jest to wiek dziecięcy. Związki Polaków na Litwie, Białorusi, Estonii, Łotwie, zrzeszenia organizacji polskich na Ukrainie, inne organizacje posiadają własne organy prasowe. Poruszają one polską i polonijną tematykę kulturalną, artystyczną i społeczną, ułatwiają kontakty pomiędzy kulturą polską i kulturą kraju zamieszkania. Prasa sygnalizuje potrzeby naszych Rodaków na Wschodzie, ogłasza akcje społeczne i często je sama realizuje, jak to czyni "Kurier Wileński" w dziedzinie ochrony zabytków. Ukazujące się tam wydawnictwa są doskonałym dokumentem bytności naszych Rodaków w krajach zamieszkania, dokumentują dokonania w dziedzinie kultury, pełnią rolę integracyjną ze społeczeństwami tych krajów i z Macierzą.

Wydawnictwa polskie na Wschodzie dążą do połączenia dwóch funkcji: budzenia świadomości narodowej Rodaków - których za Bugiem mieszka co najmniej 1,5 mln - i kształtowania lojalności wobec kraju zamieszkania. Kształtują one postawy pozwalające na wyzbycie się zaściankowości, zainteresowanie Polską jako krajem o wielkim potencjale ekonomicznym, kulturalnym i naukowym, sprzyjają powstawaniu takiego zjawiska, jak przedsiębiorca polskiego pochodzenia za wschodnią granicą. Realizując hasło: "Jedność w różnorodności" słowo polskie również poza granicami Macierzy buduje Europę Ojczyzn.

 

Przypisy

1. Jerzy Myśliński, Prasa w języku polskim na Białorusi Radzieckiej 1921-1941 (Charakterystyka bibliograficzna i przegląd zawartości), "Rocznik Historii Czasopiśmiennictwa Polskiego" 1972, t. XI, z. 1, s. 114.

2. Ibidem.

3. Ostatni numer wydawanego we Lwowie "Czerwonego Sztandaru" ukazał się 16 czerwca 1950 r.

4. Józef Szostakowski, Prasa w języku polskim na Litwie w okresie od września 1939 do 1964 roku. Praca doktorska przygotowana na Uniwersytecie Warszawskim pod kierunkiem prof. dr hab. Wojciecha Jerzego Podgórskiego, IINiSB, Warszawa 2000, s. 100.

5. Egzemplarze czasopisma drugiego obiegu "My Chcemy Boga" w posiadaniu autora.

6. Gasan Gusejnow, Denis Dragunskij, Nowyj wzglad na staryje istiny, w: Ożog rodnogo oczaga. Nowyj wzglad na staryje istiny. Swojo i czużoje. Sobiesiednik, red. G. Gusejnowa i G. Dragunskogo, Izdatielstwo "Progress", Moskwa 1990, s. 16 -17.

7. Alina Słomkowska, Marianna Kozak, Jacek Zieliński, Nowe regulacje prawno-organizacyjne mediów w republikach nadbałtyckich i słowiańskich byłego ZSRR, "Zeszyty Prasoznawcze" R. XXXVII:1994, nr 1 -2, s. 67.

8."Spaudos metrastis" 1991, nr 1, s. 56, 57,61,65,66, 68,71, 77, 86.

9. Podręczny spis gazet polskich wydawanych na Wschodzie w latach 1989-2000. Zawiera tytuły ukazujące się w Estonii, na Łotwie, Litwie, Białorusi, Ukrainie, w Rosji, Gruzji, Jugosławii, Mołdowie, Rumunii, Czechach i Słowacji, Fundacja "Pomoc Polakom na Wschodzie", Warszawa 2000.

10. Zofia Kurzowa, Język polski w ZSRR, w.: Język polski na świecie, pod red. Władysława Miodunki, Uniwersytet Jagielloński, PWN, Warszawa-Kraków 1990, s. 128.

11. Szerzej o tym: Podręczny...

12. Szerzej o tym: Roman Dzwonkowski SAC, Polacy na dawnych Kresach Wschodnich. Z problematyki narodowościowej i religijnej, Oddział Lubelski Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", Lublin 1994.

13. Nina Mackiewicz, Prasa rosyjskojęzyczna na Litwie. Mass media, "Znad Wili" 1998, nr 9(214) z 1-15 V, s. 4.

14. 2001 metu I pusmecio uzsienio laikrasciu ir żurnalu kainorastis, VI "Lietuvos Pastas", Vilnius 2001, s. 1-20.

15. Podręczny..., s. 8.

16. Informacja pochodzi od Józefa Kwiatkowskiego, prezesa Stowarzyszenia Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie "Macierz Szkolna", Wilno.

17. Relacja Eugeniusza Skrobockiego, redaktora naczelnego kwartalnika "Magazyn Polski", Grodno.

18. Szerzej o tym: Roman Dzwonkowski SAC, Polacy w Kościele katolickim w krajach byłego ZSRR, w: Polskie odrodzenie na Wschodzie, red. nauk. Adam Bobryk i Józef Jaroń, Katedra Filozofii i Socjologii Akademii Podlaskiej w Siedlcach, Siedlce 1999, s. 167-185.

19. "Spotkania". Gazeta katolicka. Rozprowadzana jest drogą sprzedaży w następujących parafiach: Nowa Wilejka, Szumsk, Turgiele, Mejszagoła, Soleczniki, Landwarów, Gałgi, Mickuny, Niemenczyn, Ejszyszki, Rzesza, Suderwa, Sużany, Butrymańce, Podborze, Rodomino, Ławaryszki, Stare Troki, Rukojnie, Połuknie, Miedniki, Jaszuny, Podbrodzie.

20. Opinia ta została wypowiedziana przez Eugeniusza Skrobockiego, redaktora naczelnego "Głosu znad Niemna".

 

Józef Szostakowski
Litwa

Referat KS. ANDRZEJ WĘGRZYN, Urugwaj

Komisja Promowania Spraw Polskich w Świecie

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

Środki masowego przekazu z punktu widzenia Ameryki Łacińskiej


 

Emigracja i osadnictwo Polskie w Ameryce Łacińskiej mają swoją specyfikę zasadniczo różną od ośrodków polonijnych w innych częściach świata. Jest to przede wszystkim emigracja rolnicza z końca XIX i początku XX wieku, którą zasiliła po drugiej wojnie światowej emigracja żołnierzy walczących po stronie aliantów. Od tego czasu poza nielicznymi wyjątkami nie było napływu emigrantów na ten kontynent.

 

Głównymi krajami osiedlenia Polaków w Ameryce Łacińskiej są Brazylia i Argentyna oraz w znacznie mniejszym stopniu Paragwaj i Urugwaj. Ze względu na charakter emigracji miejscem ich osiedlenia były rozległe tereny rolnicze brazylijskich stanów Parany, Santa Katariny i Rio Grande do Sul, argentyńskiej prowincji Misiones czy południowych regionów Paragwaju. Emigranci tworzyli rozległe osady, które z czasem, przy współudziale ludności autochtonicznej i emigrantów innych narodowości powoli przekształcały się w osiedla, wioski i miasteczka. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że stany te i prowincje są terytorialnie niewiele mniejsze od terytorium dzisiejszej Polski możemy mieć obraz rozrzucenia polskiego osadnictwa. Emigracja powojenna przeważnie inteligencka i robotnicza osiedlała się głównie w miastach, z czasem też do miast przenosili się z interioru synowie osadników. Tam też tworzyli organizacje etniczne, głównie o charakterze kulturalnym.

 

Fakt głębokiej świadomości narodowej i religijnej polskich emigrantów był siłą, która przede wszystkim w początkach osadnictwa powodowała powstawanie polskich szkół, kaplic i kościołów oraz sprzyjała zachowaniu polskich tradycji religijnych i narodowych. Wszędzie tam, gdzie znalazła się grupka inteligencji, ludzi zdolnych i przedsiębiorczych, a trzeba nadmienić, że prawie zawsze wraz za prostym emigrantem podążali nauczyciele, księża i inni przedstawiciele warstwy inteligenckiej, powstawały rożnego rodzaju związki, kluby i towarzystwa, których punktem honoru było wydawanie czasopism, tworzenie grup teatralnych i folklorystycznych oraz organizowanie uroczystości związanych z ważniejszymi narodowymi świętami polskimi.

Mimo że kontakt z Ojczyzną był znikomy, gdyż odbywał się tylko i wyłącznie wolną i nie zawsze pewną drogą korespondencyjną, a polskie przedstawicielstwa dyplomatyczne nigdy nie przywiązywały większego znaczenia do problemu, polskie życie narodowe wśród osadników kwitło. Dowodem tego może być proporcjonalnie największa ilość żołnierzy ochotników, wywodzących się spośród polskich osadników w Argentynie, Brazylii i Urugwaju, którzy podczas II wojny światowej wzięli udział w walkach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

 

Liderzy polonijni mieli doskonałą świadomość potrzeby słowa pisanego, które docierało, by do wszystkich Polaków rozrzuconych po tym ogromnym kontynencie. Brak informacji i prasy z Polski zmuszał ich do szukania rozwiązań we własnym zakresie. Credo "Echa Polskiego", pierwszego polskiego pisma w Argentynie, którego pierwszy numer ukazał się w 1913 roku doskonale wyraża tę troskę. Głosi ono: "Pismo to poświęcone sprawom i potrzebom emigracji polskiej w Argentynie, pozostaje poza wszelkimi partiami i stronnictwami politycznymi. Zadaniem jego będzie rozwijanie, podtrzymywanie i rozbudzanie szeroko pojmowanej polskości, opartej nie na formułach i komunałach partyjnych, lecz na odwiecznej kulturze naszego narodu". I dalej: "Chce złączyć tych wszystkich co zrządzeniami losu znaleźli się poza ukochaną przez serca polskie metropolią, szukając w Argentynie warunków do życia, nie zrywając jednakże z nią serdecznych węzłów w nadziei na jaśniejszą przyszłość".

Takich czasopism ukazało się w Argentynie, Brazylii i innych krajach wiele. Ukazywały się one w różnych okresach czasu i wychodziły przez różny czas, jedne efemerycznie inne przez wiele lat, inne dotrwały do dzisiejszych czasów.

 

W Argentynie są to: wspomniane już "Echo Polskie", "Wiadomości Polskie" oraz - powstały 22 listopada 1922 roku i jako jedyna gazeta polska w Ameryce Łacińskiej wychodzący nieprzerwanie do dziś - "Głos Polski"; obejmujący swym zasięgiem prowincję Misiones i Paragwaj "Orędownik", którego hasło brzmiało: "za wiarę, oświatę i narodowość"; wychodzący w języku hiszpańskim miesięcznik "Polonia Economica y Cultural - Revista mensual"; "Codzienny, Niezależny Kurier Polski w Argentynie" docierający do Paragwaju, Urugwaju i Chile, a którego nakład w pewnym czasie osiągną liczbę 18 tys. egzemplarzy; miesięcznik "Argentyna" wychodzący w czasie drugiej wojny światowej także w języku hiszpańskim; "Przyjaciel Ludu", "Osadnik" i dla dzieci "Mały Osadnik"; "Głos Wolnej Polski", tygodnik "Gazeta Polska w Argentynie", "Bóg i Ojczyzna", które do dziś przetrwało jako dodatek w "Głosie Polskim" zatytułowany "Głos Wiary"; "Nowy Kurier", "Ogniwo", "Kombatant Polski w Argentynie", pismo popularno-naukowe "Technik"; pisma harcerskie "Krąg Wędrownych Zniczy", "Nasz Znicz", "Młody Las" i dla dzieci "Macierzanka".

 

W Brazylii: w Sao Paulo ukazywały się "Dzwon Polski", "O Imigrante", "Kurier Polski", "Aproximaçoes", "Związek Polsko-Katolicki", "Ziarna i Kłosy", "Przegląd Polski" i "Skarpa" w całości poświęcony literaturze i sztuce. W Kurytybie wychodziły: "Gazeta Polska", "Prawda Polska w Brazylii", "Nasza Praca", "Nasza Szkółka", "Świt" i "Lud", a później "Nowy Lud", który dotrwał niemal do dziś, a jego wydawanie ustało kilka lat temu, było też kilka efemeryd jak "Młody Parańczyk" i "Junak". W Rio de Janeiro ukazywały się "Kościuszko", "Brasil-Polonia" i "Szczerbiec", a w Porto Alegre "Odrodzenie". W Chile wychodziły: "Polak w Chile", "Biuletyn Środkowoeuropejski" i "La Voz de Polonia Oprimida". W Urugwaju - "Obrona" i "Informator Bóg i Ojczyzna", w Wenezueli - "Nasz Merkuriusz".

 

Wszystkie te pisma odegrały ogromną rolę nie tylko informacyjną, ale przede wszystkim w podtrzymywaniu polskiej świadomości narodowej.

Czas jednak zrobił swoje. Pokolenia Polaków urodzone już na obczyźnie powoli, normalną koleją rzeczy, podlegały nieubłaganemu prawu asymilacji. Spowodowało to, głównie w interiorze, powolne zamieranie działalności towarzystw. Dzieci emigrantów, szukając głębszego wykształcenia i lepszych warunków życia rozpraszali się w społeczeństwie, tracąc kontakt z duchem polskim panującym w rodzinie i miejscu osiedlenia swych przodków. W miejscach nowego pobytu rzadko szukali kontaktu z polską organizacją. Dodatkowo w Brazylii nacjonalistyczny dekret prezydenta Getulio Vargas z 1938 roku, zabraniający nie tylko jakichkolwiek działań narodowościowych i etnicznych, ale również zabraniający używania w miejscach publicznych innego języka niż portugalski spowodował całkowity paraliż i wymarcie polskich organizacji, a co za tym idzie i zorganizowanego podtrzymywania polskiej kultury i języka. Bardzo podobne zjawisko nastąpiło też w Paragwaju, chociaż z innych względów i skierowane głównie przeciwko Polakom, jako tym, którzy pochodzą z kraju komunistycznego. Szęśliwiej wyglądała sytuacja w Argentynie, w Buenos Aires i częściowo w Brazylii, w Rio de Janeiro i Sao Paulo, gdzie napływ emigracji żołnierskiej, a więc głęboko patriotycznej, przyczynił się w ogromnej mierze do zachowania polskiego ducha narodowego, choć przez władze komunistycznego PRL-u uważani byli za wrogów Ojczyzny.

 

Przyszło jednak odrodzenie. Koniec lat osiemdziesiątych i początek dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia był momentem przełomowym w życiu Polonii latynoamerykańskiej. Przede wszystkim wybór Polaka Karola Wojtyły na papieża spowodował bardzo głębokie ożywienie poczucia polskiej przynależności narodowej. Po raz pierwszy w historii emigracji Polacy poczuli się dumni ze swego pochodzenia i zaczęli to publicznie podkreślać. Wyzwolenie Polski spod komunizmu natchnęło polskie społeczeństwo nową nadzieją na kontakty i współpracę z demokratycznym krajem. W 1988 roku w Brazylii z pomocą przyszła też nowa konstytucja, która przekreśliła definitywnie wszystkie nacjonalistyczne dekrety tego kraju. Zaczęły powstawać nowe organizacje jak BRASPOL czy POPBRAS, ożywiły swą działalność stare, zaczęła do nich napływać młodzież. Z inicjatywy Jana Kobylańskiego powstała Unia Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej - USOPAŁ, która jako pierwsza kontynentalna organizacja polonijna wzięła na siebie zadanie reprezentowania i obrony interesów około dwu i pół milionowej rzeszy Polaków i ich potomków na kontynencie Ameryki Południowej.

Niestety, do pełnego rozwoju brakło w tym momencie i nadal brakuje "systemu nerwowego", jakim jest komunikacja głównie z krajem ojców. Z miejscowej prasy, która zawsze była nośnikiem informacji o Polsce, jej historii, kulturze i aktualnym życiu, po upadku "Nowego Ludu" w 1996 roku pozostał jedynie "Głos Polski" w Buenos Aires, wydawany ogromnym wysiłkiem finansowym przez Związek Polaków w Argentynie. Powstaje w prawdzie w Kurytybie czasopismo "Projekcje" (Projeçoes), ale skierowane jest ono do brazylijskich środowisk naukowo-badawczych. W związku z tym, że Polonia latynoamerykańska jest w absolutnej większości niezamożna jej organizacje nie mają wystarczająco środków na prowadzenie działalności wydawniczej.

 

Zniknął dochodzący kiedyś na falach krótkich program Polskiego Radia. Zresztą dziś jest już bardzo trudno o odbiornik radiowy z falami krótkimi. Nie dochodzi sygnał Telewizji Polskiej, sporadycznie dochodząca prasa z Polski nie odpowiada wymaganiom tutejszej Polonii, jak też jej regularna prenumerata jest zbyt droga. Poza tym, wielka odległość od Kraju i co z tym się wiąże, długi czas przesyłki sprawia, że przychodzące w niej informacje są nieaktualne. Pewną alternatywą może być internet, jednak w warunkach ekonomicznych naszych krajów jeszcze długo nie będzie to środek komunikacji masowej.

Polacy na tym kontynencie poczuli się rozczarowani. Jeszcze raz nadzieje na pomoc ze strony starej Ojczyzny zawiodły. Władze polskie nie mają żadnego programu wobec tutejszej Polonii, a szlachetna, dobra wola i zrozumienie oraz sporadyczne wsparcie ze strony Senatu Rzeczypospolitej, tradycyjnego opiekuna Polonii, i Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" zdają się być nie wystarczające.

 

Polscy osadnicy widząc, że do znaczących skupisk etnicznych w Ameryce Południowej inne kraje dostarczają sygnały programów swoich telewizji (RAI, RTP, DW, TVE TV5 TV arabska, TV japońska) mieli nadzieje, że zobaczą też Telewizję Polską. Tak się jednak nie stało.

Władze polskie nie są zainteresowane zbliżeniem kulturowym z krajem i podtrzymaniem języka polskiego, lecz tylko interesem ekonomicznym. Bo jak inaczej nazwać oddanie koncesji na transmisję programu TV Polonia na obie Ameryki w ręce biznesmena w Stanach Zjednoczonych. Gwoli informacji trzeba stwierdzić, że sprawa przekazu sygnału Programu Satelitarnego TV Polonia do Ameryki Północnej i Południowej, kontraktem z 14 grudnia 1994 roku, na okres 25 lat została oddana firmie Spański Enterprises Inc. Pan Spański (alias Robert Szczepański syn byłego prezesa Telewizji Polskiej), który posiadając wyłączność na te usługi wcale nie myśli altruistycznie, proponując biednym Polakom nieproporcjonalnie wysokie opłaty, czyli ok. 30 dol. miesięcznie, kiedy przeciętny Polak zarabia tu średnio ok. 200 dolarów, a w miejscowej telewizji za 20 dol. może oglądać 70 kanałów. Komercjalizacja programu polskiej telewizji w Ameryce Łacińskiej ze względów ekonomicznych nie ma żadnych szans powodzenia. A ze względów patriotycznych dla tutejszych Polaków jest rozwiązaniem głęboko bolesnym i wydaje się być wielkim nieporozumieniem.

Wszystko wskazuje na to, że taka właśnie jest polityka obecnego rządu w Polsce, gdyż z informacji jakie posiadamy wynika, że w Australii jest podobna sytuacja. W tym ogromnym kraju kontynencie, bez konsultacji z miejscowym społeczeństwem polskim likwiduje się bezpłatny i ogólnodostępny, choć angielskojęzyczny, program "Oto Polska", a to dlatego, że Telewizja Polska zawarła kontrakt z tamtejszą firmą TARBS na przekaz płatnego sygnału TV Polonia. Dobrze, że Polakom w Australii daje się możliwość usłyszenia polskiego słowa, zobaczenia polskich filmów i wiadomości, ale chce się tylko na nich zarobić? Dlaczego likwiduje się to, co darmowe. W tym wypadku tak jak i w Ameryce Łacińskiej głównym celem TV Polonia na pewno nie jest szerzenie polskiej kultury.

 

Wspomniałem powyżej, że alternatywną formą komunikacji jest internet. Można w nim znaleźć prawie wszystkie ważniejsze gazety polskie, ciekawe miejsca informacji i formacji kulturalnej, można nawet mając odpowiedni sprzęt posłuchać radia czy zobaczyć wybrane programy telewizyjne. Jednak ze względów ekonomicznych i uwarunkowań społecznych osadników polskich w Ameryce Łacińskiej nie jest i jeszcze dość długo nie będzie to środek masowej łączności. Potrzebny do tego jest komputer, linia telefoniczna, pobliski serwer i podstawowa znajomość języka polskiego oraz pewne wiadomości techniczne. Z tym jednak nie jest tak łatwo. Dodatkowo trzeba jeszcze ponieść koszty sprzętu i utrzymania połączenia. Niemniej jednak nie można tej formy łączności ignorować, zwłaszcza, że jest to niewątpliwie środek przyszłości.

Internet może jednak spełnić poważną funkcję łączności wewnętrznej między organizacjami polonijnymi tak w danym kraju, kontynencie jak i na świecie, oraz być źródłem informacji o organizacjach i ich działalności. Z istniejących dziś stron internetowych zawierających informacje o Polonii świata do najciekawszych niewątpliwie należy: www.Polonia.org pod redakcją pana Kosteckiego, która szeroko oferuje podstawowe informacje z życia Polonii na świecie oraz łącza do wielu interesujących stron web w Polsce i polskich zagranicą, w tym różnych stron organizacji polonijnych. Drugim godnym polecenia miejscem w internecie są strony Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" (www.wspolnota-polska.org.pl i www.polonijny-bank-danych.org.pl), które umożliwiają dostęp do informacji, adresów i dokumentów związanych ze wszystkimi niemal organizacjami polonijnymi na świecie.

 

W Ameryce Łacińskiej z wieloma ważniejszymi organizacjami polonijnymi tego kontynentu można się już połączyć pocztą elektroniczną, chociaż w większości są to adresy prywatne ich działaczy. Znacznie gorzej jest ze stronami web. Jedyną istniejącą dziś stronę w internecie posiada BRASPOL, a to też dzięki uprzejmości i możliwościom zawodowym jednego z jej członków zarządu głównego. Dla dziesiątek innych organizacji jest to na razie tylko marzenie. Po prostu, mimo najszczerszych chęci nie mają na to możliwości. Po pierwsze bardzo trudno jest tu znaleźć darmowy serwer, a te dostępne są jeszcze stosunkowo zbyt drogie, aby na ogół ubogie w środki materialne organizacje mogły sobie na nie pozwolić. Po drugie, brakuje naszym organizacjom odpowiedniej obsługi technicznej, której zakontraktowanie nie mieści się w ich kosztorysach.

Kończąc, w imieniu całej dwu i pół milionowej Polonii latynoamerykańskiej zwracam się do kompetentnych instytucji w Polsce o pomoc. Ta wielka rzesza Polaków i polskich potomków chce mieć łączność z Krajem, chce się uczyć języka, chce na bieżąco żyć Polską, chce kultywować i szerzyć polskie tradycje i polską kulturę, czuje się dumna z polskiego pochodzenia i chce być doceniana i znana w Polsce i na świecie. Nie stanie się to jednak bez pomocy z kraju ojców w rozwoju tutejszej prasy, bez dostępu do polskich środków masowego przekazu i względnie prostej pomocy w tworzeniu naszej sieci internetowej.

 

Polacy Ameryki Łacińskiej na ogół traktowani byli przez rząd polski trochę po macoszemu, jednak nigdy, pomimo wielu trudności, nie utracili miłości do starej Ojczyzny i polskiego ducha. Tak jak zawsze, szczególnie teraz, gdy przyszło nowe, z nadzieją wyglądają od Polski wsparcia w wypełnianiu swych ambitnych planów podtrzymywania polskości wśród swoich potomków i szerzenia jej kultury wśród bratnich narodów, z którymi na co dzień współżyją. Bezsilnie i z przerażeniem patrzą na rozbudzony nurt szukania tożsamości narodowej przez młode pokolenia nie mając wiele możliwości wyjścia im naprzeciw.

 

Ks. Andrzej Węgrzyn TChr
Sekretarz Generalny USOPAŁ

Referat LEOPOLD BIŁOZUR, Argentyna

Komisja Promowania Spraw Polskich w Świecie

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

Emigracja polska w świecie na progu Trzeciego Milenium



Niektórzy historycy nazywają również Polskę Troją Północy, bowiem na jej ziemiach od wieków toczyły się prawdziwie homeryckie boje. Z płonącego miasta wojownicy wynieśli swe plemienne hasło: ,,za naszą wolność i waszą". O tę wolność swoją i obcą walczyli potem na wszystkich teatrach wojennych świata. Ruch rewolucyjny we Francji, który przerodził się w epos napoleoński splata się dziwnie z duchem odrodzenia polskiego w XVIII wieku, także z działalnością rewolucyjno-niepodległościową w Amerykach Północnej i Południowej. To również wpłynie na powstanie potężnych ruchów emigracyjnych po upadku Napoleona i nadziei z nim związanych, w szczególności na wielką falę polskiej emigracji po upadku powstania 1831 roku do krajów, gdzie żywiono sympatie dla sprawy polskiej.

 

W Polsce to odrodzenie moralne narodu przyniosło zbawienny wpływ na przyszłe losy kraju przez wychowanie nowego pokolenia patriotycznej młodzieży, która swe wykształcenie otrzymała albo za granicą, przy poparciu króla Stanisława Augusta, który sam posiadał staranne wykształcenie, albo w kraju pod kierownictwem tak wykształconych i mądrych ludzi jak Hugo Kołłątaj, Stanisław Konarski, Jan Śniadecki, Stanisław Staszic w oparciu o tak światłe rodziny jak Czartoryscy, Zamoyscy i Potoccy. Wielką rolę odegrała Komisja Edukacyjna (pierwsze w Europie Ministerstwo Oświaty) utworzona 14 października 1773 roku i wybitne szkoły, jak słynne Collegium Nobilium. To wszystko miało wielki wpływ na uchwalenie Konstytucji 3 Maja 1791 roku.

 

Te ruchy rewolucyjno-niepodległościowe zrodziły wielkich przywódców. Są to przede wszystkim wielki przywódca i genialny reformator Napoleon Bonaparte w Europie. W Ameryce Północnej - Thomas Jefferson, Abraham Lincoln, George Washington. W Ameryce Północnej działał podówczas także Tadeusz Kościuszko, odznaczony jednym z najwyższych odznaczeń tego czasu "Orderem Cincinnati". Kościuszko potem wrócił do Polski i stanął na czele powstania 1794 roku. W Stanach Zjednoczonych wielką rolę odegrał również Kazimierz Pułaski, twórca kawalerii Stanów Zjednoczonych, bohater amerykański, który zginął w bitwie pod Savannah (uprzednio jeden z przywódców Konfederacji Barskiej w Polsce.) W Ameryce Południowej mamy takich przywódców jak José de San Martín, Simón Bolívar, José Gervasio Artigas.

 

Szczególną rolę w historii emigracji polskiej odegrała wielka fala uchodźców ery ponapoleońskiej, wzmocniona szeregami żołnierzy polskich po upadku powstania 1831roku. Słusznie otrzymała nazwę tzw. "Wielkiej Emigracji". Wystarczy przytoczyć tylko kilka nazwisk, aby zrozumieć wielkość i znaczenie osiągnięć kulturalnych, które otrzymał naród od tych wybitnych ludzi we wszystkich dziedzinach kultury, a więc w literaturze, nauce, sztuce, muzyce i w innych bezcennych wartościach, które jednocześnie były wkładem kultury polskiej do ogólnoludzkiego dorobku - a więc: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński, Fryderyk Chopin, Maria Curie Skłodowska.
Jest to równocześnie bardzo ważny okres tworzenia się w Europie pojęcia narodowości w nowoczesnym tego słowa znaczeniu. Pojęcie narodu istniało od dawna, ale jego znaczenie nie było takie, jak je dziś rozumiemy. W szczególności dotyczyło to narodów niemieckiego i włoskiego. Naród polski również przechodził ten proces. Właśnie działalność patriotyczna młodzieży, powstania, emigracje przyczyniły się wraz ze znajomością doświadczeń innych narodów do zrozumienia własnego narodu jako jedności we wszystkich jego warstwach.

 

Na przełomie XIX i XX wieku obserwujemy drugi etap emigracyjny kulturalno- polityczny. Patronują temu okresowi takie nazwiska jak: Henryk Sienkiewicz, Ignacy Jan Paderewski, Ignacy Mościcki, Roman Dmowski i oczywiście Józef Piłsudski.

 

Wiele było przyczyn emigracji z Polski. Od dwustu lat istnieją emigracje polityczne i zarobkowe. Niepowodzenia naszych powstań narodowych powodują kolejne fale emigracji politycznych. Za żołnierzami przybywają lekarze, inżynierowie, uczeni, a wreszcie rolnicy i robotnicy.

 

Szczególne znaczenie ma poszukiwanie korzeni osadnictwa polskiego w Ameryce Łacińskiej i ukazywanie wkładu osób polskiego pochodzenia w rozwój krajów osiedlenia. Dogodną okazję stanowiły obchody 125 rocznicy przybycia pierwszych osadników do Brazylii, a w 1997 roku, stulecia osadnictwa polskiego w Argentynie. Z inicjatywy kierownictwa Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej (USOPAŁ) przy wydatnym poparciu Parlamentarnej Grupy Przyjaciół Polski w Senacie, Parlament Argentyński podjął pierwszą w świecie, bez precedensu uchwałę o ustanowieniu "Dnia Osadnika Polskiego" w Argentynie, który będzie obchodzony corocznie w dniu 8 czerwca jako święto ogólnonarodowe. Oznaczało to uznanie polskiego udziału krwi, potu, przywiązania do wiary ojców, kultury swego narodu jako czynnik pozytywny w tworzeniu nowego bytu narodowego, oraz wdzięczności za lojalność okazaną w latach trudu i znoju.

 

Nie możemy także zapomnieć o haniebnej emigracji przymusowej naszego narodu o tych milionach Polaków wywiezionych na Sybir i w inne regiony pod panowaniem Rosji. Kiedyś czyniły to władze carskie, później masowo okupant sowiecki, z którym współpracował PRL, a zwłaszcza zdradzieckie służby specjalne, milicja itd. Również Niemcy wywozili aresztowanych do obozów prac przymusowych do Rzeszy i Austrii. Innych zmuszano do opuszczenia Polski, albo z niej musieli uciekać.

 

Osobny rozdział pragniemy poświecić emigracji polskiej w Stanach Zjednoczonych, która reprezentując dziesięciomilionową rzeszę wiernych krajowi ojców oddała bezcenne usługi swej dalekiej Ojczyźnie. W 1920 roku wielu obywateli amerykańskich, pochodzenia polskiego pośpieszyło w obronie Warszawy, wsławił się również dywizjon lotniczy "Tadeusz Kościuszko" pilotowany przez Polaków z Ameryki. Po wojnie Polacy ze Stanów Zjednoczonych udzielili masowej pomocy materialnej w lekach i żywności dla wygłodzonych dzieci polskich. Prezydent Wilson, na prośbę Paderewskiego interweniował energicznie w sprawach polskich podczas prac przygotowawczych do Kongresu Wersalskiego. ,,Polska z dostępem do morza" - 13 punkt programu Prezydenta Wilsona rozstrzygnął o naszej granicy zachodniej. Ostatnio byliśmy świadkami skutecznej interwencji Polskiego Kongresu Polonii Amerykańskiej w Departamencie Stanu celem zapewnienia członkostwa NATO dla naszego kraju.

 

To wszystko może być przykładem, co może zrobić duża organizacja, reprezentującą miliony członków i przemawiająca jednym głosem. Konieczne jest zatem powstanie światowej organizacji polonijnej, która powinna zjednoczyć wszystkich Polaków i osób pochodzenia polskiego, razem około 16 milionów, to znaczy jedną trzecią cześć całego narodu, aby mogła reprezentować i bronić praw tych emigrantów w krajach osiedlenia i w naszym kraju. Jedną z najważniejszych spraw jest zadośćuczynienie za krzywdy i rabunki okupacji sowieckiej i hitlerowskiej.

 

Światowa organizacja Polaków na Emigracji nie może być pod żadnym względem pod wpływem jakiejkolwiek partii politycznej w Polsce ani ambasady. Przedstawicielstwo tej nowej organizacji centralnej emigracji polskiej na obczyźnie powinno mieć bezpośredni kontakt w Polsce z urzędem Prezydenta, z Sejmem i Senatem.


Musimy tutaj poruszyć szczerze i otwarcie sprawę naszego MSZ. Kiedy w roku 1918 organizowano nowe polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych byliśmy w tym szczęśliwym położeniu, że mieliśmy do dyspozycji wielu wybitnych, wykształconych i wiernych Polsce patriotów na emigracji, znających dobrze języki i obce kraje. Oczywiście trudno nam dzisiaj marzyć o takich osobistościach jak Chłapowski, Edward i Roger Raczyńscy, Zaleski, Romer, Lipski, Łukasiewicz, Potocki, Morawski, Sokolnicki, Ciechanowski, Łubieński, Frankowski itd. Nic dziwnego, że uważano ich za najlepszą ze wszystkich służb państwowych i - jak to powiedział ostatni przedwojenny minister, Józef Beck - ,,ta nasza piękna służba zagraniczna".

 

Obecnie w spadku otrzymaliśmy zbieraninę ludzi dobranych ze specjalnych służb wykształconych w Rosji, przeważnie nie polskiego pochodzenia, ze zmienionymi nazwiskami, a z koneksjami i powiązaniami z dawnego PRL. Tutaj narzuca się konieczność gruntownej reorganizacji i całkowitej zmiany kadr. Na przykład wszyscy ambasadorowie winni być przed nominacją Prezydenta, tak jak to jest w wielu szanujących się państwach, przesłuchiwani przez specjalną komisję senacką, która weryfikuje kompetencje i przygotowanie kandydata na tak wysoki urząd, który w obcym państwie przedstawia osobę naszego Prezydenta.

 

Leopold Biłozur
Prezes ZPK w Argentynie
Prezes Komisji Polskich Kombatantów przy USOPAŁ

 

Referat KRYSTYNA MOCHLIŃSKA, Wielka Brytania


Komisja ds. Współpracy Organizacji Polonijnych ze Strukturami Duszpasterskimi

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

Obecność Kościoła katolickiego w życiu Emigracji*


 

Omawiając obecność Kościoła katolickiego w życiu polskiej diaspory, należy już na początku podkreślić, że Kościół zawsze skupiał społeczeństwo wokół siebie i je jednoczył. A tak zwana "polskość masowa" na pewno związana jest z formami kultu i religijności, czyli właśnie z Kościołem.

 

Jest na to wiele przykładów. Weźmy pod uwagę Anglię, w której emigracja masowa powstała dopiero po wojnie. W Londynie zaraz po zakończeniu wojny Emigracja tłumnie widoczna była przede wszystkim na niedzielnej Mszy św. w Brompton Oratory, a z czasem w innych miejscach kultu w poszczególnych dzielnicach Londynu. Trzy duże manifestacje polskie w Anglii, gromadzące tysiące Polaków były związane właśnie z Kościołem. Jedną był marsz protestacyjny z okazji przyjazdu Chruszczowa, który przeszedł ulicami Londynu od kościoła Brompton Oratory pod pomnik poległych Cenotaph przy Whitehall. Dwie inne manifestacje miały jeszcze bardziej religijny charakter. Było to upamiętnienie Tysiąclecia Chrześcijaństwa w Polsce przez odprawienie Mszy św. na stadionie White City oraz spotkanie z Ojcem Świętym Janem Pawłem II na stadionie Crystal Palace.

 

Przeanalizowanie obecności Kościoła poza Krajem jest bardzo ważnym elementem w samym rozumieniu życia polskiej Wspólnoty poza Krajem. Często widzi się w Kościele tylko jego struktury instytucjonalne. Mają one oczywiście bardzo ważne znaczenie i miejsce w życiu samego Kościoła. Jednak Kościół - oprócz wymiaru instytucjonalnego - ma przede wszystkim wymiar duchowy. Ten właśnie duchowy wymiar wskazuje na fakt, że w życiu Kościoła na Emigracji uczestniczy znacznie więcej ludzi niż w życiu organizacji.

 

Potrzeby duchowe emigrantów znajdują swoją troskę w dokumentach Kościoła. Instrukcja Stolicy Apostolskiej o duszpasterstwie Emigrantów pod nazwą Pastorali Migratorum Cura mówi: "Migranci wnoszą z sobą właściwy im sposób myślenia, własną mowę, kulturę i religię, która trwać będzie również i poza granicami ojczystego kraju. Musi to być wszędzie otoczone jak największym poszanowaniem. Ojczysta mowa migrantów, przy pomocy której wyrażają oni własną mentalność, sposób myślenia oraz przejawy kultury i życia duchowego, nie powinna stać na ostatnim miejscu" (Papież Paweł VI, Motu Proprio et Instructio do Pastorali Mignatorum Cura, 1969 r.; tłum. polskie: "Duszpasterz Polski Zagranicą" 1970, s. 1-61).

 

Cała więc owa spuścizna kulturowa i duchowa, cała rodzima tradycja trwają dalej poza granicami kraju. Odnosi się to również i do tych form kultu i pobożności, którymi emigranci żyli w kraju. W pierwszym okresie osiedlenia emigranci bardzo są przywiązani do tych form pobożności, które wynieśli z kraju, gdyż one pozwalają im zachować tożsamość w zetknięciu z innymi wartościami kulturowymi.

 

Jedną z cech Kościoła katolickiego w ogóle jest jego katolickość, czyli powszechność. Oznacza to, że Kościół jest obecny we wszystkich krajach i wszystkich kulturach. Wyrazem tej powszechności jest jedność kultu sprawowana we wszystkich lokalnych wspólnotach Kościoła w świecie. Do niedawna owa jedność wyrażała się również i jednością języka, jakim była łacina. Dziś formy kultu są wspólne, chociaż języki różne.

 

Niezależnie jednak od jedności kultu istnieją różne formy pobożności i religijności związane z charakterem i kulturą danego narodu. Związane jest to nie tylko z formatami duchowości, ale całą przeszłością historyczną. Religijność polska rozwijała się w warunkach specyficznych wraz z całą historią narodu. Klęska w 1939 roku sprawiła, że Kościół ponownie został bardzo ściśle związany z narodem. W wyniku wojny poza krajem znalazła się duża część polskiego społeczeństwa. Właściwie była to część narodu przeniesiona poza kraj, ale mająca swoje struktury państwowe, czyli prezydenta i rząd oraz życie polityczne oparte o istnienie różnych partii politycznych, a także armię, szkolnictwo, wydziały na uniwersytetach, życie kulturalne, prasę, wydawnictwa. Całe normalne życie społeczności, która znalazła się poza krajem. Dlatego papież Jan Paweł II, przemawiając do Polaków w Londynie, powiedział: "Wy, którzy stworzyliście dzisiejszą Polonię angielską, jesteście dla mnie przede wszystkim Emigracją, ale przede wszystkim żywą częścią Polski, która nawet wyrwana z Ojczystej gleby, nie przestaje być sobą. Owszem, żyje przeświadczeniem, że w niej właśnie, w tej części w szczególny sposób żyje całością" (Przemówienie do Polaków w Wielkiej Brytanii, 30 V 1982 r.). Wśród tej całości był również obecny Kościół, mający swego biskupa ordynariusza, kurię biskupią, normalne struktury duszpasterskie. W życiu emigracji obecne były inicjatywy życia organizacyjnego, istniała już w czasie wojny Akcja Katolicka i inne organizacje.

 

Po wojnie, w okresie przejściowym większość Polaków, dawnych żołnierzy i osób cywilnych mieszkała w obozach, gdzie były urządzane kaplice i gdzie prowadzono normalne duszpasterstwo w oparciu o dawnych kapelanów wojskowych i tych kapłanów, którzy wyszli z obozów koncentracyjnych. Arcybiskup Józef Gawlina wyjednał u Stolicy Apostolskiej, że Wikariusz Generalny Kurii Polowej, ks. infułat Michalski, otrzymał jurysdykcję nad dawnymi kapelanami wojskowymi, jak i tymi miejscami, gdzie Polacy mieszkali w większych skupiskach. Miejscowa hierarchia nie wyrażała sprzeciwu. Kardynał Griffin, jako arcybiskup Westminsteru, mianował ks. infułata Władysława Staniszewskiego swoim wikariuszem - delegatem dla duszpasterstwa polskiego w swojej diecezji. Z czasem ordynariusze innych diecezji przekazali ks. Staniszewskiemu podobne uprawnienia, tak że był on wikariuszem - delegatem na Anglię i Walię. Podobnie stało się w Szkocji, która ma jak wiadomo oddzielną hierarchię. Likwidacja obozów i hosteli sprawiła, że księża przechodzili do tych miejscowości, gdzie osiedlali się Polacy i tak zaczęto organizować duszpasterstwo polskie, które jurysdykcyjnie było związane z wikariuszem - delegatem.

 

Po zgonie ks. kardynała Augusta Hlonda, Prymasa Polski, który w 1931 roku otrzymał nominację na Protektora Emigracji Polskiej, Stolica Apostolska mianowała protektorem ks. abp J. Gawlinę. Piastował on ten urząd do swojej śmierci w 1964 roku. Po jego śmierci ks. kard. Stefan Wyszyński jako Prymas Polski otrzymał od Stolicy Apostolskiej Protektorat nad Emigracją Polską. Dziękując za otrzymaną nominację ks. kardynał Wyszyński powiadomił Stolicę Apostolską, że ze względu na istniejącą sytuację polityczną w Polsce, swoje obowiązki protektora będzie wykonywał przez swojego delegata, rezydującego w Rzymie w Centralnym Ośrodku Duszpasterstwa Emigracji. Pierwszym delegatem był ks. biskup Władysław Rubin. Po jego nominacji na kardynała i przejściu do pracy w Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich, obowiązki delegata przejął biskup Szczepan Wesoły, obecnie już arcybiskup.

 

Takie są struktury Duszpasterstwa Emigracji. Struktury są ważne, ale struktury muszą być wypełnione treścią. Muszą prowadzić do ożywienia wiary, co realizuje się w poszczególnych wspólnotach parafialnych. Początkowo polskie wspólnoty parafialne wynajmowały angielskie kościoły katolickie dla sprawowania niedzielnej liturgii, później jednak powstała sieć kościołów i kaplic, przeznaczonych wyłącznie na potrzeby kultu w języku polskim. Jeśli społeczność emigracyjna i polonijna zdobyła się na tak duży wysiłek finansowy, aby mieć swój kościół czy kaplicę, z całym zapleczem niezbędnym do prowadzenia działalności organizacyjnej i społecznej, to chyba dlatego, że czuła potrzebę przeżycia religijnego, opartego o polskie formy kulturowe. Zwłaszcza w oparciu o te formy religijności, które starsze pokolenie przeżywało w kraju, czyli oznaki religijności patriotycznej, szczególnie jednoczącej Polaków, które to formy chciano przekazać również swoim dzieciom.

 

Jedną z cech charakterystycznych polskich wspólnot był udział świeckich w życiu parafii. Oni to zabezpieczali księdzu byt materialny i umożliwiali działalność duszpasterską. Oni to dla sprawnego wykonywania różnych zadań, tworzyli komitety parafialne, które były prekursorami późniejszych, posoborowych rad parafialnych, a które były i są bardzo skutecznym środkiem działania duszpasterskiego. Kiedy w okresie posoborowym zaczęto tworzyć międzynarodowe zrzeszenia apostolstwa świeckich, Kościół w Polsce, który nie mógł posiadać organizacji katolickich, listem księdza Prymasa kardynała Wyszyńskiego zlecił emigracyjnym organizacjom apostolstwa świeckich udział w międzynarodowej współpracy i reprezentowanie polskiego laikatu w Kraju. Dziś, gdy Polska jest wolna, reprezentacje emigracyjne powiększyły się o długo oczekiwane delegacje organizacji katolickich z Ojczyzny. Należy tu również podkreślić udział laikatu emigracyjnego w działalność organizacji kraju zamieszkania. Warto chociażby wymienić National Council of Lay Associations, National Board of Catholic Women, Aid to the Church in Need oraz Consortium of Christian Organizations.

 

Ta krótka analiza obecności polskiego Kościoła w środowiskach polskich i polonijnych na Zachodzie, przykładowo oparta została o pracę Polskiej Misji Katolickiej w Anglii i Walii. Jednakże warto dodać, że działalnością swoją Duszpasterstwo Polskie obejmuje cały zachodni Świat. Chociaż inne kraje mają pewne odmienne struktury prawne. Na przykład w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie Polskie Duszpasterstwo jest oparte o utworzone tam parafie personalne. Inna jeszcze była sytuacja w Brazylii, gdzie emigranci określani byli jako kolonizatorzy. A jeszcze inna we Francji, zwłaszcza w części północnej i wschodniej, gdzie mieszkało kilkaset tysięcy polskich górników i hutników. Polacy jako warunek przyjścia do pracy stawiali posiadanie własnego kościoła, zatem kopalnie budowały kościoły i dawały wyposażenie polskim kapłanom, a niekiedy na tym tle dochodziło do nieporozumień z miejscowym klerem. Dziś jednak praca duszpasterska oparta jest na Pastorali Migratorum Cura. Podobnie jest w innych krajach europejskich oraz w Australii, Nowej Zelandii czy Afryce Południowej.

 

Od zakończenia drugiej wojny światowej upłynęło dobrze ponad pół wieku. W ciągu tego półwiecza w społeczeństwach emigracyjnych i polonijnych nastąpiło wiele przemian. Niektóre można było przewidzieć, innych nie. Było też dużo przeciwności. Jednakże nie można sobie wyobrazić rozwoju życia religijnego bez duszpasterstwa prowadzonego w oparciu o polskie wartości kulturowe. Kościół - obecny w życiu emigracyjnym był i jest instytucją, która łączy, gromadzi i jednoczy.

 

* Opracowano na podstawie tekstów abp Szczepana Wesołego.

 

Krystyna Mochlińska
Polska Akcja Katolicka
Wielka Brytania

Referat KS. ALFRED BIETA, Polska

Komisja ds. Współpracy Organizacji Polonijnych ze Strukturami Duszpasterskimi

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

Polonia ewangelicka

 

"Sprawę polsko-ewangelicką w Kraju i na tułaczce w czasie ostatniej wojny światowej prześladował tragiczny splot okoliczności. Tam (w Kraju) i tu (na obczyźnie) przechodziliśmy próbę wytrzymałości i wielka szkoda, że po wrześniu 1939 roku żaden z naszych księży pastorów nie znalazł się poza granicami, zatem rolę przywódców musieli wziąć na siebie laicy..." (J. Cienciała, Na 5-lecie ZEP, 1948). Myślano o tym w Londynie od lata 1940 roku. Sprawę ruszono z letargu pod wpływem memoriałów Komitetu Ewangelików w Palestynie do Rządu RP i Rady Narodowej w Londynie w 1941 i 1942 roku, proszących o objęcie opieką duszpasterską ewangelików w Polskich Siłach Zbrojnych oraz o powołanie do życia organizacji ewangelików Polaków za granicą. Powołany przez ministra informacji Rządu RP w styczniu 1943 roku Polish Publication Committee ogłosił rejestrację ewangelików w PSZ. Komitet ten spowodował mianowanie kapelana dla wyznań protestanckich, pochodzącego z Polski, ks. Walnera, a także urządzenie Trzeciomajowego nabożeństwa protestanckiego w katedrze Św. Pawła w Londynie z udziałem członków rządu i delegacji Polskich Sił Zbrojnych, premiera rządu JKM W. Churchilla, reprezentantów rządów alianckich, kościołów protestanckich oraz wielu wybitnych działaczy politycznych i społecznych, polskich i alianckich.

 

Rys historyczny


Zrzeszenie Ewangelików Polaków w Wielkiej Brytanii, założone 12 lipca 1943 roku, zaczęło działać w ramach utworzonego 20 października 1943 roku Anglo-Polish Christian Circle. I Zjazd - Walne Zebranie obradujące w Londynie w dniach 30-31 października tegoż roku zatwierdziło statut, opracowany przez Tymczasowy Zarząd, dokonało wyboru władz i wytyczyło program działania. ZEP wydawało broszury informacyjne o położeniu Kościoła w Polsce, wysyłało memoriały do Kościołów protestanckich na Zachodzie i organizowało odczyty. Powołany do życia Polish Evangelical Relief Fund współpracował z Czerwonym Krzyżem, otaczając opieką moralną i religijną współwyznawców w obozach jenieckich. Organizowano pomoc lekarską, żywnościową dla uchodźców i jeńców, współdziałając z Help Warsaw Committee. Prezes ZEP, p. Kożusznik, był członkiem Rady Narodowej RP. Działalność Zrzeszenia została poszerzona w 1944 roku, po przedostaniu się do aliantów ewangelickich duszpasterzy z Kraju, którzy objęli opiekę religijną w PSZ. Z inicjatywy Zarządu ZEP od Wielkanocy 1945 roku zaczął wychodzić we Włoszech, przy współudziale alianckich kapelanów protestanckich, organ duszpasterstwa ewangelickiego II Korpusu "Poseł Ewangelicki". ZEP wydało także Śpiewnik i modlitewnik dla Ewangelików i ogłosiło apel o składanie darów na kupno i urządzenie Domu Polaka Ewangelika w Londynie. Lata 1945-1953 - czas demobilizacji PSZ, osiedlania się, powrotów do Kraju, łączenia rodzin lub dalszych emigracji - były szczytowym okresem działalności charytatywnej. Przedstawiciele ZEP byli zapraszani do współorganizowania manifestacji i obchodów Millennium Polski Chrześcijańskiej, brali udział w pracach Rady Narodowej, Skarbu Narodowego i w Zjednoczeniu Polskim oraz w stowarzyszeniach kombatanckich, oświatowych i regionalnych.

 

Kościoły


Po licznych konsultacjach i naradach Prezydent RP wydał dekret z 15 grudnia 1952 roku O stosunku Państwa Polskiego do Polskiego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego na Obczyźnie, w którym uznaje "Polski Kościół Ewangelicko-Augsburski na Obczyźnie utworzony przez Polaków tego wyznania, przebywających poza granicami RP". PKEANO zrzesza parafie tworzone poza granicami Rzeczypospolitej przez Polaków tego wyznania i stanowi samodzielną organizację kościelną na czas trwania wyjątkowych okoliczności wywołanych wojną. Na tej prawnej podstawie ówczesny senior duszpasterstwa ks. Wł. Fierla zwołał Synod, który 1 listopada 1953 roku obradował w Londynie. Synod wybrał władze Kościoła z ks. Wł. Fierlą jako Zwierzchnikiem z tytułem biskupa. Miesięcznik "Poseł Ewangelicki" został oficjalnym organem PKEANO. Kolejne Synody obradowały w latach: 1956, 1959, 1966, 1971, 1976, 1988.

 

Polski Kościół Ewangelicko-Reformowany


Założony jesienią 1946 roku w Londynie przez ks. R. Mazierskiego, miał za zadanie zapewnić opiekę duszpasterską nad przebywającymi na Zachodzie ewangelikami wyznania reformowanego. Prawnie Kościół ten związał się z Międzynarodowym Zrzeszeniem Chrześcijańskich Kościołów w USA oraz z Independent Board for Presbiterian Foregin Mission w Ameryce, których delegaci odwiedzali Synody w Londynie, udzielając pomocy misyjnej. Wydawana od wiosny 1946 roku "Dobra Nowina" stała się organem Konsystorza tego Kościoła. Warto dodać, że przez długi okres nabożeństwa były odprawiane we francuskim kościele reformowanym w Londynie założonym przez ks. Jana Łaskiego w roku 1550. Kościół ten służył jako "Zbór cudzoziemski", o czym głosi wmurowana tablica ku pamięci Superintendenta Jana a Lasco. Po zgonie ks. Mazierskiego opiekę religijną przejął angielski biskup Thompson, po nim świecki kaznodzieja Eade. Milenium Polski Chrześcijańskiej uczczono wydaniem broszury 1000 lat Chrześcijaństwa Polskiego (w językach polskim i angielskim) oraz uroczystym nabożeństwem z udziałem przedstawicieli innych Kościołów i Rządu RP na Uchodźstwie. Na początku lat siedemdziesiątych w związku z interkomunią Kościołów opiekę duszpasterską objął ks. A. Bieta.

Poza Wielką Brytanią działa Polska Parafia Ewangelicko-Augsburska w Toronto, powstała 10 kwietnia 1954 roku, na pierwszym zebraniu Polaków-ewangelików w Toronto. 22 sierpnia 1954 roku odprawił pierwsze polskie nabożeństwo odprawił ks. bp Fierla. Po nim kolejno sprawowali opiekę duszpasterską ks. Bornemann, ks. Prűefer, ks. Rucki, zaś w latach sześćdziesiątych ks. Froelich.

Polski Zbór w Adelajdzie (Australia) założony w 1949 roku, kiedy do Australii zaczęli napływać pierwsi emigranci - głównie z obozów w Niemczech. Założycielem był ks. Winkler. W dniu 18 maja 1952 roku po załatwieniu niezbędnych formalności mógł powstać w Adelajdzie polski zbór w ramach Zjednoczonego Kościoła Luterańskiego.

4 września 1949 roku powstał Polski Zbór Ewangelicko-Augsburski w Paryżu. Założycielami byli ks. bp Fierla z miejscowym reprezentantem Polonii ewangelickiej p. Gilem.

Pragnieniem I Synodu Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego było otoczenie opieką Polaków-ewangelików w Niemczech. Utworzono dwie parafie: "północ" i "południe". Zaś opiekę duszpasterską powierzono dwu duchownym ks. radcy Dietrichowi i ks. Gostoskiemu. Na skutek różnych nieporozumień z Konsystorzem w Londynie powstałe parafie postanowiły pójść pod jurysdykcję EKD (Evangelische Kirche in Deutschland).

Na Zaolziu w II połowie XIX wieku Kościół ewangelicki brał żywy udział w procesie uświadamiania narodowego na Śląsku Cieszyńskim. Wszystkie zbory miały charakter polski. O to zadbał w latach 1866-1875 ks. Otto. Pomimo chęci germanizowania zbory zaolziańskie nie uległy tym wpływom, a to dzięki postawie ks. F. Michejdy. W roku 1920 władze czechosłowackie początkowo czyniły trudności w prowadzeniu normalnej działalności. Dopiero w 1927 roku Statut Polskiego Kościoła został zatwierdzony. W okresie międzywojennym obejmował 7 zborów: Nawsie, Bystrzyca, Trzyniec, Ligotka Kameralna, Błędowice Dolne, Czeski Cieszyn, Orłowa. Siedzibą senioratu była Orłowa, później Trzyniec. Po zajęciu Zaolzia przez Polskę w 1938 roku dotychczasowy Kościół ewangelicki pod względem organizacyjnym powrócił do stanu sprzed roku 1920. Kościoły i nabożeństwa czeskie znikły. W pierwszych latach po drugiej wojnie światowej chodziło o załamanie polskiego charakteru Kościoła na Zaolziu. Ważne uchwały zapadły na IV Zwyczajnym Synodzie Kościoła w 1950 roku, przywracając nazwę Śląski Kościół Ewangelicki - Augsburskiego Wyznania w Czechosłowacji. Zwołany w marcu 1991 roku Synod Kościoła wybrał nowe władze kościelne i nowego biskupa, ks. Wolnego.

 

Sytuacja Polonii ewangelickiej obecnie


Artykuł 10 Dekretu Prezydenta RP z 1952 roku brzmi: "Po powrocie Władz Konstytucyjnych do wyzwolonej Polski, Duchowy Zwierzchnik Polskiego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego na obczyźnie, jak również wszyscy członkowie Konsystorza złożą swe funkcje na Pierwszym Synodzie Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce...". Niestety, pomimo chęci nawiązania dialogu zarówno przez ks. bp Narzyńskiego, a później ks. bp Szarka, ks. bp Fierla nie złożył urzędu, co w konsekwencji raczej ujemnie wpłynęło na obecną rzeczywistość. Zasadniczo można mówić, że z chwilą śmierci Księdza Biskupa w 1955 roku przestał istnieć Polski Kościół Ewangelicko-Augsburski na Obczyźnie.

Polskie parafie na terenie Wielkiej Brytanii się podzieliły. Parafie północne: Bradford-Leeds-Manchester przeszły pod jurysdykcję Angielskiego Kościoła Luterańskiego, którego Biskupem jest ks. W. Jagucki, parafie Middlandów, tzn. środkowej Anglii oraz południowej - pod jurysdykcję Kościoła w Kraju. Zwierzchnikiem pozostawał Biskup Kościoła Szarek, a obecnie ks. bp J. Jagucki (parafie Birmingham-Coventry-Cambridge wraz z filiami oraz Londyn). Na miejsce Kościoła powołano Zrzeszenie Polskich Parafii Ewangelickich w Wielkiej Brytanii, do którego należą wszystkie parafie na terenie Anglii, zaś prezesem jest ks. bp W. Jagucki. Spotkania Zrzeszenia odbywają się dwa-trzy razy w roku na tzw. Forum, gdzie omawiane są sprawy nurtujące życie Polonii.

Parafia w Paryżu zakończyła swoją działalność w 1995 roku, z chwilą śmierci jej długoletniego proboszcza.

W parafii w Toronto w ostatnich latach służyli ks. J. Malina i ks. Sz. Czembor, zaś do chwili obecnej opiekę sprawuje sędziwy duszpasterz ks. Prűefer. W niektórych sytuacjach, kiedy ze względu na wiek nie może być obecny, zastępuje go słowacki pastor ks. Kozak. Nabożeństwa odbywają się regularnie w każdą czwartą niedzielę miesiąca. Parafia posiada swoje Koło Pań i sekcję charytatywną, która sporadycznie pomaga finansowo Bratniej Pomocy im. Gustawa Adolfa, Szpitalowi Dziecięcemu w Cieszynie, Towarzystwu Biblijnemu oraz Domom Starców w Kraju i w Kanadzie. Od 1957 roku raz w miesiącu ukazuje się "Biuletyn Kościelny". Wydano Księgę Pamiątkową z okazji 20-lecia parafii. Obecnie Biuletyn redaguje ks. Prűefer we współpracy z członkami Rady Parafialnej p. Samcem i p. Gajerem. Na początku lat dziewięćdziesiątych parafia przeszła pod jurysdykcję Missouri Synod w Kanadzie.

Parafia ewangelicka w Adelajdzie od 1978 roku otoczona jest opieką duszpasterską przez ks. Jaworskiego. Nabożeństwa odbywają się co miesiąc z przerwą na jeden miesiąc w okresie letnim - a więc jest 11 nabożeństw rocznie, w tym 6 z Komunią św. Nabożeństwa odbywają się w każdą trzecią niedzielę miesiąca w kościele ewangelickim Emanuela w północnej części miasta i do tradycji już należy, że po każdym nabożeństwie odbywa się "herbatka" - spotkanie parafian, którzy czasami przyjeżdżają z daleka, aby wziąć udział w tych nabożeństwach. Parafia wspierała finansowo Konsystorz Polskiego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego na Obczyźnie oraz pismo "Poseł Ewangelicki", składając sporadycznie datki na Domy Opieki w Kraju, partycypując w akcji pomocy Szpitalowi Dziecięcemu w Cieszynie. Parafia należy jurysdykcyjnie do Luterańskiego Kościoła Australii.

W Niemczech ostoją polskiego ewangelicyzmu pozostały dwa ośrodki: Essen i Dűsseldorf. Pionierską pracę prowadził ks. Zenon Dietrich. Po jego odejściu przez krótki czas brakowało polskiego duchownego, aż do przybycia ks. J. Poloka. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych parafia Dűsseldorf przeżywała swój "wzlot". Ks. Polok rozwinął szeroko zakrojoną akcję charytatywną nie tylko wśród późno przybyłych emigrantów, ale podobnie do swego poprzednika niósł pomoc finansową parafiom w Kraju. Po jego śmierci czasowo pracował ks. Radacz, a obecnie ks. T. Warczyński. Nabożeństwa odbywają się w każdą drugą niedzielę miesiąca w Dűsseldorfie w Kreuzkirche. Jurysdykcyjnie parafia nadal pozostaje w Kościele EKD.

 

Polski Kościół Ewangelicko-Augsburski Reformowany


Na skutek malejącej liczby wiernych w latach osiemdziesiątych przeniesiono nabożeństwa do domu p. Stanisławy Mazierskiej, redaktorki "Dobrej Nowiny", wdowy po śp. ks. Mazierskim. Dom p. Stanisławy Mazierskiej stał się "Betanią" - sercem i biurem informacji dla rozsianych po świecie współwyznawców. Po raz ostatni Synod zmienił swój statut w 1987 roku. W sierpniu 1990 roku parafie odwiedził ks. Bogdan Tranda.

Na Synodzie Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w 1991 roku prezes p. Andrzej Sągajłło zamknął oficjalną działalność Polskiego Kościoła Ewangelicko-Reformowanego na Obczyźnie. Powołany został jako delegat do Synodu Kościoła krajowego. W tym czasie, dzięki staraniom p. H. Cumft materiały źródłowe zostały przekazane Władzom Kościoła w Kraju. Odtąd odbywały się wspólne nabożeństwa dla ewangelików obu wyznań w Kościele ewangelickim Chrystusa Pana w południowym Londynie. Pieczę duchową sprawował do końca ks. A. Bieta. Obecnie nieliczni już parafianie nadal biorą udział w wydarzeniach polonijnych oraz pozostają pod opieką duchową p. diakon Magdy Kluz.

 

Zrzeszenie Ewangelików Polaków w Wielkiej Brytanii


Walne Zebranie odnowiło w lutym 1985 roku władze ZEP, uaktualniło statut i zakres działalności na miarę potrzeb. Ogólny Zjazd w lutym 1986 roku z udziałem Premiera Rządu RP na Uchodźstwie wytyczył cele i zadania ideowe na Zachodzie oraz w stosunku do sytuacji w Kraju. W czerwcu 1988 roku dla upamiętnienia 45-lecie Zrzeszenia odbyło się sympozjum poświęcone pogłębieniu celów religijno-ideowych, a w październiku tego roku w londyńskim POSK-u zorganizowano publiczne obchody dla uczczenia 70-lecia Niepodległości Polski. Na program złożyły się m.in.: odczyt prof. Lewańskiego z Bolonii nt. "Udział Reformacji w rozwoju kultury polskiej" oraz wystawa Instytutu Ewangelickiego ze Sztokholmu, obrazująca wkład polskiego protestantyzmu do kultury, gospodarki i obrony Rzeczypospolitej. Dorobek 45-lecia prezentuje "Jubileuszowy Biuletyn ZEP - 1943-1988". W latach 1989-1990 poszerzono działalność charytatywną oraz niepodległościową w Radzie Narodowej RP, w Zjednoczeniu Polskim i na arenie naszych wspólnot w polskich parafiach w dziele ekumenizmu: w Londynie, Cambridge, Manchester i Bradford. Biuro informacji znajduje się we wschodnim Londynie w dzielnicy Acton. Kolejny "Jubileuszowy Biuletyn ZEP" z okazji 50-lecia wydano w 1993 roku. Członkowie Zarządu spotykają się raz na kwartał, by omówić bieżące sprawy. Wiele zasług na tym polu położył i nadal aktywnie prowadzi te prace sekretarz Zrzeszenia, p. A. Gaś. W uznaniu zasług członkowie Zarządu p. A. Gaś i A. Palmi oraz sędziwy kapelan II Korpusu WP i proboszcz parafii Cambridge ks. E. Cimała zostali w 2000 roku odznaczeni przez prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Zamykając sprawę Polonii ewangelickiej należy wspomnieć jeszcze istniejące od 1941 roku Koło Ślązaków Cieszyńskich, którego sekretarzem jest p. A. Palmi. Organizował on kilkakrotnie pomoc finansową na budowę Domu Polskiego w Cierlicku na Zaolziu.

Ponadto poszczególne parafie wydają w języku polskim swoje Biuletyny. Są to "Łącznik" w Birmingham oraz kwartalniki parafii Bradford-Leeds, Manchester i Londyn. Wydano "Kronikę Jubileuszową" na 25-lecie i 50-lecie parafii Cambridge, która także co pięć lat wydaje kronikę "Na przełomie".

 

Polski Kościół Ewangelicki na Zaolziu


Oprócz Kościołów polskich na Zaolziu pracuje także Towarzystwo Ewangelickie w Republice Czeskiej. Chociaż posiada dwujęzyczną nazwę, jednak na początku swej działalności, po tzw. aksamitnej rewolucji w Czechach, w pierwszych paragrafach swego statutu postanowiło, że będzie stało ponad wszelkimi podziałami pomiędzy Kościołami i ewangelikami, do jakich doszło na Zaolziu. Wśród członków Towarzystwa Ewangelickiego 99% rodzin rekrutuje się ze środowisk polskich. W 1996 roku wszystkie materiały archiwalne były w trakcie porządkowania. Niestety, nie posiadam danych na dzień dzisiejszy i mam nadzieję, że sprawy te zostaną poruszone w dyskusji.

 

Polski Instytut Ewangelicki w Sztokholmie


Instytut wydaje kwartalnik "Szkice i Dialog". W latach dziewięćdziesiątych wydał książkę napisaną przed wojną przez P. Hulke-Laskowskiego pt. Pięć wieków herezji, której cały nakład z 1939 roku przepadł w płomieniach wojny i tylko nieliczne egzemplarze uratowano przed zniszczeniem. Instytut organizuje wystawy, które pokazywane były w Szwecji, w Londynie oraz w wielu parafiach w Kraju. Przed dwoma laty dowiedziałem się o zamiarach przygotowania Słownika biograficznego Emigracji ewangelickiej.

Zamykając ten temat, należy stwierdzić, że w życiu emigracyjnym byliśmy zauważani. W Rządzie Emigracyjnym zasiadali ewangeliccy konsulowie. Braliśmy udział w uroczystościach narodowych, przy położeniu kamienia pod Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny w zachodnim Londynie czy przy odsłonięciu pierwszego w historii pomnika ku czci ofiar katyńskich. Byliśmy wspólną rodziną Chrystusową w spotkaniach ekumenicznych, zarówno z polskimi parafiami rzymskokatolickimi, jak i anglikańskimi i miejscowymi wspólnotami chrześcijańskimi. Możemy mówić, że w młodszych pokoleniach dochodzi do wynarodowienia, ale większość starszych parafian zbudowała piękny "pomnik" polskiemu protestantyzmowi poza granicami Kraju.

 

Ks. Alfred Bieta
Kościół ewangelicko-reformowany
Polska

Referat KS. ROMAN DZWONKOWSKI, Polska

Komisja ds. Współpracy Organizacji Polonijnych ze Strukturami Duszpasterskimi

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

Polacy w Kościele katolickim na Wschodzie

 

"...język, którym ludzie się modlą i słuchają kapłana,
zależy nie od miejsca, lecz od narodowości wiernych".

List administratora diecezji łucko-żytomierskiej,
bpa Karola. A. Niedziałkowskiego z 1901 r.
do Ministra Wojny Rosji

 

"Przynależysz do narodu, w którego języku się modlisz".
Opinia spotykana na terenach pogranicza.

 

Powyższy temat kryje w sobie cały szereg bardzo trudnych i delikatnych zagadnień. Kościół katolicki istniejący obecnie w państwach, które odrodziły się lub powstały po rozwiązaniu się Związku Sowieckiego w 1991 roku, jest bowiem obecnie instytucją pod wieloma względami bardzo zróżnicowaną, w zależności od terytorium tego byłego państwa, na którym istnieje. Różnice dotyczą składu etnicznego wiernych i proporcji poszczególnych grup etnicznych w parafiach, używanych języków, poziomu religijności, sytuacji politycznej i prawnej w jakiej pozostaje oraz innych kwestii. Nawet na terenie tego samego kraju, np. na Białorusi i Ukrainie, charakter wielu parafii pod względem narodowościowym, językowym i religijnym jest zasadniczo różny i zależy od ich położenia geograficznego. Zupełnie inny jest on np. na zachodzie i na wschodzie tych republik. Różnice te wynikają z historycznych granic politycznych i kulturowych na tych ziemiach między Pierwszą i Drugą Rzeczpospolitą a Rosją i ZSRR oraz są wynikiem innych losów zamieszkałych tam Polaków, zarówno po pierwszej, jak i po drugiej wojnie światowej. Ta skomplikowana sytuacja niesłychanie utrudnia przedstawienie interesującego nas tu problemu. Niemożliwe są zwykle ogólne oceny i sądy. Jedynie fakt, że po raz pierwszy w historii ludność katolicka na Wschodzie zyskała swobody religijne, jakich w Rosji carskiej, a tym bardziej w ZSRR nie posiadała, jest rysem wspólnym Kościoła katolickiego na terenach tego byłego państwa.

 

Określenie "Polacy" ma także w tym wypadku swoiste znaczenie. Obejmuje bowiem znacznie różniące się od siebie kategorie osób: byłych obywateli Drugiej Rzeczypospolitej, Polaków mówiących po polsku i tych, którzy nie posiadają czynnej, a często i biernej znajomości języka polskiego, lecz uważają się za Polaków. Swoją przynależność do narodu polskiego wyrażają oni często słowami: "serce mam polskie", "moja dusza jest polska", "ja modlę się po polsku". Utrata znajomości języka ojczystego jest u nich skutkiem tych czasów w ZSRR, gdy warunkiem przeżycia, a w okresie powojennym uniknięcia dyskryminacji i zdobycia awansu zawodowego lub społecznego było ukrycie narodowości polskiej. Określenie "Wschód" oznacza w tym wypadku terytorium b. Związku Sowieckiego.

 

Od mniej więcej 10 lat istnieją już wszędzie na Wschodzie struktury duszpasterskie i administracyjne w postaci reaktywowanych lub też nowo utworzonych diecezji, administratur apostolskich i parafii. Jeśli często jeszcze opieka duszpasterska nie odpowiada istniejącym potrzebom, to jedynym ograniczeniem w tym względzie jest brak odpowiedniej liczby duszpasterzy. Rekrutują się oni obecnie z kilkunastu różnych krajów, lecz większość z nich stanowią kapłani z Polski, co nie wymaga wyjaśnień. Wszystkie wspomniane kraje nawiązały stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską, dzięki czemu istnieją w nich Nuncjatury Apostolskie.

 

Po rozwiązaniu ZSRR Polacy w różnych krajach na Wschodzie zyskali korzystny dla nich status prawny, jakiego przedtem, jako mniejszości narodowe nigdy nie posiadali. Jest on wynikiem zawartych przez Polskę w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych Traktatów o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z Ukrainą (1992), Federacją Rosyjską (1992), Republiką Białoruś (1992), Republiką Łotewską (1992) i Republiką Litewską (1994). W innych krajach na ogromnych terenach b. ZSRR, w których istnieją większe lub mniejsze skupiska Polaków i ludności polskiego pochodzenia, nowa ich sytuacja jest wynikiem znanych zmian w ogólnej sytuacji politycznej po upadku ustroju komunistycznego. Najważniejszym czynnikiem stało się wszędzie uznanie przez władze państwowe podstawowych swobód religijnych. Umożliwiło to odbudowę i organizację normalnej opieki religijnej, a w niej i obecność elementów polskiej kultury religijnej.

 

W niniejszej wypowiedzi, po wstępnej informacji na temat liczebności i rozmieszczenia ludności polskiej, poruszę zagadnienie języków narodowych w liturgii oraz problem konsekwencji zmian językowych dla Polaków w ich największych skupiskach na Wschodzie.

 

Liczebność i rozmieszczenie ludności polskiej na Wschodzie

 

Poza Litwą i Łotwą, gdzie liczba Polaków, według oficjalnych danych wynosi łącznie 330 tys. osób, brak jest dotychczas dokładnych i nie budzących wątpliwości informacji o liczbie ludności polskiej na pozostałych terenach b. ZSRR. Według spisu ludności z 1989 roku Polaków było w tym państwie 1 380 tys. Wyników tych, zwłaszcza, gdy chodzi o Białoruś i Ukrainę, gdzie spis ten wykazywał 417 tys. i 219 tys. osób, nie można uznać za w pełni wiarygodne. Powojenne spisy ludności ZSRR wykazywały bowiem jej bardzo szybki i zaskakujący spadek, bez żadnych widocznych przyczyn. Na Białorusi w latach 1959-1970, a więc zaledwie w ciągu 11 lat, wynosił on 29% (z 539,9 tys. do 418,0% tys.), a na Ukrainie 18,8% (z 363,3 tys. do 218,0 tys.). W tej sytuacji można z pewnymi zastrzeżeniami przyjąć, w celu przybliżonej oceny liczby Polaków w tych krajach, tzw. kryterium wyznaniowe. Oparte jest ono na znanym powszechnie fakcie, że ogromna większość katolików obrządku łacińskiego w tych dwóch krajach utożsamia się nadal zdecydowanie z narodowością polską.

 

W 1997 roku Annuario Pontificio, w oparciu o dane pochodzące od biskupów, wymieniało 1 240 tys. katolików na Białorusi, natomiast oceny instytucji państwowych podawały liczbę 2 milionów . Wymienił ją również premier tego kraju, Wiaczesław Kiebicz, podczas spotkania z papieżem Janem Pawłem II, w kwietniu 1992 roku . Największe, bo oceniane na 845 tys. osób skupisko ludności katolickiej istnieje w diecezji grodzieńskiej. Na Ukrainie, według wspomnianego Annuario Pontificio z 1997 roku, liczba katolików obrządku łacińskiego wynosiła 970 tys.

 

Na terenie Federacji Rosyjskiej wspomniany spis ludności ZSRR z 1989 roku wykazywał 100 tys. Polaków. Natomiast Kongres Polaków w Rosji przed kilku laty oceniał ich liczbę, na co najmniej na 200 - 300 tys. . Liczbę tę zwiększył zapewne napływ Polaków do Rosji z Kazachstanu i innych republik azjatyckich. W sumie liczebność polskich mniejszości narodowych w krajach ościennych na Wschodzie oraz Polonii w Rosji i w republikach azjatyckich można oceniać na ponad 2 do 3 milionów osób. Ponad 80% z nich mieszka na Białorusi, Ukrainie, Litwie i Łotwie, a więc na dawnych Kresach Wschodnich Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej.

 

Należy dodać, że skupiska ludności polskiej na Wschodzie znacznie różnią się między sobą pod wieloma względami. Na Litwie, Łotwie, Białorusi i Ukrainie Polacy są autochtonami i tworzą często zwarte skupiska. Natomiast w Rosji Europejskiej, na Syberii i gdzie indziej stanowią diasporę i są głównie potomkami zesłańców i emigrantów z ziem należących niegdyś do Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej. Większe ich skupiska istnieją jedynie w kilkudziesięciu największych miastach na terenie Rosji i Syberii. Duże różnice występują także, gdy chodzi o stopień asymilacji językowej. Jeśli na Białorusi i na Ukrainie, według spisów ludności ZSRR, zaledwie kilkanaście procent Polaków zna czynnie język polski, to na Litwie taką znajomość w 1989 roku deklarowało 85%. W głębi Rosji czynna znajomość języka polskiego jest rzadkim zjawiskiem i spotyka się ją zwykle wśród inteligencji.

 

Jedynym i najważniejszym elementem wspólnym, łączącym wszystkich Polaków niezależnie od miejsca zamieszkania i znajomości języka polskiego, jest przynależność i głębokie przywiązanie do Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego. W okresie zaborów zarówno w głębi Rosji, jak i na dawnych Kresach Wschodnich Pierwszej Rzeczypospolitej, Polacy stanowili przytłaczającą większość wiernych Kościoła katolickiego.

 

W ostatnich czasach na zrębach dawnych parafii polskich w Rosji i na Syberii, najczęściej dzięki diasporze polskiej tradycyjnie przywiązanej do Kościoła, odrodziły się lub powstały nowe katolickie gminy religijne. Wskazują na to wszystkie relacje na ten temat. Bardzo często ułatwiały to różne powiązania z parafiami, które przetrwały na Białorusi i Ukrainie, a które Polacy opuścili w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy w głębi Rosji, w wyniku skierowań tam do pracy po odbyciu studiów i z innych przyczyn. W związku z napływem wiernych różnej narodowości, nowe wspólnoty religijne na Wschodzie przybrały charakter wieloetniczny.

 

W Rosji carskiej do parafii katolickich należeli przede wszystkim Polacy i Litwini, a na Powołżu Niemcy. W okresie istnienia Związku Sowieckiego, w wyniku masowych deportacji na Wschód ludności z terenów, na których istniały liczne skupiska ludności katolickiej i polskiej, wewnętrznych migracji zarobkowych oraz w rezultacie polityki władz ZSRR, dążącej do wymieszania ludności różnej pod względem etnicznym, na terenie obecnej Federacji Rosyjskiej powstały mniejsze lub większe skupiska katolików różnej narodowości. Toteż obecnie w odrodzonych i nowo powstałych parafiach w Rosji spotykają się Polacy, Niemcy, Litwini, Łotysze, Białorusini, Rosjanie, Ukraińcy, Ormianie, Assyryjczycy, Żydzi i inni, którzy, w wyniku małżeństw mieszanych w każdym pokoleniu, nie są już w stanie określić swojej narodowości. Według ocen wielu duszpasterzy Polacy w Kościele w Rosji stanowią nadal ok. 50% wiernych. Pewna ich część zwróciła się do Cerkwi, w związku z brakiem kościołów katolickich, inni pozostają obojętni lub trafili do różnych chrześcijańskich odłamów religijnych. Osób o czysto polskim pochodzeniu jest już niewiele. Zróżnicowany skład etniczny wiernych Kościoła katolickiego na terenie Federacji Rosyjskiej postawił go w całkowicie innej sytuacji duszpasterskiej, w porównaniu z okresem przed rewolucją bolszewicką.

 

Jedynie na Białorusi i Ukrainie Polacy stanowią nadal, jak wspomniano, ogromną większość wiernych, jeśli nie liczyć terenów wschodnich obydwu tych krajów, gdzie jest inaczej. Parafie o przytłaczającej większości polskiej istnieją także na Wileńszczyźnie, lecz gdzie indziej na Litwie Polacy, jeśli zamieszkują dany teren, stanowią w nich już tylko grupy mniejszościowe. Podobna sytuacja co do liczebności Polaków w parafiach w różnych częściach kraju, bywa w Latgalii na Łotwie. Jeszcze inna sytuacja panuje w Kazachstanie. W niektórych parafiach Polacy stanowią tam obecnie, po masowych wyjazdach katolickiej ludności niemieckiej, do 70% wiernych.

 

Biorąc pod uwagę kraje bałtyckie i pozostałe tereny b. ZSRR, Polacy należą do ok. tysiąca parafii Kościoła katolickiego. Jeśli w Rosji i na Syberii do historii przeszła dawna dominacja ilościowa i kulturowa Polaków, to - pomijając Litwę i Łotwę - Polacy w Kościele na Wschodzie nadal stanowią większość. Dotyczy to przede wszystkim Białorusi i Ukrainy. Jak widać, sytuacja narodowościowa w Kościele katolickim na Wschodzie jest niesłychanie złożona. Jej konsekwencją są także różnego rodzaju problemy językowe.

 

Znane są powszechnie na Wschodzie powiedzenia: "Polak-katolik" i "katolik-Polak". Utożsamiały one Polaków z katolickim wyznaniem i wyróżniały ich wśród innych narodowości, zarówno za czasów carskich, jak i w okresie istnienia ZSRR. Ich niezwykle ważna rola polegała na tym, że wybitnie wzmacniały one świadomość polską, odporność na prześladowania religijne i narodowe oraz przywiązanie do Kościoła katolickiego. W okresie międzywojennym Polacy zapłacili za to w ZSRR bardzo wysoką cenę w postaci masowych deportacji, wyroków skazujących na łagry i zesłania, a nierzadko i męczeństwa za wiarę. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że to głównie dzięki Polakom przetrwał w podziemiu Kościół katolicki na Wschodzie i bardzo często dzięki nim rozpoczynało się jego odrodzenie. Dziś zwracają się do parafii katolickich osoby nie ochrzczone i różnej narodowości tylko dlatego, iż wiedzą z przekazów rodzinnych, że są polskiego pochodzenia. Dla wszystkich osób, które mają tego rodzaju świadomość, nawet w odległych pokoleniach, powiedzenie "Polak-katolik" ma nadal dużą siłę atrakcyjną, przyciągającą je do Kościoła i ułatwiającą odzyskanie wiary. Natomiast stereotyp "katolik-Polak" jest już w Rosji bardzo często nieaktualny. Tylko na dawnych Kresach Wschodnich jest on jeszcze nadal w przeważającej mierze odbiciem rzeczywistości.

 

Języki narodowe w Kościele katolickim na Wschodzie.

Rosja i dawne Kresy Wschodnie Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej

 

Historyczną zmianą w dziejach Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego stało się, po II Soborze Watykańskim, wprowadzenie do liturgii języków narodowych. Na Wschodzie, jako pierwszy wprowadzony został język polski na Białorusi, Ukrainie i w krajach bałtyckich, ze względu na najwcześniej przygotowane księgi liturgiczne w tym języku i obecność tam dużych liczebnie parafii narodowościowo polskich. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych wprowadzone zostały inne języki: rosyjski, białoruski i ukraiński. Na terenie Białorusi i Ukrainy dokonało się to zasadniczo w dwu etapach. Pierwszym było wprowadzenie czytań Pisma Świętego w innym języku oraz kazań. W drugim wprowadzona została osobna liturgia w innym języku, niekiedy równolegle z polskim, w znaczeniu kolejnych nabożeństw w różnych językach. Obecnie coraz częściej język polski zajmuje w niej drugorzędne miejsce, co najczęściej nie jest wyrazem oczekiwań wiernych. Niekiedy, zwłaszcza w nowo powstałych w ciągu ostatnich 2-3 lat parafiach na terenach odległych do ośrodków religijnych, jest on już nieobecny, gdyż jego wprowadzenie nie było bardzo widoczną potrzebą. Wprowadzenie innych języków zasadniczo zmieniło dotychczasową sytuację, przez obecność innego niż tylko łaciński i polski, bardzo ważnego czynnika kulturowego i narodowego w Kościele katolickim obrządku łacińskiego . W opinii i odczuciach wiernych wszystkich narodowości, dokonała się w ten sposób niezwykła nobilitacja nowych języków. W wyniku pracy komisji filologicznych nad przygotowaniem tekstów liturgicznych w językach białoruskim i ukraińskim, powstaje nowa terminologia teologiczna w tych językach, która je zapewne rozwija i wzbogaca. Jeśli jednak w dziedzinie ściśle teologicznej jest ona, jako całkowicie nowa i nieznana, często jedynie niezrozumiała dla wiernych, to w sferze duszpasterskiej, choć w pełni zrozumiała, ma dla nich niekiedy charakter bulwersujący i bardzo przykry. Dotyczy to np. takich słów i określeń jak "Cerkwa" zamiast "kościół" (choć w języku ukraińskim istnieje określenia "kostiel") oraz "amin" zamiast "amen" itp. Ta terminologia odbierana jest jako zamiar wprowadzenia Polaków do Cerkwi prawosławnej i jako zdrada ich tożsamości duchowej.

 

Ważniejszy jest jednak problem innego rodzaju. Jak wiadomo, podstawą tożsamości narodowej Ukraińców jest tradycja wschodnia i prawosławie lub katolicki obrządek wschodni, tzw. greckokatolicki. Otóż Kościół katolicki obrządku łacińskiego, otwierając się np. na ludność ukraińską i białoruską, wprowadza w tej dziedzinie całkiem nowy i nieoczekiwany element. Czy obrządek zachodni może stać się punktem odniesienia dla Białorusinów i Ukraińców, których cała tradycja narodowa związana jest ze Wschodem? Czy nie będzie swego rodzaju dysonansem w tym względzie?

 

Zasadniczym argumentem za wprowadzeniem do liturgii innych języków w parafiach narodowościowo głównie polskich na Białorusi i Ukrainie była konieczność zmiany wspomnianego wyżej stereotypu, utożsamiającego katolicyzm i Kościół katolicki z narodowością polską i polskością. Utrwalało to bowiem opinię, że Kościół katolicki jest Kościołem tylko Polaków i dla Polaków. Bardzo popularne określania takie jak: "polska wiara" czy "polski kościół" sugerowały, że dla innych narodowości nie ma w nim miejsca i zacierały jego uniwersalny i ponadnarodowy charakter. Wprowadzenie nowych języków do liturgii było również praktycznym wymogiem duszpasterskim. Nawet bowiem w parafiach katolickich w większości polskich, jak to ma miejsce na zachodnich terenach obecnej Białorusi i Ukrainy (przed i bezpośrednio za Zbruczem), znajdują się już wierni innej niż polska narodowości. Jest to wynik małżeństw mieszanych, wynarodowienia Polaków i obecności tam różnej etnicznie napływowej ludności katolickiej.

 

Ze względu na bardzo różną sytuację narodowościową, liczebność wiernych i używane języki, Kościół katolicki na Wschodzie można podzielić na dwie bardzo nierówne pod każdym względem części: na Kościół katolicki w Federacji Rosyjskiej i republikach azjatyckich oraz na Kościół katolicki na Białorusi i Ukrainie. Kraje bałtyckie można tu pominąć. Gdy chodzi o pierwszą część to, jak wspomniano, jego wierni stanowią tam zwykle mozaikę kilku, a nawet kilkunastu narodowości, w tym dość często znaczną część stanowią Polacy. W tej sytuacji jedynym elementem wspólnym i jednoczącym ich w kościele w czasie liturgii jest język rosyjski. Kapłan nie może preferować wówczas żadnego języka czy narodowych tradycji religijnych jednej grupy etnicznej, np. Polaków. Wprowadzanie osobnych nabożeństw dla poszczególnych grup narodowych w ich językach jest w praktyce trudne i rozbiłoby tworzącą się dopiero wspólnotę wiernych. Jest to zgodna opinia księży polskich pracujących w Rosji. Do wyjątków zapewne należy taka polska parafia jak Wierszyna na Syberii lub grupy inteligencji polskiego pochodzenia w dużych miastach rosyjskich, znające język polski i liturgię w tym języku. Im nie można odmawiać liturgii w języku ojczystym w imię uniwersalizmu Kościoła.

 

Przedstawione wyżej rozwiązanie, jakim jest używanie z konieczności w liturgii przede wszystkim lub wyłącznie języka rosyjskiego, kryje jednak w sobie pewien problem, który przez duszpasterzy musi być poważnie brany pod uwagę. Chodzi o tych ludzi, którzy w swoim ojczystym języku i w różnych, często nie istniejących już, tradycyjnych formach wyrażania wiary, zachowali ją w najcięższym okresie prześladowań religijnych i w decydujący sposób przyczynili się do odbudowy życia religijnego. Ci ludzie w starszym już wieku, najbardziej zasłużeni dla zachowania wiary i Kościoła, nie mogą zostać zignorowani w imię doktrynerskiego podejścia językowego. Powinny być znalezione rozwiązania zapewniające pokoleniu starszych Polek i Polaków możliwość modlenia się w kościele po polsku, to znaczy w języku ich serca i według drogich mu tradycji religijnych. Zachowane przez nie modlitwy, nabożeństwa i liczne, dawne pieśni kościelne w języku polskim są dla tego pokolenia skarbem duchowym. Jego ostentacyjna deprecjacja i odrzucanie byłoby znakiem ciasnego doktrynerstwa. Tymczasem zdarza się niekiedy, że słyszą oni z ust swego duszpasterza zakaz śpiewu i głośnego modlenia się po polsku w kościele.

 

Całkowicie inna sytuacja panuje na Białorusi i Ukrainie, gdzie - pomimo dramatycznych wydarzeń historycznych i różnego rodzaju zmian narodowościowych - większość wiernych dużego tu liczebnie, bo ocenianego, jak wspomniano, na ponad dwa miliony wiernych Kościoła katolickiego, nadał czuje się Polakami. Jeśli na Wschodzie język rosyjski stał się w liturgii czynnikiem jedności zróżnicowanych narodowościowo wspólnot parafialnych, to we wspomnianych krajach języki białoruski i ukraiński w liturgii, nie mogły spełniać takiej roli. W życiu religijnym bowiem język polski był i jest tu często nadal językiem ogromnej większości wiernych w ich najważniejszych skupiskach i są oni do niego głęboko przywiązani. Widzą w nim bowiem ostatni znak swojej duchowej i narodowej odrębności w otaczającym ich społeczeństwie ruskim i prawosławnym. I tu jednak wprowadzenie białoruskiego i ukraińskiego do liturgii było konieczne dla ukazania ponadnarodowego charakteru Kościoła oraz ze względu na potrzeby duszpasterskie, wynikające z obecności w nim także, jak już wspomniano, wiernych innej narodowości.

 

Należy zaznaczyć, że np. na Ukrainie postulaty zmian językowych, poza bardzo nielicznymi wyjątkami, nie wychodziły od wiernych . Oczekiwali oni bowiem języka polskiego w kościele, niezależnie od tego jakim językiem mówili i mówią na co dzień. Jest to znany na tych ziemiach od dawna i bardzo charakterystyczny rys żyjących tam Polaków, polegający na tym, że żywe poczucie polskości oparte jest u nich nie na używaniu języka polskiego w życiu codziennym, lecz na duchowej odrębności, której znakiem jest język polski w życiu religijnym. Toteż parafie i kościoły katolickie były i są dla nich nadal nie tylko miejscami wyrażania wiary i kultu religijnego, ale i najważniejszymi, a praktycznie biorąc wciąż jedynymi instytucjami, przez które utożsamiają się oni z polskością i szukają w nich oparcia w tym względzie, gdyż inne były przez bardzo długi okres absolutnie niedostępne i najczęściej z różnych powodów tak jest nadal. Dlatego w okresie prześladowań religijnych w latach dwudziestych i trzydziestych, a także po drugiej wojnie światowej bronili kościołów z najwyższą ofiarnością. Obrona ta była wyrazem ich najgłębszych uczuć: wiary w Boga oraz przywiązania do swej narodowości i duchowej ojczyzny, którą dla nich była Polska.

 

W tym co powiedziano zawarta jest odpowiedź na trudną do przyjęcia, bo nie liczącą się z realiami, zasadę popularyzowaną ostatnio wśród duchowieństwa na Ukrainie, w związku z problemem języka ukraińskiego w liturgii: "Jakim językiem mówią wierni na co dzień, w takim języku powinna być liturgia". Oznacza to bowiem w praktyce całkowite zignorowanie oczekiwań i postulatów ze strony wiernych, w tym wypadku Polaków, posiadania nabożeństw w tym języku, który jest im najbliższy duchowo i zrozumiały w życiu religijnym, ponieważ w nim modlą się od stuleci. Dlatego też w nim najgłębiej go przeżywają i uznają za język swojej narodowości, jakkolwiek nie zawsze go znają. Na przeżycia religijne i przeżywanie liturgii w kościele wpływa, obok języka, to wszystko, co ukształtowało psychikę człowieka - jego samoidentyfikacja narodowa i pochodzenie, przeszłość historyczna i język pierwszych odczuć religijnych. Wielokrotnie zwracał na to uwagę ks. abp Szczepan Wesoły, od kilkudziesięciu lat śledzący problemy językowe w parafiach polonijnych na Zachodzie.

 

Obok zmian w dziedzinie języka liturgii zasadnicze dla przyszłości Polaków znaczenie ma obecnie na Wschodzie zmiana języka katechezy dzieci i młodzieży. Jeśli do niedawna prowadzono ją, niegdyś w ukryciu, a ostatnio jawnie, w oparciu o język polski , z wyjaśnieniami w innym języku używanym na co dzień, to obecnie jest ona prowadzona najczęściej w językach rosyjskim, ukraińskim i białoruskim. Te języki są również językami nauczania przez katechetki modlitwy codziennej, czyli pacierza. Zdarza się, że dzieci znające dobrze katechizm i pacierz w języku polskim nie są, np. na Ukrainie, przyjmowane do Pierwszej Komunii świętej lub bierzmowania, dopóki nie nauczą się tych samych rzeczy w języku ukraińskim. Ponieważ dzieje się to zwykle wbrew życzeniom rodziny, katecheza staje się w takich wypadkach źródłem niepokoju i głębokiego żalu rodzin polskich. Ze względu na wielki autorytet duszpasterzy i onieśmielenie wobec nich, rzadko jest on jednak ujawniany. Nasuwa się trudne do uniknięcia pytanie: jak na duchową więź religijną w rodzinie będzie rzutował fakt różnych języków w modlitwie dzieci, rodziców i dziadków, którzy nie będą już w stanie przekazać całej tradycji religijnej, uczuć i przeżyć?

 

Strona kościelna wychodzi ze słusznego skądinąd założenia, że wiara powinna być przekazywana w języku zrozumiałym dla dzieci i młodzieży, a język polski dla nich takim nie jest . Rodzice odpowiadają, że od zawsze nauczanie katechizmu odbywało się w języku polskim, choć dzieci go w pełni nie rozumiały. Z czasem jednak dochodziły do jego zrozumienia i wiara przekazywana w ten sposób w rodzinie trwała, pomimo najcięższych prób. Potwierdzają to przykłady heroicznej wierności Kościołowi i wierze w czasach prześladowań, dziś coraz lepiej znane.

 

W kościołach na Ukrainie najstarsze pokolenie wiernych uczone jest coraz częściej przez duszpasterzy modlitw po ukraińsku. Jednak celowości tej nauki wierni nie są w stanie zrozumieć i po cichu, w ukryciu modlą się po polsku. W swoim absolutnym posłuszeństwie kościelnym mają jednak niepokój, czy wobec nakazu kapłana - modlenia się tylko po ukraińsku, nie grzeszą modląc się nadal w języku polskim. To nowe i niesłychane w Kościele zjawisko.

 

Na Białorusi i na Ukrainie można spotkać sugestie odgórnego wprowadzenia do kościołów tzw. języka państwowego. Padają one także niekiedy i ze strony duszpasterzy, czasem z powołaniem się na rzekome polecenie Ojca Świętego, które ma jakoby brzmieć następująco: "Każdy naród powinien w swoim języku modlić się" (domyślnie wszyscy zostali zaliczeni do narodu ukraińskiego) lub: "W jakim państwie mieszkacie, w takim języku powinniście się modlić". Argumenty te są zapewne swoistym wykorzystaniem sformułowań Konstytucji o liturgii Soboru Watykańskiego II, która mówi o możliwości wprowadzania "języków ojczystych" (nr 36, 54). Nie mówi ona jednak, gdyż jest to nie do pomyślenia, o wprowadzaniu języków państwowych. Przypisywanie tego rodzaju poleceń Ojcu Świętmu jest rażącym nadużyciem jego autorytetu. Przekreśla jednak w odczuciach ludzi przyjmujących z absolutnym posłuszeństwem wszystkie polecenia kapłanów, możliwość i chęć upomnienia się o język polski. W innych wypadkach uzasadnienie brzmi ogólnie: "takie są odgórne zalecenia".

 

Niemal 10 lat temu Związek Polaków na Białorusi sformułował zasady dotyczące języka polskiego w kościołach, które nie straciły na znaczeniu. Brzmią one następująco: "- Na Białorusi są Polacy; - Mają oni prawo modlić się do Boga w języku ojczystym; - Takie samo prawo mają do języka białoruskiego parafianie Białorusini; - Prawo wyboru języka należy wyłącznie do wiernych, a nie od osób z zewnątrz; - Powyższe zasady powinny być respektowane przez Kościół i państwo, zainteresowane osoby i instytucje" . Zasady te należy odnieść również do Polaków na Ukrainie. Słuszne jest retoryczne pytanie jednej z Polek na Ukrainie: "Czy Kościół nie może rosnąć, nie niszcząc tego, co przetrwało wieki?"

 

Konsekwencje zmian językowych w Kościele dla ludności polskiej

 

Powyższa kwestia jest najbardziej drażliwym, ale zasadniczym dla Polaków problemem. Dlatego nie można jej tu pominąć. W Kościele katolickim na Wschodzie za czasów carskich i w ZSRR, aż do Soboru Watykańskiego II w parafiach o większości polskiej, obok liturgii w języku łacińskim, cała paraliturgia, czyli różnego rodzaju nabożeństwa poza Mszą św., kazania, katecheza itp., były w języku polskim. W codziennych kontaktach duszpasterskich funkcjonowały jednak wszystkie używane przez wiernych języki miejscowe: polski, rosyjski, białoruski i ukraiński. Nie było w nich wyłączności językowej, niezgodnej z duchem Kościoła, dążenie do której coraz częściej można obserwować obecnie na Białorusi i Ukrainie.

 

Wobec braku jakichkolwiek instytucji mogących stanowić pomoc w zachowaniu tożsamości narodowej, Kościół katolicki obrządku łacińskiego przez sam fakt używania języka polskiego w nabożeństwach, był dla Polaków w Rosji carskiej i w ZSRR jedynym oparciem w zachowaniu przez nich polskiej świadomości narodowej. Podobnie bywało w wypadku Niemców, Litwinów, Łotyszy i innych nacji. Tego rodzaju funkcja Kościoła nie jest jego celem i zadaniem, lecz w sposób nieunikniony wynika z faktu zwracania się duszpasterzy do wiernych w ich języku.

 

Na omawianych tu terenach można bardzo często obecnie usłyszeć opinię, że zadaniem Kościoła nie jest podtrzymywanie świadomości narodowej Polaków, gdyż powołane są do tego odpowiednie organizacje polskie. To jest tylko częściowo prawda i należy natychmiast dodać, że zadaniem Kościoła nie jest też zmienianie tej świadomości na inną świadomość narodową. Tymczasem w tym właśnie kierunku zdecydowanie prowadzą obecnie, w sposób bardzo skuteczny, zmiany w dziedzinie języka liturgii na Białorusi i Ukrainie, tam, gdzie wierni narodowości polskiej, pragnący mieć język polski w kościele nie mają alternatywy.

 

Problem ten nie jest nowy na Wschodzie. W Rosji carskiej władze dążyły do wyeliminowania języka polskiego z kościołów. W 1901 roku zgodzono się np. na budowę w Taszkencie (ówczesny Turkiestan) kościoła dla Polaków i Litwinów, odbywających tam służbę wojskową, pod warunkiem jednak używania w nim tylko języka rosyjskiego. W odpowiedzi na to żądanie administrator diecezji łucko-żytomierskiej, bp Karol A. Niedziałkowski (1901-1911) w liście do ówczesnego ministra wojny, któremu podlegało duszpasterstwo w wojsku, zwracał uwagę na stosowanie przez władze podwójnej miary i narzucanie Polakom w kościele języka urzędowego. Pisał m.in.: "...jeżeli żąda się od nas, abyśmy za pośrednictwem religii nie "opolaczywali" nie Polaków, to sprawiedliwość wymaga zwolnienia z obowiązku "obrusienia" nie Rosjan". Wskazywał też, że Muzułmanom, Żydom i Niemcom nie zabrania się używać w ich świątyniach własnych języków, lecz w stosunku do Polaków i Litwinów takie zakazy się stosuje. Kolejne zdanie biskupa można odnieść do sytuacji, jakie pojawiają się obecnie na dawnych Kresach Wschodnich RP. "Jeżeli Polacy i Litwini - czytamy w nim - muszą wyrzec się w kościele swego języka, dlatego, że Taszkent to nie Polska i nie Litwa, to logicznie biorąc należy podobne zasady wprowadzić dla rosyjskich Francuzów i Niemców, i nie tylko w Taszkencie. Jednocześnie wobec wszystkich uznaje się naturalne prawo, że język, którym ludzie się modlą i słuchają kapłana, zależy nie od miejsca, lecz od narodowości wiernych".

 

Uważa się, że język modlitwy jest jednym z najważniejszych wyznaczników przynależności narodowej. Historia Polaków na Wschodzie pokazuje, że kluczem do ich tożsamości narodowej i przetrwania jako mniejszości narodowej, był język polski w kościele, modlitwie i katechezie dzieci. Jego nieobecność w kościołach, pomimo oczekiwań i potrzeb wiernych, oznacza, w zależności od kraju białorutenizację, ukrainizację czy rusyfikację Polaków.

 

Wybór przynależności narodowej jest sprawą osobistą człowieka i Kościół nie może w to ani bezpośrednio ani pośrednio ingerować. Ponieważ jednak, jak wspomniano, już przez sam fakt używania danego języka wpływa on na jej podtrzymanie lub zmianę, to duszpasterze mają obowiązek zapewnienia wiernym realnych możliwości swobodnego wyboru języka liturgii według ich oczekiwań, podobnie jak i wyboru języka katechezy dla ich dzieci. Ingerować w tej dziedzinie nie mogą także władze państwowe. Przykładem poszanowania praw wiernych w tym względzie jest np. sytuacja mniejszości węgierskiej w Rumunii czy też niemieckiej, litewskiej, ukraińskiej i białoruskiej w Polsce, gdzie mniejszości te mają całkowitą swobodę używania w życiu religijnym, katechezie i duszpasterstwie własnych języków narodowych.

 

Również i konsekwencje przyjęcia innego języka w liturgii w odniesieniu do świadomości narodowej, powinny być w pełni znane i uświadomione wiernym. Tego wymaga szacunek dla praw człowieka w Kościele. Doświadczenie wskazuje, że warunki te nie zawsze są spełniane np. na Ukrainie, a decyzje duszpasterzy o języku liturgii i katechezy, często nie uwzględniają oczekiwań wiernych. Nigdy też nie mówi się o konsekwencjach tych zmian, choć są one zamierzone i planowane. Decyzje w tym względzie uzasadniane bywają powiedzeniem, że w Kościele nie ma demokracji. Jest to słuszne, gdy chodzi o naturę władzy w Kościele, ale nie w odniesieniu do decyzji o tym, jaki język powinien być używany w liturgii i w duszpasterstwie. Tutaj bowiem właśnie zasada demokracji ma pełne i konieczne zastosowanie i tylko ona, a nie odgórne i autorytarne zarządzenia, gwarantuje zachowanie prawa wiernych do modlitwy i nauczania w tym języku, w jakim oni tego pragną.

 

Wspomniane wyżej badania na Ukrainie ukazują też argumentację stosowaną przez wielu duszpasterzy w odpowiedziach na pytania wiernych o przyczyny zmiany języka w liturgii. Warto przytoczyć jej przykłady w dosłownym brzmieniu, zapamiętanym przez wiernych. Oto niektóre z nich: "na Ukrainie powinno być po ukraińsku"; "język liturgii powinien być zgodny z językiem państwowym kraju"; "nie jesteście Polakami, lecz tylko katolikami"; "jesteście spolonizowanymi w przeszłości Ukraińcami"; "nie umiecie mówić po polsku"; "dzieci nie rozumiejąc języka polskiego nie będą chodzić do kościoła"; "trzeba się poświęć dla dzieci"; "trzeba się poświęcić dla Ukraińców, którzy przychodzą albo mogą przyjść do kościoła"; "Bóg jest jeden i język nie ma żadnego znaczenia"; "mieszkacie na Ukrainie i powinniście modlić się po ukraińsku"; "to nie od nas zależy"; "tak jest po całej Ukrainie, a nie tylko w naszej parafii" itp.

 

Są wypadki przekonywania wiernych przez duszpasterzy, że nie są Polakami, lecz katolikami - Ukraińcami. Autorytet duszpasterski służy wówczas działaniom mającym na celu zmianę dotychczasowej świadomości narodowej wiernych, wbrew słusznie głoszonej jednocześnie zasadzie, że celem Kościoła nie jest służenie jej podtrzymywaniu. Zasada ta jednak w tym wypadku dotyczy wyłącznie Polaków. Zdarzające się próby pewnego sprzeciwu parafian wobec wyłączności językowej w liturgii są w ostry sposób tłumione. Dlatego w zdecydowanej większości parafii np. na Ukrainie temat języka w kościele stał się tematem tabu. Niekiedy dochodzi do podziału parafian na tle języka w kościele, rezygnacji z uczęszczania do miejscowej świątyni i dalekich wyjazdów do innych kościołów na Mszę św. w języku polskim. Dotychczas Polacy nigdy nie musieli obawiać się okazywania w nim przywiązania do języka polskiego. Obecnie nierzadko ma to już miejsce. Paradoks polega na tym, że dzieje się to po odzyskaniu wolności przez Kościół.

 

Istnieje opinia o możliwości kompensacji braku języka polskiego w kościele przez naukę polskiego w szkole. Kompensacja ta jednak nie jest możliwa z tego względu, że zasięg nauczania tego języka jest minimalny, podobnie jak jego efekty. A przede wszystkim angażowanie się w to nauczanie pozbawione jest głębszej motywacji wewnętrznej, którą było od wielu pokoleń zwracanie się do Boga w języku polskim . W Kościele katolickim obrządku łacińskiego w krajach ościennych na Wschodzie obecność elementu polskiego będzie zapewne coraz bardziej słabła z upływem czasu. Nie może to być jednak przyśpieszane na siłę, gdyż jest to niezgodne z naturą i misją Kościoła.

 

Wspomniane wyżej zmiany w dziedzinie języka zostały zapoczątkowane przez część duszpasterzy z Polski. Obecnie są one przez nich i przez najmłodsze pokolenie księży miejscowych, absolwentów seminariów w Polsce i na Ukrainie, kontynuowane, przy dużym wsparciu przez siostry zakonne z Polski. Jest to wyrazem gorliwości duszpasterskiej. Jednocześnie jest to wynik braku elementarnej znajomości historii Polaków na Wschodzie, braku podstawowych informacji o istnieniu od wielu stuleci polskich, autochtonicznych mniejszości narodowych na Białorusi i Ukrainie oraz braku zrozumienia ich nastawienia religijnego i narodowego. Jednym z jego rysów jest i to, że z pojęciem "kościół" i modlitwą w języku polskim łączy się tam coś znacznie więcej niż w Polsce . Dlatego obrona świątyń w tych dwóch krajach miała w czasach prześladowań komunistycznych charakter heroiczny. Postawy duszpasterzy z Polski można zrozumieć, jeśli przypomnimy, że w okresie nauki szkolnej i studiów wielu z nich za czasów PRL cenzura nie dopuszczała do świadomości społecznej informacji na ten temat Polaków na Wschodzie. Duży wpływ ma także potoczne utożsamianie znajomości języka polskiego z narodowością polską, co na dawnych Kresach Wschodnich prowadzi do zasadniczych nieporozumień.

 

Potrzeba i konieczność godzenia różnych postulatów co do miejsca i czasu poszczególnych języków w nabożeństwach, wysuwanych niekiedy przez grupy narodowe wiernych i występujące czasem próby nacisków ze strony czynników zewnętrznych w sprawie języka w kościele, stawia przed duszpasterzami bardzo trudne problemy praktyczne. Ich rozwiązywanie wymaga bezstronności oraz głębokiego szacunku dla wszystkich zainteresowanych sprawą swojego języka ojczystego w liturgii i w katechezie dzieci. Ta ostatnia, gdy chodzi o język, powinna stanowczo uwzględniać życzenia rodziców, bezpośrednio odpowiedzialnych za wychowanie dzieci. Wymaga to również poważnego zapoznania się przez duszpasterzy i katechetki ze wszystkimi uwarunkowaniami historycznymi, narodowościowymi i psychologicznymi w tym względzie oraz otwartości na tego rodzaju wiedzę. Praktycznym i uwzględniającym oczekiwania wiernych rozwiązaniem jest niejako równoległe używanie w liturgii różnych języków tam, gdzie jest to możliwe i danie wiernym rzeczywistych możliwości wyboru.

 

W takich państwach jak Białoruś i Ukraina, Kościół katolicki obrządku łacińskiego, do którego należą wierni narodowości polskiej od wieków w krajach tych żyjący i bardzo często stanowiący większość wiernych, staje się, jak podkreśla to miejscowa hierarchia, Kościołem katolickim obrządku łacińskiego nie tylko na Białorusi i na Ukrainie, lecz dla Białorusi i dla Ukrainy. Jest to nowy i ważny akcent. Realizuje się to przez pracę tego Kościoła dla dobra wspólnego każdego z tych narodów i państw. Praca ta, w okresie pełnych niepokoju i napięć przemian politycznych, ustrojowych i religijnych, będzie wkładem szczególnie ważnym.

 

Wprowadzenie do Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego innych niż polski języków miejscowych zrodziło też nowy i drażliwy problem w stosunkach międzykonfesyjnych na Wschodzie. Przed ich wprowadzeniem poszczególne wyznania miały swoje własne języki i wiernych, do których w tych językach się zwracały oraz swoje sfery wpływów w społeczeństwie. Obecnie języki rosyjski, białoruski i ukraiński w Kościele katolickim obrządku łacińskiego odbierane są jako prozelityzm, to znaczy dążenie do pozyskania dla tego Kościoła potencjalnych lub aktualnych wiernych innego wyznania i obrządku. Pojawił się więc zupełnie nowy i nieznany dotychczas element antagonizmu międzywyznaniowego na tle języka.

 

Kościół katolicki obrządku łacińskiego na Wschodzie szybko zmienia swój dotychczasowy charakter. Z Kościoła, niegdyś kulturowo polskiego, staje się także kulturowo rosyjski, białoruski, ukraiński i inny. Przemiany te wynikają z uniwersalnego charakteru jego misji. Wiążą się z tym jednak poważne i coraz bardziej palące problemy, w tym kwestia prawa ludności polskiej do liturgii i katechezy w języku polskim i do zachowania w tym Kościele własnej tożsamości kulturowej i duchowej.

 

Obecność nowych języków w liturgii i duszpasterstwie na dawnych Kresach Wschodnich Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej stała się pewną koniecznością ze względu na realne potrzeby duszpasterskie. Takie same prawa jak te języki ma jednak w Kościele katolickim na Wschodzie także język polski. Oczekuje go bowiem największa grupa wiernych tego Kościoła, jaką są nadal Polacy. Nie dlatego tylko, że im zawdzięcza on tam swoje przetrwanie i odrodzenie, ale przede wszystkim dlatego, że mają w nim takie same prawa, jak każda inna grupa ludności katolickiej, że wymaga tego sprawiedliwość oraz szacunek dla najgłębszych uczuć religijnych wiernych, a nade wszystko sama natura Kościoła i dobro jego wiernych.

 

Roman Dzwonkowski SAC
Katolicki Uniwersytet Lubelski
Polska

Referat STANISŁAW KOSTECKI, Ukraina

Komisja ds. Współpracy Organizacji Polonijnych ze Strukturami Duszpasterskimi

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

Sytuacja języka polskiego w Kościele rzymskokatolickim na Ukrainie

 

Obserwując wiele pozytywnych zmian, które zaszły w Kościele rzymskokatolickim na Ukrainie w ostatnim dziesięcioleciu, trzeba jednak zaznaczyć, że najbardziej obecnie niepokojąca jest sytuacja językowa w Kościele. W każdej parafii na Ukrainie, pomijając Zakarpacie, zdecydowaną większość pod względem narodowym stanowią Polacy. Jednak mamy na dzień dzisiejszy coraz więcej parafii, gdzie tak w liturgii jak i nawet w paraliturgii, przestał być używany język polski. W wielu innych parafiach ulegają redukcji nabożeństwa w języku polskim. Przy tym warto zaznaczyć, że tego rodzaju zmiany zachodzą bardzo często przy absolutnym ignorowaniu woli wiernych.

 

Rozumiejąc misję Kościoła w głoszeniu Słowa Bożego w języku ojczystym dla każdego narodu, trudno zrozumieć, dlaczego właśnie w stosunku do języka polskiego stosowana jest redukcja, której skutkiem jest uniemożliwienie Polakom Ukrainy usłyszenia Słowa Bożego w języku ojczystym. Ale najbardziej groźnie wygląda sytuacja dotycząca katechizacji oraz nabożeństw dla dzieci i młodzieży, gdzie język polski jest obecnie praktycznie nieużywany.

 

Prasa katolicka wydawana na Ukrainie jest też przeważnie w języku ukraińskim. Na niejednokrotne prośby - na przykład skierowane do redakcji, wydawanej w Kijowie "Gazety Parafialnej" - o drukowanie chociażby jednej strony w języku polskim, żadne zmiany nie nastąpiły. W tej sytuacji budującym i godnym naśladowania jest przykład wydawanego w Ostrogu czasopisma "Wołania z Wołynia", które ukazuje się w wersji ukraińskiej i polskiej.

 

Problem komplikuje słaba znajomość języka polskiego wśród Polaków Ukrainy, która jest skutkiem dwuwiekowego prześladowania Polaków i języka polskiego na tych terenach. Ale słaba znajomość języka polskiego nie oznacza wcale słabego rozumienia, ponieważ sprawie zrozumienia pomaga podobieństwo języków polskiego i ukraińskiego. Ludzie zachowali wielki sentyment do języka polskiego i nie ma parafii na Ukrainie, gdzie by parafianie nie prosili kapłana o Mszę św. w języku polskim, ale - jak powiedziałem na wstępie - mamy na Ukrainie coraz więcej parafii, w których już słowa po polsku nie usłyszysz. Trzeba zapytać, czy takie traktowanie języka polskiego nie jest właśnie przyczyną tego, że tak mało inteligencji polskiej praktykuje dzisiaj w Kościele katolickim na Ukrainie?


Jednak są i innego rodzaju przykłady, kiedy księża, widząc tak wielką potrzebę posługiwania się językiem ojczystym wśród Polaków na Ukrainie, organizują nauczanie języka polskiego i nawet sami występują w roli nauczycieli. Z tego względu, że są to dość rzadkie zjawiska na Ukrainie, tym bardziej chciałbym takim księżom, siostrom i braciom zakonnym za ich rozumienie sytuacji powiedzieć - Bóg zapłać.

 

Nowa sytuacja językowa w Kościele rzymskokatolickim na Ukrainie została już zauważona przez przedstawicieli władzy państwowej Ukrainy. Wstępna analiza badań naukowych poświęconych sytuacji językowej w tym Kościele, prowadzonych przez oficjalne instytucje ukraińskie, jednoznacznie wskazuje na to, że proces ukrainizacji życia religijnego w Kościele rzymskokatolickim na Ukrainie jest odbierany jako szansa ostatecznego wynarodowienia Polaków mieszkających na Ukrainie. Dlatego lęk Polaków na Ukrainie o to, że Kościół zostanie wykorzystany jako instrument ich dalszego wynarodowienia jest, moim zdaniem, zrozumiały i uzasadniony. Gorzkie słowa wypowiedziane przez człowieka-legendę księdza prałata Antoniego Homickiego, który na parę dni przed śmiercią w 1992 roku powiedział: "To, czego nie potrafili dokonać carat i komuniści, mogą dokonać księża z Polski" - niechże posłużą jak wielka przestroga dla nas.

 

Stanisław Kostecki
Prezes Związku Polaków na Ukrainie

Referat JOLANTA KUŚMIDER, Kanada

Komisja ds. Oświaty i Młodego Pokolenia

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

Oświata polonijna na Zachodzie



"I jak w ojczyźnie, tak i w obcym kraju
Czuwam i strzegę skarbu polskiej mowy,
Polskiego ducha, polskiego zwyczaju".

Jan Lechoń

 

Słowa wypowiedziane przez polskiego emigranta Jana Lechonia wskazują na główny cel pracy oświatowej i pedagogicznej na obczyźnie. I właśnie dlatego stały się one mottem przewodnim mojej wypowiedzi. Ma ona za zadanie przedstawić Państwu sytuację szkolnictwa polonijnego na Zachodzie. Od razu nasuwają się pytania dotyczące czasu i miejsca tych patriotyczno-oświatowych wydarzeń, o czym powiem więcej w dalszej części mojego referatu, natomiast na początku chcę wyjaśnić, że określenie "na Zachodzie" należy rozumieć jako opozycję do terminu "na Wschodzie". Będę zatem mówiła o nauczaniu w środowisku polonijnym w Kanadzie. W tym kraju mieszkam od 16 lat, uczę języka polskiego w polskich szkołach, pracuję społecznie w polonijnych organizacjach i jestem prezesem Związku Nauczycielstwa Polskiego w Kanadzie.

 

Jak wszyscy wiemy, problem emigracji pojawił się przed pierwszą wojną światową. W Kanadzie pierwsi emigranci polscy pojawili się ponad 130 lat temu. Maria Dąbrowska w opowiadaniu "Marcin Kozera" ukazała nam sytuację dzieci polskich emigrantów mieszkających w Anglii. To właśnie w angielskiej szkole na lekcji geografii nauczyciel pokazując mapę, stwierdził, że tu kiedyś była Polska, ale teraz ona już nie istnieje. W obronie tej "nieistniejącej" ojczyzny stanął Marcin, który powiedział, że Polska istnieje, bo on jest Polakiem i chodzi do polskiej szkoły. Od tego czasu niewiele się zmieniło w szkolnictwie emigracyjnym. Polacy z takich czy innych względów osiedlali się i wciąż osiedlają poza granicami rodzinnego kraju i od razu tam, gdzie zamieszkują, czy to w Niemczech, Australii, Kanadzie czy Stanach Zjednoczonych zgłaszają się do polskiego kościoła katolickiego, przyprowadzając swoje dzieci do sobotniej szkoły przyparafialnej. Niektóre z tych dzieci niechętnie przekraczają próg polskiej szkoły. To tylko dzięki swoim rodzicom, dziadkom i babciom, którzy zachęcają do nauki polskiego języka, nadal ją kontynuują. Poznają język, historię i kulturę kraju, z którego wyrastają ich "korzenie". Nagrodą za pilne uczęszczanie i pracowitość stał się wyjazd na wakacje do Polski. Dzieci uwielbiają spędzać czas ze swoją rodziną w Polsce. Po powrocie do domu opowiadają z prawdziwą pasją o tym, co zwiedzały, co robiły, o rodzinie i przeżyciach. Takie wyjazdy oczywiście doskonalą ich język w mowie. Są dumne, że mogą się porozumieć z bliskimi, chociaż jest to dla nich "drugi język". Szkoła polska pomaga im w doskonaleniu tego języka w piśmie i dba o poprawność językową. Sprawia, że dzieci są dumne, iż są Polakami i należą do narodu o tysiącletniej tradycji i kulturze.

 

Zapytałam kiedyś moich uczniów ze szkoły podstawowej, czy rodzice sprawdzają ich zeszyty i interesują się ich pracami domowymi. Na dwudziestu uczniów tylko dwoje odpowiedziało, że rodzice w ogóle się tym nie interesują, choć przywożą je do polskiej szkoły. Z mojej obserwacji i doświadczenia wynika, że najważniejszą rolę w nauczaniu języka ojczystego spełniają rodzice, szczególnie na poziomie szkoły podstawowej. To właśnie oni zapracowani i przemęczeni, przywożą swoje dzieci do wieczorowej (od 6.00 do 8.30 wieczorem) lub sobotniej ( od 9.30 do 12.00 rano) szkoły, powodowani tęsknotą za ojczyzną i rodziną w kraju. Pragną, aby ich dzieci przejęły pałeczkę miłości i kontynuowały polskie tradycje i kulturę.

 

Chcę przytoczyć kilka wypowiedzi, które na temat "Dlaczego chodzę do polskiej szkoły?" napisali uczniowie szkół podstawowych i średnich. Oto przykłady:
"Chodzę do polskiej szkoły, aby się lepiej nauczyć języka polskiego, poznać różnych wielkich Polaków, poznać historię Polski".
W szkole średniej, gdzie rodzice nie mają większego wpływu na decyzję dzieci, uczennica pisze:
"Na początku zaczęłam chodzić do polskiej szkoły, aby dostać kredyt. Moi rodzice też bardzo chcieli, abym tam chodziła i zgłębiała moją wiedzę o polskiej historii i gramatyce. Teraz nie przychodzę do tej szkoły, aby dostać kredyt, lecz naprawdę dowiedzieć się o moim kraju i otworzyć bramy mojego języka. Chcę się teraz naprawdę czegoś nauczyć, abym mogła pisać gramatycznie i utrzymać język dla następnej generacji (...). Tutaj spotykam Polaków takich jak ja, moich rówieśników".

 

Podstawową więc rolę w kontynuowaniu nauki języka rodzinnego odgrywają rodzice, a potem nauczyciele. Niezmiernie ważnym jest fakt, jak rządy państw, w których zamieszkują emigranci, ustosunkowują się do nauki języków dziedzicznych. Wygląda to różnie. W Kanadzie - kraju wielokulturowym na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych wprowadzono tzw. "Heritage Languages Program", co pozwoliło to różnym grupom narodowościowym na naukę własnego języka. Obecnie program ten zmieniono na "International Languages Program", pozwalający uczniom na naukę wybranego przez nich języka. Znaczy to, że języka polskiego może uczyć się Chińczyk, Włoch czy Hindus. Lekcje takie trwają 2,5 godziny tygodniowo i odbywają się w budynkach szkół kanadyjskich. Nauczyciele są zatrudniani i opłacani przez katolicki lub publiczny wydział oświaty (Board of Education). Tak jest w prowincji Ontario. W innych prowincjach, np. w Quibec - szkoły nie mają żadnej pomocy finansowej i są utrzymywane z opłat rodziców. Podobnie jest w Stanach Zjednoczonych.

 

Obecnie w całej Kanadzie od Pacyfiku do Atlantyku w 90 szkołach podstawowych uczy się 13 tys. dzieci, w 19 szkołach średnich z tzw. kredytem na uniwersytet jest ponad 1,5 tys. studentów, a na 11 uniwersytetach wykładany jest język polski. W szkołach uczy prawie 500 nauczycieli. Na ogół są to ludzie ze studiami wyższymi. Wielu z nich pracuje również w szkołach kanadyjskich. Szkół podstawowych wciąż przybywa. W większości istniejących już szkół są przedszkola, do których uczęszczają dzieci od 4 roku życia.

 

W tym miejscu chciałabym podać kilka informacji o najstarszych polskich szkołach. Pierwsza z nich powstała w 1875 roku przy parafii Marii Królowej Korony Polskiej w Wilnie w prowincji Ontario. Założyli ją Kaszubi, którzy przybyli z Polski w drugiej połowie XIX wieku. Szkoła ta działała z przerwami prawie sto lat. Druga szkoła została założona w 1894 roku w Kitchener w prowincji Ontario przy parafii Serca Jezusowego i działa do dnia dzisiejszego. W 1903 roku powstała szkoła w Winnipegu w prowincji Manitoba. Od roku 1965 opiekę nad nią przejął Kongres Polonii Kanadyjskiej - Okręg Manitoba. Szkoła ta wciąż działa i ma coraz więcej uczniów. W 1930 roku powstała w Toronto Szkoła im. Tadeusza Kościuszki. Początkowo jej opiekunem był Związek Polaków w Kanadzie, a obecnie Publiczny Wydział Oświaty.

 

Wielki wpływ na rozwój oświaty polonijnej w Kanadzie wywarło powołanie do życia w 1962 roku Związku Nauczycielstwa Polskiego. W tym samym roku Związek miał już swój statut i został przyjęty do grona 152 innych organizacji zrzeszonych wtedy w Kongresie Polonii Kanadyjskiej.

 

Od 1966 roku decyzją Walnego Zjazdu KPK w Edmonton, funkcję przewodniczącego Komisji Szkolnej przy KPK pełni każdorazowo prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego w Kanadzie. Związek ten odgrywa dziś wielką rolę w życiu Polonii kanadyjskiej, a szczególnie w życiu oświatowym. Koordynuje on pracę szkół polskich w całej Kanadzie. Jest jedyną instytucją na emigracji, która opracowała i systematycznie drukuje pomoce naukowe i podręczniki od klasy przedszkolnej do dziesiątej. Podręczniki te i program nauczania są uznawane przez prowincjonalne wydziały oświaty. Obecnie pracujemy nad aktualizacją podręczników dla klas III i IV oraz opracowujemy Elementarz dla klasy I. Z naszych podręczników korzystają wszystkie szkoły w Kanadzie. Wysyłamy je również do Kazachstanu, na Syberię, Litwę, Łotwę, Białoruś oraz do Brazylii, Izraela, na Węgry, do Republiki Południowej Afryki i Stanów Zjednoczonych.

 

Wydajemy też Biuletyn "Myśl", który od 38 lat przekazuje nauczycielom artykuły metodyczne, konspekty lekcji oraz różne sprawy informacyjne. Organizujemy też sympozja, kursy metodyczne i konferencje pedagogiczne. Ściśle współpracujemy z Fundacją im. Adama Mickiewicza, organizując od 40 lat konkurs pisemny w języku polskim.

 

Uczniowie nasi biorą udział w Konkursie Recytatorskim Fundacji im. Władysława Reymonta. Od roku szkolnego 1999/2000 Zarząd Główny Związku Nauczycielstwa Polskiego przyznaje dyplomy "Najlepszego ucznia roku". W roku 2000 z okazji Dnia Nauczyciela wręczono dyplomy uznania nauczycielom za ich pracę w szkołach od 5 do 40 lat. Mamy w tej chwili 7 oddziałów Związku Nauczycielstwa Polskiego. Za swój główny cel uznajemy nauczanie i utrwalanie znajomości poprawnego języka polskiego w mowie i piśmie oraz zapoznanie uczniów z geografią, historią i kulturą Polski, przekazywanie tradycji i zwyczajów naszej grupy narodowej. Wychowujemy wartościowego obywatela Kanady, świadomego i dumnego z pochodzenia swoich rodziców. Pracujemy również nad wniesieniem zdobyczy kulturowych naszej grupy do życia Kanady.

 

Z dumą stwierdzam, że w ciągu 38 lat swego istnienia Związek Nauczycielstwa Polskiego przyczynił się w dużej mierze do postawienia mocnych fundamentów pod szkolnictwo polskie w Kanadzie.

 

Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że polonijna praca oświatowa poza granicami Polski wygląda zupełnie inaczej niż w Polsce. Jej celem jest utrzymanie polskości i utrzymanie więzów emigracji polskiej i Polonii z dawną Ojczyzną. Podstawą takiej edukacji jest nauka języka, historii i kultury polskiej. Nakłada to ogromną role na dom, szkołę, kościół i inne organizacje polonijne. One bowiem przygotowują młodych Polaków do pracy w organizacjach polonijnych i w życiu publicznym kraju ich osiedlenia.

 

Praca ta wygląda inaczej w każdym kraju na Zachodzie. Wierzę, że w dyskusji wypowiecie się Państwo na ten temat i uzupełnicie moją wypowiedź informacjami o szkolnictwie polonijnym w Anglii, we Francji, Szwajcarii, Niemczech czy Australii. Moim celem było ukazanie sytuacji oświaty polonijnej w Kanadzie. W nadchodzącym trzecim tysiącleciu z pewnością pojawią się nowe trudności i dlatego naszym zadaniem jest znalezienie innych metod nauczania i wychowania w aktualnej rzeczywistości.

 

Rzeczywistość ta to świat jakże atrakcyjnych komputerów, internetu, gier telewizyjnych i filmów. Od nas, nauczycieli i rodziców, zależy, czy potrafimy nasze dzieci zachęcić do nauki języka polskiego; jest on bowiem autentycznym skarbem. Nie wolno dać mu zginąć! Jeszcze raz zapraszam do dyskusji nad referatem oraz wymianą poglądów na ten temat.

 

Jolanta Kuśmider
Prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego w Kanadzie

 

Referat CZESŁAWA OSIPOWICZ, Litwa

Komisja ds. Oświaty i Młodego Pokolenia

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

Szkolnictwo polskiej mniejszości narodowej na Litwie


 

Zaryzykuję stwierdzenie, że szkolnictwo polskie na Litwie stanowi ewenement na skalę światową. W ciągu 50 lat powojennych przeżywało swe wzloty i upadki, pomimo to zawsze było obecne w krajobrazie edukacyjnym Litwy.

W niniejszym referacie postaram się zasygnalizować najważniejsze momenty, które się składają na pojęcie "Szkoła Polska na Litwie" lub jak niektórzy mówią - polskojęzyczna, uzasadniając to tym, że podlega ona całkowicie Ministerstwu Oświaty i Nauki Republiki Litewskiej. W dalszej części wyjaśnię, na czym ta zależność polega i przedstawię pokrótce historię szkolnictwa polskiego, jego dzień dzisiejszy, sukcesy oraz problemy.

 

Lata 1945-2000

 

Polskie szkolnictwo powojenne na Litwie odegrało niewątpliwie ogromną rolę w zachowaniu poczucia tożsamości narodowej. Dlaczego władze sowieckie pozostawiły po 1945 roku w Litewskiej SRR szkolnictwo polskojęzyczne, zaś w sąsiedniej Republice Białoruskiej zlikwidowały, chociaż mniejszość polska była tam liczniejsza, długo by można rozważać. Być może w ten sposób chciały przeciwstawić nacjonalizm litewski nacjonalizmowi polskiemu? Faktem jest, iż Polacy nie siedzieli bezczynnie, domagali się utworzenia szkół polskich i w tej sprawie delegacje Polaków wileńskich kilkakrotnie jeździły do Moskwy.

 

Polacy tworzyli zwarte skupiska w rejonach solecznickim i wileńskim, stanowili i stanowią odpowiednio 80 % oraz 60 % ludności, w Wilnie zaś mniejszość polską do dziś dnia szacuje się w granicach 100-120 tys. Polacy stanowią 7 % mieszkańców Litwy. 90 % Polaków używało języka polskiego jako ojczystego na co dzień. Żywa tu również była tradycja polskiej szkoły międzywojennej.

 

Jesienią 1944 roku w dopiero wyzwolonym spod okupacji niemieckiej Wilnie, rozpoczęły działalność razem z innymi szkołami, dwa gimnazja: IV Męskie i V Żeńskie z polskim językiem nauczania. Jerzy Surwiłło, publicysta wileński, w swojej książce Zostali tu z nami na dobre i złe pisze: "Już od 1944 r. i w następnych latach w wyżej wspomnianych szkołach pracowali wspaniali nauczyciele (...). Osobowości piękne i silne o bardzo wysokim poziomie wiedzy, intelektu i kultury (...). Prowadzili swoją działalność bez żadnej pomocy i wsparcia ze strony Macierzy, bez podręczników w języku polskim z wielu przedmiotów (...). Po wojnie swą wiedzą i postawą imponowali młodzieży. Jakże trudno było im nie tylko nauczać, ale też wychowywać w całkowitym oderwaniu od polskiej rzeczywistości i polskiej historii, kiedy każde słowo było na cenzurowanym (...) Dla nich, jak w latach okupacji, nauka nadal była walką".

 

W latach pięćdziesiątych coraz więcej szkół polskich pojawiało się na mapie oświatowej Wileńszczyzny. Przed rokiem 1957 było ich około 270. Ponadto w 80 szkołach były klasy polskie. Z adeptów pierwszych promocji zaczęła się kształtować powojenna polska inteligencja wileńska: lekarze, nauczyciele, prawnicy, architekci, dziennikarze, ludzie sztuki...

 

Niestety, w tychże latach pięćdziesiątych nastąpiła tzw. druga repatriacja, w wyniku której prawie cała inteligencja polska wyjechała z Litwy. Jerzy Surwiłło pisze: "Faktycznie stara generacja nauczycieli w rzeczy samej przygotowała w latach powojennych liczną grupę inteligencji, specjalistów dla Polski Ludowej, a w poszczególnych przypadkach losowych nawet dla krajów "mlekiem i miodem płynących."

 

Gdy zabrakło tych oddanych sprawom polskim, wykształconych ludzi, w wyniku ostrej rusyfikacji, prowadzonej przez dziesięciolecia, w końcu lat osiemdziesiątych nauczano po polsku zaledwie w 92 szkołach, spośród których 47 stanowiły szkoły mieszane, najczęściej polsko-rosyjskie, w mniejszym stopniu polsko-litewskie oraz polsko-rosyjsko-litewskie.

 

Sytuacja kardynalnie się zmieniła po odzyskaniu przez Litwę niepodległości. Ci, którzy kiedyś ukończyli szkoły rosyjskie, swoje dzieci chcieli kształcić w języku ojczystym. Liczba szkół, w których były klasy polskie wzrosła znacznie: od 92 w roku 1988 do 130 w roku szkolnym 1992/93. Na decyzję rodziców często miała wpływ możliwość kształcenia swych dzieci w języku polskim na studiach wyższych w Polsce i otrzymanie stypendium rządu RP.

 

Niestety, od roku 1993 zmniejsza się liczba uczniów w klasach pierwszych. Spowodowane to jest niewątpliwie niżem demograficznym, ale nie tylko. Ze strony władz litewskich jest prowadzona polityka skierowania na uatrakcyjnienie szkoły litewskiej, jak również propaganda twierdząca, że tylko po szkole litewskiej uczeń ma szanse na znalezienie swego miejsca w społeczeństwie litewskim. Wielu rodziców, chcąc "ułatwić" dzieciom swoim życiowy start, oddaje je do szkół litewskich. Wpływ na te decyzje ma m.in. niski poziom świadomości rodziców-Polaków, co się tłumaczy często brakiem wykształcenia oraz gorszą sytuacją materialną, w jakiej się znajdują. Dzieci, nie znające języka litewskiego (bo w domu mówią po polsku), trafiają do obcego im środowiska, są zakompleksione, czują się gorsze od swych rówieśników - w wyniku nie radzą sobie z nauką. Pomimo to wielu rodziców błędnie uważa, że będą miały one większe szanse dostania się na studia. I chociaż liczba uczniów w szkołach polskich wzrosła z 10 tys. w 1988 roku do 23 tys. w 1999 i ciągle wzrasta, to jednak trzeba się spodziewać, że za parę lat uczniów w szkołach polskich będzie ubywać. Ci, którzy kiedyś z łatwością się rusyfikowali, teraz się będą lituanizować.

 

Największą szkołą na Litwie jest szkoła polska w Wilnie im. Jana Pawła II, która została zbudowana w 1994 roku i liczy ponad 2 200 uczniów. Szkoła ta powstała dzięki pomocy finansowej Polski i Stowarzyszeniu "Wspólnota Polska". Budowa szkoły była też wielkim wyczynem społeczności polskiej Wilna, albowiem wiele prac wykonano w czynie społecznym, a przy zaangażowaniu rodziców przyszłych uczniów, klasy wyposażono m.in. w meble.

 

W naszej szkole pracuje 156 nauczycieli, legitymujących się wyższym wykształceniem pedagogicznym. Około 30 ukończyło studia w Polsce. Szkoła ma na swym koncie sporo osiągnięć, m.in. III promocja z roku 1999 osiągnęła wysoki wskaźnik w dostaniu się na studia wyższe. Wyniósł on 65 %, przy średniej krajowej około 40 %. Absolwenci naszej szkoły wstępują na uczelnie litewskie i świetnie sobie radzą. Język litewski znają doskonale.

 

Ogólna liczba uczniów w szkołach polskich na Litwie

 

Rok Liczba uczniów % ogólnej liczby
uczniów w kraju
1988 9995 2,0
1989 10613 2,1
1990 11407 2,3
1991 12611 2,5
1992 13881 2,8
1993 15312 3,08
1994 16613 3,26
1995 17898 3,43
1996 19212 3,61
1997 20263 3,72
1998 21038 3,77
1999 21913 3,83
2000 22303 3,83

 

Liczba uczniów w klasach pierwszych

 

Rok Liczba uczniów % ogólnej liczby
uczniów w kraju
1988 1030 2,16
1989 1624 3,16
1990 1831 3,24
1991 2060 3,72
1992 2256 3,78
1993 2412 4,23
1994 2331 4,06
1995 2158 3,94
1996 2213 4,07
1997 2077 3,72
1998 1876 3,45
1999 1721 3,21
2000 1600 3,34

 

 

Programy nauczania i podręczniki

 

We wszystkich szkołach polskich na Litwie obowiązują programy nauczania oraz podręczniki zatwierdzone przez Ministerstwo Oświaty i Nauki Republiki Litewskiej. Przed rokiem 1990 programy nauczania były zatwierdzane w Moskwie. Korzystaliśmy z podręczników wybitnie sowieckich w swych treściach, tyle że drukowanych w języku polskim. Jakość tej podręcznikowej polszczyzny była żenująco niska, pełna rusycyzmów i lituanizmów. Dotyczyło to nie tylko książek do nauczania matematyki czy chemii, ale również języka polskiego. Podręcznik taki zawierał w zasadzie teksty autorów rosyjskich i litewskich, prymitywnie tłumaczonych na język polski.

 

Przemiany ustrojowe na Litwie wywarły ogromny wpływ na treści nowo wydawanych podręczników. Opracowano nowy Program Nauczania Języka Polskiego oraz wydano kolejno podręczniki od elementarza poczynając na odpowiedniej pozycji dla klasy maturalnej kończąc. Autorami tych prac są nauczyciele - praktycy pracujący w szkołach wileńskich, najczęściej absolwenci polonistyki Wileńskiego Instytutu Pedagogicznego. Kilka pozycji dla klas starszych powstało dzięki współpracy z naukowcami z Polski. Dotychczas szkoły były zaopatrywane w podręczniki nieodpłatnie. Jednak z roku na rok na ten cel przeznacza się coraz mniej środków, co powoduje kurczenie się szkolnego funduszu podręczników. Szkoły polskie znalazły się w sytuacji bezwzględnie gorszej niż litewskie. Podręcznik do matematyki czy historii trzeba przetłumaczyć, a przekład pociąga za sobą dodatkowe koszty. Na koszt wpływa również nakład (liczba drukowanych egzemplarzy). W praktyce wygląda to następująco: litewski podręcznik do matematyki kosztuje 12 Lt, polski zaś - 43 Lt. Szkoły polskie i litewskie otrzymują jednakowe pieniądze na zamówienie podręczników. W przeliczeniu na jednego ucznia w roku szkolnym 2000/2001 suma ta wynosi 18 Lt. Pieniędzy wyasygnowanych przez Ministerstwo Oświaty dla szkoły polskiej brakuje nawet na zamówienie jednego tytułu. Jako ciekawostkę przytoczę przykład podręcznika do nauki języka polskiego dla klasy 3 pt. Zaczarowane słowo. Cena 1 egz. wynosi "zaledwie" 100 Lt 60 centów. Władze oświatowe Litwy uważają, że dzieci w szkołach polskich mogą się z powodzeniem uczyć z podręczników litewskich. Dla uczniów klas starszych nie jest przewidziane tłumaczenie podręczników na język polski. Paradoksalna sytuacja zaistniała z podręcznikiem historii dla klasy 7. Nie ma w ministerstwie dobrej woli i zrozumienia, że uczeń klasy 7 nie jest jeszcze dość dobry w litewskim, aby zrozumieć np. teksty źródłowe, których dość dużo jest w nowo wydanym podręczniku litewskim.

 

W szkołach polskich na zaistniałą sytuację zareagowano bardzo szybko i rzeczowo. Powstały fundusze, na które rodzice wpłacają po 30-50 litów. Za te pieniądze zakupiono niezbędne pozycje.

 

W swoich zmaganiach szkoły nie są samotne. Stowarzyszenie Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie "Macierz Szkolna" powołało Fundusz na rzecz wydawania podręczników. Gros środków - tradycyjnie - ma przeznaczyć Polska, chociaż będą to książki przeznaczone dla dzieci podatników państwa litewskiego. Państwo polskie poprzez "Wspólnotę Polską" w roku szkolnym 2000/2001 sfinansowało tłumaczenie i wydanie podręczników historii dla klas 7 i 8. Ponadto zaplanowane jest wydanie w 2001 roku podręczników historii dla klas 9 i 10.

 

Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że nic nie zamieni dobrego podręcznika w języku ojczystym. Tym bardziej, że na całym świecie uczeń może wybierać spośród kilku podręczników alternatywnych.

 

Od przedszkola do uniwersytetu

 

W końcu lat osiemdziesiątych pojawiły się w Wilnie i na Wileńszczyźnie przedszkola polskie. Jest ich około 30, natomiast w kilkudziesięciu funkcjonują grupy polskie. System edukacji na Litwie jest inny niż w Polsce. Siedmiolatek przychodzi do tzw. szkoły średniej i uczy się w niej dwanaście lat. Klasy 1-4 stanowią szkołę początkową, klasy 5-10 obejmują nauczanie podstawowe, natomiast klasy 11-12, to tzw. szkoła profilowana. Na Litwie trwa reforma w oświacie. Od 2005 roku przewidziane są szkoły średnie jako 4-letnie gimnazja.

 

Absolwenci szkół polskich mogą kontynuować naukę w języku polskim w Wyższej Szkole Rolniczej niedaleko Wilna, na polonistyce Uniwersytetu Pedagogicznego oraz od 1993 roku na polonistyce Uniwersytetu Wileńskiego. Przed kilkunastu laty w ówczesnym Instytucie Pedagogicznym (obecnie UP) po polsku można było studiować również matematykę i fizykę. Studenci polonistyki mieli zaś możliwość dodatkowo uzyskania dyplomu historyka lub geografa i wykładania tych przedmiotów w szkole.

 

Absolwenci szkół polskich doskonale sobie radzą studiując na różnych wydziałach uczelni litewskich.

 

W roku 1988 pierwsza 20-osobowa grupa młodzieży z Litwy wyjechała na studia do Polski. Odtąd co roku wyjeżdża kilkudziesięciu absolwentów. Otrzymują oni stypendia Rządu RP po przebyciu procedury kwalifikacyjnej prowadzonej przez MEN wspólnie z Konsulatem RP w Wilnie.

 

W 1988 roku grupa naukowców Polaków podjęła próbę założenia odrębnego Uniwersytetu Polskiego w Wilnie. Idea ta zyskała poparcie niektórych środowisk w Polsce i na Zachodzie. Niestety, uniwersytet nie spełniał wymogów stawianych przez prawo litewskie uczelniom typu uniwersyteckiego, działał więc praktycznie nielegalnie. Zarejestrowany został dopiero przed paru laty jako Instytucja Wyższej Użyteczności Publicznej Universitas Studiorum Polona Vilensis. Studenci tego uniwersytetu uzyskują dyplomy uczelni polskich.

 

Procent absolwentów szkół polskich, którzy się dostają na studia wyższe na Litwie bądź w Polsce jest wysoki, wyższy niż procent absolwentów szkół litewskich. Ilustruje to poniższa tabela wskaźników wstępowania na studia wyższe i pomaturalne absolwentów szkół polskich.

 

Rok
Średni wskaźnik
Szkoły wyższe Szkoły pomaturalne
1995 41,4 36,9
1996 40,7 38,0
1997 43,6 32,6
1998 43,1 40,6
1999 45,3 42,0

 

Pomimo to społeczność polska na Litwie nadal należy do najniżej wykształconych grup narodowościowych państwa litewskiego. Na 1000 Polaków tylko 50 legitymuje się wyższym wykształceniem. Współczynnik ten u Rosjan jest prawie 3-krotnie wyższy, wśród Litwinów ponad dwukrotnie. Jak już zaznaczyłam wcześniej, stan ten jest spowodowany faktem, iż po 1944 roku, a później po 1956 prawie cała inteligencja polska wyjechała z Litwy. Pocieszające jest to, że obecnie Polacy charakteryzują się najwyższym wskaźnikiem wzrostu wykształcenia wyższego w porównaniu z innymi grupami narodowymi.

 

Edukacja nauczycieli

 

Szkoła polska na Litwie musi być bezwzględnie konkurencyjna w stosunku do szkół litewskich. Decydują o tym odpowiednio wysoki poziom nauczania i wychowania, a to z kolei zależy od nauczyciela. Kwalifikacje zawodowe nauczycieli odgrywają w tym wypadku wyjątkowo dużą rolę. Jak już zaznaczyłam, większość nauczycieli legitymuje się dyplomem ukończenia Wileńskiego Instytutu Pedagogicznego. Około 95-97 % nauczycieli posiada wyższe wykształcenie. W ostatnich latach przychodzą do szkół ci, którzy ukończyli studia wyższe w Polsce. Niestety, problem braku specjalistów w szkołach polskich jest dość ostry. Nie dotyczy to Wilna, a raczej szkół wiejskich. Brakuje przede wszystkim lituanistów, nauczycieli języków obcych (angielskiego), chemii, biologii, plastyki. 1/3 pedagogów stanowią emeryci i osoby w wieku przedemerytalnym. Problem ten był niejednokrotnie omawiany na różnego rodzaju szczeblach władz oświatowych. Pewnym osiągnięciem jest utworzenie na WUP grupy lituanistów dla absolwentów szkół nielitewskich.

 

Nauczyciele wszystkich przedmiotów, pracujący w szkołach polskich, mają możliwość dokształcania się na różnego rodzaju kursach organizowanych przez odpowiednie instytucje w Polsce. Co roku z tej formy kształcenia korzysta kilkuset pedagogów. Poznają nowe metody nauczania, otrzymują literaturę metodyczną, materiały dydaktyczne. Chciałabym tu wymienić ośrodki szczególnie zasłużone dla oświaty polskiej na Litwie, a są to: Polonijne Centrum Nauczycielskie w Lublinie, Ośrodki Doskonalenia Nauczycieli w Gdańsku, Słupsku, Koszalinie. Podlaski Oddział Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" od 10 lat organizuje m.in. warsztaty teatralne dla nauczycieli, a to z kolei pozwala organizować fachowo zajęcia pozalekcyjne w szkołach.

 

Na Wileńszczyźnie jest bardzo dużo dobrych nauczycieli, bezgranicznie oddanych pracy. Świadczą o tym sukcesy uczniów i nagrody zdobywane przez nich na różnego rodzaju olimpiadach przedmiotowych i konkursach organizowanych na Litwie i w Polsce.

 

Pozalekcyjne formy działalności

 

Praktycznie każda za szkół polskich pełni dodatkowo rolę ośrodka kultury. Praca nauczyciela nie ogranicza się wyłącznie do prowadzenia zajęć dydaktycznych. W szkołach polskich działają polskie zespoły ludowe, zespoły teatralne, grupy wokalne itp. Uczniowie mają możliwość wykazania się, startując w różnorodnych konkursach i olimpiadach przedmiotowych. Pozwolę więc sobie wymienić niektóre z nich.

 

Olimpiada Języka Polskiego i Literatury w roku bieżącym odbyła się po raz dwunasty. Organizatorem jest Ministerstwo Oświaty i Nauki Litwy. Ogromnym atutem olimpiady jest udział 10 najlepszych znawców przedmiotu w Ogólnopolskiej Olimpiadzie Literatury i Języka Polskiego. Zwycięstwo w Warszawie daje możliwość uzyskania stypendium Rządu RP i miejsce na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Warto też zaznaczyć, że reprezentanci Litwy opracowują te same tematy, które obowiązują olimpijczyków z Polski i według oceny organizatorów olimpiady ogólnopolskiej często dysponują umiejętnościami, których nierzadko nie posiadają finaliści olimpiady - uczniowie z Polski.

 

W Międzynarodowym Konkursie Matematycznym "Kangur" co roku startuje ponad 2,5 tys. uczniów ze szkół polskich. Chcę tu zaznaczyć, że w szkołach litewskich i rosyjskich konkurs odbywa się dopiero od dwóch lat i trafił do nich ze szkół polskich.

 

Od 8 lat w kalendarzu imprez obecny jest Festiwal Dzieci i Młodzieży Muzycznie Uzdolnionej im. Stanisława Moniuszki. W I Festiwalu uczestniczyło zaledwie 19 młodych muzyków, obecnie zaś blisko 100 Polaków, uczniów szkół muzycznych występuje na scenie.

 

Co roku na wiosnę odbywa się Festiwal Teatrów Szkolnych. Ponad 30 zespołów teatralnych ze szkół polskich na Litwie bierze w nim udział. Prezentują spektakle z obsadą aktorską jak też lalkowe. Ten festiwal to piękne święto dla ponad 500 uczniów miłośników teatru.

 

Miłośnicy poezji mają swoją imprezę, a jest to Konkurs Recytatorski "Kresy". Pomysłodawcą tego konkursu, jak też Festiwalu Teatrów Szkolnych, jest Podlaski Oddział Stowarzyszenia "Wspólnota Polska". Startują w nim co roku uczniowie klas 1-12, w sumie ponad 400 recytatorów. Laureaci z najstarszej grupy wiekowej są zapraszani do Białegostoku i tam kontynuują zmagania o laur pierwszeństwa razem z finalistami z Białorusi, Czech, Ukrainy, Rosji, Łotwy, Bułgarii i Rumunii. Tak się składa, że nasi recytatorzy są od lat najlepsi i wszystkie możliwe laury od Grand Prix poczynając, a na III nagrodzie kończąc im właśnie przypadają. Od lat znacznym zainteresowaniem cieszy się Konkurs Poezji M. Konopnickiej. W ubiegłorocznych eliminacjach wzięło udział ponad 80 uczniów. Co roku laureaci mają możliwość reprezentowania Litwy na Światowym Festiwalu Poezji M. Konopnickiej w Przedborzu i co roku są w gronie zdobywców nagród.

 

W roku ubiegłym po raz pierwszy zorganizowano Festiwal Piosenki Polskiej Dzieci i Młodzieży Szkolnej "Rudziszki - 2000". Wystąpiło w nim 50 dzieci z całej Wileńszczyzny w trzech kategoriach wiekowych. Ponieważ zainteresowanie konkursem było duże, będzie on organizowany co roku.

 

Uczniowie szkół polskich startują w różnego rodzaju konkursach plastycznych, literackich, zawodach sportowych. Jako przykład wymienię imprezę zorganizowaną przez Stowarzyszenie "Macierz Szkolna" na Litwie z okazji 200 rocznicy urodzin A. Mickiewicza. W konkursie plastycznym o tematyce mickiewiczowskiej udział wzięło 700 uczniów, kilkadziesiąt prac nadesłano na konkurs literacki. Uczniowie wystąpili również z referatami, wygłoszonymi podczas konferencji naukowej poświęconej Mickiewiczowi.

 

Na szczególną uwagę zasługuje działalność ZHP na Litwie. Harcerstwo odrodziło się dopiero przed 10 laty. Nie było instruktorów, nikogo, kto by się orientował, co to znaczy harcerzem być. Dzięki pomocy ZHR i ZHP dzisiaj jest to prężnie działająca organizacja zrzeszająca ponad tysiąc dzieci i młodzieży. Harcerze i ich działalność jest zauważalna w życiu społeczności polskiej. Organizowane co roku festiwale piosenki harcerskiej, festiwale poezji i piosenki religijnej, akcje sprzątania cmentarzy wojskowych, zapalanie zniczy, zawody sportowe, obozy letnie i zimowiska, biwaki, szkolenia i inne imprezy są poważnym czynnikiem pomocnym szkołom w pracy wychowawczej, jak też czynnikiem wpływającym na zachowanie tradycji narodowych Polaków Litwy. Harcerzom przewodniczy Adam Błaszkiewicz, na co dzień dyrektor Szkoły im. Jana Pawła II w Wilnie.

 

Działalność pozalekcyjna szkół polskich uaktywniła się, nabrała rumieńców po tym, gdy się odrodziło Stowarzyszenie Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie "Macierz Szkolna", które jest organizatorem większości imprez.

 

Stowarzyszenie Nauczycieli Polskich na Litwie "Macierz Szkolna"

 

Stowarzyszenie w grudniu ubiegłego roku obchodziło 10-lecie swej działalności. Od początku istnienia organizacji prezesem jest p. Józef Kwiatkowski. Trudno przecenić rolę, jaką odgrywa "Macierz Szkolna" w kontekście szkoły polskiej na Litwie. Jest ona organizatorem różnorodnych konkursów i festiwali dla dzieci i młodzieży, od trzech lat prowadzi kurs przygotowawczy dla maturzystów szkół polskich, co roku setki dzieci wysyła na różnorodne kolonie i obozy. Dzięki Stowarzyszeniu nauczyciele i przedszkolanki mają możliwość kształcić się na różnego rodzaju kursach i warsztatach w Polsce i na Litwie. Wespół z Podlaskim Oddziałem Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" od wielu lat prowadzi Studium Kultury z zakresu recytacji i reżyserii teatru dziecięcego.

 

Stowarzyszenie błyskawicznie reaguje na różnorodne antypolskie wybryki władz oświatowych Litwy. Przed trzema laty Ministerstwo Oświaty Litwy oświadczyło, że całkowicie zaprzestaje druku podręczników w języku polskim. "Macierz Szkolna" razem z posłami Polakami na Sejm interweniowała w tej sprawie skutecznie. Gdy przed dwoma laty zlikwidowano obowiązkowy egzamin maturalny z języka polskiego, Stowarzyszenie było inicjatorem zbierania podpisów w sprawie przywrócenia egzaminu maturalnego jako obowiązkowego. Od siedmiu lat Stowarzyszenie organizuje konkurs pn. "Najlepsza szkoła, najlepszy nauczyciel".

 

"Macierz Szkolna" owocnie współpracuje z wieloma Oddziałami Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", ma ścisły kontakt z ośrodkami kształcenia nauczycieli w Lublinie, Gdańsku, Słupsku. Dba o wyposażenie szkół w pomoce naukowe i materiały dydaktyczne.

 

Pomoc Macierzy

 

Szkoły polskie na Litwie w ostatnim dziesięcioleciu korzystają z ogromnej, wszechstronnej pomocy polskich organizacji rządowych i pozarządowych. Polsce zawdzięczają lektury szkolne i pomoce metodyczne, środki techniczne i remonty budynków szkolnych, wyjazdy dzieci na kolonie i dokształcanie nauczycieli na różnego rodzaju szkoleniach, pomoc w organizacji konkursów i nagrody dla zwycięzców. Jak już wspomniałam na wstępie, Szkoła im. Jana Pawła II zaistniała wyłącznie dzięki temu, że Stowarzyszenie "Wspólnota Polska" wyasygnowało na budowę odpowiednią kwotę. Inne inwestycje Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" to szkoła początkowa w Ligojniach, dobudówki w szkołach w Landwarowie i Zujunach, remonty szkół w rej. Wileńskim i solecznickim, remont sanitariatów oraz fasady Szkoły Średniej im. Kraszewskiego w Wilnie. W styczniu br. rozpoczęła się akcja wyposażenia szkół średnich w pracownie komputerowe. Pierwszą partię - 29 komputerów - już zamontowano. Znaczącą i wydatną pomocą była kwota 30 tys. USD przekazana przez premiera RP Jerzego Buzka na komputery, zaś 13 tys. USD przekazał prezydent RP Aleksander Kwaśniewski na podręczniki.

 

Pomoc dla szkół "płynęła" z Kanady i USA. Towarzystwo Wspierania Edukacji Polskiej na Litwie z Toronto jako pierwsze przekazało nam w 1995 r. 200 komputerów "Comodore", zaś Komitet Pomocy Polakom na Wschodzie z Los Angeles przekazał szkołom polskim na Litwie ponad 120 komputerów, mikrobus dla szkoły w Bujwidzach, poza tym funduje co roku nagrody zwycięzcom konkursu "Najlepsza szkoła, najlepszy nauczyciel" (jedną dla szkoły, jedną dla nauczyciela-polonisty). Państwo Litewskie, którego podatnikami są Polacy, obywatele Litwy, niestety, dba o szkolnictwo polskie w minimalnym zakresie.

 

Problemy

 

Nie jest tajemnicą, że władze litewskie dążą do całkowitej asymilacji szkoły polskiej. Szkoły litewskie i polskie nie są jednakowo finansowane. W rejonach wileńskim i solecznickim, gdzie ludność jest w ponad 80 % polska otwierane są klasy, szkoły litewskie czasami dla 1-2 uczniów. Kuszą one rodziców doskonałym wyposażeniem. W ciągu ostatnich czterech lat w powiecie wileńskim zbudowano 34 szkoły litewskie. Placówki oświatowe w całej Litwie są w gestii samorządów, te zaś nowo otwarte w rejonach zamieszkałych przez Polaków, są zakładane i finansowane przez powiat.

 

Przed paru laty na gwałt starano się wprowadzić w szkołach polskich nauczanie geografii i historii po litewsku. Nie udało się. Władze, motywując tym, że tłumaczone na język polski podręczniki są o wiele droższe, przestają je tłumaczyć i wydawać. Kolejnym wybrykiem władz oświatowych było zniesienie egzaminu maturalnego z języka polskiego. Argumentowali to tym, że maturzyści wszystkich szkół Litwy muszą zdawać jednakową liczbą egzaminów maturalnych. I chociaż 25 tys. Polaków opowiedziało się na piśmie za tym, by egzamin pozostawić jako obowiązkowy, decydenci nie zareagowali na to.

 

Reforma szkolnictwa, która obecnie jest wcielana w życie, przyczyni się niewątpliwie do tego, że liczba szkół polskich na pewno się zmniejszy.

 

Ostatnio Instytut Pedagogiki opracował cztery modele kierunków rozwoju szkoły mniejszości narodowych. Oto one:

 

  1. Uczniowie mniejszości narodowych uczą się w szkole lub klasie litewskiej według specjalnego programu nauczania języka litewskiego. Uczniom tym mają być stworzone warunki do nauki języka ojczystego.
  2. Od nauczania w języku ojczystym ma nastąpić stopniowe przejście do wykładania w języku państwowym.
  3. Nauczanie odbywa się w dwóch językach, ze wzmocnionym nauczaniem języka państwowego.
  4. Nauczanie odbywa się w dwóch językach, ze wzmocnionym nauczaniem języka ojczystego.


Szkoły mniejszości narodowych miały wybrać jeden z modeli do 30 stycznia br. Rozszerzony zarząd Stowarzyszenia Nauczycieli Szkół Polskich "Macierz Szkolna" jednoznacznie uznał, że projekty tych czterech modeli zawierają likwidację polskiego szkolnictwa. Zapadła decyzja, by opracować swój własny model. Czy będzie zaakceptowany przez Ministerstwo Oświaty i Nauki Litwy? Na razie jest to wielka niewiadoma.

 

Roli oświaty dla Polaków na Litwie nie da się przecenić. Tylko i wyłącznie istnieniu szkoły polskiej oraz Kościołowi zawdzięczać należy, iż na Wileńszczyźnie ludzie myślą, mówią i modlą się po polsku. Jej znaczenie uświadamiają sobie również Litwini, zwolennicy państwa jednonarodowego. Niestety, punkt widzenia tych dwóch grup etnicznych na sprawy oświaty w języku ojczystym bardzo się różni.

 

Ciągłe zakusy uszczęśliwiania na siłę, decydowania "o nas bez nas" są błędem w polityce władz oświatowych Litwy. Szkoła polska w tej postaci, w jakiej jest obecnie spełnia swe zadanie: wychowuje obywateli państwa litewskiego, daje zasób wiedzy nie gorszy od szkoły z litewskim językiem nauczania, uczniowie osiągają dostateczny poziom znajomości języka litewskiego, a najważniejsze - wychowuje nie zakompleksionych, świadomych swych korzeni i tradycji ludzi.

 

Zadaniem naszym jest wyposażenie szkoły w nowoczesne środki i materiały dydaktyczne, stworzenie warunków dla wszechstronnego rozwoju naszych uczniów. Dlatego wdzięczni jesteśmy niezmiernie za wszelką pomoc, którą otrzymujemy z Polski i od Rodaków rozsianych po świecie. Mamy nadzieję, że i w przyszłości o nas nie zapomną. My zaś zadbamy o to, by szkoła z polskim językiem nauczania była atrakcyjna i stanowiła konkurencję dla szkoły litewskiej.

 

Czesława Osipowicz
Szkoła im. Jana Pawła II w Wilnie

 

Referat ALEKSANDRA ŚLIWOWSKA-BARTSCH, Brazylia

Komisja ds. Oświaty i Młodego Pokolenia

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 
Tożsamość narodowa młodego pokolenia Polonii w Ameryce Łacińskiej


 

"Znalazłem się pomiędzy dwoma wiekami, jak na spływie dwóch rzek;
zanurzyłem się w obie wzburzone wody, oddalając się z przykrością od starego brzegu,
gdzie urodziłem się i płynąc z nadzieją do nieznanego brzegu,
gdzie nowe generacje będą przybywać".

 

Słowami François René Chateaubriand pragnę Państwa przywitać w momencie, kiedy dyskutujemy nt. "Polonia i Polacy u progu Nowego Tysiąclecia". Temat, który został mi zaproponowany: "Tożsamość narodowa młodego pokolenia Polonii w Ameryce Łacińskiej" jest wielkim i bardzo podniecającym wyzwaniem, ponieważ historia kontynentu amerykańskiego, od samego początku jest mocno zakorzeniona w różnych sprzecznościach kulturalnych, ekonomicznych, politycznych, a konsekwencje tych sprzeczności przeżywają nowe generacje Polonii w Ameryce. Sprzeczności te przeciwstawiają sposób myślenia angielskiego myśleniu hiszpańsko-portugalskiemu, stwarzając wielki kontrast Ameryki Łacińskiej w stosunku do Ameryki Północnej.

 

Początek tych przeciwności jest odległy. Od czasu kiedy rozpoczęła się ekspansja europejska, wspólnota europejska straciła swą jedność. Chrześcijaństwo średniowieczne podzieliło się państwowo w poszukiwaniu nowych kontynentów. Walka o nowe ziemie uzewnętrzniła się w Umowie Tordezilhas (1494), w której kontynent amerykański został rozdzielony między Portugalię i Hiszpanię. Reakcja angielska w stosunku do tej umowy spowodowała spór, który dzieli Anglików i ich potomków w stosunku do Hiszpanów i Portugalczyków oraz ich potomków. Sprawdzenie tego kontrastu jest dość łatwe, porównując mentalność hiszpańską, portugalską i angielską w literaturze. U Cervantesa jest marzenie, jak również duch zachodni idealizowany, u Camoesa są przygody, zdobycze portugalskie, duch człowieka zrealizowanego. U Szekspira jest pragmatyzm, realizm angielski, duch człowieka w swojej prawdziwej esencji konstruktywnej jak również destruktywnej.

 

W wiekach XVII i XVIII przeciwieństwa pomiędzy Hiszpanami i Anglikami miały miejsce w innych dziedzinach. Społeczność hiszpańska była kontynentalna w przeciwieństwie do angielskiej, morskiej i wyspiarskiej; jedna społeczność bardziej arystokratyczna, wiejska, dawniej teokratyczna, a druga bardziej demokratyczna, urbanistyczna, świecka. Jedna społeczność, której całą bazą były honory i hierarchia, a druga, która była podbudowana na zyskach według interpretacji Rousseau. Już przed pierwszą rewolucją przemysłową w roku 1750, Portugalia i Hiszpania straciły swoją potęgę międzynarodową, łącznie ze swymi koloniami w Ameryce Łacińskiej, które były zacofane w stosunku do Starego Kontynentu i uzależnione od importu produktów europejskich.

 

Po uzyskaniu przez kraje Ameryki Łacińskiej niepodległości w wiekach XIX-XX sytuacja polityczna, socjalna i gospodarcza w tych krajach była - i jest nadal - pełna kontrastów. Każdy kraj posiada własną specyfikę: różne przeszłości kolonialne, różne wymiary geograficzne i ekonomiczne oraz struktury produktywne, handlu zagranicznego, procesów urbanizacji, kultury, roli stanu i społeczeństwa elitarnego. Kraje łacińsko-amerykańskie mają w dzisiejszych dniach jeszcze mocne ślady autorytaryzmu cywilnego i wojskowego, konserwatyzmu, gwałtu, niewolnictwa, które impregnują struktury socjalne. Poza tym, według Banku Światowego, budżet resortu zdrowia w Ameryce Łacińskiej w latach 1990-1995 wynosił ok. 2,7 % PKB, w Niemczech 8,2 % PKB i w Japonii 5,7 % PKB. Zadłużenie międzynarodowe krajów Ameryki Łacińskiej w roku 1996 wynosiło średnio 50 % PKB. Według UNESCO, ilość książek wydanych w Argentynie, Brazylii, Chile, Peru i Wenezueli w 1992 roku wyniosła 40 541, z czego 67,9 % w Brazylii. W tymże 1992 roku wydano w Niemczech 67 tys., w Japonii - 35 tys. i w Stanach Zjednoczonych - 49 tys. książek.

 

Biorąc pod uwagę Amerykę Południową jako jeden obszar, oblicza się, że rezerwy i zdolności produkcyjne przedstawiają ją jako rejon samowystarczalny. Według Banku Światowego, Ameryka Południowa jest w stanie produkować zboże, mięso, ryby, mleko, owoce i jarzyny, w ilości przekraczającej swoje potrzeby. Również jest w stanie zaspokoić swoje potrzeby w dziedzinie energii elektrycznej, wydobywania wszelkiego rodzaju minerałów, włącznie z rudami żelaza, miedzi, aluminium i manganu. Obecnie rozwija się przemysł wydobywczy ropy naftowej ze złóż podmorskich. Jest również samowystarczalna w artykułach konsumpcyjnych. Największymi trudnościami Ameryki Południowej jest zdobywanie nowoczesnej technologii produkcyjnej oraz brak własnej i dobrze rozwiniętej marynarki handlowej.

 

W tym świecie sprzeczności zostali wychowani obecni potomkowie osadników polskich (biednych i prostych ludzi, którzy przyjechali pod koniec XIX wieku) i potomkowie inteligencji (emigrantów z okresu przedwojennego, wojennego - przede wszystkim z drugiej wojny światowej - i powojennego). Pierwsze pokolenie osadników przybyło do absolutnie nieznanych sobie stron, dzikich i w większości odległych od cywilizacji. Z kolei inteligencja poznała tak zwane ziemie tropikalne, zielone przez cały rok, lecz obce ze względu na język i kulturę. Łączyła ich tęsknota i miłość do Ojczyzny. W tych sentymentach zostały wychowane pierwsze pokolenia urodzone już w Ameryce Łacińskiej, wychowane według mentalności, którą opisał nasz Papież Jan Pawel II:

"Ojczyzna - kiedy myślę - wówczas wyrażam siebie i zakorzeniam, mówi mi o tym serce, jakby ukryta granica, która ze mnie przebiega ku innym, aby wszystkich ogarniać w przeszłość dawniejszą niż każdy z nas: z niej się wyłaniam, gdy myślę Ojczyzna - by zamknąć ją w sobie jak skarb. Pytam wciąż, jak go pomnożyć, jak poszerzyć tę przestrzeń, którą wypełnia".

 

Rozwój polskości na terenach Ameryki Łacińskiej w XX wieku może być podzielony na dwa etapy. W pierwszym etapie, od początku XX wieku aż do lat czterdziestych, głównym celem polskich emigrantów było wychowanie swych dzieci w absolutnie polskich tradycjach i przekazywanie języka polskiego nowym generacjom. Według książki ks. Z. Malczewskiego pt. Obecność Polaków i Polonii w Rio de Janeiro, w Brazylii, w kraju, do którego przyjechała największa ilość polskich emigrantów założono w roku 1937 - 293 szkoły świeckie i 37 szkól zakonnych (242 szkoły zarejestrowane i 88 szkół nie zarejestrowane). Wykładało w tych szkołach 287 nauczycieli polskich, ucząc 9 316 dzieci. W szkołach państwowych uczyło się 4 636 polskich dzieci. O działalności społecznej wychodźstwa polskiego świadczy istnienie 491 polskich towarzystw. Polacy w Brazylii oprócz szkolnictwa rozwijali również kulturę, zdobyli więc uznanie i szacunek w różnych krajach Ameryki Łacińskiej. Przykładem jest powstanie w Brazylii w 1929 roku Towarzystwa Polsko-Brazylijskiego "Kościuszko", które przyjęło za swój główny cel troskę o zbliżenie kulturalne i ekonomiczne pomiędzy Brazylią i Polską, jak również współpracę w zakresie wzajemnego rozwoju intelektualnego i ekonomicznego między tymi krajami. Podczas inauguracji Towarzystwa "Kościuszko", brazylijski generał Ivo Soares zacytował tak piękne słowa o narodzie polskim:

"Romantyzm Polski jest romantyzmem człowieka aktywnego, który kocha swoją ziemię, mając swoje oczy zawsze zwrócone na przyszłość. Taki sposób spojrzenia daje twarzy wyraz romantyzmu. I taki sposób spojrzenia, ma swoje wytłumaczenie w przypadkach polskich. Prześladowany, podzielony, w stałym stanie wojennym, Polak przez wieki czekał na lepsze dni, które przynosiły ze sobą spokój i satysfakcję wewnętrzną. Czekał nie z zamkniętymi, ale z otwartymi oczami, które patrzyły z pewnością na miejsce bez granic nazwane przyszłość. Miłość do wolności była akompaniowana przez mocny nastrój duchowy. I z tego nastroju Polska zachowuje jako wielki skarb trzy symbole, o które wszystkie narody walczyłyby, aby należały do swych państw. Zobaczcie tych trzech poetów: Kopernik, Mickiewicz i Chopin. Trzech poetów mówimy: poeta gwiazd, poeta wierszy i poeta muzyki. We wszystkich tych trzech istnieje niepokój, marzenie, głęboka melodia. Lupa Kopernika, wiersze Mickiewicza, walce, polonezy i ballady Chopina, nie są tylko cząstką, lecz całą duszą Polską, podnoszącą się z ziemi do wysokości, tam gdzie człowiek łączy się z Bogiem".

 

Mimo rozpoczęcia procesu nacjonalistycznego w Ameryce Łacińskiej w latach trzydziestych istniała w Brazylii tak wielka ilość szkół i polskich towarzystw. Szczyt nacjonalizmu w tych krajach miał miejsce w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Główne nasilenie interwencji państwa w gospodarce w Ameryce Łacińskiej w okresie 1930-45 wynikało z zadań przemysłowców, którzy domagali się pomocy państwa w formie subsydiów, kredytów i protekcjonizmu. Właśnie w tym czasie pojawiają się różni przywódcy ruchu nacjonalistyczno-przemysłowego jak: Peron w Argentynie, Paz Estensoro w Boliwii, Vargas w Brazylii, Ibanez w Chile i Carderas w Meksyku. Z jednej strony proces nacjonalistyczny wyrażał się w formie rozwoju produkcji ropy naftowej, stali, podstawowych produktów chemicznych, energii elektrycznej i telekomunikacji. Z drugiej strony ustawy nacjonalistyczne, na przykład prezydenta Getúlio Vargas w Brazylii, zwalczały szkolnictwo i prasę mniejszości narodowych. Wyraziło się to zamknięciem 335 towarzystw polskich i 200 szkół. Także zostały usunięte obce nazwy fabryk, warsztatów, sklepów, itp.

 

Z czasem rygory nacjonalistyczne były mniej przestrzegane, ale pozostawiły ślady zakorzenione w społeczeństwie. Na wsiach okazało się, że zamknięto polskie szkoły w miejscach, gdzie nie istniały szkoły brazylijskie, co oznaczało powrót do analfabetyzmu. Rewolucja młodzieży w latach sześćdziesiątych, kiedy pojawiły się "rock and roll", "jeans" i kultura amerykańska, zniweczyła hasła nacjonalistyczne w formie "zabronione jest zabraniać". Młodzież międzynarodowa i indywidualistyczna, mająca łatwość zdobycia pracy, nie okazywała już mocnego zainteresowania, czy dawni przodkowie przeżyli jakąś wojnę lub kryzys w 1929 roku. Polska emigracja z okresu drugiej wojny światowej była zmuszona asymilować jak najszybciej kulturę łacińską. Podstawowym krokiem było uczenie się języka kraju osiedlenia, ażeby znaleźć środki do życia. Dlatego więc generacja urodzona w miastach po drugiej wojnie światowej nie przywiązywała wagi do znajomości języka polskiego.

 

Sytuacja gospodarcza w krajach Ameryki Łacińskiej w latach osiemdziesiątych, w związku z dużym bezrobociem i wysoką inflacją spowodowała kryzys ekonomiczny. W 1983 roku główny sekretarz OECD (Organisation for Economic Cooperation and Development) napisał:

"W najgorszym stopniu, wynikiem wysokiej stopy bezrobocia jest powstanie coraz bardziej wzrastającego dystansu pomiędzy społecznością a młodzieżą, która według ostatnich badań, jeszcze stara się zdobyć pracę mimo ogromnych trudności i spodziewa się wspaniałej kariery życiowej. Istnieje wielkie niebezpieczeństwo, że w następnej dekadzie społeczeństwo będzie coraz bardziej oddalone od młodzieży. Z jednej strony będą młodzi, relatywnie opuszczeni, a z drugiej strony, w opozycji, część społeczeństwa uprzywilejowanego polityczno-gospodarczego ze znajomością rynków pracy".

 

Po minionych trzydziestu latach można powiedzieć, że historia Ameryki Łacińskiej jest historią świata, który stracił swoje referencje i zbliżył się do niestabilności i kryzysu. W Ameryce Łacińskiej, w początku nowego tysiąclecia, sytuacja emigracyjna zmieniła się: problemy polityczne i recesja gospodarcza spowodowały wzrost migracji przede wszystkim z Kolumbii, Peru, Wenezueli, Ekwadoru i Argentyny do Stanów Zjednoczonych i do Europy. Procent bezrobocia jest wprost proporcjonalny do stopnia migracji: w Kolumbii 20,5 %, w Peru 7,2 %, w Wenezueli 13,5 %, w Ekwadorze 13,2 % i w Argentynie 14,1 % bezrobocia.

 

W takiej sytuacji tożsamość narodowa młodego pokolenia Polonii w Ameryce Łacińskiej jest łacińska. Większość młodzieży już nie mówi po polsku, a tempo życia codziennego oddala ją od historii i zwyczajów kraju swych przodków. Jest łacińska na tyle, że przede wszystkim w dużych miastach, mało się wzrusza faktem, że Papież jest Polakiem, albo, że ich przodkowie pochodzą z kraju Wisławy Szymborskiej i Chopina. Nie wypada tutaj dyskutować, kto jest winien tej sytuacji, czy rodzice lub dziadkowie, którzy coraz słabiej przekazywali polskość, czy młodzież, będąc zakorzeniona w swoim prywatnym świecie nie okazała zainteresowania do kraju noblistów - pokoju, chemii-fizyki i literatury. Wypada tutaj przedyskutować, jaką wartością jest polskość i co uczynić, aby wartość tę ocalić w dzisiejszym, tak szybko zmieniającym się świecie.

 

Idealna wersja tej wartości już została wyrażona przez Papieża Jana Pawła II w Dekalogu Emigracji:


  1. Nie zapominaj, że najwyższym dobrem jest Bóg i bez Niego nie zrozumiesz samego siebie i nie odnajdziesz sensu życia.
  2. Nie zapieraj się imienia swojego narodu, ani jego historycznych doświadczeń, bo są to jego własne korzenie, jego mądrość, choćby gorzka, jego powód do dumy.
  3. Pamiętaj o tym, że gdziekolwiek rzucą cię losy, zawsze masz prawo, aż po kres dni twoich, pozostać członkiem swej narodowej rodziny.
  4. W najgorszych nawet okolicznościach, zmieniając środowisko, obywatelstwo, nie wypieraj się nigdy wiary i tradycji twych przodków, jeśli chcesz, by twoi nowi bracia i twoje dzieci nie wyparły się ciebie. Rodzino stań się tak, jak wielki Kościół, nauczycielem i matką.
  5. Szanuj swój naród, pomnażaj jego dobre imię i nie dozwól, aby było nadużywane dla politycznych, nacjonalistycznych czy jakichkolwiek innych celów.
  6. Nie dozwól, aby twoja rodzina, naród, był przez kogokolwiek okradany, lżony, niesłusznie oczerniany.
  7. Nie wywyższaj siebie i swojego narodu ponad jego rzeczywiste zasługi i ponad narody inne; raczej pokaż innym to, co w twoim narodzie jest najlepsze.
  8. Ucz się od innych narodów dobrego, ale nie powtarzaj ich błędów.
  9. Pamiętaj, że mieć rodzinę-naród, jest to wielki przywilej wynikający z prawa człowieka , ale i nie zapominaj o tym, że Ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek.
  10. Pamiętaj, że jesteś dzieckiem narodu, którego Matką i Królową jest Bogurodzica Maryja "dana jako pomoc ku obronie". Powtarzaj często modlitwę serc polskich: "Jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam".

 

Trzeba się zastanowić, jak wprowadzić w życie codzienne słowa tego Dekalogu i w jaki sposób przekonać nowe generacje, że młodzież to w dalszym ciągu dzieci narodu polskiego i, że nie zapierając się imienia narodu swych przodków, ani jego historycznych doświadczeń będzie chroniła swoje własne korzenie.

 

Pewne inicjatywy przyczyniają się do wykonania słów Dekalogu, jak na przykład praca organizacji polonijnych oraz Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej (USOPAŁ). Dzięki pracy USOPAŁ Polonia w Ameryce Łacińskiej chwyciła oddech i może lepiej podtrzymywać swoją polskość. Dzięki pracy USOPAŁ pewne prośby zostały przekazane do Ojczyzny, jak na przykład o wzmożenie wysiłków mających na celu przybliżenie Polski młodym pokoleniom polskich emigrantów, o przygotowanie i udostępnienie organizacjom polonijnym w Ameryce Łacińskiej wszelkiego rodzaju materiałów edukacyjnych, przede wszystkim do nauki języka polskiego, polskiej historii i kultury oraz materiałów propagujących naszą Ojczyznę, jej dziedzictwo kulturalne, piękno przyrody i życie codzienne.

 

Warto wymienić pewne sukcesy działalności polonijnej. W Urugwaju nastąpiło odsłonięcie w katedrze w Montevideo pomnika naszego Papieża Jana Pawła II, a w Punta del Este inauguracja Placu Rzeczypospolitej Polskiej. W Argentynie z kolei ustanowiono Dzień Imigranta Polskiego. Działa Związek Polaków w Buenos Aires, w Obera, pracuje polskie harcerstwo w ramach Polskiego Ośrodka Młodzieżowego, funkcjonuje Biblioteka im. Ignacego Domeyki, licząca ponad 20 tys. polskich książek, w której odbywają się lekcje języka polskiego oraz wieczorki literackie. Jest Tygodnik "Głos Polski". W Kordobie jest grupa folklorystyczna "Krakus", która występuje w Argentynie i Urugwaju. Są osiągnięcia Polskiej Macierzy Szkolnej w stworzeniu 8 polskich szkół, prowadzonych przez wychowawców-pedagogów. W Paragwaju działa Związek Polaków w celu rozszerzania polskiej kultury. W Brazylii nie można pominąć działalności organizacji BRASPOL, powstałej 10 lat temu i posiadającej głównie na południu ok. 190 ośrodków polonijnych starających się pobudzić tradycje polskie i polskość w nowych pokoleniach, które często nie interesują się sprawami polskimi. Podkreślam również działalność Towarzystwa Dobroczynnego Polonia w Rio de Janeiro, które zawsze w ciągu 110 lat istnienia stawiało sobie jako główny cel obchodzenie z głębokim patriotyzmem wszystkich świąt narodowych i rozpropagowanie wśród narodu brazylijskiego polskiej kultury. Pod hasłem "nigdy przed obcą władzą, przed mieczem tyrana nie ugięły się wolnych Polaków kolana" (A. Feliński) w 1916 roku dwóch członków Towarzystwa Dobroczynnego Polonia w Rio de Janeiro, bracia Oscar i Owaldo Przewodowscy, w imieniu Polaków z Ameryki Łacińskiej, skierowali list do wielkiego działacza i polityka brazylijskiego Rui Barbosa, prosząc go o uznanie przez Brazylię niepodległości polskiego narodu. Pod hasłem "nie rzucim ziemi skąd nasz ród, nie damy pogrzęść mowy, polski my naród, polski lud", w okresie drugiej wojny światowej, Towarzystwo Dobroczynne Polonia w Rio de Janeiro podjęło współpracę z brazylijskim Komitetem Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce, brazylijskim Czerwonym Krzyżem, sekcją Polskiego Czerwonego Krzyża oraz Komitetem Ratowania Dzieci. W 1953 roku prezes p. Aleksander Bolesław Śliwowski i wiceprezes p. Lucyna Haczyńska, reprezentując Towarzystwo Polonia podpisali umowę o dzierżawie polskiego kościoła. W 1970 roku, dzięki niestrudzonej pracy ks. Benedykta Grzymkowskiego powstała polska parafia personalna p.w. Matki Boskiej Jasnogórskiej w Rio de Janeiro.

 

Towarzystwo Dobroczynne Polonia w Rio de Janeiro, kierując się słowami poety Balińskiego, że:

"można mnie z Kraju wyrzucić można mi kazać nie wrócić można mnie z żywych wymazać, wygnać, przepędzić za płoty, ale jak można zakazać tęsknoty?"

wypłaca regularne zasiłki Polakom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej, jak również stypendia dla uczącej się młodzieży.

 

Dzięki pracy w dziedzinie kulturalnej nowe pokolenia zaczynają przybliżać się do Ojczyzny poprzez naukę polskiego języka. Chęć uczenia się języka polskiego raduje każdego Polaka, ale fakt ten nie może być uważany jako główna droga do stworzenia tożsamości polskiej w młodszych pokoleniach, przede wszystkim w dużych miastach. Na wsi sytuacja jest odmienna w związku z odległością do metropolii. Młodzież opierając się na życiu rodzinnym, pracy misjonarzy polskich oraz codziennych kontaktach z innymi potomkami Polaków, utrzymuje niezbyt literacki, ale dumny język polski i tradycje kraju swych przodków.

 

W dużych miastach nowa generacja poznając polską kulturę, polski język ma podnietę do kontynuowania polskości, ażeby powiększyć swoje kwalifikacje i możliwości sukcesów w pracy zawodowej. Bodźcem podtrzymywania polskości u młodzieży byłoby organizowanie zatrudnienia względnie praktyk w przedsiębiorstwach polskich w kraju lub zagranicą. Młodzież zdobywałaby w ten sposób lepszy start życiowy. Jest to pomysł p. Jerzego Achmatowicza z Chile przedstawiony na IV Kongresie USOPAŁ, który odbył się w Brazylii w 2000 roku. Chodzi o stworzenie statystyki organizacji, przedsiębiorstw polonijnych, Polaków i ich potomków żyjących na terenach Ameryki Łacińskiej. Bardzo ważnym jest fakt, aby TV Polonia docierała do Ameryki Południowej, pobudzając w nowych generacjach zainteresowanie sukcesami nowoczesnej Polski.

 

W Liście Apostolskim Ojca Świętego Jana Pawła II do młodych całego świata z okazji Międzynarodowego Roku Młodzieży 1985 czytamy:

"Wy, Młodzi jesteście właśnie tą młodością: młodością narodów i społeczeństw, młodością każdej rodziny i całej ludzkości - również młodością Kościoła. Wszyscy patrzymy w Waszym kierunku, gdyż wszyscy przez Was stale nie jako na nowo stajemy się młodzi. Tak więc Wasza młodość nie jest tylko Waszą własnością osobistą czy pokoleniową - należy ona do całokształtu tej drogi, jaką przebywa każdy człowiek w swym życiowym itinerarium, a zarazem jest jakimś szczególnym dobrem wszystkich. Jest dobrem samego człowieczeństwa. W Was jest nadzieja, ponieważ Wy należycie do przyszłości a zarazem przyszłość do Was należy".

 

Bycie nadzieją świata i przyszłością narodów nie jest łatwym zadaniem, ponieważ tylko przez zrozumienie przeszłości człowiek jest w stanie budować swoją przyszłość, a ta przyszłość tylko wtedy będzie lepsza, o ile starsze pokolenia nie zrezygnują z tej odpowiedzialności, jaką jest wychowanie nowych pokoleń. Kierując ich drogami polskości zrobimy wielki krok na drodze do zrealizowania słów Hymnu narodowego: "Jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy". Liczymy się z tym, że starsze pokolenia dołożą wszelkich starań, aby polskość rozwijała się na wszystkich kontynentach nowoczesnego świata.

 

Bibliografia

Bartsch Aleksandra, Science and tecnology in Rio de Janeiro: the cases FAPERJ and FINEP, 2000.
Cano Wilson, Suwerenność i polityka gospodarcza w Ameryce Łacińskiej, 2000.
Costa Darc, Strategia narodowa, 2000.
Hobsbawm Eric, Age of extremes: the short twentieth century: 1914/1991, 1997.
Kowalczyk Józef, Dziwisz Stanisław, Rakoczy Tadeusz, W drodze na Jasną Górę: Jan Pawel II do Młodych, 1991.
Love Joseph, Crafting the Third World: theorizing undevelopment in Rumenia and Brazil, 1998.
Malczewski Zdzisław, Obecność Polaków i Polonii w Rio de Janeiro, 1995.
Skowroński Tadeusz, Stronice brazylijskie o Polsce, 1942.
UNESCO, World Science Report (1998).
USOPAŁ, III Kongres Polaków Ameryki Łacińskiej, 1998.
WORLD BANK, Knowledge for development, 1998/99.

 

Aleksandra Śliwowska Bartsch
Towarzystwo "Polonia" w Brazylii

Referat DR ANNA PAUDYN, Kanada

Komisja ds. Pomocy Socjalnej, Charytatywnej i Problemów Repatriacji

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

Pomoc charytatywna organizowana przez środowiska polonijne na Zachodzie



 

Indywidualne i zbiorowe akcje charytatywne, których celem i motywem jest niesienie pomocy pokrzywdzonym przez los i znajdującym się w potrzebie na skutek wojen, kataklizmów i tragedii życiowych to odzwierciedlenie najbardziej szlachetnych instynktów ludzkich. Pierwsi emigranci związani uczuciowo z Polską, gdzie często pozostawili rodziny, dzielili się skromnymi zarobkami z bliskimi w Kraju. Chęć skoordynowania tej pomocy spowodowała utworzenie w krajach osiedlenia szeregu komitetów, fundacji i organizacji. W referacie podaję wybrane przykłady osiągnięć tych organizacji i wielu tysięcy wolontariuszy w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii i w krajach Europy, którym składam hołd i jednocześnie podziękowanie.

 

Pomoc rodakom w kraju osiedlenia


W okresie powojennym organizacje polonijne otaczały opieką inwalidów wojennych, odwiedzając ich w szpitalach i pomagając materialnie. W Kanadzie polskie placówki Royal Canadian Legion i inne organizacje dopominały się u rządu Kanady o przyznanie takich samych praw polskim żołnierzom w zakresie lecznictwa i emerytur, jakie przysługiwały żołnierzom kanadyjskim (1). Sprawa do dzisiaj nie jest zupełnie rozwiązana i zarówno Stowarzyszenie Polskich Kombatantów, jak i Kongres Polonii Kanadyjskiej kontynuują starania w tym kierunku.

 

W latach osiemdziesiątych prawie wszystkie organizacje polonijne były zaangażowane w pomoc emigrantom z Polski, sponsorując i pomagając materialnie, darowując odzież i meble, a szczególnie udzielając pomocy w poszukiwaniu pracy. Z pomiędzy bardzo wielu biednych emigrantów z okresie stanu wojennego mamy dziś w Polonii wielu oddanych działaczy społecznych, biznesmenów, naukowców i polityków. W tym czasie stworzono specjalne organizacje pomagające imigrantom, jak np. w Toronto organizację Polish-Canadian Immigration Services, która z pomocą rządu prowincji Ontario zakupiła budynek, prowadzi pomoc prawną i lekcje języka. Obecnie z powodu małej emigracji z Polski musi pomagać również imigrantom z innych krajów, aby utrzymywać dotacje rządowe.

 

We Francji podobną działalność pomocy imigrantom prowadzi od wielu lat Stowarzyszenie Oświatowo-Kulturalne "Nazareth-Famille", które w momencie założenia postawiło sobie za cel pomoc rodakom, którzy przyjeżdżają do Francji z powodów ekonomicznych i politycznych. Jest to nie tylko pomoc prawna, ale i materialna, szczególnie dla wielodzietnych rodzin. Wszystkim służy znana już we Francji Szkoła Języka Francuskiego "Nazareth" (2).

 

Wraz z poprawą sytuacji ekonomicznej i politycznej w Polsce zmniejsza się liczba młodych osób emigrujących na Zachód, a zwiększa liczba rodaków w wieku emerytalnym. Jednym z najważniejszych zadań Polonii w krajach osiedlenia jest tworzenie domów spokojnej starości, w których oficjalnym językiem jest język polski, gdzie znajdują się polskie biblioteki, kaplice, polska kuchnia, a przede wszystkim dobra opieka i serdeczna domowa atmosfera. Sprawa ta jest bardzo ważna ze względu na fakt, że wielu rodaków nie posiada rodzin na obczyźnie i właściwą "rodzinę" stanowi organizacja społeczna lub parafia. Od ponad 30 lat działa w Kanadzie (Mississauga, Ontario) Wawel Villa, dysponująca 89 miejscami w domu emeryta i 200 sybsydiowanymi mieszkaniami dla ludzi starszych, a w Toronto - Copernicus Lodge, w której mieszka 130 osób, które są samodzielne i 108 osób nieuleczalnie chorych, wymagających stałej opieki. Na miejsce w tych domach czeka się ponad dwa lata. Wzrastające potrzeby powodują, że obecnie prowadzi się w Kanadzie intensywną zbiórkę na budowę domów dla naszych seniorów w Toronto, Hamilton, Ottawie i Edmonton. Niestety, dotacje rządu kanadyjskiego na tzw. "domy etniczne" są znacznie zmniejszone i możemy liczyć praktycznie tylko na własne siły, chociaż ostatnio Caritas w Kanadzie zobowiązał się do finansowania budowy Domu Polskiego Seniora w Edmonton.

 

Polonia w Australii późno uświadomiła sobie, że czas mija bezpowrotnie i że starsi ludzie nie zawsze mogą liczyć na pomoc rodziny. W roku 1986 powołano w Melbourne Australijsko-Polskie Towarzystwo Dobroczynności, którego głównym zadaniem była budowa polskiego domu spokojnej starości. Rząd australijski popierał tę inicjatywę i dopłacał do zbieranych funduszy - tak np. zebranie 500 tysięcy dolarów zapewniło subsydium w wysokości 1,4 tysiąca dolarów. Dzięki tej pomocy i ogromnemu wysiłkowi wielu rodaków Dom Polskiego Emeryta w Bayswater w Australii został oficjalnie oddany do użytku 1 października 1993 roku (3). Również dużo lepiej wygląda sytuacja w Australii niż w innych krajach w dziedzinie pomocy ludziom chorym i mającym niskie dochody. Tu państwo finansuje różne programy i przekazuje pieniądze dla potrzebujących, często za pośrednictwem organizacji etnicznych. Na przykład przy Federacji Polskich Organizacji w Wiktorii znajduje się Biuro Opieki Społecznej finansowane całkowicie przez państwo. Przy okazji państwo finansuje lokal i administrację Federacji Polskich Organizacji w Wiktorii. Część pracy charytatywnej wykonywana jest przez płatnych pracowników, a część społecznie. W stanie Qeensland w Australii państwo przydziela pewne kwoty Stowarzyszeniu Polaków w Queeensland. Osoba odpowiedzialna za opiekę społeczną przeprowadza wizje lokalne i decyduje o przyznaniu kwot w wysokości około kilkuset dolarów w charakterze doraźnej pomocy. Z funduszy państwowych również pokrywane są koszty przejazdów osoby odpowiedzialnej na wizje lokalne, jak również za odwiedziny w szpitalach.

 

Jak widzimy, obywatele krajów osiedlenia mogą liczyć na pomoc lokalnych organizacji społecznych, natomiast osoby przebywające nielegalnie lub na odwiedzinach z Polski mogą w razie wypadku znaleźć się w bardzo krytycznej sytuacji. Pomoc doraźna jest udzielana przez organizacje polonijne, natomiast pokrycie wysokich kosztów leczenia jest niemożliwe. Należy podkreślić tu dobrą wolę lekarzy, np. w Sick Children Hospital w Toronto, wykonujących za darmo wiele operacji polskim dzieciom poszkodowanym w wypadkach, kiedy nie pokrywa tego ubezpieczenie. Znany jest wypadek 9-letniego polskiego chłopca Piotrusia Makucha, który w ostatnim dniu pobytu w Kanadzie uległ poważnemu wypadkowi. Szesnaście operacji oraz dwa lata pobytu w szpitalu, których ogólny koszt wyniósł ponad milion dolarów, zostały całkowicie pokryte przez lekarzy polskiego pochodzenia i szpital. Część kosztów leków pokryła Fundacja Charytatywna Kongresu Polonii Kanadyjskiej.

 

Oprócz pomocy ściśle charytatywnej w każdym kraju istnieją fundacje, które pomagają polonijnym organizacjom kulturalnym oraz najbardziej potrzebującym studentom, przydzielając stypendia z odsetek od zbieranych w latach ubiegłych i systematycznie powiększanych funduszy. W USA najbardziej znaną jest Fundacja Kościuszkowska, która pomogła bardzo wielu studentom z Polski. W Kanadzie najbardziej zasłużony jest Fundusz Milenium Polski Chrześcijańskiej. Osiemnastu z jego 27 dyrektorów mianuje Kongres Polonii Kanadyjskiej, a 9 - kościół. Bardzo aktywne są również Fundacja im. Adama Mickiewicza, Fundacja Władysława Reymonta oraz Fundacja Nelly i Władysława Turzańskich.

 

W Australii Rada Naczelna Organizacji Polonijnych dysponuje pośrednio dwoma fundacjami - Fundacją Bluma i Funduszem Wieczystym Polonii Australijskiej. Należy również podkreślić prawie pięćdziesięcioletnią działalność Polskiego Stowarzyszenia Charytatywnego, które powstało w West Sunshine w roku 1953, gdzie wybudowało Dom Polski im. Jana Pawła II i bardzo aktywnie wspomaga polskich sportowców, polskie zespoły artystyczne i ludzi potrzebujących pomocy w Australii.

 

Pomoc od rządów i biznesów w krajach osiedlenia


Włączenie rządów krajów osiedlenia w pomoc charytatywną dla Polski zależy w dużym stopniu od statusu naszej grupy etnicznej w danym kraju, od ilości polityków polskiego pochodzenia w parlamentach, w rządach regionalnych i miejskich i od aktywności naszej grupy etnicznej w dziedzinie społecznej, ekonomicznej i kulturalnej.

 

Kongres Polonii Kanadyjskiej był zawsze bardzo aktywny w angażowaniu rządu Kanady dla spraw pomocy Polsce. Dużym sukcesem Kongresu w latach 1980-82 było umorzenie części długu zaciągniętego przez Polskę na zakup pszenicy w Kanadzie i zmniejszenie polskich opłat za połów ryb na wodach terytorialnych Kanady. Dzięki staraniom Kongresu Polonii Kanadyjskiej Polacy, będący w Kanadzie w okresie stanu wojennego, mieli przyspieszoną drogę otrzymania stałego pobytu w tym kraju. W roku 1989 prezes KPK Stanisław Orłowski przedstawił rządowi Kanady Memoriał "Brief Regarding Assisstance to Poland" i brał udział w zebraniach Parlamentarnego Komitetu Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W roku 1990 prezes Marek Malicki kontynuował te działania w ramach ogólnego projektu "Task Force for Eastern Europe". Mimo że rząd kanadyjski nie miał jakiegoś systematycznego planu pomocy Polsce, to jednak kilka projektów zostało zrealizowanych (1). Dużym sukcesem był projekt "Education and Training for Poland", prowadzony przed dr Iwonę Bogorya-Buczkowską. W ramach tego projektu nauczyciele z Kanady jeździli do Polski, by prowadzić naukę angielskiego w szkołach, a do Kanady przyjeżdżali polscy menadżerowie na szkolenie w bankach i w przemyśle.

 

W czasie powodzi w Polsce rząd Kanady nie przekazał imponującej sumy na pomoc powodzianom, natomiast Ambasada Kanady w Warszawie bardzo ściśle współpracowała z Kongresem Polonii Kanadyjskiej, finansując odbudowę zniszczonych obiektów w Ołdrzychowicach Kłodzkich i przekazując pomoc wielu instytucjom charytatywnym (4). Duże biznesy w Kanadzie, a przypuszczalnie i w innych krajach, np. banki, mają w swoich statutach pomoc charytatywną tylko dla organizacji na terenie Kanady, natomiast małe firmy, szczególnie tam gdzie pracują Polacy, popierają inicjatywy swoich pracowników i w razie potrzeby pomagają organizacjom polonijnym oraz Polsce.

 

Wspaniałym przykładem jest zaangażowanie polityków amerykańskich w pomoc charytatywną Polsce, zainicjowaną przez Kongres Polonii Amerykańskiej (KPA). Z inicjatywy senatora Edwarda Kennedy Kongres Stanów Zjednoczonych przeznaczył grant w wysokości 5 milionów dolarów dla szpitala Akademii Medycznej w Poznaniu celem utworzenia nowoczesnego oddziału dla noworodków. Za tak cenną inicjatywę w tej sprawie Akademia Medyczna w Poznaniu przyznała Edwardowi Moskalowi zaszczytny tytuł doktora Honoris Causa (5). Jednym z większych osiągnięć KPA było skłonienie Kongresu USA do wyasygnowania funduszy na rozbudowę Polsko-Amerykańskiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie, dzięki czemu dobudowano w nim nowe skrzydło w ramach projektu HOPE. Dla przebywających w tym szpitalu dzieci chorych na raka zakupywany jest od pięciu lat lek interferron. Wysyłana co kwartał jedna porcja tego leku kosztuje ok. 12 tys. dolarów. Jest to możliwe dzięki pomocy amerykańskich firm farmaceutycznych.

 

Kolejna pomoc ze strony rządu USA za pośrednictwem Fundacji Charytatywnej Kongresu Polonii Amerykańskiej została przekazana dla Ośrodka Edukacji i Rehabilitacji Dzieci Niepełnosprawnych w Rusinowicach. Sprzęt rehabilitacyjny, który zakupiono za sumę 50 tysięcy dolarów służy bardzo wielu małym pacjentom.

 

Przykładem zaangażowania biznesu w kraju osiedlenia w pomocy dla Polski może być akcja Fundacji Barbary Piaseckiej-Johnson w USA (6). Fundacja ta, która powstała w roku 1974 na początku pomagała studentom z Polski w zdobyciu wykształcenia w USA, a po ogłoszeniu stanu wojennego nastawiła się na pomoc jego ofiarom oraz ogólnie ofiarom reżimu komunistycznego, przeznaczając na ten cel ok. 30 milionów dolarów. Niedawno zorganizowano aukcję polskich dzieł sztuki "Sztuka Na Rzecz Autyzmu", na którą zaproszono wielu polityków i biznesmenów amerykańskich i którą prowadzili nieodpłatnie przedstawiciele największego domu aukcyjnego Christie. Zebrane fundusze zostały przekazane na pomoc dzieciom chorującym na autyzm, na szkolenie terapeutów w Polsce oraz na pomoc placówkom amerykańskim, które będą szkoliły terapeutów z Polski na terenie USA.

 

Pomoc medyczna


Pomoc medyczna jest najbardziej skuteczną formą pomocy charytatywnej, ponieważ zakupiony sprzęt medyczny pomaga wielu chorym w krótszym okresie czasu powrócić do zdrowia, a często ratuje życie. Finansujemy taki sprzęt, jakiego szpitale aktualnie potrzebują i jaki może być naprawiany w Polsce. Jednym z głównych zadań utworzonego w roku 1944 Kongresu Polonii Kanadyjskiej było niesienie pomocy zubożałej przez wojnę Polsce. Pomoc ta przybierała różnorodne formy, jak wysyła odzieży i żywności, a przede wszystkim przyrządów medycznych i przenośnych szpitali. Pod egidą Kongresu prowadzono kilka ogólnokanadyjskich projektów pomocy medycznej w Polsce. Najważniejszym z nich był prowadzony w okresie powstania Solidarności "Help for Poland-Food and Medicine", w ramach którego do roku 1983 zebrano ponad dwa miliony dolarów. Szczególnie w czasie powodzi w Polsce w roku 1997 skontaktowano się bardzo szybko ze szpitalami na zalanych terenach i zakupiono niezbędny sprzęt medyczny dla szpitala w Bystrzycy Kłodzkiej, Kłodzku, Wrocławiu, Nysie, Kędzierzynie, Opolu i Szprotawie (7). Dużym prywatnym darem w roku 1994 był używany trzyletni echokardiograf dla szpitala w Kłodzku, który obecnie służy wielu pacjentom z całego regionu.

 

Polscy kombatanci w Kanadzie byli zawsze bardzo aktywni we wszystkich akcjach pomocy dla Polski. W roku 1990 postanowili ufundować szczególny dar od SPK w Kanadzie w formie ambulansu dla Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu, przeznaczając na ten cel 64 tys. dolarów. Mieliśmy zaszczyt uczestniczyć w przekazaniu tego ambulansu.

 

W Kanadzie, w Regina (prowincja Sakatchewan) od bardzo wielu lat działa "Komitet Pomocy Medycznej Polsce" kierowany przez konsula honorowego RP pana Henryka Lebiodę, który zaopatrzył wiele polskich szpitali w nowy i używany sprzęt medyczny, łóżka szpitalne i odzież. W ramach uczczenia 1000-lecia miasta Gdańska Stowarzyszenie Gdańszczan w Toronto zakupiło dla Instytutu Pediatrii Akademii Medycznej w Gdańsku aparaturę do badania serca, wartości kilku tysięcy dolarów.

 

W wielu miastach Kanady i USA w ramach cięć budżetowych zamykane są obecnie szpitale i istnieje możliwość uzyskania darmowego sprzętu medycznego i łóżek szpitalnych. O ile adaptacja używanego sprzętu medycznego może czasami sprawiać pewne trudności (8), o tyle kosztowne, regulowane łóżka szpitalne służą pacjentom przez wiele lat. Z takiej okazji skorzystała niedawno Grupa 95 Związku Polaków w Kanadzie, przekazując w grudniu 2000 roku łóżka od Toronto General Hospital dla Akademii Medycznej w Łodzi.

 

W okresie kadencji prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej pana Edwarda Moskala, który również kieruje Fundacją Charytatywną Kongresu, od roku 1988 przeprowadzono bardzo wiele akcji pomocy medycznej dla Polski. Jedną z nich była pomoc dla Centrum Kardiologii w Zabrzu, które przeprowadzało operacje dzieci urodzonych z wrodzonymi wadami serca. W ciągu roku ok. 25 tysięcy dzieci przychodzi na świat w Polsce z takimi wadami. Pierwszą pomocą było opłacenie szkolenia polskich kardiochirurgów w USA, na które Fundacja przeznaczyła setki tysięcy dolarów. Fundacja przekazała i zakupiła pięć kompletnie wyposażonych ambulansów pierwszej pomocy dla szpitali w Łomży, Borowej Wsi koło Krakowa, Tarnowie i Białymstoku o wartości 280 tys. dolarów. W ostatnim okresie Fundacja Charytatywna Kongresu Polonii Amerykańskiej przekazała pięć nowoczesnych tomografów komputerowych dla szpitali w Brzesku, Nowej Hucie, Dębicy, Kłodzku i Limanowej o łącznej wartości ponad milion dolarów. Aparaty te zostały zamontowane przez firmę ściśle współpracującą z Kongresem, jak również na miejscu w Polsce przeszkolono ich obsługę. Według informacji szpitali aparaty te przynoszą miesięczny dochód dla każdego szpitala w wysokości ok. 40 tys. dolarów.

 

Fundacja Barbary Piaseckiej-Johnson w roku 1988 przekazała spore kwoty na budowę domów dla nieuleczalnie chorych, domów dziecka w Gnieźnie i domów spokojnej starości, a w roku 1989 zakupiła sprzęt medyczny na sumę ok. miliona dolarów. Również w ostatnich latach włączyła się bardzo aktywnie w walkę z autyzmem i współpracuje z polską Fundacją "Sinapsis" , która zajmuje się rozpowszechnianiem wiedzy na temat tej bardzo ciężkiej dziecięcej choroby, poprzez zakładanie ośrodków leczenia i szkoleniem terapeutów.

 

Jedną z bardzo ważnych form pomocy medycznej jest szkolenie lekarzy i personelu medycznego. Na przykład Kongres Polonii Amerykańskiej wspierał projekt i badania opracowane przez Uniwersytet w Illinois, dotyczący opieki prenatalnej i pediatrycznej w Polsce. Dzięki temu pięciu lekarzy z Polski mogło wyjechać do Chicago, aby zapoznać się z nowymi sposobami opieki nad kobietami w ciąży. Również studenci polskich akademii medycznych otrzymali kilkakrotnie wielkie transporty nowych książek medycznych w języku angielskim o wartości ponad 5 milionów dolarów. Książki te otrzymała Akademia Medyczna w Poznaniu, Gdańsku i Związek Lekarzy w Warszawie. W Kanadzie biblioteka Centrum Onkologicznego w największym szpitalu Sunnybrook w Toronto przekazała wieloletnie wydania czasopism onkologicznych dla Akademii Medycznej we Wrocławiu i w Krakowie. Należy tu podkreślić inicjatywę polskiej bibliotekarki pracującej w tym Centrum.

 

Pomoc organizacjom społecznym i edukacyjnym w Polsce


Polonia w większości krajów zachodnich bardzo przejmuje się losami sierot, chorych dzieci i ludzi niepełnosprawnych w Polsce, przekazując odzież i fundusze dla domów dziecka, domów spokojnej starości i instytucji charytatywnych (2). Rodacy, mieszkający bliżej Kraju, mogą to robić bardziej efektywnie, jak np. Klub "Sierpień 80", działający w ramach Polsko-Austriackiego Klubu Informacji i Kultury przekazał w ciągu ostatnich 10 lat ponad pół miliona szylingów oraz dary rzeczowe i sprzęt rehabilitacyjny dla Domu Dziecka i Ośrodka Wychowawczego w Cieszynie, ofiary powodzi w Polsce, dom "Aniołów Stróżów" w Katowicach i innych.

 

Pomoc rodaków z Niemiec i Niemieckich Organizacji i Fundacji Charytatywnych dla organizacji społecznych w Polsce była i jest bardzo skuteczna, szczególnie na terenach Dolnego i Górnego Śląska. Na skutek braku obiektywnych informacji nie jestem w stanie ocenić ogromnej pomocy charytatywnej z Anglii, Holandii, Danii, Szwecji i innych krajów Europy. Organizacje Friends of Poland czy Zjednoczenie Polskie w Manchester od bardzo wielu lat patronują domom dziecka, Domowi Brata Alberta czy instytucjom dla osób niepełnosprawnych. Wśród obdarowanych największą popularnością cieszy się nadal Instytut dla Niewidomych Dzieci w Laskach i Dom Dziecka nr 12 im. Jana Brzechwy w Warszawie. Oprócz organizacji polonijnych pomoc potrzebującym Polakom świadczy wielu wspaniałych ludzi, jak niedawno zmarła Lady Sue Ryder, której praca jest obecnie kontynuowana na całym świecie przez fundację Sue Ryder Care (9).

 

Fundacja Charytatywna Kongresu Polonii Kanadyjskiej wspólnie z Federacją Polek w Kanadzie pomogła w ciągu ostatnich dwóch lat Domom Dziecka w Warszawie, Toruniu, Mostach, Stargardzie Szczecińskim i w Kłodzku oraz kilku Domom Samotnej Matki, z których najlepiej układa się współpraca z Domem Samotnej Matki w Opolu prowadzonym przez ks. dr. Jerzego Dzierżanowskiego. Pomoc otrzymują również Fundacja Niepełnosprawnych Matematyków i Fizyków, Ośrodek dla Niewidomych Dzieci w Bydgoszczy i inne organizacje (10). Stałym planem pomocy objęte są rodziny mieszkające na terenach byłych PGR-ów. Od ponad pięćdziesięciu lat Komitet Pomocy Społecznej, prowadzony przez panią Annę Nowakowską, wysyła ok. 1000 paczek z odzieżą rocznie do najbardziej potrzebujących rodzin, często płacząc nad otrzymywanymi listami z prośbą o pomoc. Fundacja w swoich akcjach współpracuje z Polskim Komitetem Pomocy Społecznej, kilkoma oddziałami Caritas, organizacją Marka Kotańskiego "Monar" i oddziałami Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" w Białymstoku i Zielonej Górze.

 

Ścisła współpraca między organizacjami otrzymującymi pomoc charytatywną, zrozumienie potrzeb i wieloletnie planowanie gwarantują, że pomoc ta zostanie udzielona tym, którzy jej najbardziej potrzebują. Przykładem takiego projektu może być Bank Żywności im. Fundacji Charytatywnej Kongresu Polonii Kanadyjskiej w Krakowie. Idea utworzenia takiego banku w Polsce w Krakowie powstała z inicjatywy Urszuli i Witolda Popławskich. Opierali się oni na modelu kanadyjskim, gdzie potrzebujący mogą w każdej chwili otrzymać zapas jedzenia w postaci puszek, makaronów itd. Zbiórki żywności prowadzone są na ogół przed Świętami Dziękczynienia i Wielkanocy w supermarketach i lokalnych stacjach straży pożarnej. Wielu Polaków jest zaangażowanych w zbieranie i wydzielanie żywności. Na skutek tragicznego wypadku zginęła Urszula Popławska. Fundusze zebrane na jej pogrzebie zamiast kwiatów zostały zużyte na zaproszenie dwóch osób z Krakowa do Kanady na szkolenie w Daily Bread Food Bank w Toronto, który prowadził wówczas obecnie bardzo życzliwy nam polityk Gerard Kennedy. Food Bank w Krakowie istnieje do dzisiaj i dzięki ogromnemu poświęceniu jego przewodniczącej pani Marii Kabacińskiej Francić, wielu woluntariuszy oraz corocznym dotacjom Fundacji Charytatywnej Kongresu Polonii Kanadyjskiej i lokalnego przemysłu pomaga ponad tysiącu najbiedniejszym rodzinom Krakowa.

 

Pomoc inwalidom wojennym


Polacy żyjący na Zachodzie zawsze otaczali szczególną opieką polskich żołnierzy. W czasie wojny wysyłano do żołnierzy walczących na wszystkich frontach żywność, odzież i listy, szczególnie pamiętając o nich w okresie Bożego Narodzenia. Ta pomoc duchowa i materialna była szczególnie ważna dla inwalidów wojennych, przebywających po wojnie w szpitalach armii alianckich. Stowarzyszenie Polskich Kombatantów w Kanadzie uważało w latach powojennych pomoc inwalidom wojennym za swój priorytetowy obowiązek. Zadaniem tym zajmował się Kongres Polonii Kanadyjskiej Zarząd Główny i Okręg Toronto. W roku 1960 pod egidą Kongresu utworzono wspólny Fundusz Inwalidzki, którego pierwszym prezesem był kolega szkolny Jana Pawła II z Wadowic pan Rudolf Kogler. Po wojnie oceniano liczbę inwalidów wojennych Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie na 50 tysięcy (1). W roku 1962 Centralny Komitet Inwalidów Wojennych w Londynie oszacował liczbę inwalidów, którym udzielana jest pomoc na 8,5 tysiąca. Mieszkali oni głównie w Polsce, Anglii, Argentynie, Francji i w Niemczech. W roku 1974 liczba ta spadła do 6 050, a obecnie grupa inwalidów oraz wdów po inwalidach liczy ok. 500 osób. Fundusz Inwalidzki w Kanadzie, prowadzony przez wiele lat przez Pawła Kuleszę, był bardzo aktywny i średnio przeznaczał na pomoc inwalidom rocznie ok. 40 tys. dolarów. Bardzo obrazowe jest porównanie zrobione przez Pawła Kuleszę w roku 1978, kiedy na ten cel w Kanadzie zebrano 21 410 funtów, w Anglii - 9 330, USA - 8 910, Holandii - 435, Australii - 990 i w Nowej Zelandii - 108. W okresie 1985-1995 Fundusz Inwalidzki w Kanadzie zbierał około 35 tys. dolarów rocznie. W ostatnich latach donacje nieco się zmniejszyły z powodu spadku liczebności ofiarodawców i potrzebujących. Obecnie Fundusz prowadzony jest przez Ryszarda Paudyna i corocznie udziela pomocy inwalidom z Polski, Niemiec, Włoch i Argentyny. Fundusze na ten cel pochodzą głównie ze zbiórek przez Koła SPK, placówek Royal Canadian Legion, organizacji weteranów i osób indywidualnych. Również obecnie Polonia z Kanady przeznacza na pomoc inwalidom wojennym PSZ kwotę równoważną sumie donacji z innych krajów. Komitetem Centralnym Związku Inwalidów Wojennych PSZ w Londynie od wielu lat bardzo ofiarnie kieruje pan Karol Lesiak.

 

Pomoc Polakom na Ziemiach byłego ZSRR


Nie ma chyba w Europie i Ameryce większej organizacji polonijnej, która nie pomagałaby w jakikolwiek sposób naszym rodakom mieszkającym na terenach byłego ZSRR. Wspaniałym przykładem może być systematyczna pomoc idąca od Macierzy Szkolnej w Wielkiej Brytanii dla rodaków na Białorusi, Litwie, Ukrainie, Kazachstanie, a również w Argentynie i w Niemczech. W ciągu ostatnich 10 lat przesłano paczki z książkami, pomocami szkolnymi, odzieżą, słodyczami i zabawkami o wartości 74 tys. funtów. Podobną akcję prowadzi w Wielkiej Brytanii organizacja Friends of Poland, od wielu lat corocznie pomagając szpitalom na Białorusi i Ukrainie. Od roku 1991 na pomoc niezliczonej ilości polskich parafii i placówek charytatywnych w tych krajach organizacja przekazała 125 tys. funtów i 42 tys. dolarów (2).

 

Stowarzyszenie "Nazareth-Famille" i Szkoła "Nazareth" we Francji obchodziły w lutym 2001 dziesięciolecie swojego istnienia. Stowarzyszenie poprzez szkołę wypracowuje środki finansowe na pomoc materialną dla odradzających się ośrodków polonijnych na terenach wschodnich sąsiadów Polski, np. nawiązało kontakt z odradzającym się polonijnym ośrodkiem oświatowym w Irkucku w Rosji, któremu przekazano pomoc finansową. Również podobną pomoc przekazano dla polonijnego i parafialnego ośrodka w Odessie. Stowarzyszenie często gości nauczycieli i pisarzy ze Wschodu i tak gościło w Paryżu 42-osobową grupę nauczycieli polonijnych z Białorusi, 42-osobową grupę nauczycieli z Zaolzia i grupę poetów z Wilna, zapewniając wszystkim miły pobyt we Francji.

 

Na terenie Austrii działa bardzo aktywnie Klub "Sierpień 80", który również przez ostanie 10 lat przekazuje dary dla rodaków z Białorusi, Litwy, Ukrainy i Kazachstanu bezpośrednio przez członków Klubu oraz za pośrednictwem Kościoła w Austrii.

 

Głównym aspektem pomocy charytatywnej Fundacji Charytatywnej Kongresu Polonii Amerykańskiej dla rodaków zamieszkałych na Wschodzie była współpraca z Brother Foundation w wysyłce wielkich transportów lekarstw, głównie antybiotyków do Białorusi, Ukrainy, Litwy, Łotwy i Kazachstanu. Ponadto Fundacja skierowała samodzielnie transporty leków dla Związku Lekarzy w Wilnie oraz pomaga wielu szkołom i organizacjom kulturalnym. W marcu 1989 z inicjatywy pana Franciszka Kosowicza i pani Grażyny Lipińskiej powstał w Stanach Zjednoczonych Komitet Pomocy Polakom na Wschodzie. Od samego początku bardzo aktywnego działania Komitetu biorą w nim udział ludzie, którzy w większości sami bezpośrednio doświadczyli sowieckiej represji, wywózek i zsyłek lub, jak obecny prezes pan Franciszek Kosowicz, pochodzą z ziem wschodnich. Dlatego też wielu ludziom w USA, Kanadzie i innych krajach są tak bliscy rodacy, którzy pozostali na Wschodzie i którzy żyją dziś w tak bardzo trudnych warunkach (11). Komitet jest częścią Kongresu Polonii Amerykańskiej - Wydziału Południowa Kalifornia i Polish American Charities of Southern California. Działalność Komitetu prowadzona jest w trzech kierunkach: a) akcja uświadamiająca rodaków w USA o sytuacji Polaków na Wschodzie (artykuły, odczyty, spotkania w parafiach i informacje w mediach), b) zbieranie funduszy, c) rozdzielenie funduszy w taki sposób, aby jak najszybciej docierały do najbardziej potrzebujących. Komitet przeznaczył dotychczas ok. 40 tys. dolarów, głównie na pomoc polskim szkołom i przedszkolom na Litwie, Białorusi i Ukrainie, zaopatrując je w książki, pomoce naukowe i komputery.

 

W roku 1968 w Melbourne byli żołnierze II-go Korpusu, pochodzący z Kresów, założyli Koło Lwowian, które bardzo efektywnie współpracowało z Kołem Lwowian w Chicago i w Londynie. Później powstał w Australii Związek Ziem Wschodnich, którego pierwszym prezesem był Jerzy Nadachowski. Jednym z celów Związku była pomoc rodakom na Wschodzie. Ufundowano wiele stypendiów dla studiującej w Polsce młodzieży zza Buga oraz miejsca na koloniach letnich. Wielu członków Związku pomaga indywidualnie szkołom i rodzinom na Ukrainie i Białorusi.

 

Doskonałym uzupełnieniem takiej działalności jest wiele akcji prowadzonych w Kanadzie, w których zwrócono uwagę na aspekt humanitarny. Z inicjatywy Janiny Ochojskiej Federacja Polek w Kanadzie, ogniwa w Edmonton, Montrealu i Toronto oraz Kanadyjsko-Polska Akcja Humanitarna w Edmonton podjęły akcję dożywiania dzieci w polskich szkołach na Litwie, opiekując się szkołami w Dziewieniszkach, Solecznikach i Butrymańcach. Od wielu lat polskim szkołom na Litwie pomaga Towarzystwo Popierania Kultury Polskiej na Litwie założone w roku 1994 w Toronto przez Zbigniewa Szymborskiego, które wspomaga finansowo Uniwersytet Wileński i zespoły artystyczne. Prawdziwą przyjemność sprawia działaczom Towarzystwa wręczanie indywidualnych stypendiów wyróżniającym się studentom. Do tej pory na cel pomocy Polakom na Litwie przeznaczono ponad 40 tysięcy dolarów.

 

Fundacja Charytatywna Kongresu Polonii Kanadyjskiej od bardzo wielu lat pomaga rodakom na terenach byłego ZSRR. W latach 1994-1996 wysyłano na ręce Caritasu w Grodnie kontenery z odzieżą i łóżkami szpitalnymi. W ostatnich latach pomoc skierowano do Abchazji, gdzie dla tamtejszego Związku Polaków w Suchumi przekazano fundusze na zakup leków i żywności. Dużą satysfakcję daje współpraca z centrum Edukacyjnym w Tbilisi w Gruzji, prowadzona za pośrednictwem internetu. Fundacja pomogła w zakupie sprzętu szkolnego i lekarstw dla dzieci chorych na gruźlicę. Dzięki indywidualnym kontaktom z polskimi księżmi, pracującymi na Białorusi i Ukrainie, Fundacja pomaga obecnie najbardziej potrzebującym rodzinom w polskich parafiach.

 

Oddzielnym bardzo ważnym zagadnieniem jest pomoc rodakom powracającym z Kazachstanu do Polski. Organizacje polonijne w USA i w Kanadzie przedkładały wielokrotnie swoje opinie odpowiednim władzom RP w sprawie emigracji naszych rodaków do Polski. Związek Ziem Wschodnich w Kanadzie sponsorował emigracje kilku rodzin z Kazachstanu. Fundacja Charytatywna Kongresu Polonii Kanadyjskiej oraz indywidualne osoby efektywnie pomagają finansowo w osiedleniu się w Polsce rodzinom przybywającym z Kazachstanu za pośrednictwem organizacji takich jak "Powrót", "Polak Polakowi" w Warszawie czy Klub Inteligencji Katolickiej we Wrocławiu. Należy podkreślić bardzo dobrą współpracę z tymi organizacjami.

 

Pomoc w sytuacjach krytycznych


Fundacja Charytatywna Kongresu Polonii Amerykańskiej reagowała błyskawicznie w nagłych wypadkach jak na przykład podczas pożaru w Hali Widowiskowej w Gdańsku. Wskutek tego pożaru zginęło 7 osób, a ponad 300 uległo groźnym poparzeniom. Fundacja natychmiast przesłała ofiarom pożaru samolotami LOT leki i maści potrzebne do leczenia oparzeń a Kongres Polonii Amerykańskiej pośredniczył w podróży lekarzy amerykańskich, którzy prowadzili operacje przeszczepu skóry.

 

Nie było kraju na świecie, gdzie mieszkają Polacy, a który by nie pomógł ofiarom dotkniętym klęską powodzi w Polsce w roku 1997. Już po odebraniu pierwszych wiadomości w mediach polonijnych w Toronto uruchomiono zbiórkę funduszy na pomoc powodzianom. Do apelu Kongresu Polonii Kanadyjskiej, którego prezesem był w tym czasie dr Andrzej Garlicki, dołączyły się polski program radiowy "Radia Polonia" i Unia Kredytowa Św. Stanisława-Św. Kazimierza. Wkrótce pod moim przewodnictwem powstał w Kanadzie Ogólnopolonijny Komitet Pomocy Powodzianom w Polsce. Z Komitetem współpracowały polskie i kanadyjskie parafie i większość organizacji polonijnych oraz kanadyjskie organizacje charytatywne. Dla usprawnienia pracy utworzono cztery podkomitety: Prasy i Informacji, Transportu, Zbierania Funduszy i Woluntariuszy. W prace zaangażowana była cała Polonia, Kanadyjczycy i przedstawiciele rządu Kanady. W ciągu kilku miesięcy zebrano ponad półtora miliona dolarów i wysłano około 50 kontenerów ze środkami czystości, odzieżą i żywnością. Głównymi odbiorcami pomocy był Caritas we Wrocławiu i w Opolu oraz wiele zniszczonych szpitali i szkół. Akcja ta była pięknym przykładem jedności Polonii, za którą Komitet otrzymał w roku 1999 prestiżową nagrodę Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej. Na uroczystość wręczenia nagrody przybyli w roku 1999 do Toronto osobiście Sekretarz Generalny PKPS Ewa Kuruliszwili i przewodniczący Okręgu Stołecznego PKPS Zdzisław Pośnik.

 

Kongres Polonii Amerykańskiej, reprezentujący 10-milionową Polonię w USA, prowadził w tym czasie równie intensywną zbiórkę, przekazując do Polski ofiarom powodzi ponad 15 milionów dolarów i niezliczoną ilość sprzętu medycznego, odzieży, leków i sprzętu odwadniającego.

 

Wielu naszych rodaków, którzy w potrzebie bardzo efektywnie pomagają ojczyźnie swoich przodków przychodzi z pomocą ofiarom katastrof światowych w innych krajach, przekazując fundusze, odzież i sprzęt medyczny głównie przez lokalne oddziały Czerwonego Krzyża. Tylko w ciągu ostatniego roku Kongres Polonii Kanadyjskiej apelował do Polonii o pomoc dla ofiar wojny w Kosowie, trzęsienia ziemi w Hondurasie i powodzi w Afryce. Uświadomienie rodakom, że Turcja nigdy nie zaaprobowała rozbiorów Polski pomogło zebrać fundusze na pomoc ofiarom trzęsienia ziemi w Turcji. Obecnie w Kanadzie we wszystkich parafiach katolickich, na polskich Mszach św. zbierane są fundusze na pomoc ofiarom trzęsień ziemi w Salwadorze i w Indiach. Wśród woluntariuszy ratujących życie ofiarom tych kataklizmów znajduje się wielu naszych rodaków pracujących dla Czerwonego Krzyża, UNICEF czy organizacji "Lekarze bez Granic". Inspirują oni w ramach swoich organizacji pomoc dla Polski, tak jak to miało miejsce w czasie powodzi w Polsce.

 

Pomagajmy efektywnie


Wymierne efekty dziewiętnastoletniej działalności Fundacji Charytatywnej KPA to 240 milionów dolarów i 1 100 kontenerów z odzieżą, przekazanych na pomoc Polsce i Polakom na Wschodzie. Jest to potwierdzeniem faktu, że pomoc charytatywna środowisk polonijnych na Zachodzie dla potrzebujących rodaków na całym świecie jest bardzo duża, choć czasami trudno ją ocenić w konkretnych liczbach. Czasami pomoc ta nie ma długofalowego planu i zdarzają się przypadki rozczarowań, zarówno od strony ofiarodawców, jak i otrzymujących pomoc. Pomimo tego oraz ogromnej pomocy Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" i wielu bogatych fundacji charytatywnych w kraju, potrzeby rodaków na Wschodzie i w Polsce są nadal bardzo duże.

 

Oto kilka przemyśleń, których realizacja mogłaby uczynić naszą pomoc bardziej efektywną.

 

  • Aby zapewnić docieranie pomocy tam, gdzie jest najbardziej potrzebna niezbędna jest współpraca z organizacją proszącą o pomoc, dokładne zrozumienie jej potrzeb i, o ile to możliwe, kontakty personalne z jej kierownictwem.
  • Organizacje centralne, takie jak "Wspólnota Polska", Caritas czy Polski Komitet Pomocy Społecznej mogłyby pełnić rolę agentów i źródeł informacji, ponieważ najlepiej i najobiektywniej potrafią ocenić potrzeby ludności na swoim terenie.
  • Bardziej skuteczna jest większa pomoc jednej dobrze prowadzonej organizacji niż niewiele znacząca i niezauważalna pomoc dla wielu instytucji czy osób.
  • Lepsza współpraca z Kościołem katolickim oraz z organizacją Caritas, która mając oddziały na całym świecie może pomóc rodakom zarówno w Polsce, jak i w kraju osiedlenia.
  • Niezbędna jest wzajemna wymiana informacji o większych akcjach charytatywnych organizowanych na Zachodzie z większym wykorzystaniem internetu. Konieczna jest pomoc organizacjom polonijnym na Wschodzie w uzyskaniu dostępu do internetu.
  • Ustalenie Światowego Dnia Polonii, w którym wszyscy Polacy na całym świecie zbieraliby fundusze na pomoc najbardziej potrzebującym rodakom.

 

Podziękowanie:


Autorka składa bardzo serdeczne podziękowanie mec. Józefowi Bułatowi (Kongres Polonii Amerykańskiej), pani Helenie Miziniak (Europejska Unia Wspólnot Polonijnych) i panu Januszowi Rygielskiemu (Związek Polaków w Australii) za zebranie i przekazanie materiałów od swoich organizacji do powyższego opracowania. Szczególnie dziękuję mojemu mężowi Ryszardowi Paudynowi za bezcenną pomoc i współpracę w redagowaniu i korekcie referatu.

 

Bibliografia

 

  1. Edward Sołtys i Rudolf K. Kogler, To Help Others, "Half a Century of Canadian Polish Congress", Canadian Polish Research Institute.
  2. Informacje nadesłane przez panią Helenę Miziniak, prezydenta Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych.
  3. Kronika Federacji Polskich Organizacji w Wiktorii (1962-1992), Melbourne 1993.
  4. Anna Paudyn, Fundacja Charytatywna KPK. Tymczasowe Sprawozdanie z akcji pomocy ofiarom powodzi w Polsce, "Gazeta" 224, 19-21 grudzień 1997, Toronto.
  5. Władysław Zachariasiewicz, Szkice z dziejów Polonii Amerykańskiej 1945-1990, "Dziennik Związkowy", 10-12 Listopada 2000, Chicago Illinois, USA.
  6. Zofia Rogalska, Dar Barbary Piaseckiej-Johnson, "Związkowiec" 17 stycznia 2001, Toronto, Kanada.
  7. Anna Paudyn, Fundacja Charytatywna KPK. Sprawozdanie z Działalności za Kadencję 1996-1998, "Gazeta" 233, 3 grudnia 1998, Toronto.
  8. Wojciech A. Wierzewski, Sekcja Polska, "Zgoda" December 1, 2000 Vol. 119 No.23, Chicago, Illinois USA.
  9. The Globe & Mail, Toronto, November 6, 2000.
  10. Ryszard Paudyn, Dary Serca, "Związkowiec" 23 marca 2000, Toronto.
  11. Krystyna Ronikier, Dziesięć lat pomocy, "Wspólnota Polska", 10 (październik) 2000 (98).

 

Anna Paudyn
Sekretarz Generalny Kongresu Polonii Kanadyjskiej

Referat DR MAREK GAWĘCKI, Polska

Komisja ds. Pomocy Socjalnej, Charytatywnej i Problemów Repatriacji

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

Repatriacja Polaków z terenów byłego Związku Radzieckiego


 

Wraz z odzyskaniem przez Polskę pełnej niepodległości i rozpadem Związku Radzieckiego powstała nowa sytuacja, umożliwiającą powrót do ojczyzny osobom, które wskutek różnych zaszłości historycznych pozostały w Rosji i innych postsowieckich państwach, a które deklarują taką wolę. Możliwe stało się więc dokończenie procesu repatriacji Polaków ze Wschodu, przerwanego wraz z końcem 1958 roku. Ówczesne komunistyczne władze PRL nie upomniały się o rodaków zza wschodniej granicy, którzy nie mieli szczęścia być obywatelami Drugiej Rzeczypospolitej, ponieważ już wcześniej, nie z własnej woli, stali się najpierw carskimi, a później sowieckimi poddanymi. Mam tu na myśli polskich zesłańców rozsianych po całej Syberii oraz w państwach środkowo-azjatyckich, zwłaszcza zaś w Kazachstanie.

Odrębne zagadnienie, którym nie będę się tutaj zajmował, stanowi problem umożliwienia przesiedlenia się do ojczyzny tym Polakom, obywatelom Ukrainy, Białorusi oraz Litwy i innych krajów bałtyckich, którzy mieszkają tam od stuleci jako na ziemiach ojczystych.

 

Niepodległa ojczyzna, gdy tylko stało się to możliwe, nawiązała aktywne kontakty z rodakami z azjatyckiej części Związku Radzieckiego. Zaczęli wyjeżdżać tam polscy nauczyciele i księża. Rozpoczęto organizowanie na szeroką skalę akcji wypoczynku wakacyjnego dla polskich dzieci i młodzieży. Popłynęła pomoc humanitarna. Wreszcie rozpoczęto kształcenie młodzieży ze Wschodu w polskich wyższych uczelniach. Rozpoczął się proces odbudowy świadomości narodowej i zainteresowania historyczną ojczyzną wśród bardzo już zsowietyzowanej i kulturowo zrusyfikowanej części naszych rodaków. Nowa, niepodległa Polska jawiła się im jako kraj dostatni, "mlekiem i miodem płynący". Taki obraz tworzyli sobie na podstawie relacji dzieci powracających z wakacji w Polsce. Nieco później był on częściowo weryfikowany przez nielicznych jeszcze, odwiedzających ojczyznę dorosłych. Odradzający się kapitalizm, burzliwie rozwijająca się gospodarka rynkowa budziła podziw, ale i strach, co jest w pełni uzasadnione szczególnie u osób od pokoleń żyjących w systemie komunistycznym.

 

Na przełomie lat 1980/1990 zaczęli odwiedzać, zwłaszcza kazachstańskich Polaków, politycy, działacze i dziennikarze różnych szczebli i orientacji. Ludzie ci, zazwyczaj w dobrej wierze, ale przy częstym braku odpowiedzialności za własne słowa, rozbudzali nadzieje na rychłą repatriację. A ta stawała się wartością coraz cenniejszą w sytuacji, gdy nową realną ojczyzną przestał być Związek Radziecki, a stał się nią niepodległy Kazachstan czy Uzbekistan. Nowe organizmy państwowe ze swymi nowymi aspiracjami i preferencjami, w których znienacka znaleźli się Polacy, stały się im bardziej obce. Częstokroć postrzegane są nawet jako wrogie. Nowa rzeczywistość społeczno-polityczna wraz z drastycznie pogarszającą się sytuacją ekonomiczną stworzyła poczucie obcości i zagrożenia. W sposób widoczny kontrastowała z "oswojoną" i wraz z upływem czasu nawet idealizowaną rzeczywistością sowiecką.

 

Bliższe poznanie naszych azjatyckich rodaków burzyło funkcjonujący w kraju stereotyp tamtejszego Polaka. Chciano go widzieć jako gorliwego patriotę, najchętniej jako praktykującego katolika, biegle mówiącego w ojczystym języku, zaś rzeczywistość okazała się zgoła inna. Niełatwo było być patriotą w kraju, o którym wiedziało się niewiele; katolikiem - w kraju gorliwie walczącym z religią; zachować język przodków przy braku nauczycieli i w sytuacji, gdy jego publiczne używanie w pewnym okresie było wręcz zakazane.

 

Obietnice czynione podczas odwiedzin i oficjalnych wizyt nie zawsze przekładały się na zaangażowanie i aktywne działania na rzecz repatriacji w Kraju. Zmieniające się ekipy rządowe i parlamentarne działały w taki sposób, aby ostateczne rozwiązanie problemu, zrealizowanie obietnic, pozostawić następnej ekipie.

 

Krzywdzącym wszelako byłoby twierdzenie, że nic nie zrobiono w sprawie repatriacji w przeciągu minionego dziesięciolecia. Wszak faktem jest, że przybyło już do Polski na stały pobyt kilka tysięcy rodaków ze Wschodu. W tym około 1,5 tysiąca w ramach repatriacji. Ze wszech miar słuszną była, podjęta w tym czasie inicjatywa zainteresowania akcją zapraszania Polaków, głównie z Kazachstanu, przez samorządy terytorialne - gminy. Pozwoliło to, przy dotychczasowej skali repatriacji, uniknąć tworzenia się swoistych "gett" i tym samym przyspieszyło proces adaptacji i akulturacji. Należy zaznaczyć, ze błędu "gettyzacji" przesiedleńców nie ustrzegły się nawet tak doświadczone w akcjach repatriacyjnych państwa, jak Izrael czy Niemcy. Przygotowano wreszcie Ustawę z dnia 9 listopada 2000 roku o repatriacji, która weszła w życie 1 stycznia 2001 roku. Uchwalenie ustawy poprzedzone było burzliwymi dyskusjami na temat zasięgu terytorialnego, zakresu przedmiotowego oraz kosztów repatriacji. Zwolennicy szybkiej i masowej repatriacji odwoływali się do doświadczeń powojennych, kiedy to wyniszczona wojną ojczyzna była w stanie przyjąć prawie 5 mln repatriantów, w tym prawie 2,5 mln z terenów byłego Związku Radzieckiego. Przeciwnicy zaś szermowali argumentami, że państwa w obecnej sytuacji nie stać na repatriację, że zrujnuje to budżet państwa i doprowadzi do konfliktów społecznych w sytuacji masowego bezrobocia w kraju. Pojawiały się koncepcje szybkiej i masowej repatriacji oraz osiedlania repatriantów w koszarach po armii radzieckiej. Wszelako odpowiedzialność za losy sprowadzonych do kraju rodaków wymaga od nas nie tylko dania im dachu nad głową, lecz także zapewnienia miejsc pracy i nauki. Naszym obowiązkiem jest nie tylko troska o zagwarantowanie minimalnego poziomu życia, ale również odpowiedniej jego jakości.

 

Ustawa o repatriacji nie jest aktem doskonałym. Stwarza ona jednak wreszcie możliwość uporządkowania i sprawnego prowadzenia procesu repatriacji. Wraz z ustawowo wydzielonymi w budżecie państwa środkami finansowymi na ten cel, stwarza ona zupełnie nową i budzącą nadzieję sytuację. Przebieg i skutki repatriacji w tej nowej sytuacji będzie można jednak wstępnie ocenić dopiero na początku 2002 roku. Ustawa preferuje, przynajmniej początkowo, repatriację Polaków z azjatyckiej części byłego ZSRR, jako tych, którzy doznali szczególnej krzywdy masowych deportacji. Niełatwo jednak będzie nam wytłumaczyć przyjęte i wyłożone w preambule tego dokumentu założenia potencjalnym kandydatom do repatriacji z innych terenów byłego imperium sowieckiego, których cierpienia i krzywdy w wymiarze indywidualnym, a częstokroć i zbiorowym, odbierane są jako nie- mniej dotkliwe, choć inne.

 

Stoimy w obliczu wielu niewiadomych. Nie wiemy, jak wielka będzie oddolna presja repatriacyjna. Szacunki w tym zakresie są bardzo rozbieżne. Według oceny Ambasady RP w Ałmaty liczba potencjalnych kandydatów do repatriacji zawiera się w przedziale od 10 do 15 tysięcy, zaś według wypowiedzi prezesa Związku Polaków w Kazachstanie, nie powinna być ona większa niż 5 tysięcy. Osobiście skłonny jestem podtrzymywać szacunki Ambasady. Nie przeprowadzono masowych, rzetelnych sondaży na temat zainteresowania repatriacją z terenów azjatyckiej części byłego ZSRR, a pewne amatorskie próby czynione w tym zakresie zrobiły więcej szkody niż przyniosły pożytku. Nawet, gdyby badania takie były przeprowadzone, rezultaty byłyby bardzo wątpliwe. Musimy tutaj otwarcie powiedzieć, że mamy do czynienia ze specyficzną formą repatriacji, gdyż głównym motywem większości potencjalnych migrantów nie jest chęć powrotu "na ojczyzny łono", lecz w pierwszym rzędzie pragnienie opuszczenia terytorium, na którym nasi rodacy obecnie czują się obcy, zagrożeni i pozbawieni perspektyw. O przewadze motywacji egzystencjalnych nad emocjonalno-patriotycznymi w procesie migracji interesującej nas populacji świadczy fakt, iż w sytuacjach emigracji małżeństw mieszanych polsko-niemieckich, polsko-żydowskich czy nawet polsko-rosyjskich, nie ojczyzna polskiego współmałżonka jest preferowanym miejscem osiedlenia.

 

Z licznych rozmów przeprowadzonych z naszymi rodakami w Kazachstanie, Kirgistanie i Uzbekistanie wiemy, że w wielu wypadkach repatriacja do Polski rozpatrywana jest jako etap do dalszej migracji na Zachód. Deklarowanie woli repatriacji i czynienie licznych, często bardzo uciążliwych przygotowań do niej, są jednak zdecydowanie łatwiejsze, niż podjęcie ostatecznej decyzji o wyjeździe. Obawa przed nową, nieznaną rzeczywistością w Polsce nierzadko powoduje wycofanie się z procedury repatriacyjnej nawet w ostatniej chwili. Świadczy o tym znaczna liczba nieodebranych w Ambasadzie RP w Ałmaty postanowień MSWiA o wydaniu wizy repatriacyjnej.

 

Analiza ruchów migracyjnych z republik środkowo-azjatyckich do Federacji Rosyjskiej dowodzi, że kilkakrotnie więcej Polaków emigruje do Rosji niż do Polski. Z dobrowolnie opuszczających dotychczas Kazachstan tylko 1/5 trafiła do ojczyzny przodków. Przyczyny tego zjawiska nie należy dopatrywać się wyłącznie w bardzo ograniczonej dotychczas liczbie zaproszeń z Polski, ale także w większej atrakcyjności i kulturowej bliskości Rosji niż Polski. W ostatnich latach dało się zaobserwować wzmożone zainteresowanie środkowo-azjatyckich Polaków migracją do obwodu kaliningradzkiego. Przesiedliło się tam już kilkaset Polaków z Kazachstanu. Dla wielu z nich miał to być przystanek w drodze do Polski, ale wielu z nich zapewne zechce tam pozostać. Nowa ustawa o repatriacji preferuje rodaków z azjatyckiej części byłego ZSRR, tak więc tym, którzy zechcieli przybliżyć się do Polski, zapewne przyjdzie czekać dłużej na tym kaliningradzkim przystanku.

 

Wiele mówiące są wyniki ostatniego spisu ludności, przeprowadzonego w Kazachstanie w 1999 roku. Z opublikowanych danych wynika, że liczba Polaków w tym kraju wynosi 47,297 - co stanowi zaledwie 79,7 % - w stosunku do roku 1989. Jest to mniej o 12 057 osób. Tak znacznego spadku nie możemy wytłumaczyć naturalnymi procesami demograficznymi oraz repatriacją do Polski prowadzoną przecież jeszcze na niewielką skalę. Przyczyny tego zjawiska leżą w emigracji do innych krajów oraz postępującym, niestety, wynaradawianiu - świadomym poddaniu się procesowi inkulturacji, w tym wypadku - rusyfikacji. Z żalem trzeba stwierdzić, że zjawisko to postępuje w sytuacji, gdy Polska od ponad 10 lat posyła rokrocznie kilkudziesięciu nauczycieli języka polskiego, gdy w regionie tym pełni swą posługę kilkudziesięciu kapłanów z Polski, gdy każdego roku do Polski przyjeżdża na wakacje kilkaset dzieci z azjatyckiej części byłego ZSRR, gdy w polskich szkołach wyższych kształcimy kilkaset tamtejszych studentów, wreszcie, gdy od 1994 roku działa Polska Ambasada w Kazachstanie, a od 1996 również w Uzbekistanie.

 

Nie można wszelako obarczać winą naszych Rodaków za stosunkowo mierne zainteresowanie polską ofertą. Należy podjąć czym prędzej rzeczową dyskusję nad naszą polityką oświatową i kulturalną w tej części globu. Musimy zdawać sobie sprawę, że nie wszyscy mieszkający tam Polacy skorzystają z polskiej oferty repatriacyjnej. Niech więc ci, którzy podejmą decyzję o pozostaniu, pozostaną tam jako świadomi i dumni ze swej przynależności etnicznej Polacy, którzy mogą liczyć na trwałe kontakty z historyczną ojczyzną. Zaś ci, którzy podjęli decyzję o wyjeździe, niech przyjadą do Polski z lepszą znajomością jej realiów, a przede wszystkim języka.

 

Kolejną niewiadomą, przed którą stoimy obecnie jest to, na ile nowa rzeczywistość prawna i finansowa spowoduje wzrost zainteresowania gmin przygotowaniem większej liczby zaproszeń dla polskich rodzin ze Wschodu. Dotychczas w akcji tej prym wiodą gminy województw: dolnośląskiego, mazowieckiego, wielkopolskiego oraz zachodniopomorskiego. Są jednak województwa, które przyjęły znikomą liczbę repatriantów. Właśnie celowe dotacje z budżetu państwa winny tę dysproporcję w przyszłości wyrównać.

 

Zasady funkcjonowania nowej ustawy o repatriacji winny być klarowne i zrozumiałe zarówno dla podmiotów przyjmujących, jak i dla kandydatów ze Wschodu. Zdaję sobie sprawę z ograniczeń budżetowych, ale właśnie z tego powodu środki te winny być wydawane rozsądnie. Czym prędzej należy przeprowadzić inwentaryzację możliwości i potrzeb gmin w tym zakresie oraz tam właśnie skierować środki finansowe. W sporadycznych tylko wypadkach pieniądze z tej części budżetu winny być przeznaczane na bezpośrednie koszty repatriacji, takie jak np. koszty podróży.

 

W oparciu o rzetelne rozeznanie należy określić roczne minimalne kwoty ilościowe rodzin, jakie Polska będzie w stanie przyjąć w ramach repatriacji. Tylko po podjęciu takiej decyzji będziemy mieli moralne prawo czynienia obietnicy repatriacji, przyjmowania oraz weryfikowania wniosków i planowego sterowania procesem. Nie należy obawiać się tego, iż w początkowej fazie akcji repatriacyjnej będzie nieproporcjonalnie wielu kandydatów na wyjazd. Pouczające w tym zakresie są doświadczenia niemieckie. W takiej sytuacji będzie możliwe spokojne planowanie przyszłości przez Polaków ze Wschodu i odpowiednie przygotowanie się do życia w nowej rzeczywistości. Umożliwi to nam także rozpoczęcie procesu przygotowawczo-adaptacyjnego repatriantów jeszcze przed ich wyjazdem.

 

Więcej niż dotychczas uwagi należy poświecić przygotowaniu naszego społeczeństwa do przyjęcia rodaków ze Wschodu, aby mimo słabej znajomości języka ojczystego nie byli dla swych sąsiadów "ruskimi". Należy także stworzyć mechanizm, który ułatwi odbudowywanie dawno już zerwanych, lecz przecież istniejących więzi rodzinnych między Polakami z kraju i Polakami ze Wschodu. Poszukiwanie korzeni i utraconych związków winno być motywowane nie tylko doraźnymi potrzebami repatriantów, lecz winno stać się punktem honoru i elementem wzmacniającym tożsamość i solidarność narodową nas Polaków, których zsyłki i niechciane zmiany granic nie dotknęły.

 

Przekonany jestem o celowości rozpoczęcia planowej akcji adaptacji przyszłych repatriantów do nowych warunków w Polsce już w kraju dotychczasowego zamieszkania. Jeśli nie znajdą się na ten cel specjalne fundusze, widzę możliwość skierowania na to środków przeznaczonych na letni wypoczynek dzieci i młodzieży w Polsce. Znacznie taniej i równie efektywnie taki wypoczynek, połączony z intensywnym szkoleniem, można zorganizować w Azji w oparciu o tamtejszą, niewykorzystywaną bazę rekreacyjną. Taniej będzie, jeśli na miejsce przyjedzie kilku nauczycieli i instruktorów z Polski, niż gdy kilkaset osób pojedzie do Kraju. Mając na uwadze, że znaczny odsetek dorosłych - kandydatów do repatriacji - pozostaje bez pracy, można by organizować taką akcję w formie wczasów rodzinnych połączonych z intensywnym szkoleniem dla całych rodzin, które w najbliższym czasie będą repatriowane. Takie rozwiązanie jest dla zainteresowanych wprawdzie mniej atrakcyjne, ale przy zachowaniu waloru rekreacji w bardzo dobrych warunkach, może przynieść znacznie większe korzyści, które zaowocują już w najbliższej przyszłości.

 

Repatriacja wymaga dwustronnych, międzynarodowych uregulowań prawnych. Mam tu na myśli tak zwany problem formalnego "wyjścia z dotychczasowego obywatelstwa". Nowym obywatelom Polski należy dać możliwość "eleganckiego" i zgodnego z miejscowym prawem rozstania się z dotychczasową ojczyzną, z którą związki emocjonalne, rodzinne, a często i ekonomiczne będą trwały. Z czasem związki te mają szanse zaowocować aktywizacją korzystnej dla obu krajów współpracy. Optymistyczne i napawające nadzieją w tym zakresie są doświadczenia niemieckich czy żydowskich repatriantów z byłego Związku Radzieckiego. Po kilku latach adaptacji wielu z nich staje się aktywnymi promotorami wzajemnych kontaktów gospodarczych i kulturalnych. Należy zatroszczyć się o to, aby repatrianci mogli bez obaw odwiedzać Kazachstan, Uzbekistan czy Rosję. Wreszcie nie należy zamykać możliwości ewentualnego powrotu osobom, które z różnych przyczyn mogą w przyszłości podjąć taką życiową decyzję.

 

Aktualnie w krajach azjatyckich byłego Związku Radzieckiego sytuacja jest względnie stabilna i nie dochodzi tam na większą skalę do konfliktów międzyetnicznych. Obiektywne postrzeganie rzeczywistości społeczno-politycznej wszelako nie idzie w parze z subiektywnym jej widzeniem przez przedstawicieli nierdzennych etnosów mieszkających na omawianym terytorium. Należy się liczyć, że takie postrzeganie rzeczywistości będzie się nasilało. Zagrożenie stabilności, zwłaszcza w Tadżykistanie, Uzbekistanie, Kirgistanie i Kazachstanie jest dość realne. Radykalizacja środowisk muzułmańskich, konflikty graniczne i brak odczuwalnej poprawy sytuacji ekonomicznej może doprowadzić do niekontrolowanego wybuchu, którego skutki w pierwszym rzędzie skierowane będą przeciw "obcym", czyli także Polakom. Niezbędne jest więc przygotowanie również awaryjnej, ewakuacyjnej alternatywy repatriacyjnej na wypadek sytuacji skrajnego zagrożenia.

 

Każde państwo zaangażowane w proces repatriacji musi w końcu opracować kryteria określające, kto może z tego dobrodziejstwa skorzystać, a kto nie. Jest to zadanie niezmiernie trudne i odpowiedzialne. Z natury rzeczy nie może ono usatysfakcjonować wszystkich. W tym zakresie nieporównywalnie łatwiejsza była repatriacja z lat 1946 i 1956, kiedy to podstawowym kryterium uprawniającym do repatriacji był fakt posiadania obywatelstwa Drugiej Rzeczypospolitej. A jednak, mimo że okres zsyłki tej grupy był stosunkowo krótki, że zesłańcy żyli w zwartych grupach i że byli oni ściśle ewidencjonowani przez władze sowieckie, znamy liczne wypadki, kiedy to osoby, które formalnie kwalifikowały się do repatriacji, nie mogły z niej skorzystać. Przyczyny były różne - zagubienie dokumentów, przyjęcie pod presją obywatelstwa radzieckiego, czy wreszcie arbitralnie określony, nieprzekraczalny termin zakończenia repatriacji.

 

Obecna sytuacja jest pod tym względem znacznie bardziej skomplikowana. Zdecydowana większość Polaków z azjatyckiej części byłego Związku Radzieckiego od wielu pokoleń nie miała związku z Polską jako organizmem państwowym. Większość deportowanych pochodziła z kresów Pierwszej Rzeczypospolitej, gdzie kultura tradycyjna, w szerokim tego słowa znaczeniu, stanowiła swoisty konglomerat elementów polskich i ukraińskich, a często również innych. Zarówno kultura, jak i język jeszcze przed deportacją były lokalne, nie zawsze z dominacją elementów polskich. Ta specyficzna kultura Polaków następnie poddana została brutalnej i długotrwałej rusyfikacji oraz wpływom innych kultur lokalnych bądź ludów deportowanych. Sowiecka rzeczywistość nie sprzyjała kultywowaniu tradycji i nie dawała nadziei na powrót w strony rodzinne, gdzie ta kultura mogłaby być przydatna.

 

W tak specyficznej sytuacji konsekwentne trzymanie się zapisu ustawy może uniemożliwić repatriację znacznej liczbie osób polskiego pochodzenia. Nieostrość wymogu "wykazania swego związku z polskością, w szczególności przez pielęgnowanie polskiej mowy, polskich tradycji i zwyczajów" stwarza możliwość dowolności interpretacji zapisu przez konsula - osobę, która podejmuje niezwykle doniosłe decyzje dotyczące losów ogromnej liczby ludzi. Konsul ma moralne prawo i obowiązek konsekwentnego wymagania znajomości elementów kultury i języka od osób, które miały możliwość kontaktu z polskością poprzez obecność nauczyciela, księdza czy organizacji polonijnej. W odniesieniu do sowieckiej przeszłości zaś będzie musiał wykazać się znaczną tolerancją i empatią.

 

Ustawa zawiera listę dokumentów, które mogą być podstawą udowodnienia polskiego pochodzenia. Z doświadczenia wiadomo mi, że wiele osób polskiego pochodzenia dokumentów takich nie posiada. Wiem jednak również, że w postsowieckiej rzeczywistości można kupić każdy dokument. Jest to wyłącznie kwestia ceny, nie zaś dowodów. Świadomość taką posiadają również konsulowie. Nie mają oni zazwyczaj i zapewne mieć nie będą, możliwości weryfikacji dokumentów. Powyższa sytuacja stawia konsula jako urzędnika państwowego w sytuacji dużego dyskomfortu psychicznego i częstych dylematów moralnych. Przy braku namacalnych dowodów fałszerstwa zeznań i dokumentów, musi on wszelako podejmować decyzję na korzyść petenta.

 

Ustawa nie jest narzędziem precyzyjnym, umożliwiającym daleko posuniętą dowolność jej interpretacji. Należy mieć nadzieję, że będzie ona realizowana w duchu zrozumienia specyficznej sytuacji Polaków z azjatyckiej części byłego Związku Radzieckiego, poszanowania prawa i woli rozwiązania nabrzmiałego problemu repatriacji zgodnie z wolą zainteresowanych i interesem Państwa.

 

Marek Gawęcki
Uniwersytet im. A. Mickiewicza w Poznaniu

Referat URSZULA MILCZEWSKA, Bułgaria

Komisja ds. Pomocy Socjalnej, Charytatywnej i Problemów Repatriacji

II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

 

Sytuacja polskich emerytów i rencistów zamieszkałych za granicą



Emerytura... Dla jednych, to spokojne życie i zasłużony odpoczynek po wielu latach pracy, dla innych - życiowa klęska, katastrofa. O przynależności do tej pierwszej lub drugiej kategorii emerytów decyduje nie tylko wykonywany przedtem zawód, wykształcenie, staż pracy, ale w znacznej mierze także i kraj, do którego kiedyś rzucił nas los. Spójrzmy więc jaka jest sytuacja emerytów w różnych krajach Europy na tle ogólnej sytuacji ekonomicznej w danym kraju, jakie prawa mają polscy emeryci i renciści, którzy posiadają staż pracy wyłącznie w kraju zamieszkania, a także w jaki sposób rozwiązany jest problem polskich świadczeń emerytalnych z tytułu lat przepracowanych w Polsce.

 

Poniższe opracowanie powstało głównie dzięki osobistemu zaangażowaniu osób, do których została rozesłana specjalnie w tym celu opracowana ankieta w sprawie rent i emerytur. Analiza obejmuje osiem krajów zarówno z Europy Wschodniej jak i Zachodniej, uporządkowanych w kolejności alfabetycznej. Wszelkie komentarze są zbędne. Przytoczone fakty i liczby głośno krzyczą... Z żalem należy stwierdzić, że mimo wcześniejszych obietnic, nie nadeszła odpowiedź na ankietę z Towarzystwa Pomocy Polakom w Wielkiej Brytanii, w związku z czym kraj ten nie został włączony do referatu.

 

AUSTRIA

 

Na podstawie informacji z 9 stycznia 2001 roku opracowanej przez p. Bolesława Karwata - prezesa Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Austrii.

Podstawowe dane makroekonomiczne w 2000 roku:

 

Przec. płaca w sektorze budżetowym ok. 25000ATS (ok. 1700USD)
Minimum socjalne na osobę/miesiąc 8000ATS (530USD)
Minimalny zasiłek socjalny 6000ATS (400USD)
Minimalna emerytura 7000ATS (470USD)
Maksymalna emerytura 50000-70000ATS (3400-5000USD)

 

Austria jest jednym z krajów, z którymi Polska nie miała dotąd umowy o zabezpieczeniu socjalno-emerytalnym. Forum Polonii w Austrii dziesięć lat zabiegało o podpisanie takiej umowy. 7 września 1998 roku umowa o zabezpieczeniu społecznym między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Austrii została wreszcie podpisana i po ratyfikacji przez obie układające się strony weszła w życie 1 grudnia 2000 roku. Ponieważ wciąż jeszcze nie ma rozporządzeń wykonawczych, emeryci i renciści, obywatele austriaccy polskiego pochodzenia (emerytów polskich na polskich dokumentach nie ma) otrzymują tylko renty austriackie w wysokości uzależnionej od ilości przepracowanych lat na terenie Republiki Austrii. Zgodnie z zapisami umowy, osoby, które pracowały zarówno w Polsce, jak i w Austrii otrzymają - po spełnieniu warunków wymaganych przez przepisy wewnętrzne każdego z państw - świadczenia emerytalno-rentowe, przy czym wysokość tych świadczeń uzależniona będzie od okresów zatrudnienia przebytych w danym państwie. Każde z państw wypłacać będzie świadczenie wyłącznie za własne okresy zatrudnienia. Osoby pobierające już austriacką emeryturę, które pracowały również i w Polsce i z tego tytułu nie otrzymują na razie żadnych świadczeń, będą miały możliwość ubiegania się o takie świadczenie po złożeniu wniosku u ubezpieczyciela austriackiego. O ile wniosek złożony zostanie przed upływem 2 lat od daty wejścia w życie Umowy, możliwe będzie otrzymanie polskiego świadczenia od tej daty. Jeżeli wniosek zostanie złożony po upływie 2 lat od daty wejścia Umowy w życie, polskie świadczenia emerytalne zostaną przyznane od pierwszego dnia miesiąca, w którym złożono wniosek.

Społeczność polonijna żyje nadzieją, że już niedługo będzie mogła składać w tutejszych zakładach ubezpieczeniowych wnioski o świadczenia z tytułu zatrudnienia w Polsce.

 

BUŁGARIA

 

Informacje z Narodowego Instytutu Statystyki, Narodowego Instytutu Ubezpieczeń, Instytutu Badań Socjalnych przy Konfederacji Niezależnych Związków Zawodowych i Kodeksu Obowiązkowych Ubezpieczeń Społecznych zebrała i opracowała Urszula Milczewska - prezes Polskiego Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego im. Władysława Warneńczyka w Bułgarii.

Podstawowe dane makroekonomiczne w 2000 roku:

 

Przec. płaca w sektorze budżetowym 220 lw (110USD) brutto*
Maksymalna emerytura 160 lw (80USD)
Minimalna emerytura 46 lw (23USD)
Średnia emerytura 82 lw (41USD)
Minimalny zasiłek socjalny 40 lw (20USD)
Maks. renta z tyt. niezdolności do pracy 60 lw (30USD)
Min. renta z tyt. niezdolności do pracy 42 lw (21USD)

* stopa opodatkowania wynosi 20% od kwoty powyżej 50 USD

 

Informacja z 17 stycznia 2001 roku podana przez Instytut Badań Socjalnych przy Konfederacji Niezależnych Związków Zawodowych w Bułgarii: niezbędne minimalne miesięczne koszty utrzymania jednej osoby - 257 lw (128 USD); kwota niezbędna do zapewnienia biologicznej egzystencji dorosłego człowieka - 97 lw (48 USD).

Najbardziej pokrzywdzoną grupę społeczną wśród polskich emerytów i rencistów stanowią osoby, które posiadają wyłącznie bułgarski staż pracy. Najczęściej spotykana renta lub emerytura wynosi 28-32 USD, a więc jest to kwota znacznie niższa od kwoty niezbędnej do zapewnienia biologicznej egzystencji dorosłego człowieka.

 

Od 1 stycznia 2000 roku w Bułgarii obowiązuje nowy Kodeks Obowiązkowych Ubezpieczeń Społecznych (opublikowany w Dyrżawen Westnik 1999/10 dn. 17.12.99 r.), na podstawie którego cudzoziemcy, przebywający na stałe lub przez dłuższy czas w Bułgarii i posiadający wymagany przez Kodeks staż pracy w Bułgarii mają takie same prawa do świadczeń emerytalno-rentowych jak obywatele bułgarscy. Zgodnie z art. 98, ust. 1 Kodeksu świadczenia te wypłacane są przez bułgarski Narodowy Instytut Ubezpieczeń. Polscy emeryci i renciści na równi z Bułgarami mają prawo do wszystkich przewidzianych w Kodeksie ulg, zniżek, dodatków do emerytur i rent, opieki społecznej, renty rodzinnej, zasiłku pogrzebowego itd. Realny wymiar tej pomocy jest jednak tak znikomy, że niewiele zmienia dramatyczną sytuację tych osób.

 

Stosunkowo dużą grupę wśród emerytów w środowisku polonijnym (około 120 osób) stanowią osoby, które posiadają staż pracy zarówno w Bułgarii jak i w Polsce. Zgodnie z art. 98, ust. 1 Kodeksu, również i w tym przypadku świadczenia emerytalno-rentowe są wypłacane przez bułgarski Narodowy Instytut Ubezpieczeń, na podstawie Umowy o współpracy w dziedzinie polityki społecznej między Polską Rzeczpospolitą Ludową a Ludową Republiką Bułgarią, podpisanej w Warszawie 12 lipca 1961 roku i Porozumienia w sprawie wykonania tejże Umowy, podpisanego w Sofii 29 sierpnia 1962 roku. Ta przestarzała Umowa jest bardzo krzywdząca dla świadczeniobiorców z następujących powodów. Polskie emerytury i renty przekazywane są z Polski w dolarach amerykańskich, a w Bułgarii raz w kwartale wypłacane są w lewach, przy całkowitym braku informacji wg jakiego kursu bankowego zostało przeliczone świadczenie. Osobom, które pobierają polską emeryturę lub rentę, odlicza się proporcjonalną część polskich świadczeń z bułgarskiej emerytury, pomimo spełnienia warunków upoważniających do otrzymania pełnej emerytury bułgarskiej.

Od kilku lat Ambasada RP w Sofii wielokrotnie występuje wobec kompetentnych władz polskich i bułgarskich z inicjatywą zawarcia zupełnie nowej dwustronnej umowy o zabezpieczeniu społecznym między Polską a Bułgarią. Ze swej strony Bułgaria gotowa jest przedstawić projekt nowej, korzystniejszej dla polskich emerytów i rencistów umowy. Jak dotąd, nie znalazło to poparcia ze strony odpowiednich instytucji w Polsce.

Na IV Zjeździe Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych w Pułtusku w 2000 roku środowisko polonijne w Bułgarii zwróciło się do EUWP z prośbą o wsparcie w tej sprawie.

 

CZECHY

 

Na podstawie informacji z 17 stycznia 2001 roku opracowanej przez p. Józefa Orszulika - prezesa Stowarzyszenia Emerytów Polskich w Republice Czeskiej

Podstawowe dane makroekonomiczne w 2000 roku:

 

Przec. płaca w sektorze budżetowym ok. 13000Kc (382USD)
Minimum socjalne na osobę/miesiąc 3770Kc (110USD)
Maksymalna emerytura nieograniczona (Ust. 155/95 zniosła określenie maksymalna emerytura)
Minimalna emerytura 2080Kc (61USD)
Minimalny zasiłek socjalny 150Kc (44USD)

 

Emeryci - obywatele polscy, posiadający staż pracy wyłącznie w Republice Czeskiej traktowani są na równi z obywatelami tego kraju, tzn. mają prawo do wszystkich przewidzianych w ustawie emerytalnej ulg, zniżek, dodatków do emerytur i rent, opieki społecznej, renty rodzinnej, zasiłku socjalnego, zasiłku pogrzebowego itd. Na podstawie Umowy międzynarodowej z dn. 5 kwietnia 1948 roku zawartej między PRL a Czechosłowacją obywatele polscy posiadający staż pracy zarówno w Republice Czeskiej jak i w Polsce otrzymują należną im polską część świadczeń w dolarach amerykańskich co miesiąc, pod koniec danego miesiąca. Emerytury w Republice Czeskiej są obliczane na podstawie stosunków przepracowanych lat w danym kraju (w Polsce i Republice Czeskiej) do ogółu przepracowanych lat (np. 40% w Republice Czeskiej i 60 % w Polsce). Emeryci i renciści w Republice Czeskiej, którzy pobierają pełne świadczenia emerytalne z Polski (ZUS Nowy Sącz) są zobowiązani do płacenia miesięcznych składek na ubezpieczenie zdrowotne (obecnie 675 Kc miesięcznie), co nie jest zgodne z Umową międzynarodową między PRL a Czechosłowacją z dnia 5 kwietnia 1948 (patrz punkt 3).

 

Powyższa umowa gwarantuje równouprawnienie emerytów polskich i czeskich w zakresie bezpłatnego ubezpieczenia zdrowotnego. Ministerstwo Zdrowia w Republice Czeskiej nie przestrzega postanowień umowy w tym względzie i sprawa ta wymaga uregulowania niezależnie od tego, że wspomniane opłaty miesięczne co kwartał są emerytom rekompensowane. Obywatele polscy występowali wobec kompetentnych władz polskich i czeskich (Ministerstwo Zdrowia, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Zakład Ubezpieczeń) z inicjatywą rozwiązania tego problemu i nowego uregulowania składek na ubezpieczenia zdrowotne. Jak dotąd, sprawa nie została załatwiona pozytywnie

 

DANIA

 

Na podstawie informacji z 10 stycznia 2001 roku opracowanej przez p. Monikę Truszkowską-Pruchniewicz - II Sekretarza Ambasady RP w Kopenhadze

Podstawowe dane makroekonomiczne w 1998 roku (najnowsze dostępne dane):

 

Przec. płaca w sektorze budżetowym 24277DKK (ok. 3000USD) brutto*
Podst. stawka emerytury powszechnej 4262DKK (ok. 530USD) brutto

* stopa opodatkowania wynosi od ok. 50% w górę

 

Podstawowa stawka emerytury powszechnej jest jednakowa dla wszystkich osób, które uzyskały pełne prawo do emerytury powszechnej (czyli w okresie między ukończeniem 15. a 67. roku życia zamieszkiwały w Danii przez co najmniej 40 lat) niezależnie od obywatelstwa. Osoby, które w ww. okresie zamieszkiwały w Danii krócej niż 40, ale dłużej niż 10 lat, nabywają prawo do emerytury powszechnej w wymiarze proporcjonalnym do okresu pobytu. Emerytura powszechna nie jest uzależniona od okresu zatrudnienia ani osiąganych zarobków; przysługuje również osobom, które nigdy nie pracowały.

 

Do stawki podstawowej doliczany jest dodatek w następujących wysokościach: dla osób pozostających w związku małżeńskim (lub konkubinacie, rozstrzygający jest fakt wspólnego prowadzenia gospodarstwa domowego) - 1938 DKK (ok. 240 USD) brutto miesięcznie; dla osób samotnych - 4226 DKK (ok. 525 USD) brutto miesięcznie. W przypadku osiągania przez emeryta dodatkowych dochodów (np. jeśli pracuje i otrzymuje wynagrodzenie lub pobiera wysokie świadczenie emerytalne z kraju poza UE), kwota dodatku jest odpowiednio zmniejszana.

Osoby uprawnione do świadczeń emerytalnych z Polski pobierają je za pośrednictwem upoważnionej przez siebie osoby zamieszkałej w Polsce, ew. świadczenie przekazywane jest przez ZUS na rachunek bankowy prowadzony przez beneficjenta w polskim banku. Osobom, które uzyskały pełne prawo do emerytury powszechnej w Danii potrąca się określoną część przysługujących im świadczeń z racji stażu pracy w Polsce tylko w przypadku, gdyby kwota polskiego świadczenia emerytalnego przekraczała 40 000 DKK (ok. 5000 USD) w skali roku. Powodowałoby to proporcjonalne obniżenie dodatku do podstawowej stawki emerytury powszechnej.

 

Obywatele polscy mają prawo do renty z tytułu niezdolności do pracy na takich samych zasadach jak emerytura powszechna, tj. w odpowiedniej proporcji do okresu zamieszkiwania w Danii. Polscy emeryci i renciści na równi z obywatelami miejscowymi mają prawo do wszystkich przewidzianych przez prawo ulg i zniżek. Zdecydowana większość emerytów pobiera ponadto różnego rodzaju dodatki i zasiłki pielęgnacyjne, na zakup lekarstw i sprzętu rehabilitacyjnego, itp., a także korzysta z oszczędności zgromadzonych w funduszach emerytalnych. Renta rodzinna w przypadku śmierci współmałżonka nie ma odpowiednika w duńskim systemie prawnym.

Przed wejściem w życie Ustawy z dnia 17.12.1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (Dz. U. nr 162, poz. 1118) wiele osób występowało w sprawie umożliwienia wypłaty świadczeń z Polski osobom uprawnionym zamieszkałym w Danii. Ustawa wprowadziła zadowalające rozwiązania w tej dziedzinie.

 

JUGOSŁAWIA

 

Na podstawie informacji opracowanej przez p. Krystynę Pavlović i p. Renatę Niedzieską-Fatić - Jugosłowiańskie Środowisko Polonijne

Podstawowe dane makroekonomiczne w 2000 roku (dotyczą głównie Serbii):

Przec. płaca (netto):

-październik 2000r.

- grudzień 2000 r.

 

2925Din (46,31USD)

4061Din (64,29USD)

Maksymalna emerytura 10674Din (167USD)
Minimalna emerytura 1321Din (21USD)
Przeciętna emerytura w Serbii 3304Din (52USD)
Minimalny zasiłek socjalny ok. 5-10USD

 

W odróżnieniu od innych postkomunistycznych krajów Europy Wschodniej, Jugosławia jest krajem, w którym dopiero od niedawna zaczynają być wprowadzane europejskie kategorie socjalne. Brak dokładnych danych statystycznych utrudnia dokonanie analizy sytuacji emerytów i rencistów.

Nie sposób jest ustalić jaka jest przeciętna emerytura Polaków i osób polskiego pochodzenia żyjących w Serbii, które otrzymują wyłącznie serbskie świadczenia emerytalne. Niekorzystny stosunek przeciętnych emerytur do przeciętnych płac (1 : 1,24), trudna sytuacja gospodarcza kraju, wykorzystywanie funduszy emerytalnych do innych celów w minionych latach i stale spadająca liczba osób zatrudnionych w stosunku do liczby emerytów i rencistów (w 1990 r. stosunek ten wynosił 2,44 : 1, a w 1999 r. - 1,32 : 1) sprawiają, że regularne wypłaty emerytur i rent nadal są dużym problemem w Jugosławii. W styczniu 2001 roku emeryci i renciści wciąż jeszcze czekali na wypłatę drugiej części świadczeń za listopad 2000.

 

Jugosłowiańskie media często podają informację, że ok. 70% obywateli żyje w ubóstwie bądź na granicy ubóstwa. Tzw. "koszyk zakupów", który obejmuje jedynie niezbędne wyżywienie (bez środków higieny, świadczeń itd.) dla czteroosobowej rodziny wynosił w grudniu 2000 roku - 9 330 dinarów (147,7 USD) i był wyższy od dwóch przeciętnych płac.

Z punktu widzenia prawa jugosłowiańskiego, cudzoziemcy, którzy uzyskali zgodę na stały pobyt w tym kraju, mają równe prawa z obywatelami miejscowymi, co oznacza, że polscy emeryci i renciści w Jugosławii mają prawo do wszystkich przewidzianych w ustawie emerytalnej ulg, zniżek, dodatków do emerytur i rent, opieki społecznej, renty rodzinnej, zasiłku socjalnego, zasiłku pogrzebowego itd. Są to jednak kwoty tak znikome, że niewiele zmieniają ich sytuację.

Jugosłowiańskie Środowisko Polonijne jak również Wydział Konsularny Ambasady RP w Belgradzie nie posiadają dokładnych danych na temat liczby emerytów i rencistów Polaków i osób polskiego pochodzenia, żyjących na terenie Serbii. Środowisko Polonijne w Jugosławii skonsolidowało się w 1999 roku i od tego czasu prowadzona jest lista członków, obejmująca 718 osób, w tym 45 emerytów i rencistów. Ponieważ ludność polskiego pochodzenia w Jugosławii liczy aktualnie ok. 2 000 osób, można przypuszczać, że wśród nich jest co najmniej 200 emerytów i rencistów. Osoby te ze względu na wiek słabo się kontaktują z Ambasadą i czasami przypadkowo Środowisko Polonijne dowiaduje się o ich miejscu zamieszkania i potrzebach.

 

Większość polskich emerytów i rencistów posiada staż pracy zarówno w Polsce, jak i w Jugosławii. Polskie emerytury i renty z tytułu stażu pracy w Polsce wypłacane są na podstawie przestarzałej dwustronnej Umowy o ubezpieczeniu społecznym między Rządem PRL a Rządem Federacyjnej Ludowej Republiki Jugosławii, podpisanej w Warszawie dnia 16 stycznia 1958 r. (Dz. U. PRL Nr 19 z dn. 18.III.1959 r.). Umowa ta może mieć zastosowanie, jeżeli dana osoba posiada przynajmniej 6-miesięczny okres ubezpieczeń w jednym lub drugim kraju.

Podobnie jak w innych krajach z byłego bloku komunistycznego, umowa ta jest krzywdząca dla świadczeniobiorców z następujących powodów. Polskie emerytury należne za staż pracy w Polsce są obliczane w złotych i raz w miesiącu transfer tych należności odbywa się w dolarach amerykańskich po kursie dnia przeliczenia. Strona jugosłowiańska wypłaca świadczenia co miesiąc w dinarach według oficjalnego kursu na dzień obliczenia. Na dokumencie wypłaty świadczeniobiorcy nie otrzymują informacji o tym kiedy i wg jakiego kursu zostało dokonane przeliczenie świadczenia. Ta sytuacja była szczególnie krzywdząca w minionych latach (do grudnia 2000 r.), gdy oficjalny kurs walut znacznie odbiegał od rynkowego (czarnego) kursu i polskie emerytury i renty przeliczone na dinary stanowiły groszowe kwoty. Osobom, które pobierają polską emeryturę lub rentę odlicza się proporcjonalną część polskich świadczeń z jugosłowiańskiej emerytury, pomimo spełnienia warunków upoważniających do otrzymania pełnej emerytury jugosłowiańskiej. Obywatele polscy mieszkający w Jugosławii wielokrotnie składali z tego powodu zażalenia w zakładzie ubezpieczeń społecznych i w sądzie, ale dotychczas ani jedna sprawa nie została załatwiona pozytywnie na korzyść emerytów.

 

Polscy emeryci i renciści w Jugosławii wyrażają niezadowolenie z powodu bardzo zróżnicowanych uzasadnień ze strony polskiego ZUS przy ustalaniu prawa do emerytury i przy obliczaniu jej wysokości. Niezrozumiałe jest na jakiej podstawie osoby spełniające podobne warunki pod względem wykształcenia, stażu pracy i okresu zatrudnienia w Polsce (w latach pięćdziesiątych, o których nie ma danych zarobkowych) otrzymują emerytury w wysokości 4 USD, 10 USD lub 45 USD. Rozbieżności te świadczą o tym, że przestarzałe zapisy Umowy pozwalają na wybiórcze stosowanie tych samych przepisów w zależności od tego, co jest korzystniejsze dla ZUS.

Dla przykładu można tu przytoczyć dwie skrajnie różne decyzje ZUS, dotyczące podobnych spraw: "Zakład nie może ustalić podstawy wymiaru z powodu braku dokumentów płacowych z lat 1955-1958, wobec czego przyznaje Pani emeryturę w kwocie świadczenia najniższego"(w Polsce). "…zgodnie z Umową polsko-jugosłowiańską za podstawę wymiaru renty przyjmuje się podstawę podaną przez tę stronę, na terytorium której miało miejsce ostatnie zatrudnienie, w tym wypadku za podstawę wymiaru renty przyjęliśmy kwotę podaną przez instytucję jugosłowiańską". W pierwszym przypadku właśnie kwoty podanej przez instytucję jugosłowiańską nie przyjęto jako podstawę wymiaru z uzasadnieniem, że "jest za bardzo zawyżona".

Biorąc pod uwagę, że obowiązująca wciąż jeszcze Umowa o ubezpieczeniu społecznym została podpisana w 1958 roku, a zmiana systemu zarówno w Polsce jak i w Jugosławii związana jest ze zmianą przepisów prawnych, obecni i przyszli polonijni emeryci i renciści mają nadzieję, że odpowiednie instytucje obu krajów rozważą możliwość podpisania nowej umowy regulującej tak ważny segment polityki społecznej.

 

ROSJA

 

Nadesłana przez p. dr Piotra Romanowa notatka w imieniu Kongresu Polaków w Rosji odbiega swoim charakterem od stylu referatu, ponieważ zamiast konkretnych danych o sytuacji polskich emerytów i rencistów, zawiera ekspertyzę Dumy Państwowej w sprawie rządowego programu reformy systemu ubezpieczeń społecznych w Federacji Rosyjskiej, opublikowaną w informatorze "Socjalno-ekonomiczne problemy Rosji" w 1999 roku.

Jak wynika z ekspertyzy, prace nad reformą trwają od 1995 roku. Wg "Koncepcji reformy systemu zabezpieczenia emerytalnego" przewidywane jest wprowadzenie trzystopniowego systemu emerytalnego. Pierwszy stopień - emerytura podstawowa, przyznawana wszystkim obywatelom z tytułu niezdolności do pracy lub po ukończeniu odpowiedniego wieku, niezależnie od stażu pracy. Drugi stopień - emerytura za okres zatrudnienia, w wysokości uzależnionej od stażu pracy (okresu składkowego) i wynagrodzenia. Trzeci stopień -dodatkowa emerytura z różnego rodzaju funduszy emerytalnych.

Jak dotąd reforma systemu ubezpieczeń społecznych w Federacji Rosyjskiej nie została wprowadzona i sytuacja emerytów i rencistów od lat nie uległa zmianie. Nikt z obywateli polskich zamieszkałych w Rosji nie otrzymuje świadczeń emerytalnych z Polski. Między Rosją a Polską nie ma umowy o zabezpieczeniu społecznym. Wprowadzone na wniosek Prezydenta Rosji podwyżki emerytur w 2000 roku nie nadążają za wzrostem cen i w niczym nie zmieniają dramatycznej sytuacji emerytów. W ostatnim czasie Parlament Rosji podjął uchwałę, która pozwala zatrudniać osoby pobierające świadczenia emerytalne. Ograniczone możliwości na rynku pracy sprawiają, że zatrudnianie emerytów jest raczej fikcją, a nie realną możliwością poprawienia niezwykle trudnej sytuacji tych ludzi.

 

RUMUNIA

 

Na podstawie informacji z 19 stycznia 2001 roku opracowanej przez p. Bogdana Polipciuca - prezesa Stowarzyszenia Polaków "Dom Polski" w Bukareszcie

Podstawowe dane makroekonomiczne w 2000 roku:

 

Przec. płaca w sektorze budżetowym 2859000Lei brutto (110USD)
Minimalna płaca 1000000Lei (ok. 38USD)
Średnia emerytura za pełną wysługę lat 1491000Lei (ok. 57USD)

 

Obowiązująca w Rumunii ustawa emerytalna, zapewnia obcokrajowcom posiadającym staż pracy w Rumunii takie same prawa jak obywatelom rumuńskim. Zgodnie z tą ustawą obywatele polscy mają prawo do renty z tytułu niezdolności do pracy, do opieki społecznej (domy pomocy społecznej, zakłady opiekuńczo-lecznicze), do renty rodzinnej w przypadku śmierci współmałżonka i innych dodatków i zniżek.

 

Między Polską a Rumunią nie ma umowy w zakresie ubezpieczeń społecznych, która by umożliwiała przekaz świadczeń emerytalnych z Polski do Rumunii i odwrotnie. Z zebranych informacji wynika, iż osoby z tej kategorii zamieszkałe na stałe w Rumunii mogą pobierać świadczenia wyłącznie w Polsce.

"Dom Polski" zwracał się niejednokrotnie z propozycjami uregulowania wypłat świadczeń emerytalno-rentowych zarówno do Konsulatu RP jak i do polskich delegacji parlamentarnych, które przebywały z okazji oficjalnych wizyt w Rumunii. Niestety, interwencje te nie przyniosły oczekiwanych wyników.

 

UKRAINA

 

Na podstawie informacji z 15 stycznia 2001 roku opracowanej przez p. Emilię Chmielową - prezesa Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie

Podstawowe dane makroekonomiczne w 2000 roku:

 

Przec. płaca w sektorze budżetowym 40-50USD
Maksymalna emerytura 16USD*
Minimalna emerytura 10USD
Minimalny zasiłek socjalny 6USD
Granica ubóstwa 20USD

* dla urzędników państwowych - % od wypłaty w przedsiębiorstwach zagrażających zdrowiu - 4 minimalne emerytury.

 

Niezwykle dramatyczna jest sytuacja Polaków - emerytów i rencistów zamieszkałych na Ukrainie. Polacy, obywatele państwa ukraińskiego otrzymują tylko ukraińskie emerytury, wyłącznie za lata przepracowane w kraju zamieszkania. Staż pracy w Polsce w ogóle nie jest brany pod uwagę przy ustalaniu prawa do emerytury i obliczaniu jej wysokości. Między Ukrainą a Polską nie ma umowy o zabezpieczeniu społecznym osób polskiego pochodzenia. Umowa taka istniała między Polską a Związkiem Radzieckim do 1992 roku.

Polscy emeryci i renciści nie mają prawa do renty z tytułu niezdolności do pracy, jeżeli renta przysługuje im po 1992 roku. Nie mają również prawa do żadnych ulg, zniżek, dodatków do emerytur, dodatków pielęgnacyjnych, renty rodzinnej, zasiłku socjalnego i zasiłku pogrzebowego.

 

WĘGRY

 

Na podstawie informacji opracowanej przez p. Alicję Nagy - prezesa Polskiego Stowarzyszenia Kulturalnego im. J. Bema na Węgrzech

Podstawowe dane makroekonomiczne w 2000 r.:

 

Przec. płaca w sektorze budżetowym ok. 50000Ft netto (174USD)
Minimalne zarobki 25000Ft brutto (87USD)
Minimalna emerytura 29000Ft brutto (101USD)
Emerytura socjalna 15000-16000Ft (54-56USD)

* stopa opodatkowania wynosi 20%

 

Ze względu na bardzo wysokie koszty utrzymania (wyżywienie, odzież, środki higieny, świadczenia itd.) i stale rosnące ceny, powyższe dochody zapewniają bardzo skromne życie osobom pracującym, co pozwala wyciągnąć wniosek jaka jest sytuacja emerytów, którzy pobierając wyłącznie węgierską dysponują zaledwie częścią tych środków. Oficjalnie Premier Węgier przyznaje, że co piąta rodzina węgierska żyje w nędzy.

Na mocy polsko-węgierskiej Umowy o ubezpieczeniu społecznym, zawartej 14 lutego 1959 roku (Dz.U. 1959/67, poz. 416), lata przepracowane w Polsce zaliczane są do stażu pracy, stanowiącego podstawę do obliczenia wysokości emerytury. W niektórych przypadkach, również studia w Polsce zaliczane są do lat wliczanych do lat upoważniających do uzyskania emerytury (osoby urodzone do 1945 roku włącznie).

 

Najkrótszy okres zatrudnienia upoważniający do nabycia praw do świadczeń emerytalnych wynosi 20 lat . Przy spełnieniu tego warunku i w wieku 62 lat, pracownik może uzyskać prawo do emerytury w wysokości ok. 14 000 -15 000 FT (ok. 55 USD). Przed czterema laty na Węgrzech podniesiono wiek emerytalny dla kobiet od 62 roku życia. Osoby urodzone przed 1946 rokiem mogą przejść na tzw. wcześniejszą emeryturę, pod warunkiem, że ich staż pracy łącznie ze studiami wynosi 35 lat. Za każde dziecko odliczany jest jeden rok.

Emerytura łączona za lata przepracowane w Polsce i za lata przepracowane na Węgrzech nie zawsze jest korzystna dla świadczeniobiorców, ponieważ jest uzależniona od okresu zatrudnienia w Polsce. Niektórzy z naszych Polaków, pobierający świadczenia na zasadzie emerytury łączonej, tracą określoną część świadczeń jeżeli okres przepracowany w Polsce był stosunkowo krótki.

 

 
Zał. 1
ANKIETA W SPRAWIE RENT I EMERYTUR

Podstawowa informacja o kraju zamieszkania:

Przeciętna płaca w 2000 r. w sektorze budżetowym (w przeliczeniu na USD)

Minimum socjalne na osobę (na miesiąc)

Granica ubóstwa, czyli kwota niezbędna do zapewnienia biologicznej egzystencji dorosłego człowieka

Minimalna, średnia i maksymalna emerytura

Minimalny zasiłek socjalny

Czy emeryci - obywatele polscy, posiadający staż pracy wyłącznie w kraju zamieszkania traktowani są na równi z obywatelami tego kraju? Jeżeli nie, to jakie są różnice?

Na podstawie jakiej umowy międzynarodowej w dziedzinie ubezpieczeń społecznych, w jakiej walucie i z jaką częstotliwością wypłacane są polskie świadczenia emerytalne osobom, które posiadają staż pracy zarówno w kraju zamieszkania jak i w Polsce?

Czy osobom posiadającym prawo do pełnej emerytury w kraju zamieszkania potrąca się określoną część przysługujących im świadczeń (jaką?) z racji stażu pracy w Polsce?

Czy obywatele polscy mają prawo do renty z tytułu niezdolności do pracy?

Czy przysługuje im dodatek pielęgnacyjny, zasiłek pogrzebowy?

Czy emeryci i renciści mają takie same prawa do wszelkiego rodzaju ulg i zniżek?

Czy w przypadkach losowych polscy emeryci i renciści mają prawo do opieki społecznej (domy pomocy społecznej, zakłady opiekuńczo-lecznicze)?

Czy obywatel polski ma prawo do renty rodzinnej w przypadku śmierci współmałżonka?

Czy obywatele polscy występowali z propozycjami nowego uregulowania wypłat polskich świadczeń emerytalno-rentowych wobec polskich placówek dyplomatycznych w kraju zamieszkania? Jakie są wyniki ew. działań w tym kierunku?

Proszę także o wszelką inną informację związaną z tematem:

"SYTUACJA POLSKICH EMERYTÓW I RENCISTÓW ZAMIESZKAŁYCH ZA GRANICĄ"

 

 
Zał. 2
TABELA PORÓWNAWCZA PODSTAWOWYCH DANYCH MAKROEKONOMICZNYCH

(w przeliczeniu na USD)

 

  I. II. III. IV. V. VI. VII. VIII.
A 1700 110 382 3000(2) 64 110 40-50 174
B 530 128(1) 110 x nieokr. x 20 x
C 5000 80 bez ogr. (4) 167 x 16(5) x
D 470 23 61 530(4) 21 x 10 101
E x 41 x (4) 52 57 x x
F 400 20 44 280(3a)
570(3b)
895(3c)
x x 6 54-56
G x 30 x x x x (6) x
H x 21 x x x x (6) x

 

OBJAŚNIENIA ZNAKÓW:

A - Przeciętna płaca w 2000 r. w sektorze budżetowym
B - Niezbędne minimum socjalne na osobę/miesiąc
C - Maksymalna emerytura
D - Minimalna emerytura
E - Średnia emerytura
F - Minimalny zasiłek socjalny
G - Maksymalna renta z tytułu niezdolności do pracy
H - Minimalna renta z tytułu niezdolności do pracy

I. - Austria
II. - Bułgaria
III. - Czechy
IV. - Dania
V. - Jugosławia
VI. - Rumunia
VII. - Ukraina
VIII. - Węgry

x - brak danych
 


  1. Informacja z dn. 17.01.2001 r. podana przez Instytut Badań Socjalnych przy Konfederacji Niezależnych Związków Zawodowych w Bułgarii
  2. Dane z 1998 r. (brutto, stopa opodatkowania wynosi od ok. 50% w górę)
  3.  a - dla osób poniżej 25 roku życia, nigdy nie pracujących, bezdzietnych, pozostających we wspólnym gospodarstwie domowym z rodzicami;
    b - dla osób poniżej 25 roku życia, nigdy nie pracujących, bezdzietnych, prowadzących samodzielne gospodarstwo domowe;
    c - dla osób powyżej 25 roku życia, bezrobotnych, bezdzietnych, prowadzących samodzielne gospodarstwo domowe.
  4. Jest to podstawowa stawka emerytury powszechnej brutto (bez dodatków)
    Do stawki podstawowej doliczany jest dodatek w wysokości:
    - dla osób pozostających w związku małżeńskim (lub konkubinacie - rozstrzygający jest fakt wspólnego prowadzenia gospodarstwa domowego) - ca 240 USD brutto miesięcznie.
    - dla osób samotnych - ca 525 USD brutto miesięcznie.
  5. Dla urzędników państwowych - % od wypłaty
    W przedsiębiorstwach zagrażających zdrowiu - 4 minimalne emerytury
  6. Nie mają prawa, jeżeli renta należy się po 1992 roku.

 

 

Zał. 3
MIĘDZYNARODOWE UMOWY O ZABEZPIECZENIU SPOŁECZNYM ZAWARTE Z POLSKĄ


 

Kraj Data zawarcia umowy Opublikowana
Austria 28 września 1998r. Dz.U.2000/104, poz.1105
Bułgaria 12 lipca 1961r. Dz.U.1962/28, poz.132
Czechy 5 kwietnia 1948r. Dz.U.1949/6, poz.34
Dania nie ma -
Jugosławia 16 stycznia 1958r. Dz.U.1959/19
Rosja nie ma -
Rumunia nie ma -
Ukraina nie ma* -
Węgry 14 luty 1959r. Dz.U.1959/67, poz.416

* Taka umowa istniała między Polską a Związkiem Radzieckim do 1992 roku.

 

Urszula Milczewska
Prezes Polskiego Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego im. Władysława Warneńczyka w Bułgarii

 

logo_msz2
Przedsięwzięcie finansowane ze środków otrzymanych od Kancelarii Senatu w 2016 roku w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą.
FACEBOOK